Barka "na słupach" w Krakowie

14.07.2011
Podczas powodzi najbezpieczniej jest... na wodzie. Przekonują do tego armatorzy z całej Europy, którzy swoje barki cumują na betonowych dalbach. Pomysł dotarł do Krakowa.

Barka, która ma stanąć przy bulwarach naprzeciw hotelu Cubus, będzie mieć 40 metrów długości. Na dolnym pokładzie działać ma restauracja, u góry znajdą się oranżeria i widokowy taras. Nietypowy będzie system przymocowania jej do nabrzeża - utrzymywać mają ją dalby, czyli betonowe słupy cumownicze wbite w dno Wisły. Jeśli poziom wody zmieni się, barka przesuwać się po nich będzie w górę i w dół. Cumowanie na dalbach nie jest nowością w Europie. Pierwsza restauracja na dalbach stanęła niedawno przed hotelem Tumskim we Wrocławiu (czeka jeszcze na odbiór).

Podczas powodzi najbezpieczniej jest... na wodzie. Przekonują do tego armatorzy z całej Europy, którzy swoje barki cumują na betonowych dalbach. Pomysł dotarł do Krakowa.

Barka, która ma stanąć przy bulwarach naprzeciw hotelu Cubus, będzie mieć 40 metrów długości. Na dolnym pokładzie działać ma restauracja, u góry znajdą się oranżeria i widokowy taras. Nietypowy będzie system przymocowania jej do nabrzeża - utrzymywać mają ją dalby, czyli betonowe słupy cumownicze wbite w dno Wisły. Jeśli poziom wody zmieni się, barka przesuwać się po nich będzie w górę i w dół.

- Dalby to najtańszy i najbezpieczniejszy sposób cumowania stosowany w Europie. Problemem nie są wówczas skoki wody, powódź. W czasie przypływu przymocowana w ten sposób barka podnosi się wraz z poziomem wody. Nie wychodzi na nabrzeże, nie trzeba jej odholowywać - tłumaczy Wiesław Krawiec, inwestor barki "Augusta". Takie właśnie problemy spowodowała ubiegłoroczna powódź. Przez kilka tygodni dwie zerwane barki tkwiły na stopniu wodnym Dąbie. Wysoki poziom wody uniemożliwił też odholowanie pływających restauracji spod Wawelu.

Cumowanie na dalbach nie jest nowością w Europie. W Pradze sprawdziły się podczas powodzi w 2002 roku, kiedy pod wodą znalazł się budynek parlamentu. Takie systemy są też stosowane w Amsterdamie, Londynie czy na jeziorze górskim Como we Włoszech. Wreszcie dotarły do Polski. Pierwsza restauracja na dalbach stanęła niedawno przed hotelem Tumskim we Wrocławiu (czeka jeszcze na odbiór).


Następny może być Kraków. "Augusta" ma już większość potrzebnych pozwoleń. - Mamy zgodę Zarządu Infrastruktury Sportowej, pozytywną opinię konserwatora zabytków, architekta i plastyka miejskiego. Sprawę konsultował też Urząd Żeglugi Śródlądowej i pozytywnie odniósł się do naszego projektu. Wciąż czekamy jednak na ostateczną zgodę Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej - wylicza Krawiec.

O decyzję inwestor wystąpił w grudniu ubiegłego roku. - Dajemy inwestycji zielone światło, bo takie systemy faktycznie sprawdzają się na Zachodzie. W Krakowie to jednak na razie eksperyment. Przede wszystkim potrzeba badań geologicznych, by sprawdzić, czy słupy da się wbić w dno Wisły - tłumaczy Tomasz Sądag, zastępca dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej.

Przyznaje też, że nasz system prawny nie zna tego rozwiązania, więc projekt wymagał dokładnej oceny.

- Władze w innych miastach europejskich dostosowały się do nowego trendu budowania na wodzie i pomagają mieszkającym lub prowadzącym lokale na barkach. W Polsce wciąż trzeba się miesiącami starać o różne pozwolenia. Brakuje współpracy między urzędami - ocenia Kamil Zaremba z Wrocławia, właściciel pierwszego w Polsce domu na wodzie. Sam przez kilka miesięcy starał się przekonać Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, że jego dom jest bezpieczny w czasie powodzi.

Krakowscy właściciele lokali na wodzie zauważają, że problemem są nie tylko pozwolenia, ale też brak odpowiedniej infrastruktury nad Wisłą.

Miasto w ostatnich latach stworzyło co prawda 10 nowych stanowisk cumowniczych (na odcinku od ul. Flisackiej do ul. św. Wawrzyńca), brakuje jednak oświetlenia i dostępu do mediów.

- Liczę, że dzięki palom cumowniczym barek przybędzie, a bulwary ożyją. Restauracje i kawiarnie na Wiśle mogłyby być świetną alternatywą dla Kazimierza. Niestety, jasno jest tylko pod Wawelem i na krótkim odcinku przy kładce Bernatka, gdzie na deptak pada światło z zacumowanych barek i przylegających ulic. Reszta tonie w ciemnościach i odstrasza turystów. Sam bym się tam na spacer nie wybrał - mówi Marcin Królczyk, właściciel hostelu na wodzie "Basia", zacumowanego przy bulwarze Kurlandzkim. Projekt oświetlenia bulwarów co prawda jest, ale miasto nie ma pieniędzy, żeby go zrealizować.

Armatorzy przyznają, że mogliby rozważyć udział w kosztach. - Chcielibyśmy przekonać pozostałych właścicieli, żeby doświetlić bulwary na własny koszt. To pomoże ściągnąć tu turystów - rozważa Krawiec.


Apis 14.07.2011 6,012

9 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Apis
    Apis
    Wkurzać mnie zaczyna nazywanie wszystkiego co na wodzie stoi w miejscu na amen "barką", a właścicieli tego czegoś czyli zwykłych restauratorów "armatorami". Bo lepiej brzmi?

    Ale taka jest polska dziennikarska rzeczywistość. Jak mawiał Monteskiusz: "Im ludzie mniej myślą - tym więcej mówią"

    Najczęściej bez sensu...
    - 14.07.2011 09:35
    • koj
      koj
      ..do tego barmani pełnią też funkcję "bosmana"...ech szkoda pisać...
      - 14.07.2011 10:41
      • marek56
        marek56
        A ochroniarz/wykidajło pełni służbę na trapie
        - 14.07.2011 11:13
        • Apis
          Apis
          Kiedyś na jakimś nie związanym z naszym zawodem forum przeczytałem wymianę zdań:

          - Człowieku! To nie są żadne barki tylko statki.
          - A co za różnica?
          - Ano taka, że statek wozi ładunki wodą, a barka to taka rzewna pieśń śpiewana najczęściej pod oknem...
          - 14.07.2011 13:28
          • koj
            koj
            Cumowanie na dalbach nie jest nowością w Europie. pragnę poinformować p.t. Redaktora, że dalby też nie są nowością w Polsce. W Koźlu przecież "Suchar" zaumowany był do dalb, jak jest dziś nie wiem.
            - 14.07.2011 19:38
            • x38
              x38
              W swoich archiwach znalazłem kilka fotek pokazujących zastosowanie "cumowania na palach"...
              sposób ten wykorzystano realizując program "Błękitnego Sanu"m.in pomost przy promie na Sanie w Bielinach oraz pomost cumowniczy przy porcie flisackim w Ulanowie...

              Fotki wysyłam do sztabu z prośba o dołączenie do komentarzy tego tematu...Smile

              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s1.jpg


              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s2.jpg


              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s3.jpg


              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s4.jpg


              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s5.jpg


              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s6.jpg


              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s7.jpg


              www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/s8.jpg


              Pozdrowienia od Smoka...Smile
              - 14.07.2011 21:27
              • Apis
                Apis
                Janusz Fąfara prosił mnie o dodanie do dyskusji:

                Niewątpliwie dyskusja poszła w niewłaściwym kierunku. Autorowi wzmianki o "barce - restauracji lub hotelu" jak dobrze zrozumiałem prawdopodobnie chodziło o nowatorski sposób "stałego lecz mobilnego góra - dół umiejscowienia obiektu na wodzie w pobliżu brzegu z możliwie dogodnym dotarciem na obiekt i na ląd". Jest on jak by nie było nowatorski jak na polskie warunki. Sposób ten nie jest to w fachowej terminologii cumowaniem i w tym przypadku zastosowane pale nie są dalbami.

                W Wikipedii napisano : "Cumowanie - unieruchomienie jednostki pływającej (statku wodnego) przy nabrzeżu, kei, pomoście, burcie innej jednostki, boi, pławie, dalbie, beczce cumowniczej itp. Czynności tej dokonuje się za pomocą lin cumowniczych podawanych z pokładu cumującej jednostki. W zależności od sposobu użycia tych lin, nazywa się je cumami, szpringami lub brestami. Liny cumownicze wyprowadza się z jednostki zasadniczo tylko z okolic jej dziobu i rufy. Cumy biegną skośnie od dziobu jednostki w przód i od rufy w tył, szpringi zaś odwrotnie, kontrując cumy. Bresty są prowadzone prostopadle do nabrzeża."

                Natomiast o dalbie jest kilka mniej lub bardziej niefortunnych określeń. Ja osobiście najtrafniejsze uważam wyjaśnienie w Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego który mówi: dalba hol., kilka pali (drewnianych, stalowych, żelbetowych) wbitych w dno i połączonych nad wodą w głowicę - urządzenie służące gł. do cumowania statków i barek z dala od nabrzeży.

                Wracając do meritum sprawy - czynność tę można nazwać po prostu mocowaniem mobilnym pływającej knajpy, hotelu czy też innej budowli utrzymującej się na wodzie przy pomocy tocznych obejm nałożonych na pale metalowe, betonowe, drewniane itp. Ot i cała prawda o tym wydarzeniu. Nie ujmując podwawelskiej Wiśle i jej licznych restauracyjek na wodzie śmiem jednak twierdzić że tę innowacyjną metodę w miarę stabilnego umiejscowienia tak dużego obiektu restauracyjnego na wodzie jako pierwszy na polskich rzekach zastosował właściciel Hotelu Tumskiego.

                Zupełnie inny wymiar merytoryczny zaistniał by, gdyby obok zacumował komercyjny obiekt pływający taki jak statek pasażerski, barka lub zestaw pchany. Jego postój obwarowany jest stosem przepisów, dyrektyw i zapisów w Ustawie o Żegludze Śródlądowej.

                Obrazki powiększają się po kliknięciu

                www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/d1.jpg


                www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/d2.jpg


                www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/d3.jpg


                www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/d4.jpg


                www.zegluga-rzeczna.pl/images/news/dalby/d5.jpg
                - 14.07.2011 21:54
                • przylodz
                  przylodz
                  Podobny sposób montażu pomostów do pali zastosowano w Bytomiu Odrzańskim i na przystani jachtowej w Nowej Soli. Żeby jednak takie rozwiązanie funkconowało poprawnie, projektanci powinni dostosować długość pali do najwyższego przeidywanego stanu wody na rzece. Te w Bytomiu Odrzańskim są zbyt krótkie, a te z Nowej Soli zaprojektowano z niewłaściwej strony. Dodam, że te "nowatorskie" rozwiązania funkcjonują już na Odrze od pewnego czasu. teraz Cigacice czekają na realizację podobnego projektu.
                  - 15.07.2011 11:11
                  • x1109
                    x1109
                    Od dawna w Janikowie na przystani pomosty pływające mają pale kotwiczące.Były one wbite w dno na znaczną głębokość.Po wbiciu,był wsypany cement do wnętrza rury i pobijakiem o wielkim czarem wtłaczane w dno,aby utworzyła się czapa stabilizująca rurę w dnie.Niestety,natura jest silniejsza od projektantów.Napór tafli lodowej jednej z zim był tak wielki,że jeden z pali został przemieszczony i stracił pozycję pionową.Na jeziorach tylko wiatr naciska na lód i potrafi narobić szkody.W rzece występują jednak inne siły.Prąd,zator lodowy,fala powodziowa.Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia,niskich stanów wody i zim bez lodu.
                    Pozdrawiam Włodek.
                    - 15.07.2011 21:00
                    Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                    Proszę Zaloguj by zagłosować.
                    Niesamowite! (0)0 %
                    Bardzo dobre (0)0 %
                    Dobre (0)0 %
                    Średnie (0)0 %
                    Słabe (0)0 %
                    Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                    Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies