Wrocławska prokuratura oskarżyła byłego wojewodę dolnośląskiego Stanisława Ł. oraz byłego dyrektora Biura Pełnomocnika Rządu ds. Programu dla Odry 2006 Lecha P. o to, że w latach 2000-2004 urząd wojewódzki stracił przez nich prawie 20 mln zł. Obydwaj nie przyznają się do winy.
Akt oskarżenia, który właśnie trafił do sądu, zakończył ponad pięcioletnie śledztwo. Obejmuje osiem osób. M.in. Stanisława Ł. (wojewodę dolnośląskiego w latach 2003-2005 z nadania SLD i jednocześnie pełnomocnika rządu ds. programu dla Odry 2006, mającego stworzyć w regionie system przeciwpowodziowy) oraz Lecha P., dyrektora biura pełnomocnika. Na ławie oskarżonych zasiądzie też zastępca dyrektora biura i pracownicy dwóch wrocławskich firm informatycznych.
Wrocławska prokuratura oskarżyła byłego wojewodę dolnośląskiego Stanisława Ł. oraz byłego dyrektora Biura Pełnomocnika Rządu ds. Programu dla Odry 2006 Lecha P. o to, że w latach 2000-2004 urząd wojewódzki stracił przez nich prawie 20 mln zł. Obydwaj nie przyznają się do winy.
Akt oskarżenia, który właśnie trafił do sądu, zakończył ponad pięcioletnie śledztwo. Obejmuje osiem osób. M.in. Stanisława Ł. (wojewodę dolnośląskiego w latach 2003-2005 z nadania SLD i jednocześnie pełnomocnika rządu ds. programu dla Odry 2006, mającego stworzyć w regionie system przeciwpowodziowy) oraz Lecha P., dyrektora biura pełnomocnika. Na ławie oskarżonych zasiądzie też zastępca dyrektora biura i pracownicy dwóch wrocławskich firm informatycznych.
Stanisław Ł. oraz Lech P. oskarżeni są o to, że przez niedopełnienie obowiązków i nadużycie uprawnień doprowadzili w kwietniu 2004 roku do podpisania z międzynarodowym konsorcjum Odra Muhendislik Hizmetleri Konsorsiyumu umowy na sporządzenie dokumentacji projektowo-kosztorysowej dla zbiornika przeciwpowodziowego w Kamieńcu Ząbkowickim. Umowa opiewała na ponad 51 mln zł. Zrealizowano część za 18,6 mln zł. Według prokuratury biuro pełnomocnika nie miało prawa organizować tego przetargu, a pełnomocnik nie miał prawa podpisywać umowy. Poza tym biegły stwierdził, że prace wykonane przez konsorcjum warte były najwyżej niecałe 5 mln zł.
Były wojewoda odrzuca oskarżenie.
- Absolutnie nie jestem winny - mówi Stanisław Ł. - Gdy podpisywałem umowę z Konsorcjum Odra, pracowałem na tym stanowisku dopiero od trzech tygodni. Byłem dumny, że tworzę coś dobrego, pożytecznego. Opierałem się na opiniach specjalistów. Kiedy zorientowałem się, że w biurze pełnomocnika mogło dojść do jakichś nieprawidłowości, to sam w listopadzie 2005 roku złożyłem doniesienie do prokuratury.
W wyniku tego doniesienia były wojewoda sam został oskarżony.
Z kolei Lech P., dyrektor biura pełnomocnika, jego zastępca i pracownik biura odpowiedzą za ustawienie przetargu na system informatyczny. Miał obsługiwać System Informacji Przestrzennej Dorzecza Odry tak, aby wygrała oferta dwóch firm. Według prokuratury pracownikom jednej z nich umożliwiono m.in. dokonanie zmian w złożonej już ofercie. Dzięki temu firmy zarobiły ponad 1,5 mln zł.
Trzeci zarzut dotyczy zlecenia przez biuro pełnomocnika dziesięciu jednostkom badawczym (w tym Uniwersytetowi Wrocławskiemu) badań nad stanem Jeziora Turawskiego. Prokurator na podstawie opinii biegłego twierdzi, że opracowania, za które biuro pełnomocnika zapłaciło ponad milion złotych, są bezwartościowe.
Lech P., znany wrocławski hydrolog, specjalista od powodzi, obecnie adiunkt na Uniwersytecie Wrocławskim: - Ta sprawa to jakiś absurd. Nie czuję się ani odrobinę winny. Stworzyłem Biuro Pełnomocnika Rządu ds. Programu dla Odry 2006 od podstaw. Jestem dumny z Systemu Informacji Przestrzennej Dorzecza Odry. To mój pomysł, który został w świecie dostrzeżony i nagrodzony. Nic nie wiedziałem o przetargu na system informatyczny, nawet nie byłem w komisji - podkreśla.
Tłumaczy, że budowa zbiornika w Kamieńcu jest niezbędna. - Źle się stało, że projekt został przerwany. Dlatego dziś Wrocław jest tak samo przygotowany na powódź, jak był w 1997 roku. Chcieliśmy tylko opracować plany jego budowy, bo instytucja, która miała być inwestorem, czyli Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, w tym czasie przygotowywała plany dla zbiornika w Raciborzu. Opinia, że to za drogo kosztowało, jest bzdurna. Takie dokumentacje tyle kosztują - zaznacza Lech P.
Co do Jeziora Turawskiego, to Lech P. wyjaśnia, że zamówione badania były potrzebne i są przydatne, a biegły powołany przez prokuraturę nie zna się na tym.
Nie należy spodziewać się, że sąd okręgowy wyda szybko wyrok. Akta sprawy liczą ponad 15 tysięcy stron.
Źródło:
Gazeta Wyborcza Wrocław
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies