Znów wysoka woda. Barki na jazach

02.09.2010
Kraków, Koźle (inf. własna). Wczoraj w godzinach rannych między godziną 6 a 7 na jazie klapowym Koźle ( km 0,96 Nowej Odry) miało miejsce bardzo poważne zdarzenie żeglugowe, lub jeśli ktoś woli inną formę - wypadek żeglugowy. Barka pchana górnopokładowa należaca do firmy Z.K. sp. Z o.o. J. Żórawski o nazwie "Byk" zerwała się z miejsca postoju Brzeźce (km. 88,10 rzeki Odry). Barka spływając z prądem rzeki uderzyła pierwotnie w filar mostu robiąc dość poważne wgniecenie w poszyciu i następnie "najechała" czołowo na klapę jazu zawieszając się mniej więcej w połowie długości barki.

Podobna do tej w Koźlu sytuacja wydarzyła się w tym samym dniu w Krakowie - o czym szeroko informowały media. Barki pchane do przewozu kruszywa zerwały się z cum i spłynęły na jaz stopnia Dąbie. Barki oparły się o filary i w chwili obecnej niemozliwe jest odciągnięcie ich od nich. Jedna z barek uległa pod naporem silnego nurtu złamaniu i zapewne nie będzie nadawać się do użytku.


Kraków, Koźle (inf. własna). Wczoraj w godzinach rannych między godziną 6 a 7 na jazie klapowym Koźle ( km 0,96 Nowej Odry) miało miejsce bardzo poważne zdarzenie żeglugowe, lub jeśli ktoś woli inną formę - wypadek żeglugowy.


Barka pchana górnopokładowa należaca do firmy Z.K. sp. Z o.o. J. Żórawski o nazwie "Byk" zerwała się z miejsca postoju Brzeźce (km. 88,10 rzeki Odry). W tym czasie gwałtownie wzrastał stan wody w Odrze - różnica w ciągu doby na wodowskazie Miedonia wyniosła + 377 cm. Taki gwałtowny wzrost wody w Odrze był sygnalizowany przez IMGW w komunikacie o ostrzeżeniach hydrologicznych w dniu poprzednim. Barka spływając z prądem rzeki uderzyła pierwotnie w filar mostu robiąc dość poważne wgniecenie w poszyciu i następnie "najechała" czołowo na klapę jazu zawieszając się mniej więcej w połowie długości barki.


Właściciel barki podjął decyzję wyładowania kruszywa do rzeki przy pomocy ładowarki samojezdnej przemieszczonej na pokład jednostki z mostu za pomocą dźwigu samochodowego. Była to jedyna udana operacja, kruszywo zostało po prostu zrzucone do wody na klapę jazu. Barka po wyładunku spłynęła z jazu na dolne stanowisko. I w tym momencie przyszła armatorowi genialna myśl aby przeprawić barkę z powrotem na górne stanowisko jazu przez opuszczoną klapę. Zaangażował dla tej operacji pchacza Byk 4 na dolnym stanowisku i samochód ciężarowy na lądzie w górnym stanowisku z wyciągarką, tzw. lebiodką.

Podczas przepychania barki nad klapą jazu kilkakrotnie słychać było uderzenia dna barki o konstrukcję jazu. Po kilku nieudanych próbach zrezygnował i odstawił barkę w dolnym stanowisku jazu około godz. 17.30 Podczas całej tej operacji obecni byli przedstawiciele UŻŚ w Kędzierzynie Koźlu i RZGW Gliwice. Wspomnieć należy że o całym zdarzeniu poinformowała UŻŚ policja. Jakie skutki spowodowało to zdarzenie ocenić będzie można dopiero po opadnięciu wód wezbraniowych, a spodziewać się należy dość poważnych szkód.

Całe to zdarzenie jest efektem niedbałości i lekceważenia podstawowych zasad bezpieczeństwa na wodzie w czasie sytuacji nadzwyczajnych. Nic nie powinno usprawiedliwiać niedbałości armatora o swą flotę w czasie zagrożenia nagłymi wzrostami stanów wody. Za każdym razem, w przypadku prognoz wystąpienia takich zjawisk RZGW Wrocław wydaje informację o konieczności usunięcia z nurtu rzeki jednostek pływających do najbliższych portów i schronisk. W tym przypadku armator nie dopełnił tego zalecenia narażając tym samym mienie publiczne znacznej wartości na zniszczenie.

Moim zdaniem w takich przypadkach urząd, który jest odpowiedzialny za kontrole bezpieczeństwa powinien egzekwować od armatorów stosowanie tych zasad i zgłosić to zdarzenie do prokuratury jako umyślne zaniedbanie zasad bezpieczeństwa na wodzie z potencjalnym uszkodzeniem obiektu hydrotechnicznego.

Tego typu przypadki lekceważenia zagrożenia zerwania z cum można było zaobserwować w czasie tegorocznej powodzi na Wiśle. Aż ciarki przechodziły po plecach na widok pozostawionych w nurcie wezbranej rzeki pływających obiektów restauracyjnych i hotelowych. Aż dziw, że w tym czasie nic się nie stało. Ewidentnie widać brak żeglugowej wyobraźni wśród coraz liczniejszej flotylli pływających restauracji i nowych armatorów, którzy kontakt z rzeką dotychczas mieli wyłącznie z pozycji brzegu.

W takich przypadkach nie ma żadnego wytłumaczenia się z niewiedzy żeglugowej. Brak wyobraźni, groszowe oszczędności przy doprowadzeniu obiektów do miejsc bezpiecznych oraz brak nadzoru w sytuacjach zagrożenia powinien być karany z całą stanowczością przez organa do tego powołane.

Zresztą podobna do tej w Koźlu sytuacja wydarzyła się w tym samym dniu w Krakowie - o czym szeroko informowały media. Barki pchane do przewozu kruszywa zerwały się z cum i spłynęły na jaz stopnia Dąbie. Barki oparły się o filary i w chwili obecnej niemozliwe jest odciągnięcie ich od nich. Jedna z barek uległa pod naporem silnego nurtu złamaniu i zapewne nie będzie nadawać się do użytku.





Było w historii (przynajmniej na Odrze we Wrocławiu) kilka przypadków, zgoła wydawało by się niemożliwych. W latach 70 tych, barka pchana, zacumowana w basenie portowym wrocławskiego Portu Miejskiego w nocy, przez nikogo nie zauważona zerwała się z lin i przepłynąwszy 6 kilometrów zawisła nad jazem Rędzin.

Zdarzenie to na pewno dobrze utkwiło w pamięci koledze Józkowi. Również spektakularne przechodzenie przez jaz Rędzin zdarzyło się dźwigowi pływającemu "Wróblin" jak również próbę pokonania jazu w Janowicach przez barkę bez napędu.


Kiedyś - gdy nie było telefonów komórkowych, radiotelefonów i internetu - my, łodziarze, mieliśmy po prostu instynkt samozachowawczy i w sytuacji rosnącej wody wialiśmy w bezpieczne miejsca zabezpieczając obiekty porządnymi linami - czasem podwójnie. Ale kto teraz ma tę wiedzę przekazać? Kto ma tych zasad uczyć? Kiedy w Polsce skończy się bylejakość i prowizorka w każdej niemal dziedzinie?
Apis 02.09.2010 12,682

28 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • koj
    koj
    Mam dość takich "armatorów" po czym takim jak prowadzić społeczną działalność prożeglugową?!
    Ręce opadają...nie dziwmy się, że słowo "barkarz" brzmi raczej pejoratywnie.
    - 02.09.2010 11:40
    • K
      kaczor_g
      Wypadki się zdarzają, awarie również. Ale pozostawianie statku bez nadzoru (tak rozumiem) jest bezmyślnością - ciekawe jaki mandat mogą dostać chyba max 1000zł
      Ktoś wie czy te statki się zerwały z kotwic (te w Krakowie, bo ta w Koźlu ma kotwicę) czy stały przy brzegu i ktoś je "spuścił" - tzn wiem co będą zeznawać właściciele.

      Zastanawia mnie brak reakcji obecnych podczas operacji "oficjalnych struktur" na pomysł "przepchania" pudła na górną wodę przez jaz ... Uszkodzenie jazu to kilka milionów, a co najmniej kilkaset tysięcy zł , jak mogli nie zareagować na taki chory pomysł.
      - 02.09.2010 13:23
      • Tadeusz 44
        Tadeusz 44
        Proszę przeczytać to,co pisalem jakiś czas temu do Józka Węgrzyna...i co wydarzyło się na mojej budowie...
        MIAŁEM JUŻ NIE PISAĆ W TYM TEMACIE,
        jednak ten Twój przypadek z Turem,przypomniał mi pewne zdarzenie,które było na mojej budowie jazu w Krępnej koło Krapkowic.....chociaż nie,bo do Zdzieszowic było bliżej. Moja budowa nie tylko z nazwy była duża,były w obsłudze dwa holowniki typu"Łoś",baza nurków,4 promy W2 po 100 ton nośności każdy,na których zainstalowane były dźwigi,koparki i kafary. Było także kilka barek bez napędu do przewozu kamienia. Budowa była prowadzona w nadzorze całodobowym....kapitanowie holowników pełnili dyżury przez 24 godz/dobę na zmiany-na wypadek"gdyby". Był sierpień 1979,pogoda ładna,trochę deszczu,ale nie na tyle aby obawiać się powodzi. Ni stąd ni zowąd przy podwyższonym stanie wody w Odrze,Czesi opróżnili swoje zbiorniki retencyjne,powiadomili o tym polski Nadzór Wodny,lecz Nadzór nie powiadomił mnie o sytuacji. Gdy rano przyjechałem na budowę panował niecodzienny popłoch i strach. Okazało się że jaz iglicowokozłowy obsługa w nocy położyła,mojego kapitana,który miał w tym czasie dyżur poniosło gdzieś na dziouszki,nie było więc komu pochować taboru na dolną redę i cała ta kawalkada zaczęła płynąć z prądem wody. Na szczęście,zauważył tą sytuację kapitan Tura z Kozielskiej Żeglugi,który akurat płynął i mając do pomocy tylko jednego marynarza,potrafił wszystko przechwycić i przycumować bezpiecznie. Gdyby nie to,wówczas wszystkie obiekty mogłyby ulec zatopieniu. Strach pomyśleć,co byłoby z jazem w Krapkowicach.Moim obowiązkiem było powiadomienie o sytuacji dyrektora technicznego firmy,oraz dokonania wpisu do dziennika budowy. Jednak stało się inaczej,załogi tych obiektów zaczęły mnie przekonywać,aby nie powiadamiać nikogo,bo zaraz prokurator i kaplica. Obiecali,że jak tylko opadnie woda,wszystko będzie OK,a brakowało 4 barek które się zatopiły. Nie wiedziałem co robić,w końcu Janek,rodem z Lubartowa,kolega z mojej klasy,jednak naukę przerwał i pracował u nas na największym odrzańskim dźwigu HERAKLES lub HERKULES,przyrzekł,że barki powyciąga. Wziąłem to wszystko na swój leb.Na szczęście barki były puste,bez kamienia i wszystko potoczyło się wspaniale. Dyrektor o tym wiedział,bo trudno było to ukryć,lecz nie wiedział o tym oficjalnie i się nie mieszał. Budująca była w tym przypadku solidarność tych ludzi,którzy stanęli w obronie swojego kolegi,kapitana holownika. Jemu właśnie groziła sprawa prokuratorska. Chciałem się spotkać z kapitanem tego Tura,który uratował sytuację,lecz ten ponoć machnął ręką i powiedział....przecież każdemu się to może przytrafić.
        Józku,
        może to właśnie byłeś Ty,na tym Turze,może ktoś inny z naszych kolegów z TŻŚ,nieważne,ważne jest natomiast to,że ten ktoś zachował się wspaniale,a ja mam możliwość powiedzieć DZIĘKUJE PRZYJACIELU. Jeśli może to czytasz,skontaktuj się ze mną...bardzo proszę...bo z takimi ludźmi warto rozmawiać i warto o nich mówić.....pozdrawiam serdecznie.
        Tadeusz Wydrych...kierownik budowy jazu sektorowego Krępna.
        - 02.09.2010 15:05
        • x5
          x5
          W maju 1987 r. w czasie akcji ratowniczej ściągania barki pchanej z jazu Rędzin "przeleciałem" kierowanym przeze mnie TUR-56 przez przęsło jazu uszkadzając jednostkę do tego stopnia, że poniżej zatonęła....

          Wypadek ten doprowadził do mojego wyjazdu z PRL.
          Opiszę to później i przedstawię swoją wersję wydarzeń.Oczywiście po 23 latach od tego czasu może ona różnić się od oficjalnej zakończonej sprawą sądową.

          Józek-Skipper
          - 02.09.2010 16:42
          • Apis
            Apis

            Cytat

            kaczor_g dnia 02.09.2010
            Zastanawia mnie brak reakcji obecnych podczas operacji "oficjalnych struktur" na pomysł "przepchania" pudła na górną wodę przez jaz

            Te barki przeprowadzono właśnie pod nadzorem UŻŚ przez jaz w górę aby tam "na zawsze" pływały:
            http://www.zeglug...cle_id=259

            Widać jedna zapragnęła wrócić do Koźla...
            - 02.09.2010 17:22
            • x38
              x38
              Ponoć...
              ....pozycja barki opartej o dwa filary jazu (ta od górnej wody, nie ta owinięta o filar) nie jest to jej pierwotną pozycją po spłynięciu na stopień wodny...znalazła się tam po nieudolnym manewrze odholowywania jej na środek nurtu!!!, co spowodowało jej "położenie" w poprzek nurtu...a resztę to już widać...
              - 02.09.2010 17:27
              • Janusz Fafara
                Janusz Fafara
                Jak kozielskie kaczki donoszą ten właśnie armator ma ponoć niebywałą siłę przebicia na lokalnym żeglugowym podwórku. To, co było nie do załatwienia dla innych dla niego nie stanowiło przeszkody. A to co się stało to ukoronowanie jego ignorancji, nonszalancji oraz oszczędości na wszystkim, a zwłaszcza na osprzęcie statkowym.
                - 02.09.2010 17:53
                • x38
                  x38
                  Jak donosi prasa, barki te były przeznaczone do złomowania i w ostatnim okresie przypłynęły do Krakowa z rejonu Oświęcimia gdzie pan K. ma swoja żwirownię. Zapewne z uwagi na swój stan techniczny nie posiadały aktualnych świadectw zdolności żeglugowej...
                  Podejrzewam, że kapitan nie miał zielonego pojęcia o potrzebie uzyskania odpowiedniego zezwolenia na jednorazowy rejs... wykonując dokładnie polecenie pana armatora ... i przepływając w biały dzień pod oknami dyrektora UŻŚ w Krakowie...
                  - 02.09.2010 18:24
                  • Apis
                    Apis
                    Jakoś z każdego komentarza wychodzi oczywista oczywistość, że największe pojęcie o żegludze mają absolwenci TŻŚ

                    Śmiać się czy płakać?
                    - 02.09.2010 19:13
                    • Adam Reszka
                      Adam Reszka
                      @Apis: Nie śmiać się, nie płakać, lecz cieszyć się z tej konstatacji oczywistej oczywistości najprawdziwszej prawdy w kwestii profesjonalizmu absolwentów "tej" Szkoły!

                      A komentarz#3 @Tadeusza 44 wyśmienity!
                      - 02.09.2010 20:32
                      • Apis
                        Apis
                        Adamie, Tadeuszu - pamiętam jakie zdziwienie wywołała moja reakcja (opisana w już chyba archiwalnym artykule autobiograficznym "Dwa brzegi" - http://www.zeglug...icle_id=12 ) - na belgijskim kapitanie. Wspominam o tym nie dlatego, ze chcę się "upiedestalić" (ha ha ha - ale termin wymyśliłem - ja cię kręcę!), ale dlatego, ze solidarność ludzi rzeki jest równoznaczna ze skromnością i fachowością właśnie. Dla mnie to oczywista oczywistość.

                        Tu jednak dodać trzeba, że "niezadowolona załoga" we wspomnianym artykule nie pochodziła z TŻŚ lecz z "łąkowego nadania" (to aluzja do ul. Łąkowej we Wrocławiu - reszty się domyslcie).
                        Amen.
                        - 02.09.2010 20:44
                        • Tadeusz 44
                          Tadeusz 44
                          Andrzeju...Twoje"Dwa Brzegi"jednoczą nie tylko absolwentow naszego TŻŚ,ale także obecną wielobarwną Załogę. Fachowość zdobywa się z trudem przez wiele,wiele lat,w następnej kolejności pada firma,a człowiek czuje i wie,że mógłby wiele zrobić...czuje także bezsilność. Tak nam się niestety ułożyło...pozdrawiam wszystkich.
                          - 02.09.2010 21:08
                          • Adam Reszka
                            Adam Reszka
                            @Apis: "Solidarność ludzi rzeki" (jak ładnie powiedziane!) była u nas niegdyś spontaniczna i naturalna. Doświadczyłem jej wielokrotnie na własnej skórze. Lecz ostatnio zaczęła zamierać. A "Dwa brzegi" przeczytałem z dużym uznaniem zaraz po zamustrowaniu na "naszym pokładzie", co pozwoliło mi poznać Kapitana, który pływając z Dolnoślązakami nauczył się prawdziwej "roboty".
                            - 02.09.2010 21:41
                            • Apis
                              Apis
                              Adamie - nasze pokolenie nawet na drodze holuje zepsuty pojazd za przyjacielski uścisk dłoni.... "Dziś ty - jutro ja...". Wynieślismy to wprost z rzeki - pomoc "leżącemu na piachu" (tak się mówiło na Odrze) była.... automatyczna - mimo mozliwości przejazdu (bo już "leżący" wyzendrował rów obok). Ale w kontekście newsa - jak umieć pomagać innym jeśli własnej fury nie umie się prowadzić...

                              Cytat

                              "Solidarność ludzi rzeki" (jak ładnie powiedziane!) była u nas niegdyś spontaniczna i naturalna.

                              Rzekłbym przyrodzona.... Komu to przeszkadzało? Tak ogólnie rzecz pojmując.... bez podtekstów polityczno-tramwajarsko-stoczniowych
                              - 02.09.2010 22:07
                              • K
                                K Domagala
                                Miałem zamiar zwrocić się do właściwego UŻŚ,odstąpiłem od tego i właśnie bardzo żałuje .
                                Nie dawno /w lipcu/odwiedziłem kilku armatorów żeglugowych nad Wisłą/ w Krakowie i w dół/ w poszukiwaniu pracy.
                                To co widziałem na niektórych jednostkach napawało mnie wręcz przerażeniem,kto takie obiekty dopuszcza do żeglugi.To były pływające kupy zlomy,barki pchane ktore widziałem to bez przesady złom nie majacy prawa do wypchania go na wodę.Liny ,ktore w paru przypadkach widziałem to jakiś szpargały wyzłomowane z dżwigów,żadnych barierek czy tego typu zabezpieczeń.Liny cumownicze to jakieś sznury czy lineczki mogace bezpiecznie utrzymać jacht a nie barkę z ładunkiem. Natomiast/w paru przypadkach/ to co służylo za pchacza to wyzłomowane przez wojsko kutry,ktore przypominały mi przyczepy campingowe używane przez Rumunów 30-ci lat temu, o właściwych linach a nawet kołach ratunkowych czy kamizelkach nie mam mowy.Na jednym z obiektów spotkałem całkowitego" cywila",ktory "powoził" takim kutrem bez jakiegokolweiek patentu twierdząc,że robi tak paru lat i jest dobrze.
                                No to teraz widzę jak jest dobrze.
                                Od Odry na zachód żaden z Wiślanych obiektów nie miałby prawa wyjścia z portu -ponieważ samo jego wypłynięcie jest zagrożeniem.
                                Może teraz się to zmieni.
                                - 02.09.2010 22:50
                                • Adam Reszka
                                  Adam Reszka
                                  @Apis: Andrzeju! Zacząłem w r. 1949 i mniej-więcej do r. 1990 nie zauważyłem, aby ktoś nie pomógł bezinteresownie "leżącemu na piachu". Ale kto Ci teraz na Wiśle pomoże, jeśli jakiś statek pojawi się obok Ciebie dopiero za miesiąc?

                                  @K Domagała: Panie Krzysztofie! Na Wiśle znam tylko jednego solidnego armatora. U niego każdy holownik czy barka jest bezbłędnie utrzymany. Silniki w najlepszym porządku, kadłuby wymalowane, osprzęt pokładowy kompletny, liny zaplecione wzorowo. Zdarzało mi się z nim pływać na trasie Gdynia-Sandomierz i każdemu życzyłbym pracy u tego armatora-kapitana i jedynego pilota wiślanego. Teraz jako nowy właściciel stoczni w Chełmnie "pucuje" w pierwszej kolejności swoje statki.
                                  Ale jest w nim taka sama solidność jak u andrzejowych Dolnoślązaków, bo on jest Kociewiakiem (Kociewie graniczy z lewobrzeżną Wisłą od Świecia do Tczewa). Ale to już "ostatni Mohikanin" w tej profesji.
                                  - 03.09.2010 00:27
                                  • J
                                    Janusz Bialic
                                    Tak się dzieje kiedy nasze urzedy wydają byle komu i na Bóg wie jakich zasadach zezwolenia na pływanie po Odrze i jej eksploatację. Mało tego. Jeszcze spokojnie obserwują jego wyczyny narażając infrastrukture rzekii na dalsze zniszczenia. Niestety. Napisano tu prawdę. Ten pan ma takie przebicie w tzw administracji Odry, że nam się w głowie nie mieści. Tylko to przebicie służy DEGRADACJI a nie dalszej eksploatacji Odry.
                                    - 03.09.2010 09:38
                                    • K
                                      K Domagala
                                      Oczywiści Panie Adamie -są jednostki dobrze utrzymane,ale to wyjatki a ja uważam,że powinno być odwrotnie.
                                      Na statku może zabraknąć wiele rzeczy,może być niesprawnych wiele urządzeń do brzegu zawsze się dopłynie,ale gdy nie ma pod dostatkiem prawidłowych lin to bardzo żle.A to właśnie zauważyłem w kilku przypadkach u armatorów na Wiśle.
                                      Nie chce wspominać o wyglądzie zewnętrznym tych jednostek -to poprostu wstyd,że takie obiekty dopuszczane sa do żeglugi.Pamiętamy czasy Zeglugi Warszawskiej gdzie nasze jednostki nawet dwa razy w roku były malowane gruntownie a zapasy osprzętu/liny,odbijacze,farby itp/ znajdowały się s magazynkach/na wszelki wypadek/.Nigdy nie słyszałem by czegoś zabrakło i nie widziałem by jakakolwiek jednostka cumowana była jakimiś sznurkami czy drutami. To poprostu wstyd.
                                      - 04.09.2010 22:19
                                      • Adam Reszka
                                        Adam Reszka
                                        Tak, Panie krzysztofie. Żeglugę Warszawską na postoju miałem za oknem biura. Statki tego armatora były utrzymane wzorowo, bo załogi były ambitne. Niektórym marynarzom wydawałem się nieznośny, zwłaszcza w czasach dawnych, gdy na holowanych "poznaniankach" idących z Nasiłowa samospławem z kamieniem nakazywałem prawidłowo zaplatać bumcyple. Kiedy teraz patrzę na stan i wyposażenie niektórych statków, to pytam w duchu - gdzie jesteś UŻŚ?
                                        - 04.09.2010 23:51
                                        • Apis
                                          Apis
                                          Adamie - UŻŚ jest obecny ale.... kto w UŻŚ-ach ma jakiekolwiek pojęcie o poruszonych kwestiach? MArian K. może powiedziec coś o Krakowie - Ty o Warszawie.... Stosunkowo nieźle jest (jeszcze) na Odrze - W Koźlu i Wrocławiu wśród inspektorów są praktycy - gorzej już w Szczecinie. Panowie - bez urazy: kiedyś inspektorami byli WYŁĄCZNIE świetni praktycy - dziś są nimi wyłącznie ci z wyższym wykształceniem - np. z AM Szczecin...

                                          W tym miejscu przypomniała mi się pewna anegdotka: pewien wielce zasłużony admirał, wybitny dowódca floty zwykł był co dzień rano po wejściu na mostek wyciągać z kieszeni karteczkę, którą po przejrzeniu chował na powrót w tejże kieszeni. Wszystkich zżerała ciekawość co tez na owej karteczce notował sobie ich pryncypał. Toteż po jego nagłej, chwalebnej (bo na mostku) śmierci natychmiast rzucono się do wyjęcia owej tajemniczej kartki z kieszeni munduru....

                                          No owej kartce napisane było:
                                          - dziób jest z przodu a rufa z tyłu....

                                          Wam - drodzy Załoganci - pozostawiam wyjaśnienie co ma piernik do wiatraka.
                                          - 05.09.2010 02:14
                                          • Tadeusz 44
                                            Tadeusz 44
                                            Andrzeju...jak byś nie stanął...to i tak dupa z tyłu!!!
                                            - 05.09.2010 09:34
                                            • Adam Reszka
                                              Adam Reszka
                                              Tadeuszu! Trzeba jednak wiedzieć, jak stanąć! Mam na myśli pokład. Bo u marynarza rufa-dupa to synoinim!
                                              - 05.09.2010 10:40
                                              • Tadeusz 44
                                                Tadeusz 44
                                                Adamie...trudno jest zaprzeczyć marynarzowi z taką klasą...więc Cię tylko bardzo serdecznie pozdrowię. Dodam jeszcze nieśmiało,że wszystkie Twoje komentarze,są wzorem do naśladowania. Ubolewam jedynie,ze nie mogę zabierać głosu w tych Waszych szkutach,splotach lin...oraz innym marynarskim rzemiśle. Ale!!!...bardzo mi się to wszystko podoba,a na dodatek te super zdjęcia...i tak trzymać...hej!!!
                                                - 05.09.2010 20:35
                                                • Janusz Fafara
                                                  Janusz Fafara
                                                  I jest odzew.
                                                  Wczoraj publikacja - dziś kontrola jednostek i zakresu czynności związanych z eksploatacją kruszyw na terenie Koźla. Tylko że kontrola dla Odratransu.
                                                  - 06.09.2010 18:19
                                                  • Szafranek
                                                    Szafranek
                                                    Panowie nie ma skutków bez przyczyny, należy wyeliminować przyczynę i wtedy nie będzie takich w sumie przykrych skutków.Po prostu róbmy swoje.Nie dajmy się zwariować.Pozdrawiam serdecznie Szafranek.
                                                    - 07.09.2010 23:45
                                                    • Apis
                                                      Apis
                                                      Badaniem przyczyn zerwania cum i kolizji z jazem zajmie się prokuratura - http://www.nto.pl.../464177786
                                                      - 09.09.2010 12:20
                                                      • wojpa
                                                        wojpa
                                                        - 14.09.2010 23:58
                                                        • Z
                                                          zyga500
                                                          Odra na odcinku od starego jazu w Kożlu do wejścia do portu wKożlu jest bardzo przegłębiona przez rabunkową gospodarkę żwiru.Nie życzę nikomu na tym odcinku kotwiczyć.
                                                          - 13.11.2010 05:24
                                                          Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                                                          Proszę Zaloguj by zagłosować.
                                                          Niesamowite! (0)0 %
                                                          Bardzo dobre (0)0 %
                                                          Dobre (0)0 %
                                                          Średnie (0)0 %
                                                          Słabe (0)0 %
                                                          Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                                                          Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies