Zwiedziony opowieściami o Regatach Barbórkowych organizowanych przez Klub Żeglarski przy KWB "Konin", postanowiłem uczestniczyć w ich XVI edycji połączonej z pięćdziesięcioleciem Klubu.
Ten zacny jubileusz, kolejna edycja regat, akwen jeziora Pątnowskiego włączonego w obieg chłodniczy tamtejszych elektrowni, propozycja Zarządu Klubu by z pokładu "Marzenia Admirała" pokazać gościom i dziennikarzom zmagania regatowców, spowodowały przedłużenie sezonu do 14.12.2010 ( tzn.wyjęcia jachtu z wody).
Pierwszy atak zimna nie zmienił decyzji o regatach (ot twardziele), dopiero 7 grudnia Zarząd odwołał imprezę, 8 i 9 dźwig miał wyjąć jachty z wody, lecz.... .W nieznanych braci żeglarskiej okolicznościach gospodarze tamtejszych wód obniżyli poziom o ok.40 cm., tę ciepłą wodę, która zazwyczaj spływała do j. Pątnowskiego, spuszczając do Gopła. Przy tężejącym mrozie i cichnącym wietrze lód o grubości 8-12 cm. skuł całe jezioro Pątnowskie i skutecznie "unieruchomił" jachty.
Zwiedziony opowieściami o Regatach Barbórkowych organizowanych przez Klub Żeglarski przy KWB "Konin", postanowiłem uczestniczyć w ich XVI edycji połączonej z pięćdziesięcioleciem Klubu.
Ten zacny jubileusz, kolejna edycja regat, akwen jeziora Pątnowskiego włączonego w obieg chłodniczy tamtejszych elektrowni, propozycja Zarządu Klubu by z pokładu "Marzenia Admirała" pokazać gościom i dziennikarzom zmagania regatowców, spowodowały przedłużenie sezonu do 14.12.2010 ( tzn.wyjęcia jachtu z wody).
Pierwszy atak zimna nie zmienił decyzji o regatach (ot twardziele), dopiero 7 grudnia Zarząd odwołał imprezę, 8 i 9 dźwig miał wyjąć jachty z wody, lecz.... .W nieznanych braci żeglarskiej okolicznościach gospodarze tamtejszych wód obniżyli poziom o ok.40 cm., tę ciepłą wodę, która zazwyczaj spływała do j. Pątnowskiego, spuszczając do Gopła. Przy tężejącym mrozie i cichnącym wietrze lód o grubości 8-12 cm. skuł całe jezioro Pątnowskie i skutecznie "unieruchomił" jachty.
Pierwotnie chciano regaty ( te jubileusze) przenieść na sąsiednie- Mikorzyńskie- jezioro, stąd pewnikiem zwłoka w ich odwołaniu.
Wyjęcie kilku jachtów żaglowych i niewielkiego motorowego cumujących przy brzegu, używając koparki i dużego dźwigu zajęło obsłudze klubu bez mała dwa dni, natomiast przepłynięcie "Marzeniem Admirała " 200 metrów, ze zmianą kursu o 210 stopni trwało 5 godzin i 15 minut (mam nadzieje że ustanowiłem swoisty rekord). Pokład barki, odbijacze, cumy i pomost stanowiły lodowy monolit. Pewnikiem łodziarze takim widokiem nie byli by zaskoczeni, lecz dla armatorów-amatorów wykuwanie jachtu z lodu o grubości (oczywiście przy słupach pomostu największej) ok. 10 cm było to wyzwanie nie lada. Uwolniliśmy jedną burtę i dziób z nadzieją że ruszymy, nic z tego.Po odkuciu ok. 1,5 m przed dziobem, oraz obu burt i rufy przy pół-naprzód dziób raźno wszedł na lód i .... majestatycznie zsunął się swoje stare łoże. Następne działania- balast na dziób, pól-naprzód, nerwowa kontrola poszycia przez wszystkie dostępne, a nawet niedostępne okna rewizyjne i jest mamy pól metra rozbitego lodu. Od tego momentu liczyłem czas przejścia wzmiankowanych 200 metrów - ruszyliśmy, ale tylko na wprost lód skutecznie blokował wykonanie jakiegokolwiek skrętu. Może dlatego zawsze słyszałem o chodzeniu lodołamaczy w zespole? W ramach przyśpieszonego kursu lodołamania udało nam się zdjąć z boi jacht żaglowy (jesteśmy motorowodniakami o silnych żaglowych korzeniach, ale solidarność przede wszystkim) i bezpiecznie dojść do brzegu, skąd niestety nie mogący się na nas doczekać dźwig, już odjechał. Następnego dnia mieliśmy więcej szczęścia do działań dźwigów, mogliśmy wreszcie skontrolować kadłub, który poza otarciami farby nie poniósł szkód, a nawet przyniósł jakąś linę w sterze strumieniowym.
Siedząc w cieple przy biurku mile wspominam te doświadczenia, czy jeszcze raz ? Niekoniecznie.Będę słuchał uwag
@szkutnik57, boć przecież Kapitan który Horn opłynął.
Teraz zastanawiam się nad przyczyną zaistniałej sytuacji, i wiem, że to moja skłonność do
działania społecznego, chęć współdziałania na rzecz promocji turystyki wodnej (WPW przede wszystkim) a nie beztroska niefrasobliwość były przyczyną zaistniałej sytuacji. Dodatkowo anomalia pogodowe i techniczne stanęły u podstaw tej przygody. Cieszę się jednak, że dzięki temu,miałem sposobność w niecodziennych okolicznościach poznać wielu członków Klubu Żeglarskiego przy KWB "Konin".Ne wątpię, że będzie to miła znajomość.
Chciałbym Klubowi, Szacownemu Jubilatowi, oraz jego Członkom życzyć udanego działania oraz udanych rejsów szczególnie na WPW wespół z TEWPW. Następnych edycji Regat Barbórkowych przy sprzyjającej pogodzie.
tekst i zdjęcia: Włodek Klimczak.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies