Bajka o Zielonej Rybce czyli "Złoto Renu"

07.06.2010
Na łamach "Tygodnika Powszechnego" ukazał się artykuł pod tytułem "Złoto Renu", który jest typowym przykładem robienia ludziom (powodziowej) wody z mózgu. Po raz kolejny czytamy w nim o regulacji jako "prostowaniu rzek", czytamy też (jak zwykle) o renaturyzacji Renu itp.

Trzydziestojednoletni autor wprawdzie widział powódź w 1997 we Wrocławiu i studiuje we Frankfurcie nad Odrą, ale już o tym co się dzieje nad Renem raczej pojęcie ma mgliste. Świadczy o tym niespójne i nierzetelne odwoływanie się do przykładów zza naszej zachodniej granicy. Niektóre stwierdzenia wzajemnie sobie przeczą i nawet zdjęcie dobrano nietrafnie, pokazując słynne zakole Renu w Düsseldorfie ze świetnie widocznymi ostrogami regulacyjnymi i wałami przeciwpowodziowymi, oczyszczone z zadrzewień blokujących pochód lodów i wielkiej wody, a więc zgoła przeciwnie do zamierzonego wydźwięku artykułu.

Na łamach "Tygodnika Powszechnego" ukazał się artykuł pod tytułem "Złoto Renu", który jest typowym przykładem robienia ludziom (powodziowej) wody z mózgu. Po raz kolejny czytamy w nim o regulacji jako "prostowaniu rzek", czytamy też (jak zwykle) o renaturyzacji Renu itp.

Trzydziestojednoletni autor wprawdzie widział powódź w 1997 we Wrocławiu i studiuje we Frankfurcie nad Odrą, ale już o tym co się dzieje nad Renem raczej pojęcie ma mgliste. Świadczy o tym niespójne i nierzetelne odwoływanie się do przykładów zza naszej zachodniej granicy. Niektóre stwierdzenia wzajemnie sobie przeczą i nawet zdjęcie dobrano nietrafnie, pokazując słynne zakole Renu w Düsseldorfie ze świetnie widocznymi ostrogami regulacyjnymi i wałami przeciwpowodziowymi, oczyszczone z zadrzewień blokujących pochód lodów i wielkiej wody, a więc zgoła przeciwnie do zamierzonego wydźwięku artykułu. Za to "wykadrowano" żeglugę, choć nie całkiem się udało...

Ilustracja artykułu: Ren w Düsseldorfie, 2009 r. (fot. Uwe Kirsten)


Ren w Düsseldorfie, ten sam most, niższy stan wody i... przeciwległy brzeg. Jeśli ktoś chce pisać o renaturyzacji Renu - powinien się lepiej przygotować...

Jest rzeczą bezsporną, że pogląd niemieckich fachowców od gospodarowania wodami śródlądowymi zmienił się wraz ze wzrostem znaczenia ochrony przyrody, ale przytaczanie (jako przykładu renaturyzacji) realizowania w Niemczech 15 projektów w wyniku których ma nastąpić rozbiórka umocnień brzegowych na odcinku trzech (sic!) kilometrów Renu w stosunku do ponad tysiąca kilometrów jego długości jest śmieszne. My mamy dużo więcej "zrenaturalizowanych" (czytaj: zaniedbanych i zdziczałych) odcinków na własnych - niby-żeglownych rzekach.

Czy oznacza to, że jesteśmy lepsi od Niemców? Nie, a prawdziwym złotem Renu jest raczej nieskrępowana żegluga przynosząca olbrzymie korzyści środowisku (o kilkadziesiąt procent mniej masy towarowej na drogach kołowych krajów nadreńskich a co za tym idzie mniej CO2, mniej hałasu) i społeczeństwu (mniejsze koszty transportu i wytwarzania dóbr, czyste powietrze, woda i ziemia).

Skała Loreley - Górny Środkowy Ren

Artykuł, który publikujemy poniżej jest więc typowym w ostatnich dniach stawianiem parasola ochronnego nad polskimi tzw. "ekologami", którym mocno oberwało się za ubiegłoroczną i ostatnią powódź, za blokowanie inwestycji hydrotechnicznych i infrastruktury ppow. Jak zwykle głos zabierają nie ci, których wyjaśnień chcielibyśmy posłuchać czyli administratorzy wód śródlądowych w resorcie ochrony środowiska. Zamiast tego zewsząd płyną głosy przeróżnej maści eko-fachowców - speców od eko-ochrony przeciwpowodziowej z gotowymi eko-przykładami "renaturyzacji Renu".

Ma to utwierdzić społeczeństwo w przekonaniu, że Niemcy zrenaturyzowali już Ren i wszystkie swoje pozostałe rzeki, rozebrali umocnienia brzegowe i wały przeciwpowodziowe oraz z powrotem kopią meandry w miejsce prostych odcinków. A my powinniśmy posłuchać tzw. "ekologów" i zrobić to samo.

Zdanie: "Przykład Renu pokazuje, że możliwe jest podjęcie decyzji bardziej opłacalnej, choć na pierwszy rzut oka trudniejszej do zakomunikowania opinii publicznej" utwierdza nas w tym przekonaniu, a w podpisie zakamuflowano miejsce pracy autora pod skrótem NGO (non-governmental organization - organizacje pozarządowe).

Chyba wszystko jasne, a raczej jasno-zielone...


"Złoto Renu"

W powszechnej opinii Niemcy uchodzą za wzór gospodarki wodnej w Europie. Kraj ten przytacza się często jako przykład skutecznego i nowoczesnego rozwiązywania problemów związanych z regulacją rzek, ochroną przeciwpowodziową i żeglugą śródlądową. Historycznie rzecz biorąc, jest w tym sporo prawdy. Niemcy, przede wszystkim Prusy, już w połowie XVIII w. rozpoczęły zakrojone na szeroką skalę projekty regulacji rzek, w tym Renu. Nie przypadkiem brytyjski historyk David Blackbourn w swojej głośnej książce wybrał pruski przykład na zilustrowanie stopnia ingerencji w przyrodę w czasach nowożytnych - tytuł "The Conquest of Nature" ("Podbój przyrody") mówi wszystko.

Żadna rzeka w Niemczech nie równa się Renowi. Wprawdzie przepływający przez południowe landy Dunaj uchodzi za najdłuższy, jednak to Ren, jako historyczna granica, opiewany był przez stulecia jako najbardziej "niemiecka rzeka". Przy jego brzegach znajduje się wiele znaczących miast, jak Kolonia, Bonn, Düsseldorf, Moguncja czy Koblencja, których dzieje ściśle się wiążą z rozwojem handlu i historią polityczną Niemiec. Względy gospodarcze (a ściślej: transportowe), kwestie polityczne - Ren stanowił granicę między licznymi państewkami rozbitych wówczas Niemiec - oraz doświadczenia licznych powodzi doprowadziły do podjęcia decyzji o regulacji rzeki. Całe przedsięwzięcie trwało od roku 1817 do 1876 i doprowadziło m.in. do skrócenia jej biegu o 81 km. Dokonano licznych przekopów, celem usunięcia meandrów, umocniono brzegi oraz wybudowano na niemal całej długości system wałów, chroniących przed powodziami. Od końca lat 20. niemal do końca lat 70. ubiegłego stulecia w górnym biegu rzeki trwały prace regulacyjne, połączone z budową 10 stopni energetycznych.

To gigantyczne przedsięwzięcie rzeczywiście usprawniło żeglugę i pozwoliło zyskać dodatkowe powierzchnie pod uprawę i zabudowę, ale miało też wysoką cenę. Zwiększenie prędkości w górnym i średnim biegu rzeki doprowadziło do przesunięcia ryzyka powodziowego na północ. Zniszczenie lasów łęgowych spowodowało wzrost zagrożenia na północ od zapory w Iffezheim - hydrolodzy wyliczyli, że przed 1955 r. tamtejsze miasta były zagrożone wodą dwustuletnią, a po zakończeniu inwestycji zalać mogła je woda pięćdziesięcioletnia.

Na dodatek gwałtowny rozwój gospodarczy, szczególnie wzrost produkcji przemysłowej w miastach położonych nad samym Renem i dopływami (Zagłębie Ruhry!), skutkował dużym zanieczyszczeniem rzeki. Trend ten został odwrócony dopiero w drugiej połowie XX w., kiedy zaczęto budować więcej oczyszczalni ścieków i ograniczono stosowanie najbardziej szkodliwych środków chemicznych. Postępująca od lat 70. dezindustrializacja miała także pozytywny wpływ na jakość wody w Renie. Pożar w fabryce chemikaliów w Bazylei w listopadzie 1986 r. doprowadził do poważnego zanieczyszczenia rzeki, a zarazem zwrócił uwagę opinii publicznej, uwrażliwianej od początków lat 80. w kwestiach ekologicznych, na problem Renu. Istniejąca formalnie od 1950 r. Międzynarodowa Komisja Ochrony Renu zabrała się bardziej dynamicznie do pracy.

Żywa i atrakcyjna

Jednym ze skutków prac Komisji, zmienionych strategii rządów państw ościennych oraz zmian w świadomości społeczeństwa państw Europy Zachodniej było uchwalenie w 2001 r. "Programu dla Renu 2020" przez unijnych ministrów środowiska. Ważnym sygnałem ostrzegawczym była kolejna powódź - na przełomie roku 1993 i 1994 wody Renu zalały część starego miasta w Koblencji i Kolonii, i wyrządziły straty szacowane na 400 do 500 milionów euro.

W 2002 r. uchwalono ostatecznie projekt "Żywy Ren - rzeka tysiąca wysp", który przewiduje realizację 15 projektów modelowych na terenie Republiki Federalnej, zmierzających do rewitalizacji (renaturyzacji) brzegów tej rzeki. Przedsięwzięcie obejmuje usunięcie umocnień brzegowych na łącznej długości ponad trzech kilometrów, przez co rzeka nie tylko może w wyznaczonych miejscach wykraczać poza koryto, zmniejszając ryzyko niebezpiecznego spiętrzenia, ale staje się także atrakcyjniejsza pod względem rekreacyjnym. Kto widział nabrzeża niemieckich miast nad Renem, często oddzielone kilkupasmowymi ulicami od centrum i osiedli, ten wie, o czym mowa.

Projekt "Żywy Ren" zakłada także odtworzenie lub stworzenie naturalnych łęgów i łąk czy ruchomych wysp żwirowych (poza głównym korytem rzeki), ekologiczną przebudowę istniejących obiektów, jak ostrogi, oraz rewitalizację starorzeczy. Na terenie Francji i Niemiec trwa odzyskiwanie 6,8 tys. ha powierzchni zalewowych, które zatrzymają 260 mln m. sześć. wody. Tam, gdzie to możliwe, wały odsuwane są od rzeki, powstają też poldery, czyli duże fragmenty dolin rzecznych zamknięte ze wszystkich stron obwałowaniami. Gotowe są już poldery Altenheim i Sollingen/Greffern o łącznej powierzchni 1000 ha - dzięki nim miasta poniżej Iffezheim znowu nie muszą się bać każdego wezbrania Renu.

Realizację całości powierzono organizacji NABU (Naturschutzbund Deutschland - Związek Ochrony Przyrody w Niemczech), a wsparcia udzieliły fundacje federacyjne i prywatne oraz UE. Koszty projektu, w wysokości niecałych 1,4 mln euro, były przy tym raczej niewielkie. Jak podkreślają inicjatorzy projektu, kluczem do sukcesu było włączenie do akcji lokalnych społeczności i samorządów, które uczestniczyły w przedsięwzięciu już w fazie planowania.

Ułatwić wędrówki ryb

Warto dodać, że celem tej operacji nie było - i nie mogło być! - cofnięcie procesów infrastrukturalnych ostatnich 200 lat i stworzenie ekologicznej idylli. 15 zrealizowanych projektów pokazuje jednak, że można przy współdziałaniu z ludnością i decydentami stworzyć wzorce postępowania w mikroskali.

Ren nie jest jedyną niemiecką rzeką, która powoli powraca do naturalnych zwyczajów. W wielu miejscach w Niemczech, np. nad Fuldą czy Bauną, zrywane są betonowe progi, likwiduje się trapezowe przekroje koryt, powstają lasy łęgowe. Największy projekt tego typu realizowany jest jednak od 2005 r. w dolnym dorzeczu Haweli, na styku Brandenburgii i Saksonii-Anhalt. Do roku 2021 zrealizowany tam zostanie ambitny plan zatrzymania degradacji rzeki i stworzenia warunków do wegetacji dla zagrożonych gatunków. Tu działania obejmą aż 90 km brzegu, a koszty projektu wynoszą 24 miliony euro. Podobnie jak nad Renem, celem jest rozebranie części obiektów i umocnień, przyłączenie starorzeczy, odtworzenie pobocznych koryt i budowa ułatwień dla wędrówki ryb. - Ten projekt ma znaczenie międzynarodowe. Niemcy mogą stworzyć przykład dla innych regionów - przekonuje kierownik projektu "Renaturyzacja Dolnej Haweli" Rocco Buchta.

Czy renaturyzacja rzek jest zatem tylko niemiecką fanaberią, wymuszoną przez lobby ekologiczne? Należałoby raczej stwierdzić, że po stuleciach doświadczeń hydrotechnicznych nasi sąsiedzi doszli do wniosku, że zyski gospodarcze, transportowe czy nawet doraźne zabezpieczenie przeciwpowodziowe nijak się mają do długofalowych skutków przysłowiowego prostowania rzek.

Nie oznacza to jednak, że trend prowadzący do zrównoważonej gospodarki wodnej jest nieodwracalny. Nie da się zwinąć sieci osadniczej, powstałej przez stulecia chociażby nad Renem. Również powody polityczne sprawiają, że stare metody hydrotechniczne nadal mają w Niemczech znaczenie. Przykładem położone przy granicy z Polską dwie miejscowości (ok. 400 rodzin) niedaleko Miasta Hut Stali (Eisenhüttenstadt). To o nie rozegrała się zasadnicza bitwa na terenie Brandenburgii podczas powodzi 1997 r. Wbrew temu, co zapowiadali politycy, w tym ówczesny minister środowiska i obecny premier tego kraju związkowego Matthias Platzeck, miejscowość odbudowano w tym samym miejscu, kosztem setek milionów euro, wzmacniając wały nad Odrą.

Przykład Renu pokazuje, że możliwe jest podjęcie decyzji bardziej opłacalnej, choć na pierwszy rzut oka trudniejszej do zakomunikowania opinii publicznej.

Mateusz J. Hartwich (ur. 1979) jest kulturoznawcą i historykiem,
pochodzi z Wrocławia, gdzie był świadkiem powodzi w 1997 r.
Współautor wystawy o przestrzeni kulturowej Odry.
Obecnie mieszka w Berlinie, pracując w sektorze NGO.

Apis 07.06.2010 5,923

3 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • K
    kaczor_g
    Jest głupi artykuł można mądrze replikować, rzecz w tym żeby ładnie i składnie wyłożyć racje .
    Zwracam uwagę, że po specjalistach z Akademii Rolniczej - robiących za ekspertów od Odry (RZGW i IMGW) , za hydrotechnikę zabierają się kulturoznawcy i historycy...

    Nigdzie nie widzę, fachowców z Politechniki (np Wrocławskiej) - a kilku tam ich jest.
    No niestety tak to już w Polsce jest, że mechaniką wałów zajmuje się hydrolog, a nie hydrotechnik, zaś renaturyzacją zajmują się kulturoznawcy.

    Na zdrowie.....
    - 07.06.2010 20:49
    • Apis
      Apis
      Dialog (monolog?) ku pokrzepieniu serc.

      - Drogi kolego, czy słyszałeś o programie renaturalizacji Renu i innych rzek na zachodzie. Artykuł znalazłem w internecie. Znowu zaczynają robić wodę z mózgów biednych i podtopionych Kowalskich.

      - Tak, słyszę o tym ciągle, ponieważ w Niemczech nie brakuje entuzjastów renaturyzacji. Zważ jednak, że w miejsce Dolnej Haweli zbudowano nowoczesne przejście nad Łabą i przedłużono Kanał Mittelland, ba powiększono jego wymiary, dostosowując do ruchu barek typu europa. Z takim rozumowaniem i postępowaniem się zgadzam. Coś za coś, tak aby żegluga nie ucierpiała. Przecież proponowaliśmy w naszym stanowisku odnośnie do strategii dróg wodnych budowę kanałów łączących systemy dróg wodnych i kanałów lateralnych, aby móc wyłączyć całe, trudne żeglugowo odcinki z rzek, a je same renaturyzować. Przykład - Kanał Alzacki.

      Zważ także, że tak chwalony projekt reński obejmuje zaledwie 3 kilometry przy długości przeszło 1000 km. Przecież na górnym Renie jest wiele odcinków, które są wyłączone z drogi wodnej, pozostają na boku i są ostoją przyrody i materii ożywionej. O to właśnie chodzi. Tyle, że jakiś analfabeta przyrodniczy, zaczadzony na tygodniowym kursie w WWF, nie mający pojęcia o co tak właściwie chodzi, kiedy to przeczyta, będzie głosił, że Niemcy chcą renaturyzować cały Ren.

      Ja myślę, że raczej zaczynają prowadzić właściwą politykę p.powodziową, tworząc, albo odtwarzając małą retencję w górnych odcinkach, a tym samym zachowywać rezerwy wody powodziowej, wydłużając i obniżając jednocześnie falę. Można tak, można inaczej, np. budując zbiorniki retencyjne wielofunkcyjne w górnych odcinkach, a najlepiej tak i tak.

      Ważny jest skutek w postaci dobrych warunków żeglugowych, przy zachowaniu, najbardziej jak można, warunków naturalnych. To właśnie postulujemy. Tyle, że w Polsce wahadło jedzie od ściany do ściany. Albo ci - albo tamci, nikt nikogo nie słucha, choćby mówił złotymi słowy, ekoterroryści przeginają, bo nic nie wiedzą, są za głupi aby cokolwiek zrozumieć, zaś profesorowie i specjaliści siedzą cicho, bo czerpią z tego kasę, albo boją się narazić głupkom. Wraz z nimi postulują np. rozebranie tamy we Włocławku. Niemcy by ją zapewne rozebrali, ale przedtem zrobiliby coś, co by polepszyło nawigację na Wiśle. Zbudowaliby nowy system, bardziej ekologiczny, ale by go najpierw zbudowali, a potem rozbierali.  Nie odwrotnie. I tyle kolego.

      Tak też pisze nasz młody entuzjasta renaturyzacji. Pokazuje jedną stronę zagadnienia, fascynuje się, uogólnia i de facto nie rozumie o co w tym wszystkim chodzi. Ciekawe, że żaden, ale to żaden nie pisze o Kanale Ren-Men-Dunaj. Walka o tę drogę wodną trwała kilkanaście lat. W końcu sąd musiał zdecydować, że będzie budowana. Dzisiaj, po następnych kilkunastu latach mamy do czynienia z przepiękną drogą wodną, pełną natury i przyrody, służącą wszystkim. Widziałem materiał na ten temat. Trzeba by go zdobyć i pokazywać do znudzenia wszystkim: i ekoterrorystom i przyrodnikom i przeciwpowodziowcom i władzom lokalnym i naszym ministrom i profesorom i dzieciakom w szkole. Na to się jednak nikt nie zdecyduje, bo burzy ustalony w ich głowach porządek świata. Świata złego, w którym wszyscy są przeciw eko-terrorystom, wszyscy chcą źle tylko oni dobrze, w którym oni są jedynymi wiedzącymi co i jak zrobić.

      I czysto po polsku: najpierw rozwalić a potem się zastanawiać cośmy zrobili. Przy takim rozumowaniu reszta świata jest nieistotna, gdzieś z boku, nie wie o co chodzi i siedzi cicho. Państwo to ja, powiedział któryś z Ludwików, królów Francji i tak też myślą nasi mocarze od siedmiu boleści. No i masz filozofię. Cholerka, u mnie bez filozofii ani rusz.
      - 07.06.2010 22:55
      • K
        kaczor_g
        Smile mnie nie musisz przekonywać
        Rzecz w tym, że zgrabnym piórem - językiem zrozumiałym dla laika - powinien być napisany artykuł przedstawiający te racje takimi jakimi są i co najważniejsze podważający kompetencje, choćby do pisania panów pokroju Mateusza H.
        Do mediów trzeba się pchać, wiem, że poważnym ludziom to trudno przyjąć, ale takie mamy realia.
        Z tego parcia wynika to, że potem różne miernoty budują na podstawie niezrozumienia tego co przeczytały swoją opinię (błędną) która jest publikowana i staje się opinią eksperta. Bo w dzisiejszych czasach ekspertem jest ten, kto potrafi płynnie się w sprawie wypowiedzieć lub coś napisać - merytoryczny sens nie ma znaczenia, nikt go nie weryfikuje.

        Wracając do analizy merytorycznej brakuje mi generalnie w tych różnych "wypocinach ekspertów" danych np o:
        - organizacji infrastruktury wodnej w Niemczech - podział kompetencji
        - nakładach na inwestycje w infrastrukturę transportu wodnego
        - nakładach na renaturyzację (rzeczone poldery i wyspy - nawet z tego tekstu wynika, że poza szlakiem)
        Zapewne Niemcy mają to dość szczegółowo ujęte.
        Bez odniesienia się do twardych danych takie artykuły są wyłącznie mniemanologią.
        -
        - 08.06.2010 09:19
        Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
        Proszę Zaloguj by zagłosować.
        Niesamowite! (1)100 %
        Bardzo dobre (0)0 %
        Dobre (0)0 %
        Średnie (0)0 %
        Słabe (0)0 %
        Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
        Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies