Lekarstwo na powodzie i susze

01.06.2010
Prof. Maciej Zalewski z Uniwersytetu Łódzkiego jest wieloletnim ekspertem ONZ, szefem Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii UNESCO w Łodzi, członkiem Krajowej Rady Gospodarki Wodnej przy ministrze środowiska, Komitetu Gospodarki Wodnej Polskiej Akademii Nauk oraz Komitetu Ekologii PAN. Wbrew wielu ekologom, twierdzi, że małe tamy młynów i elektrowni na rzekach mogą mieć dobry wpływ na środowisko naturalne i jednocześnie zmniejszać falę powodziową.

To właśnie młyny zatrzymywały część wody z opadów, zmniejszając tym samym falę powodziową. Potem zgromadzona w ten sposób woda przesączała się do otaczającego gruntu. Dzięki temu zwiększały się zasoby wód gruntowych i podziemnych, które później były stopniowo uwalniane do rzek. To stabilizowało przepływy wody w rzekach, sprawiało, że ich poziom nie obniżał się w czasie suszy tak drastycznie, jak zdarza się to dzisiaj.


Wywiad z prof. Maciejem Zalewskim* orędownikiem budowania na polskich rzekach tam i elektrowni wodnych, które nie będą miały negatywnego wpływu na środowisko naturalne i pozwolą nam skuteczniej bronić się przed powodziami i suszami.

Wbrew wielu ekologom, twierdzi pan, że tamy na rzekach mogą mieć dobry wpływ na środowisko naturalne i jednocześnie zmniejszać falę powodziową. Dlaczego?

Ludzie często mówią, że dawniej było u nas dużo więcej ryb w rzekach. I mają rację. Wie pan dlaczego? Dzięki tysiącom młynów piętrzącym wodę. To właśnie młyny zatrzymywały część wody z opadów, zmniejszając tym samym falę powodziową. Potem zgromadzona w ten sposób woda przesączała się do otaczającego gruntu. Dzięki temu zwiększały się zasoby wód gruntowych i podziemnych, które później były stopniowo uwalniane do rzek.

To stabilizowało przepływy wody w rzekach, sprawiało, że ich poziom nie obniżał się w czasie suszy tak drastycznie, jak zdarza się to dzisiaj. Ta sytuacja sprzyjała rybom. Działo się tak, ponieważ przy młynach na ogół budowano drugie koryto rzeczne, tzw. młynówkę, nazywaną też kanałem ulgi, którym miał spływać nadmiar wody podczas powodzi. A jako, że nie było ono przegrodzone tamą, mogły nim swobodnie przemieszczać się ryby. Dzięki temu ich migracje nie były zakłócone. Poza tym niektóre młynówki miały tak szybki nurt, że doskonale czuły się w nich na przykład brzany, którym dziś grozi wyginięcie.

Młyny charakteryzował jeszcze jeden dodatkowy atut. Podczas spływania roztapiającej się kry i lodu ryby kryły się w usytuowanych przy młynach stawach.

Ale jak mają się dawne młyny do współczesnych wielkich zapór rzecznych?

Otóż nowe zapory mogą pełnić te wszystkie pozytywne funkcje, które pełniły młyny. Pod warunkiem jednak, że będą budowane inaczej niż obecnie. To znaczy, że będą wyposażane w kanały ulgi, którymi ryby będą mogły swobodnie wędrować. Wtedy takie tamy i elektrownie będą nie tylko nie szkodzić środowisku, ale wręcz mu pomagać.

W jaki sposób?

Nie ma nic groźniejszego dla przyrody, dla jej bioróżnorodności, od deficytu wody. Gdy on występuje, ekosystemy stają się dużo uboższe. Tymczasem zmiany klimatyczne mają w Polsce nasilić susze latem i zwiększyć ich częstotliwość, a zarazem nawet o 70 proc. zwiększyć opady zimą i wiosną. W letnich miesiącach w naszych rzekach może płynąć dwa razy mniej wody niż dziś. Zimą i wiosną będzie częściej dochodzić do powodzi. Z tych powodów będziemy musieli budować dużo zbiorników wodnych, magazynujących wodę z opadów deszczu i roztapiającego się śniegu. Tego nie da się u nas uniknąć.

Zbiorniki mają jeszcze inne zalety. Po pierwsze zatrzymują część zanieczyszczeń płynących w rzekach. Te zanieczyszczenia osadzają się na dnie oraz przy brzegach sztucznych akwenów. Można je w przyszłości stamtąd wydobywać i wykorzystywać jako nawóz do plantacji roślin energetycznych. Po drugie mogą być optymalnym źródłem prądu dla małych miejscowości. Dlatego nowe zapory trzeba będzie łączyć z elektrowniami wodnymi, bo dochody z produkcji prądu pokryją część kosztów budowy i eksploatacji tam. Poza tym dzięki temu uzyskamy sporą ilość czystej energii, której wytwarzaniu nie będzie towarzyszyć emisja gazów cieplarnianych.

Wracając do zagrożenia powodziowego. Co pan proponuje?

Zacząłbym od rzeczy najprostszych. Po pierwsze od sporządzenia mapy przepuszczalności gleby w Polsce. Pokazałaby ona na przykład, gdzie jest glina, która nie przepuszcza wody i w związku z tym jest tam większe ryzyko podtopień. Po drugie przydałaby się też analogiczna mapa nachylenia terenu. Potem należałoby się zastanowić, jak wodę zatrzymać już na samym początku, czyli jak spłaszczyć falę powodziową. W tym celu należy się zastanowić gdzie można wkomponować zbiorniki zaporowe, wykorzystać zagłębienia terenu i poldery, w których gromadziłaby się woda.

Innymi słowy przydałby się program małej retencji z prawdziwego zdarzenia. Niestety na razie właściwie go nie ma. Ponadto zbiorniki wodne powinny pojawiać się także w miastach, których powierzchnia jest w dużej mierze zabetonowana i wyasfaltowana, co o parę procent zwiększa falę powodziową. A często przecież te parę procent decyduje, czy jakiś teren zostanie zalany czy nie. Potrzebna byłaby więc kampania edukacyjna, w której na przykład namawiano by ludzi do wypuszczania wody z rynien za pomocą rur pod trawnik. Tak, żeby nie spływała od razu do kanalizacji. To jest rozwiązanie proste i mało kosztowne. Bardzo pozytywną rolę w łagodzeniu powodzi i susz mogłyby odgrywać również tak zwane zadrzewienia śródpolne. Z jednej strony bowiem zmniejszają one parowanie wody z ziemi, a z drugiej korzenie drzew zwiększają przepuszczalność gleby. Dlatego powinno powstawać jak najwięcej takich zadrzewień.

Zalesianie rzeczywiście może pomóc?

Pamiętajmy, że powierzchnia ziemi została drastycznie zmieniona przez cywilizację. Kiedyś pokrywały ją w większości lasy, które zmniejszały zmienność klimatu, buforowały jego wpływ na środowisko. Im mniej terenów pokrytych naturalną roślinnością, tym większe ryzyko katastroficznych zjawisk, takich jak powodzie, susze czy huragany. Las magazynuje wodę, a woda pochłania ciepło. To dlatego w lesie jest zawsze dużo chłodniej niż na otwartej przestrzeni, na przykład na polu.

Parowanie wody z ziemi, a wraz z nim opady, zwiększają się w wyniku podwyższania temperatury i prędkości wiatru. Las tę prędkość spowalnia. Zamieniając lasy na uprawy czy zabudowę zmieniamy bilans cieplny Ziemi, doprowadzamy do zmian klimatycznych, zwiększamy też ryzyko klęsk żywiołowych. Wycinanie Puszczy Amazońskiej skutkuje między innymi częstszymi huraganami w tamtej części świata. Na szczęście, łagodzenie tych zjawisk nie musi wcale pociągać za sobą wielkich wyrzeczeń, działań radykalnych.

Co ma pan na myśli?

Kiedyś ochrona środowiska oznaczała na przykład zakaz wstępu do rezerwatu. Dziś umiemy już harmonizować ochronę przyrody z potrzebami człowieka, chociażby podnosząc odporność naturalnych ekosystemów na nasz wpływ. Takie działania są w naszym interesie. Dlatego aby Polska miała bezpieczną przyszłość i nie dała się zepchnąć w cywilizacyjną i materialną zapaść, musimy zrobić wszystko, by nie dotykały nas takie katastrofy jak powódź.

Moim zdaniem retencja nie tylko dałaby nam większe szanse na zapobieganie powodziom, ale też sprzyjała zdrowiu, zachęcając mieszkańców do wyjścia z domu, rekreacji i uprawiania sportu nad wodą. Musimy też znacząco zmniejszyć energochłonność naszej gospodarki. A lokalne, choćby niewielkie elektrownie wodne mogłyby się znakomicie do tego przyczynić.


* Prof. Maciej Zalewski z Uniwersytetu Łódzkiego jest wieloletnim ekspertem ONZ, szefem Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii UNESCO w Łodzi, członkiem Krajowej Rady Gospodarki Wodnej przy ministrze środowiska, Komitetu Gospodarki Wodnej Polskiej Akademii Nauk oraz Komitetu Ekologii PAN.

Rozmawiał Jacek Krzemiński - www.supermozg.gazeta.pl
Apis 01.06.2010 7,958

17 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Tadeusz 44
    Tadeusz 44
    Nie mam wyższego niż Pan Profesor tytułu naukowego...proszę więc...nie traktować mojej wypowiedzi jako zbyt buńczucznej...
    JEDNAK POWIEM ŻE...
    każda retencja,każdy sposób zatrzymanie wody w gruncie...bez względu na to czy są to ;
    >zbiorniki retencyjne
    >suche,sezonowe poldery
    >lasy,zagajniki i inne zalesienia
    >zbiorniki przy młynach
    >zbiorniki przy elektrowniach
    >ogródki dzialkowe
    >wszelakie przeszkody i spiętrzenia w rzekach - chociażby bobry
    >a nawet balie przy rynnach do łapania deszczówki
    SĄ KONIECZNE I NIEZBĘDNE.
    Ponieważ powodzie w danej zlewni dużej rzeki,są sumą nie zatrzymanej wody w gruncie...jest to fakt niezaprzeczalny i oczywisty.
    Potrzebny jest więc w miarę dokładny bilans dwóch wielkości;
    >możliwości i wielkości bezkolizyjnego spływu w rzekach głównych i tych mniejszych - M
    >ilości wody nie zatrzymanej przez retencję - W
    przy czym M > W...
    i to by było na tyle...pozdrawiam załogę i Kapitana...Smile
    - 01.06.2010 23:41
    • D
      dziadek1077
      Te oczywiste trzeba przypominać Panie Tadeuszu Smile Czasami o tym co oczywiste się nie mówi, bo jest to...oczywiste.

      pozdrawiam z osuszanej wiatrem (4-6 Cool Łodzi
      Andrzej
      - 02.06.2010 09:03
      • K
        kaczor_g
        Temat oczywisty, tylko pytanie czy potencjał Pana Profesora zostanie wykorzystany we właściwych organach Państwa.
        Wczoraj ze zdumieniem zobaczyłem, że były dyr RZGW Wrocław jest dziś dyrem IMGW Wrocław.... Dyr. RZGW przestał być w 2009 lub 2008...
        Zwróćcie uwagę na pochylnię na drugim zdjęciu od góry.
        Czasem niewiele potrzeba, żeby mała/większa retencja nie stanowiła zaporę nie tylko ryb ale turystyki.
        U naszych południowych sąsiadów to jest jasne od dawna u nas rzadko spotykane udogodnienie dla turystów.
        - 02.06.2010 09:38
        • Apis
          Apis
          Zdjęcia wybierałem ja. W tekście źródłowym nie ma ani jednej fotki. Z góry przepraszam autorów fotek, ale zostały znalezione w sieci i nie były opatrzone ich nazwiskami. Wszystkie są z Polski z wyjątkiem młyna z wielkim kołem - to Słowacja.
          - 02.06.2010 10:09
          • marek56
            marek56
            Wczoraj w telewizorni pojawiła się informacja, że Unia nie godzi się na zwiększenie limitów emisji CO2 dla Polski.
            Kary za przekroczenia bedą nakładane, dotknie to w znacznej mierze elektrownie weglowe i oczywiście nas jako odbiorców prądu. Musimy zacząć budowac czyste elektrownie, W TYM WODNE czy się to komuś podoba czy nie. Nie mamy innego wyjścia. Inaczej pozostanie nam świeczka i ognisko, tyle, że one też wydzielają CO2.
            pozdrawiam z podtapianego Krakowa (już dzisiaj o 6 rano układałem worki z piaskiem)
            Marek
            - 02.06.2010 14:59
            • S
              Seehund
              @marek56.Życzę Ci abyś nie potrzebował więcej worków niż ich masz. Myślę, że bez względu na limity emisji CO2 nasze rachunki za energie będą tylko wyższe.Nie znam przykładu malejących cen (poza tworzeniem pozorów) za to gdzie nie mamy alternatywy, a więc przede wszystkim energia.
              - 02.06.2010 23:47
              • S
                Seehund
                @Apis, Czytałem tekst bez zdjęć i muszę dodać, że zdjęciami wzbogacony bardzo zyskał.
                - 02.06.2010 23:51
                • Apis
                  Apis
                  Bo tym nieszczęsnym dziennikarzom i ekofilom każda tama kojarzy się z taką i mniejszych nie dostrzegają:

                  upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/15/Glencanyondam.jpg
                  - 03.06.2010 01:20
                  • P
                    PiotrJ
                    Głupota mózgu, jest znana,
                    bobry są złem
                    XV wiek
                    mała retencja ,młyny
                    poldery
                    to BAZA dla wody
                    trudne?
                    niemożliwe?
                    tak!
                    przy tych niewodnych
                    kajakarzWink
                    - 03.06.2010 18:38
                    • D
                      dziadek1077
                      Do @marek56
                      Jakiś czas temu Donald Wspaniały podpisał dokument zobowiązujący Polskę do posiadania odpowiedniej ilości (%) "czystej" energii. Na razie nic w tej kwestii nie zrobił a z tego co pamiętam to kary za niedotrzymanie warunków są horrendalne (mld euro). Z tego powodu była draka na wybrzeżu czy stawiać wieże wiatrowe, czy pozyskać energię z przyboju. W wersji pierwszej szkoda ptaków, w drugiej robimy mielone z ryb i meduz. Nie śledziłem ciągu dalszego bo dla mnie podpisanie tego to zwykłe działanie V Kolumny Sad Zapadalność jeśli mnie pamięć nie myli to 2013.
                      Wyjątkowo życzę braku wody pod kilem (czyt. podeszwą)
                      Andrzej
                      - 03.06.2010 19:36
                      • marek56
                        marek56
                        Witam. Dom (mojej mamy) na szczęście tym razem udało się obronić. Woda nie weszła do środka, worków starczyło, a i poziom jej był trochę niższy niż 1,5 tyg temu. Wszystkiemu jest winna (czy aby na pewno ?) rzeczka, która zbiera wody opadowe z południowo-wschodnich osiedli Krakowa i autostrady. Jak jest w pozostałych częściach małopolski to wiadomo, wystarczy włączyć telewizor. Co do pozyskiwania energii - cały czas stoję na stanowisku, że maksymalnie należy wykorzystywać posiadane zasoby wodne. Zyska na tym i ekologia (wbrew temu co usiłują nam udowadniać ekoterroryści), i żegluga, i turystyka, i zwykli mieszkańcy nadrzeczych gmin.
                        Pozdrawiam,
                        Marek
                        - 03.06.2010 20:47
                        • Tadeusz 44
                          Tadeusz 44
                          Z pozycji kajakarza...wszystko może wydawać się mądrością ponad poziomy...w dodatku...jeśli się nie ma podeszwy pod stopą...o czym bardzo zrozumiale napomknął kol. Andrzej. Lub też...nie ma się wiele do powiedzenia....na temat powstawania powodzi.
                          Kolego Andrzeju...
                          przy powstawaniu czegokolwiek...zawsze muszą być jakieś straty...i z tym musimy się niestety zgodzić. Najważniejszą jednak sprawą,jest wybór mniejszego zła.
                          EKOLODZY...
                          biją na alarm...coby jedzenia było czyściuchne,bez chemii,bez oprysków i moglibyśmy się z tym zgodzić...ALE...wówczas zjadła by nas stonka i jeszcze "co inne"...a najpewniej wyginęlibyśmy z głodu.
                          STOSUJĄC CHEMIĘ...
                          też nie pociągniemy zbyt długo...bo wiadomo...chemia szkodzi....
                          Jest to jedynie przykład,który obrazuje naszą rzeczywistość i nasze codzienne rozterki..
                          Powrócę jednak do tematu właściwego....czyli retencji...a w rezultacie do powodzi...
                          wszyscy wiemy o co chodzi...wiemy jak i co...naukowcy tworzą w tym temacie super dzieła,uczelnie kształcą w tym kierunku ludzi,instytucja państwowe zatrudniają nie wiem po jakie licho fachowców z branży...I NIC poza TYM...dosłownie nic...
                          A!!!...Podkarpacie i nie tylko...jest nadal zagrożone...pozdrawiam kol. Marka...oraz pozostałą Załogę i Kapitana....
                          - 03.06.2010 21:30
                          • A
                            aa1975
                            Mam pytanie o jedną z fotografii, tzn. na jednej na pierwszym planie widać torowisko. Co to jest za miejsce? Na jakiej rzece? A to torowisko, czyżby pochylnia jakaś?
                            - 04.06.2010 23:00
                            • x1109
                              x1109
                              Moim zdaniem,może być to tama z elektrownią na Zalewie Koronowskim.
                              Dobry by był konkurs-kto zgadnie.
                              Pozdrawiam Włodek!!!
                              - 05.06.2010 04:18
                              • przylodz
                                przylodz
                                To chyba jest na Brdzie właśnie, ale nie tama z elektrownią, ale tama zbiornika wyrównawczego tejże elektrowni, usytuowana nieco niżej. Torowisko, to rzeczywiście niegdysiejsza pochylnia do przewożenia jachtów. Obecnie zdewastowana, jak większość wodnej infrastruktury...
                                - 05.06.2010 06:42
                                • Apis
                                  Apis
                                  To jest Elektrownia Wodna "Smukała" w Bydgoszczy - element kaskady trzech elektrowni na Brdzie Koronowo-Tryszczyn-Smukała.

                                  Dodam jeszcze jedną "wstrętną tamę" (jak mówią ekofile). To tama Zalewu Zegrzyńskiego z elektrownią Dębe - łabędzie, ryby, grzybienie, błękit nieba, cisza, brak dymów i pary wodnej z kominów - sielanka...

                                  Gdzie ta eko-zgroza?

                                  upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/05/Debe_power_plant.jpg
                                  - 05.06.2010 10:28
                                  • W
                                    Waldemar Wojcik
                                    Rzeczywiście wstrętna, bo nie ma śluzy dla żeglugi po Bugu. Trzeba nakładać drogi Kanałem Królewskim [d. Zegrzyńskim ]. Nie wiem jak z przepławką dla ryb, ale pod zaporą trzymają się ogromne sumy.
                                    - 05.06.2010 15:39
                                    Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                                    Proszę Zaloguj by zagłosować.
                                    Niesamowite! (0)0 %
                                    Bardzo dobre (0)0 %
                                    Dobre (0)0 %
                                    Średnie (0)0 %
                                    Słabe (0)0 %
                                    Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                                    Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies