Barburkowe kłopoty

13.12.2010
Zwiedziony opowieściami o Regatach Barbórkowych organizowanych przez Klub Żeglarski przy KWB "Konin", postanowiłem uczestniczyć w ich XVI edycji połączonej z pięćdziesięcioleciem Klubu.

Ten zacny jubileusz, kolejna edycja regat, akwen jeziora Pątnowskiego włączonego w obieg chłodniczy tamtejszych elektrowni, propozycja Zarządu Klubu by z pokładu "Marzenia Admirała" pokazać gościom i dziennikarzom zmagania regatowców, spowodowały przedłużenie sezonu do 14.12.2010 ( tzn.wyjęcia jachtu z wody).

Pierwszy atak zimna nie zmienił decyzji o regatach (ot twardziele), dopiero 7 grudnia Zarząd odwołał imprezę, 8 i 9 dźwig miał wyjąć jachty z wody, lecz.... .W nieznanych braci żeglarskiej okolicznościach gospodarze tamtejszych wód obniżyli poziom o ok.40 cm., tę ciepłą wodę, która zazwyczaj spływała do j. Pątnowskiego, spuszczając do Gopła. Przy tężejącym mrozie i cichnącym wietrze lód o grubości 8-12 cm. skuł całe jezioro Pątnowskie i skutecznie "unieruchomił" jachty.

Zwiedziony opowieściami o Regatach Barbórkowych organizowanych przez Klub Żeglarski przy KWB "Konin", postanowiłem uczestniczyć w ich XVI edycji połączonej z pięćdziesięcioleciem Klubu.

Ten zacny jubileusz, kolejna edycja regat, akwen jeziora Pątnowskiego włączonego w obieg chłodniczy tamtejszych elektrowni, propozycja Zarządu Klubu by z pokładu "Marzenia Admirała" pokazać gościom i dziennikarzom zmagania regatowców, spowodowały przedłużenie sezonu do 14.12.2010 ( tzn.wyjęcia jachtu z wody).

Pierwszy atak zimna nie zmienił decyzji o regatach (ot twardziele), dopiero 7 grudnia Zarząd odwołał imprezę, 8 i 9 dźwig miał wyjąć jachty z wody, lecz.... .W nieznanych braci żeglarskiej okolicznościach gospodarze tamtejszych wód obniżyli poziom o ok.40 cm., tę ciepłą wodę, która zazwyczaj spływała do j. Pątnowskiego, spuszczając do Gopła. Przy tężejącym mrozie i cichnącym wietrze lód o grubości 8-12 cm. skuł całe jezioro Pątnowskie i skutecznie "unieruchomił" jachty.

Pierwotnie chciano regaty ( te jubileusze) przenieść na sąsiednie- Mikorzyńskie- jezioro, stąd pewnikiem zwłoka w ich odwołaniu.

Wyjęcie kilku jachtów żaglowych i niewielkiego motorowego cumujących przy brzegu, używając koparki i dużego dźwigu zajęło obsłudze klubu bez mała dwa dni, natomiast przepłynięcie "Marzeniem Admirała " 200 metrów, ze zmianą kursu o 210 stopni trwało 5 godzin i 15 minut (mam nadzieje że ustanowiłem swoisty rekord). Pokład barki, odbijacze, cumy i pomost stanowiły lodowy monolit. Pewnikiem łodziarze takim widokiem nie byli by zaskoczeni, lecz dla armatorów-amatorów wykuwanie jachtu z lodu o grubości (oczywiście przy słupach pomostu największej) ok. 10 cm było to wyzwanie nie lada. Uwolniliśmy jedną burtę i dziób z nadzieją że ruszymy, nic z tego.Po odkuciu ok. 1,5 m przed dziobem, oraz obu burt i rufy przy pół-naprzód dziób raźno wszedł na lód i .... majestatycznie zsunął się swoje stare łoże. Następne działania- balast na dziób, pól-naprzód, nerwowa kontrola poszycia przez wszystkie dostępne, a nawet niedostępne okna rewizyjne i jest mamy pól metra rozbitego lodu. Od tego momentu liczyłem czas przejścia wzmiankowanych 200 metrów - ruszyliśmy, ale tylko na wprost lód skutecznie blokował wykonanie jakiegokolwiek skrętu. Może dlatego zawsze słyszałem o chodzeniu lodołamaczy w zespole? W ramach przyśpieszonego kursu lodołamania udało nam się zdjąć z boi jacht żaglowy (jesteśmy motorowodniakami o silnych żaglowych korzeniach, ale solidarność przede wszystkim) i bezpiecznie dojść do brzegu, skąd niestety nie mogący się na nas doczekać dźwig, już odjechał. Następnego dnia mieliśmy więcej szczęścia do działań dźwigów, mogliśmy wreszcie skontrolować kadłub, który poza otarciami farby nie poniósł szkód, a nawet przyniósł jakąś linę w sterze strumieniowym.

Siedząc w cieple przy biurku mile wspominam te doświadczenia, czy jeszcze raz ? Niekoniecznie.Będę słuchał uwag @szkutnik57, boć przecież Kapitan który Horn opłynął.
Teraz zastanawiam się nad przyczyną zaistniałej sytuacji, i wiem, że to moja skłonność do
działania społecznego, chęć współdziałania na rzecz promocji turystyki wodnej (WPW przede wszystkim) a nie beztroska niefrasobliwość były przyczyną zaistniałej sytuacji. Dodatkowo anomalia pogodowe i techniczne stanęły u podstaw tej przygody. Cieszę się jednak, że dzięki temu,miałem sposobność w niecodziennych okolicznościach poznać wielu członków Klubu Żeglarskiego przy KWB "Konin".Ne wątpię, że będzie to miła znajomość.

Chciałbym Klubowi, Szacownemu Jubilatowi, oraz jego Członkom życzyć udanego działania oraz udanych rejsów szczególnie na WPW wespół z TEWPW. Następnych edycji Regat Barbórkowych przy sprzyjającej pogodzie.

tekst i zdjęcia: Włodek Klimczak.
przylodz 13.12.2010 4,490

6 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • M
    mirka
    Oglądając zdjęcia to niewiarygodne,że podjęliście się przestawienia łódki w tych warunkach.Jesteście TWARDZIELE.To nowe doświadczenie, ale czy mile bym wspominała to sprawa dyskusyjna.Zaistniała sytuacja daje do myślenia czy możemy być tak ufni .

    Mirka
    - 13.12.2010 22:48
    • przylodz
      przylodz
      Niektórzy mawiają, że nauka w las nie idzie. Myślę, szanowny Kapitanie Włodku, że następnym razem prewencyjnie wydobędziesz Marzenie Admirała już w na początku listopada na ląd, a jeśli zajdzie taka potrzeba i warunki atmosferyczne będą sprzyjające, ponownie umieścisz na wodzie łajbę, by po zakończeniu imprezy barburkowej, na powrót ułożyć ją na zimowe leże. Trochę pokrętnie brzmi, ale w istocie jest jedynym i najprostszym rozwiązaniem problemu.
      - 13.12.2010 23:32
      • Adam Reszka
        Adam Reszka
        Przydarzyło mi się niegdyś wracać z Augustowa do Warszawy statkiem inspekcyjnym (na kadłubie SP-45) z silnikiem SW-400 "Rekin" 95 KM. Nocą z 10/11 listopada temperatura spadła do -11 st.C i Kanał Augustowski znalazł się pod taflą 7 cm. lodu. Martwiłem się trochę, czy statek da sobie radę, ale stalowy kadłub ciął lód jakby go nie zauważał. Trudności były tylko z otwieraniem wrót na śluzach. Na ostatniej Śluzie Dębowo świeżo pomalowany dziób był wyszlifowany lodem "na niklowany". Operatorzy śluz z podziwem patrzyli na mnie siedzącego za sterem w białej koszuli przy takim mrozie, ponieważ nie wiedzieli, że na statku działa nagrzewnica na ropę - nie licząc lodówki. Kiedy wyszedłem na Biebrzę odetchnąłem z ulgą, bo bieżąca woda nie zamarzła. Dalej rejs przeszedł bez najmniejszych przeszkód i na trzeci dzień byliśmy w Porcie Handlowym na Pradze. Mój statek inspekcyjny stał zawsze "pod parą" całą zimę, dzięki czemu w razie potrzeby zawsze mogłem wychodzić na Wisłę - pod warunkiem, że nie było całkowitego zalodzenia. Ale łamanie lodu kadłubem laminatowym jest trudne i mało efektywne. "Marzenie Admirała" też mogło mieć trudności, bo te kadłuby nie nadają się do chodzenia w lodach. Niemniej jednak podziwiam determinację pana Włodka Klimczaka.
        - 14.12.2010 01:23
        • Bosman Jozef
          Bosman Jozef
          Zdarzyło mi się w ub.roku ,że i mój jacht motorowy,/8 m. sklejka w laminacie/ stanął w lodzie w kanale portowym .Było nas takich mądrali trzech. Grubość pokrywy wynosiła 7 cm.DO nabrzeża z dźwigiem mieliśmy ok 10 do 30 m.Dotarcie pod dźwig zajęło nam ok.godziny.Wiem już co to wyciąganie łodzi z lodu.Podziwiam Włodka za wytrwałość o ogromną determinację.Włodku !!Gratuluję, nie tylko fotek.W tym roku przyspieszyłem i i już w listopadzie znalazłem się na lądzie.
          - 14.12.2010 21:15
          • K
            kaczor_g
            podam dobry sposób na przyszłość.
            jeśli lód wytrzymuje osobę to należy ciąć go np piłą na kwadraty ok 70 na 70 i wpychać ten kwadrat pod lód

            najlepiej używać spalinowej lub elektycznej
            choć niezawodna jest ręczna piła do lodu
            zegluga.szympanstudio.pl/albums/userpics/normal_201002051458m.jpg

            zegluga.szympanstudio.pl/albums/userpics/normal_08_kaczka_25_lod1.jpg

            a tutaj film http://www.youtube.com/watch?v=r-sHsj...-sHsjUErVM
            idzie migiem
            - 16.12.2010 22:49
            • Adam Reszka
              Adam Reszka
              @kaczor_g: Taką przedwojenną, oryginalną "pilnicę do lodów obcinania" z ciężarkiem u dołu, oraz specjalny topór do wycinania dziur w tafli, podarowałem Muzeum Wisły w Tczewie, gdzie rzadkie już te przedmioty zostały wyeksponowane w części wystawy poświęconej lodołamaniu. Teraz lód tnie się bez trudu spalinową piłą łańcuchową, ale przed półwieczem stojące na zimowisku statki w Porcie Handlowym na warszawskiej Pradze musiały być odpiłowywane od lądu taką właśnie ręczną pilnicą, bo woda "chodziła" w górę i w dół. Przymarznięta do ściany basenu burta mogła ulec pęknięciu a nawet wyrwaniu, co groziło nabraniem wody i zatonięciem statku.
              - 17.12.2010 00:39
              Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
              Proszę Zaloguj by zagłosować.
              Niesamowite! (1)50 %
              Bardzo dobre (1)50 %
              Dobre (0)0 %
              Średnie (0)0 %
              Słabe (0)0 %
              Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
              Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies