Czy młodzi żeglarze musieli utonąć? Trwa śledztwo

05.05.2011
W niedzielę w Jeziorze Powidzkim utonęli 24-letnia mieszkanka Turku i 32-letni pilanin. Silny szkwał przewrócił ich żaglówkę, ta dwójka została uwięziona w kabinie. Trzy inne płynące żaglówką osoby uratowały się. Być może zdarzenie przeżyłyby również osoby z kabiny, jednak - zdaniem świadka akcji ratunkowej prowadzonej przez strażaków ze Słupcy - ratownicy zamiast jak najszybciej wyciągnąć ludzi z przewróconej łódki, zaczęli holować jacht motorówką.

Sternik przewróconej łodzi leży w szpitalu w Słupcy. Policja przesłuchała już dwie uratowane kobiety, a we wtorek Prokuratura Rejonowa w Słupcy wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dwójki żeglarzy. Wczoraj prokuratura miała wykonać sekcję zwłok tragicznie zmarłych oraz dokonać szczegółowych oględzin łodzi.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dwóch osób przez ratujących ich strażaków. Według świadków wydarzeń dwoje żeglarzy utopiło się w Jeziorze Powidzkim "pod kierownictwem ekipy ratunkowej strażaków".

W niedzielę w Jeziorze Powidzkim utonęli 24-letnia mieszkanka Turku i 32-letni pilanin. Silny szkwał przewrócił ich żaglówkę, ta dwójka została uwięziona w kabinie. Trzy inne płynące żaglówką osoby uratowały się. Być może zdarzenie przeżyłyby również osoby z kabiny, jednak - zdaniem świadka akcji ratunkowej prowadzonej przez strażaków ze Słupcy - ratownicy zamiast jak najszybciej wyciągnąć ludzi z przewróconej łódki, zaczęli holować jacht motorówką.

Wrócił po dziewczynę. Już nie wypłynął

Jak wyglądała akcja ratunkowa, relacjonował telewizji WTK Tomasz Siedlecki, świadek wydarzenia, który żeglował na innej łodzi. Siedleckiemu udało się podpłynąć do przewróconej żaglówki. - Przy tej łódce była jedna z dziewczyn, która w czasie wywrotki była pod pokładem wraz z dwójką naszych znajomych. Jej się udało wypłynąć i trzymała się jachtu - relacjonował Siedlecki w WTK. W tym czasie 24-latka z Turku i 32-latek z Piły wciąż byli uwięzieni w kabinie żaglówki. - Dziewczyna była w szoku i nie udało jej się przekonać, żeby zrobić nurka i się wydostać. Jej chłopak, żeby pokazać, że to się da zrobić, wypłynął na powierzchnię ze środka. Wszyscy krzyczeli, żeby wyszła. Potem chłopak po nią wrócił i już tam został. Zobacz wideo

Zawodzenia i prośby o pomoc z wnętrza łódki

Kiedy strażacy zdecydowali się holować przewróconą łódkę, z jej wnętrza słychać było "zawodzenia i prośby o pomoc". Siedlecki: - Ratownicy nas uspokajali, że wszystko jest w porządku, bo mają powietrze, jeszcze ten bąbel powietrza jest na tyle duży. I zaczęli tę łódkę w jakiś zupełnie nieprofesjonalny sposób holować, sprawiając, że cała zanurzyła się pod wodę. I holowali łódkę z dwójką topiących się ludzi. Krzyczałem, żeby ktoś tam wskoczył, ich ratować. To była kompletna nonszalancja i brak koordynacji. Na naszych oczach oni się topili, pod kierownictwem ekipy ratunkowej strażaków! Wcześniej do kabiny próbował zanurkować strażak z OSP Ostrowite, ale mu się nie udało. Po dotarciu na mieliznę strażacy wycięli otwór w kabinie żaglówki, ale nie dostali się do środka. Do brzegu ciągnięto ją ręcznie, wykorzystując też samochód. Uwięzionych we wnętrzu jachtu wydobyto po około godzinie. Mężczyzna i kobieta zmarli po półgodzinnej reanimacji.

Jest śledztwo. Nieumyślne spowodowanie śmierci?

Sternik przewróconej łodzi leży w szpitalu w Słupcy. Policja przesłuchała już dwie uratowane kobiety, a we wtorek Prokuratura Rejonowa w Słupcy wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci dwójki żeglarzy. - Jest zbyt wcześnie, by wyrokować o czyjejś winie, śledztwo jest dynamiczne - powiedziała nam Zofia Ciesiołkiewicz-Kubiak, zastępca prokuratora rejonowego w Słupcy. Wczoraj prokuratura miała wykonać sekcję zwłok tragicznie zmarłych oraz dokonać szczegółowych oględzin łodzi.

W prokuraturze zjawili się przedstawiciele rodzin ofiar, które zwróciły uwagę na nieprofesjonalne zachowanie ratowników ze straży pożarnej. - Jeśli te informacje się potwierdzą, trzeba będzie wszcząć odpowiednie postępowanie - powiedziała nam Ciesiołkiewicz-Kubiak.

Śledztwo zmierza w trzech kierunkach: ustalenia, czy doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci, czy doszło do nieprawidłowej akcji ratunkowej oraz czy łódź była w odpowiednim stanie technicznym.

Jaka jest wersja strażaków?

Co o akcji mówią strażacy? Starszy kapitan Dariusz Różański, rzecznik prasowy komendy w Słupcy: - Akcja była skomplikowana i nietuzinkowa, prowadzona w ekstremalnych warunkach. Na jeziorze była wysoka fala, a woda miała zaledwie 5 stopni Celsjusza. Pierwsi do przewróconej łodzi dopłynęli strażacy z OSP Ostrowite. Jeden z nich bezskutecznie nurkował, potem za pomocą liny próbowali postawić jacht. Kiedy to również się nie powiodło, podjęto decyzję o holowaniu łodzi jak najbliżej brzegu. Strażacy cały czas zwracali uwagę, by dziób łodzi, w której były dwie osoby, znajdował się powyżej powierzchni wody. I tak było. Świadek mówi co innego? W emocjach mówi się różne rzeczy.

Zignorowali propozycję pomocy? "Uratowalibyśmy ich"


Wczoraj pojawił się jednak nowy wątek kontrowersyjnej akcji ratunkowej. Zdaniem Radosława Jakubowskiego, nurka z Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Łodzi, który wraz z kolegami był nad Jeziorem Powidzkim, strażacy zignorowali propozycję pomocy z ich strony. - Śmiem twierdzić, że gdyby zabrali nas na pokład łodzi, po dopłynięciu do przewróconej łodzi bylibyśmy w stanie uratować tych ludzi - przekonuje Jakubowski. - Z opisu wynika, że w tym czasie jeszcze żyli, a my dysponowaliśmy sprzętem i umiejętnościami do wyprowadzenia ich spod pokładu przewróconej łodzi.

- Nie mieli do końca sprzętu. A poza tym skorzystanie z pomocy osób, których nie znamy, mogło przynieść więcej szkody niż pożytku - polemizuje rzecznik strażaków. I dodaje, że strażacy nie byli pewni, czy nurkowie posiadają odpowiednie kwalifikacje.

Prokurator Ciesiołkiewicz-Kubiak była na miejscu tragicznego wypadku. - Było tam wiele osób przypadkowych, a także strażacy z OSP oraz z zawodowej straży pożarnej. Trzeba będzie ustalić zakres odpowiedzialności poszczególnych osób - mówi prokurator.

źródło: http://powiatkoninski.pl ; http://www.epoznan.pl
Apis 05.05.2011 3,210

10 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • D
    darpo23
    będzie wojna kompetencyjna , a dwoje ludzi nie żyje. To takie polskie
    - 05.05.2011 22:07
    • K
      kaczor_g
      nie rozumiem dlaczego strażacy nie mogli wydobyć ludzi z kabiny?
      To nie jest nurkowanie głębinowe...
      Pewnie chcieli dobrze..., ale wyszło jak wyszło.
      Myślę, że niestety to brak wyszkolenia.

      Przy okazji wątku wypadkowego:
      http://www.mmwroclaw.pl/369660/2011/5...=naSygnale
      - 05.05.2011 22:43
      • Z
        Ziomal
        Rzecznik Straży Pożarnej ze Słupcy perfidnie KŁAMIE temp. wody 5 stopni? W jeziorze? Gdzie w bystrzy rz. Odry w tym dniu temp. wody 14,3 (Głogów). Panowie Strażacy szanuję was ale daliście d... !!! Dwoje Młodzianków zeszło z tego świata, co powiecie Rodzicom?
        - 05.05.2011 23:19
        • Teos
          Teos
          Dlaczego nikt nie mówi o winie sternika tej żaglówki ?
          Czy to strażacy są winni temu że dziewczyna w momencie wywrotki była w kabinie ? Czy strażacy są winni temu że łódź zrobiła "grzyba" ? Dlaczego nikt nie włożył koła ratunkowego albo kapoka pod top masztu ? Jakie uprawnienia i doświadczenie mieli ci żeglarze ?
          Nie bronię strażaków bo to co zrobili to jakaś parodia akcji ratunkowej, kaczor_g ma racje, to był brak wyszkolenia zarówno żeglarzy jak i strażaków.
          - 06.05.2011 19:53
          • K
            kaczor_g
            Teoś, nikt nie mówi o winie sternika, bo nie ma winy sternika w śmierci ludzi. Jego wina jest doprowadzeniu do wywrócenia łodzi.
            Ratownicy przejmując (podejmując) akcję ratowniczą przejmują za nią odpowiedzialność.
            Pewnych rzeczy się nie robi po prostu, nawet jeśli by się tam nie utopili ci ludzie, mieliby dużą szansę na zgon z powodu zawału serca lub wychłodzenia. Minimalizacja czasu pobytu w wodzie to elementarz ratownika (choć być może były jakieś obiektywne przesłanki uniemożliwiające wyciągnięcie tych ludzi z łodzi na miejscu wywrotki).
            Myślę głośno: skoro człowiek (nieratowonik) był w stanie wpłynąć do środka to czemu ratownicy nie byli w stanie?

            Kabinówki mają to do siebie, że na ogół nie zdąża się podłożyć niczego pod maszt, poza tym myślę, że wszyscy byli w szoku.

            Ja widziałem tam taką wywrotkę, że łódź po prostu zatonęła... po 2 tygodniach ją dopiero wydobyli...
            Co do temperatury: byłem na jez. Powidzkim klika razy - tam w środku lata temperatura osiągała ok 20-25 stopni, wszystko dlatego, że jezioro jest zasilane wodami podziemnymi o niskiej temperaturze i jest bardzo głębokie.

            Przy czym żadne gdybania życia nikomu już nie wrócą, ważne żeby wyciągnąć z tego wypadku naukę.
            - 07.05.2011 09:39
            • Teos
              Teos
              kaczor_g
              Po pierwsze to jestem Teos a nie Teoś, OK ?
              Po drugie w przypadku pogorszenia pogody cała załoga powinna mieć założone kapoki i siedzieć grzecznie w kokpicie a nie w kajucie. Kajuta powinna być zamknięta na cztery spusty i wówczas nie byłoby możliwości że

              Cytat

              widziałem tam taką wywrotkę, że łódź po prostu zatonęła...

              a przynajmniej nie natychmiast.
              Ale ja rozumiem że mnie tak szkolono 30 lat temu i od tego czasu mogło się coś zmienić w nauczaniu, może nawet nie trzeba się uczyć w ogóle ?
              Piszesz że

              Cytat

              bo nie ma winy sternika w śmierci ludzi
              - poczekajmy na wynik działań prokuratorskich, jestem przekonany że może Cie zaskoczyć.
              I dalej

              Cytat

              Przy czym żadne gdybania życia nikomu już nie wrócą, ważne żeby wyciągnąć z tego wypadku naukę.
              No właśnie jaka naukę według Ciebie należy wynieść z tego wypadku ?
              - 07.05.2011 11:42
              • x1109
                x1109
                Witam.
                Miałem nic nie pisać. Jednak zmusiła mnie wypowiedź kolegi kaczor g. Kiedyś podstawą uczenia obcowania z wodą było zachowanie się w sytuacjach zagrożenia. Celowo prowokowało się wywrotki małych jednostek, aby pokazać jak się zachować i zarazem ratować. Dopiero po tych zajęciach odbywała się nauka żeglowania.

                Nieprawdą jest, że zaraz po położeniu jednostki topi się maszt. Topi się tylko szybko gdy się mu pomoże złym zachowaniem. Zanim żagle się zamoczą po zewnętrznej stronie trwa jakiś czas. Najgorsze jest jednak to, ze na pokład zabiera się osoby, które strach paraliżuje już na kei. Najgorsze jest jednak zaniechanie dobrego balastowania kadłubów jachtów. Balasty są zbyt małe wagowo i źle mocowane. Kiedyś dobrym zwyczajem było balastować płetwę mieczową. Wszystkie nowe jednostki produkowane od jakiegoś czasu pływają tylko na bardzo małych wiatrach, byle większy szkwał - wywrotka pewna.

                Nie zazdroszczę sternikowi kłopotów, które Go czekają.
                - 07.05.2011 12:59
                • K
                  kaczor_g
                  ok Teos,
                  masz rację powinni mieć założone kamizelki, nie powinni siedzieć w kabinie itd,
                  Tak poczekajmy, ale z relacji wynika, że śmierć jest następstwem akcji ratowniczej, a nie samej wywrotki- tak relacjonują świadkowie.
                  Masz rację 30 lat temu wymagano od ludzi bardzo dużo, zdobycie patentu wymagało naprawdę perfekcyjnych umiejętności. Tak było jeszcze ok 10 lat temu.
                  Kurs trwał min. 100 h pływania - i w mojej ocenie tylko nieliczni byli w stanie opanować umiejętności, teraz trwa 60 h - nie wydaje mi się, żeby warunki zewnętrzne (żywioł) się zmieniły.
                  I mówię to jako instruktor żeglarstwa PZŻ.
                  Teraz jest bezpatencie, teoretycznie każdy może prowadzić łódkę do 7 m długości i w związku z tym szkolenie na patenty PZŻ jest fikcją. Obserwuję to ze zgrozą, bo ludzie po 3-4 weekendach dostają pateny i wydaje im się, że coś potrafią...
                  To już prawdę mówiąc lepiej żeby nic nie było niż ma istnieć fikcja.

                  Nauka jest jedna: jednym z podstawowych zadań kierownika statku (takim jest również sternik łodzi) jest trzeźwa ocena zagrożenia po wypadku.
                  Miałem wielokrotnie spięcia z WOPRem, aroganckimi gówniarzami, łamiącymi przepisy, którzy oczekiwali, że im się będę podporządkowywał (sam byłem ratownikiem WOPR), u nas służby generalnie skupiają się na umiejętnościach medycznych, a wydobycie człowieka z wywróconej łodzi wymaga wiedzy i doświadczenia zupełnie innego.
                  Z wyjątkiem Mazur i morza, nie ma u nas służb potrafiących ratować ofiary w takiej sytuacji, nie ma tego w programach szkolenia WOPR, nie wydaje mi się, żeby było w programie OSP, a nawet jeśli to takie działania trzeba ćwiczyć, żeby mieć świadomość.

                  Ja byłem szkolony, że należy za wszelką cenę wydobyć człowieka z wody, nawet jeśli to wymaga działania siłowego i obezwładnienia (to jest standard ratowniczy przy ratowaniu tonących)
                  kolego czechtw nie do końca tak jest... nie masz racji
                  każda jednostka jest niezatapialna (powinna być), nie ma warunku niewywracalności.
                  Stateczność nie zależy wyłącznie od rozłożenia mas, 99% łodzi śródlądowych bazuje na stateczności kształtu (odpowiedni przekrój kadłuba) - nota bene taką samą statecznością charakteryzują się kadłuby wszystkich statków (zawodowych) śródlądowych - w tym np dźwigi - i na ogół się nie wywracają...

                  To prawda kiedyś wywrotka była elementem szkolenia (tak było przed zmianą przepisów) dziś w praktyce szkoli się na kabinówkach i się ich nie wywraca, bo jest spory kłopot z ich postawieniem, nie wspominając o stratach w zabudowie wnętrza. Dlatego większość aktualnych absolwentów kursów szkoli się w wiedzy teoretycznej , ale nie mają krzty umiejętności praktycznych.
                  Generalnie prognozuję zwiększenie się liczby wypadków to wynika wprost ze statystyki: więcej osób uprawia sporty wodne, odsetek wypadków jest stały, ergo liczba bezwzględna jest większa....
                  - 07.05.2011 22:29
                  • x1109
                    x1109
                    Witam.

                    Trudno jest mi dyskutować pod tekstem głoszącym o śmierci, której nigdy nie powinno być w tym miejscu i w tej sytuacji.

                    Przy tych materiałach z których teraz są budowane jachty należy zapomnieć o ich niezatapialności. Każda jednostka kabinowa jest niezatapialna leżąc na burcie. Niezatapialne pozostały tylko małe jednostki otwarto pokładowe i tylko mieczowe. Natomiast wszystkie "mydelniczki hotelowe" budowane w celach czarterowania są w większości budowane wbrew sztuce dobrego szkutnictwa.

                    Każda jednostka jest mało zanurzona, aby można było wyjść na brzeg "na sucho". Natomiast w kabinie musi być jak najwyżej, aby kobieta wysoka nie zniszczyła sobie fryzury. Do tego należy jeszcze dodać wysoko podniesiony bom, aby nie musiano się kłaniać podczas halsowania. Oczywiście dodać należy kształt dna łodzi jako wycinek rury, który nie zwiększa wyporu bocznego przy przechyłach. Tak zbudowane jachty daje się w czarter ludziom o żadnym doświadczeniu w żeglowaniu.

                    Natomiast to, że nie wymaga się uprawnień do prowadzenia jachtu do określonej długości i wielkości silnika oraz szybkości łodzi jest dobrym kierunkiem. Po co udawać, że się szkoli - gdy celem są tylko pieniądze.

                    Kto ma na celu nauczyć się ŻEGLOWANIA znajdzie sposób i miejsce oraz dobrego nauczyciela, który najpierw wyrobi w uczącym się szacunek i respekt do WODY. Dopiero gdy zauważy posiadanie GO, będzie wprowadzał i wpajał dobre zasady żeglowania.

                    Pozdrawiam Włodek.
                    - 08.05.2011 06:54
                    • H
                      hoodyy
                      Witam,

                      z wielkim smutkiem przywitalem smierc tych mlodych ludzi. Przerazajacy watek, kiedy ten chlopak zanurkowal po swoja dziewczyne i oboje juz nie wrocili. W mojej opinii chlopak jest Bohaterem! Szkoda ze nigdzie nie podano jego nazwiska coby mozna bylo je przedstawiac jako przyklad. Niestety smutny przyklad.

                      Zanurkowal po swoja dziewczyne. Co sie wydarzylo na dole sie juz nie dowiemy ale moglo byc tak
                      chlopak zanurkowal i nie mogac namowic dziewczyny do wyplyniecia z nim (na pewno byla w szoku i juz wychlodzona a wtedy strach jest spotegowany) zostali stwierdzajac ze przeciez na gorze sa ratownicy. Do glowy by im nie przyszlo ze "ratownicy" moga pogorszyc ich sytuacje. Nie do wyobrazenia co mogli czuc kiedy bylo coraz gorzej. Przerazajace.

                      Dla tego chlopaka nieistotne bylo czy sa to strazacy, czy WOPR-owcy czy nawet harcerze. Dla czlowieka w wodzie kazdy kto mu podaje reke z jakiekolwiek lodzi jest ratownikiem i robi sie to co mu ten ratujacy mowi. Wiem bo sam bylem ratowany z podobnej sytuacji przez postronnych niewyksztalconych zwyklych ludzi. Nie probowalem dyskutowac, czy przedstawiac swojej koncepcji akcji ratunkowej (zwlaszcza ze w zimnej wodzie ciezko sie mysli). Pozniej, juz na brzegu wszyscy zgodzilismy sie ze ich koncepcja doprowadzila do zatoniecia lodki. Na moje szczescie tylko lodki na ktorej nikogo nie bylo.
                      Zegluje z zona i nie wyobrazam sie co bym zrobil w takiej sytuacji jak ten Bohater. Zona po tej historii na szczescie juz wie: twoje szanse rosna jak siedzisz na pokladzie i to w kamizelce!! (planuje nam kupic takie nowoczesne nadmuchiwane jak widuje na barkach!! Nie krepuje ruchow a ratuje zycie!)

                      Co do szkolenia zeglarzy. moja w/w wywrotka miala miejsce na kursie na zeglarza 12 lat temu (nie byla celowa) i wiele mnie nauczyla. Zgadzam sie ze dzisiejsze szkolenia to lipa. Istnieja starsi sternicy jachtowi ktorzy morze widzieli z plazy a kolega im wypisal opinie z rejsu, egzamin zdali na takiej samej lipie. Dla mnie rzecz nie mieszczaca sie w systemie wartosci. Nie wypisalbym i nie wypisalem nic nikomu niezgodnego z prawda i to dla jego dobra! Honor mi nie pozwala, ale bylem uczony przez ludzi innego pokolenia i o innym systemie wartosci!
                      Niestety prawda jest moim zdaniem taka: to istniejacy sternicy wypisuja lewizne innym ktorzy robia to pozniej dalej. To egzaminatorzy PZZ przepuszczaja na egzaminach ludzi nie potrafiacych zrobic podstawowych zwrotow! Od WOPRU-u po PZZ przez prywatne szkolki wielu robi lewizne jak w calym kraju a konczy sie to tak jak w tej historii!

                      Jesli szkolenia strazackie sa podobne do tych zeglarskich to konkluzja jest smutniejsza jeszcze bardziej...

                      Pozdrawiam pozadnych zeglarzy, instruktorow, ratownikow bo na pewno tacy sa!
                      - 12.05.2011 07:58
                      Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                      Proszę Zaloguj by zagłosować.
                      Niesamowite! (0)0 %
                      Bardzo dobre (0)0 %
                      Dobre (0)0 %
                      Średnie (0)0 %
                      Słabe (0)0 %
                      Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                      Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies