Przestroga dla Tuska: Cimoszewicz "popłynął" po 1997

25.05.2010
Jak już wspominałem rok temu, trzeba przyjrzeć się polderom zalewowym - terenom do przechwytywania fali powodziowej. To absurd, że na tych terenach, np. we wrocławskim Kozanowie, który ponad sto lat temu Niemcy regulując Odrę przeznaczyli na rozlanie się wezbrań, powstało osiedle.

Od kilkudziesięciu lat obserwuję degradację polderów - większość została zurbanizowana lub zagospodarowana rolniczo. Jeżdżą po nich coraz nowocześniejsze ciągniki i kombajny - np. do zbioru kukurydzy. Te ciężkie maszyny rozjeżdżają wały. Dwa lata temu włos mi zjeżył jak przeczytałem wywiad z urzędnikiem Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, który opowiadał, że ceny gruntów w miastach znacząco wzrosły, więc miasto chce przeznaczyć tereny zalewowe pod budowę apartamentowców. (W 2008 r. Krzysztof Kitowski z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej powiedział "Gazecie Wrocławskiej", że wiele terenów, które były zagrożone wielką wodą jeszcze kilka lat temu, dziś spokojnie mogą być przeznaczone pod zabudowę).

Agnieszka Niesłuchowska - Wirtualna Polska: Rok temu, podczas czerwcowej powodzi, rozmawialiśmy o stanie zabezpieczeń przeciwpowodziowych. ( http://www.zegluga-rzeczna.pl/news.php?readmore=606 - przypis red. "Żegluga śródlądowa"). Mówił pan, że od 1997 roku niewiele się zmieniło. A co się wydarzyło przez ostatni rok. Urzędnicy wyciągnęli lekcję?

Andrzej Podgórski: - Ze zgrozą muszę stwierdzić, że niewiele zrobiono. Owszem prowadzono w niektórych miejscach prace, ale niekonsekwentnie i mało wydajnie. Podczas powodzi tysiąclecia w 1997 roku najbardziej ucierpiała Odra, i tu faktycznie zauważa się dużą poprawę w dziedzinie naprawy wałów przeciwpowodziowych. Na innych rzekach - np. Wiśle, gdzie w wielu miejscach wały dopiero miesiąc temu naprawiano, działania są spóźnione. Miejsca świeżo remontowane były najbardziej narażone na przerwanie. W całej sprawie najważniejsze jest jednak nie tylko to, czego nie zrobiono, ale to, jak działa system, który zawiaduje pracami.

Donald Tusk też to dostrzegł. Powiedział mieszkańcom zalanych terenów, aby zapamiętali "kto co spieprzył". To mocne słowa. Kto zawalił?

- W dużej części tzw. organizacje ekologiczne, które ustawicznie protestują przeciw remontom wałów, hydroelektrowniom, zalewom, tamom itd. Najgorsze jest to, że urzędnicy chętnie słuchają organizacji ekologicznych, które bojkotują wszelkie inwestycje hydrotechniczne. W efekcie na wałach rosną krzaki i drzewa. Wbrew temu co mówią pseudoekolodzy, drzewa i krzewy wcale nie umacniają wałów, a wręcz przeciwnie - rozsadzają je. Mało tego, dzięki działalności "miłośników" ekologii mamy olbrzymie stada bobrów - zwierząt które są wszędzie i potrafią skierować wodę tam, gdzie chcą, wały są więc podziurawione. Nie możemy sobie pozwolić na to, aby z powodu protestów tych grup nie naprawiano i nie konserwowano wałów (koszenie, usuwanie zbędnej roślinności itp.).

A nie naprawia się?

- Proszę zwrócić uwagę na to, co ostatnio mówią strażacy. Narzekają, że broniąc wałów, nie mogą dotrzeć do miejsc podsiąków, bo zarośla sięgają im do pasa. Pamiętam czasy, gdy terenami nadbrzeżnymi wzdłuż rzek zarządzały urzędy, które miały w nazwie "administrację wodną" i które nie były podległe ministerstwu środowiska. Dramat zaczął się gdy wodami śródlądowymi zaczęło zarządzać wspomniane ministerstwo, które najchętniej zmieniłoby tereny nadrzeczne w rezerwaty, przepędziły z rzek energetyków i żeglugę, a z kolei infrastukturą na rzekach - portami, śluzami, mostami zarządza ministerstwo infrastruktury. Kompetencje i cele obu resortów wzajemnie się więc wykluczają.

Oprócz ministerstwa winni są także samorządowcy, którzy powinni najlepiej orientować się w sytuacji. W praktyce nie zawsze dobrze koordynują pracą. Mieszkańcy Sandomierza narzekali, że nikt ich nie uprzedzał o nadejściu fali powodziowej.

- Sztaby kryzysowe działające w samorządach są raczej sztabami pokryzysowymi. Powinni pracować w nich ludzie, którzy potrafią pozyskać i gromadzić dane meteorologiczne - nie tylko od IMGiW, ale i od sąsiadów - Czechów i Niemców, którzy mają świetne strony internetowe z danymi, z których można bezpłatnie korzystać.

Dlaczego sztabowcy nie chcą korzystać z tych danych?

- Problem jest złożony. Ludzie, którzy pracują w sztabach nie mają wiedzy i ukończonych odpowiednich szkół, są więc bez wystarczającego przygotowania. Jeśli do urzędnika lokalnego przyjdzie pseudoekolog z protestem przeciw czemukolwiek, to jest mu to na rękę, bo nie musi nic robić. Ekolog więc protestuje, a urzędnik pali papieroska i pije kawkę, bo nie musi podejmować żadnych działań. Tak było np. w Oświęcimiu, urzędnicy mieli związane ręce, bo ekologowie protestowali przeciw remontowi wałów gdyż teren obwałowania jest wybitny przyrodniczo i mógł przez prace remontowe zniszczony. Skończyło się na tym, że będzie rozprawa sądowa, bo obóz-muzeum Auschwitz może kiedyś zostać zalany.

Po powodzi w 1997 roku ówczesnemu premierowi - Włodzimierzowi Cimoszewiczowi oberwało się za kiepską organizację, źle przeprowadzone działania ratunkowe. To odbiła się również na wyniku wyborczym SLD. Jak będzie z Donaldem Tuskiem?

- Tak, jak fatalnie skończyła się kadencja Cimoszewicza, może nieoczekiwanie skończyć się kadencja Tuska. Sprawy kolosalnych strat jakie ponosi polska gospodarka przez powodzie jest tematem bardzo drażliwym. A przecież po powodzi w 1997 roku, były powodzie w 2001,2006, 2009. Ciągle mówi się o stratach liczonych w miliardach, a nie mówi się o inwestycjach w odpowiednie budowle hydrotechniczne, zabezpieczenia, organizację odpowiednich służb, czy ich wyposażenie np. w wydajne pompy i sprzęt pływający.

Dobrze, że Ukraina pożyczyła nam pompy o wysokiej wydajności i wysłała ratowników, którzy pomogli w walce z wodą.

- No właśnie, musimy prosić się o pomoc, zamiast kupić sobie specjalistyczny sprzęt. Taniej jest zapobiegać niż leczyć. Gdyby straże pożarne w małych wioskach leżących na terenach nadrzecznych miały choćby po jednej szybkiej łodzi i po kilka pontonów, ewakuacja mieszkańców przebiegałaby sprawniej.

Tymczasem rząd obliczył, że powódź będzie nas kosztować 8 mld zł. To realna kwota?

- Dopiero gdy opadnie woda i zaczną się walić podmokłe domy, zapadną się drogi, linie kolejowe i mosty zobaczymy jaki ogrom strat w różnych dziedzinach naszego życia wywołała powódź. Na razie cała połowa Polski od Warszawy w dół jest objęta powodzią. Woda będzie się utrzymywać bardzo długo i to jest niebezpieczne dla wałów, które nasiąkają jak gąbka. Myślę jednak, że straty będą wyższe niż 13 lat temu (bilans powodzi w 1997 roku wyniósł 12 mld zł - przyp.red. WP).

Dlaczego?

- Bo od tamtego czasu powstały nowe inwestycje w pobliżu rzek - jak choćby powstające Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Wraz poziomem wód w głównych rzekach podnosi się poziom wód gruntowych, a to szkodzi zwłaszcza konstrukcjom nie skończonym.

Jak można porównać obie powodzie - obecną i tą z powodzią tysiąclecia?

- Wtedy na Odrze przybierały gwałtownie dopływy lewobrzeżne, górskie, które szczególnie spustoszyły miasteczka w Kotlinie Kłodzkiej. Doszło potem do nałożenia się fal kulminacyjnych Nysy i Odry co doprowadziło do przerwania wałów prawobrzeżnych w tym zalania pradoliny Odry w rejonie ujścia Nysy Kłodzkiej do Odry. Woda stała tam miesiąc i dokonała spektakularnych zniszczeń - podobnie było we Wrocławiu i Opolu. Tegoroczna powódź jest inna . Przez cały splot niekorzystnych zjawisk meteorologicznych związanych z długą i śnieżną zimą gleba bardzo się nasyciła, potem długo padało w całym kraju. poziom wszystkich wód, nawet tych nizinnych, podniósł się. O ile tym razem Nysa zaoszczędziła ludziom swych szaleństw, o tyle inne rzeki jak Wisła i Warty dostarczyły nam zmartwień.

Już w lutym synoptycy ostrzegali przed zbliżającą się wodą. Nie można było zabezpieczyć się lepiej przed żywiołem?

- Można było. Gdyby na poziomie lokalnym znaleźli się ludzie, którzy zawczasu magazynowaliby worki z piaskiem w miejscach zagrożonych, zgromadzili odpowiednie środki i służby, poszłoby sprawniej

Ludzie mówią, że nikt ich nie ostrzegał. Zawiodła komunikacja między samorządem a mieszkańcami?

- O ile mieszkańcy miejscowości nadodrzańskich doskonale lekcję sprzed lat zapamiętali, o ile mieszkańcy terenów nadwiślańskich nie byli na to przygotowani. Słyszałem wiele opinii, że do ludzi nie docierały komunikaty, bo nie mieli prądu i nie działała dla nich telewizji i radio. Dziwi mnie jednak, to, że nikt ze sztabowców nie przyjechał do nich z megafonem.

Jakie wnioski należy wyciągnąć z tej sytuacji? Co jest do zrobienia w pierwszej kolejności?

- Tak jak już wspominałem rok temu, trzeba przyjrzeć się polderom zalewowym - terenom do przechwytywania fali powodziowej. To absurd, że na tych terenach, np. we wrocławskim Kozanowie, który ponad sto lat temu Niemcy regulując Odrę przeznaczyli na rozlanie się wezbrań, powstało osiedle. Od kilkudziesięciu lat obserwuję degradację polderów - większość została zurbanizowana lub zagospodarowana rolniczo. Jeżdżą po nich coraz nowocześniejsze ciągniki i kombajny - np. do zbioru kukurydzy. Te ciężkie maszyny rozjeżdżają wały. Dwa lata temu włos mi zjeżył jak przeczytałem wywiad z urzędnikiem Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, który opowiadał, że ceny gruntów w miastach znacząco wzrosły, więc miasto chce przeznaczyć tereny zalewowe pod budowę apartamentowców. (W 2008 r. Krzysztof Kitowski z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej powiedział "Gazecie Wrocławskiej", że wiele terenów, które były zagrożone wielką wodą jeszcze kilka lat temu, dziś spokojnie mogą być przeznaczone pod zabudowę - przyp.red. WP).

Jest miejsce na nowe poldery czy lepiej próbować odzyskiwać obszary dawnych tereny zalewowe?

- Trudno teraz szukać nowych obszarów pod poldery, łatwiej było dbać o te, które już mieliśmy, bo powstały przy regulacji Odry i Wisły. Niemniej skoro wiele obszarów zalewowych zurbanizowano - miejsce pod poldery wzdłuż biegu głównych rzek należy znaleźć bezzwłocznie gdzie indziej.

Jakie są najpilniejsze inwestycje w zalanych regionach? Czym w pierwszej kolejności powinien zająć się rząd?

Trzeba przypomnieć, że po powodzi tysiąclecia, w 1999 roku, opracowano specjalny dokument - "Program dla Odry - 2006", którego założeniem była szeroko pojęta ochrona przeciwpowodziowa obejmująca całe dorzecze Odry. W ramach Programu zrealizowano zaledwie jedną trzecią założonych inwestycji, a najważniejszy punkt - zbiornik Racibórz Dolny nadal nie powstał. Nie potrafię też wymienić żadnej inwestycji z "Programu dla Odry 2006", która przyczyniłaby się do poprawy bezpieczeństwa mieszkańców poza naprawą wałów przeciwpowodziowych w dorzeczu Odry. Dlatego skutki obecnej powodzi są mniejsze, bo nauczeni historią mieszkańcy dorzecza Odry zadbali by się odpowiednio zabezpieczyć. Ważne jest też, aby dokończyć zbiornik Świnna Poręba w okolicach Wadowic, którego budowę rozpoczęto w latach 80., a przerwano w ubiegłym roku, bo zabrakło pieniędzy.

Jak ocenia pan działania Tuska na terenach objętych powodzią?

Nie wiem, na ile jeździ do powodzian w ramach kampanii wyborczej, a na ile chce tym ludziom realnie pomóc. Mam nadzieję, że tym razem rząd i jego agendy w terenie dotrzymają słów, które słyszymy od lat. Postawiłbym mu czwórkę, bo nie zostawia ludzi z ich problemem samych i wysłuchuje wiele gorzkich słów pod adresem urzędników. Oby wyciągnął z tego wnioski i dokonał zmian personalnych w odpowiednich urzędach. Jeśli odpowiedzialni za zaniedbania ludzie nie poczują nad sobą bata, nieuchronności kary za swoje lenistwo, arogancję i brak wyobraźni, lepiej nie będzie.

Rozmawiała: Agnieszka Niesłuchowska, Wirtualna Polska

Andrzej Podgórski - dyrektor ds. programowych Stowarzyszenia na Rzecz Gospodarczego Rozwoju Dorzecza Odry "Teraz Odra"
Apis 25.05.2010 4,271

14 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • przylodz
    przylodz
    Ja bym jeszcze dodał, że pseudoekologów, za niesłuszne protesty, lub wstrzymywanie inwestycji już rozpoczętej zgodnie z prawem, powinno pociągać się do odpowiedzialności przynajmniej finansowej, może wówczas jeden z drugim zastanowili by się zanim rozpoczęli by protest. A tak w ogóle powinno się skończyć z tym ekofilskim cyrkiem! Jeśli chcą coś załatwiać, jest droga urzędowa, nie zwykły protest i szybka sprawa sądowa. Ponadto inwestycja rozpoczęta zgodnie z prawem powinna być chroniona prawnie przed atakami ekofili.
    Kapitanie, chyba zrobiłeś dobrą robotę!
    - 25.05.2010 18:25
    • D
      dziadek1077
      Dobre podsumowanie. A gdyby urzędnicy państwowi składali coś w rodzaju cywilnej przysiegi Hipokratesa - primum non nocere, a w razie niedopełnienia sąd 24 h i wyrok + zwrot kosztów głupoty. Mieszkam w Łodzi i zastanawie mnie jak podejmowane są pewne decyzje i czy odpowiedzialni za nie ponoszą konsekwencje swych błędów (99,9% na nie). Kpt Apis ma całkowitą rację co do logistyki, dezinformacji i koordynacji całej akcji. Dobry plan, środki i mądre zarządzanie i będzie sukces. Zawsze lepiej zapobiegać niż leczyć...( i dużo taniej) pozdrawiam
      - 25.05.2010 21:47
      • W
        wladyslaw styp
        Szanowni panowie mimo że jestem już starym emerytem, interesuje się tematyką polskich rzek, przepływane lata na drogach wodnych polski , Europy zachodniej i południowej , widziałem budowane wały w Holandii i na pozostałych rzekach, tam wały są budowane po to żeby chronić przed powodzią i przed zalaniem. Na terenach pływowych gdzie dwa razy na dobę woda atakuje wały w niektórych miejscach 4 do 7 metrów wysoko, to też są one nie tylko z piasku, od strony wody są wyłożone gliną lub iłem i drobnym kamieniem, jest tam porządna mata która nie przepuszcza wody, w przypadku terenów pływowych przychodzi na to kamień który dużej mierze jest importowany, między innymi z polski, sam kilka krotnie wiozłem kamień granitowy prosto na wały, wały rzeczne też mają warstwę izolacyjną od strony wody a korona wału przeważnie drogę i często utwardzoną, dzisiaj można było to zobaczyć w niemieckiej telewizji ZDF. na wyremontowanym wale w Ratzdorfie położony jest asfalt, tam na pewno nie będą mieli kłopotów po zatem łatwość kontroli takich wałów, czasie dużych opadów taki wał nie na siąknie, przez co również jest bardziej stabilny, natomiast wał zrobiony z samego piasku pokryty tyko darnią przy kilku dniowej wodzie pęka jak to wszyscy widzieli
        - 25.05.2010 21:54
        • S
          Seehund
          W związku z powodzią często stykam się z przywoływaniem Holandii jako wzoru do naśladowania w ochronie przed wodą.
          Należy pamiętać, że Holandia jest w szczególnej sytuacji i jest to dla niej być albo nie być. Sztukę budowania wałów opanowała do perfekcji, ale nie wszystko można i potrzeba przenosić na nasz grunt, a właściwie między grunt i wodę. Godnym naśladowania jest system monitorowania wałów.
          Podstawą jest dostęp dla wszystkich: wały uczęszczane przez spacerowiczów, rowerzystów, będące drogami są pod najlepszym nadzorem. Jeżeli chodzi o wały w Polsce to brakuje mi w dyskusji głosów o tym, że często są to wały nie przeciwpowodziowe, ale wręcz przeciwnie: budowane bezmyślnie czynią wiele szkód. Każdy wał odcinający poldery piętrzy wodę. Te bardzo często zostały zabudowane, więc mieszkańcy się chronią kosztem sąsiada w dole rzeki.
          - 25.05.2010 23:57
          • koj
            koj
            Kol SEEHUND zgadzam się , nie trzeba przenosić wszystkiego z Holandii, jednak trzeba te wały pobudować by mieć póżniej co monitorować.
            W mediach dużo się pisze o polderach i ich zabiudowywaniu przez "bezmyślnych" ludzi - dla mnie takie jednostronne przedstawianie sprawy jest wyjątkowo perfidne i chaniebne.
            Widać wyrażnie, że rząd chce zrzucić ( jak zawsze) odpowiedzialność za swoję bezmyślność i zaniedbania na obywateli.
            Cały ruch ekologiczny jest finansowany przez różne agendy rządowe w celu stwarzania wrażenia, że coś się robi coś innego niż na zachodzie gdzie jak wszystkim wiadomo "zabetonowali rzeki".
            Sprawy ochrony przeciwpowodziowej ślimaczą się w Polsce niemiłosiernie. Z drugiej strony aparat skarbowy Najjaśniejszej...działa wyjątkowo sprawnie jeśli chodzi o ściąganie podatków z niewolników tego państwa.
            Nic się nie zmieni ...
            - 26.05.2010 10:27
            • S
              skoniu
              Brawo Kapitanie za ten wywiad, który przeczytałem na stronie Wirtualnej Polski. Kilka dni wcześniej ukazał się na tej samej stronie wideoklip w którym (chyba prezes warszawskiego PTTK) udzielał wywiadu na temat szkodliwości regulacji Wisły poprzez m.in betonowanie brzegów. Musiałem w dość obszerny sposób zaopiniować jego wypowiedź i wykazać, że ten pan nie ma pojęcia co to jest regulacja rzeki. Oczywiście natychmiast zaczęły pojawiać się kolejne opinie, które w większości przyznawały mi rację. Odezwali się także pseudoekolodzy, dla których największą wartość stanowi naturalny charakter Wisły ze wszystkimi krzakami, chaszczami, drzewami, stanowiskami lęgowymi ptaszków, norkami gryzoni itd. Nawet ta powódź dla nich nie była (chyba) żadnym argumentem, że nie mają racji. Stoczyłem z nimi małą batalię i po moim ostatnim poście już nikt nie zabrał głosu. Być może po cichu przyznali mi rację, ale publicznie już się nie wypowiedzieli. Dzisiaj na WP zamieszczona jest szeroka wypowiedź pana Sutowskiego ( z wykształcenia politolog), który "udawadnia", że racja jest po stronie ekologów i ich nie powinno się winić za obecną sytuację powodziową w Polsce. Po części ma rację. Nie można bowiem całkowitą winą obarczyć tylko ekologów (czyt:pseudoekologów), ale w znacznej mierze oni do tej katastrofy się przyczynili. Pozdrawiam.
              - 26.05.2010 10:43
              • Apis
                Apis
                Ostatnio modne wśród pseudo-ekologów jest stwierdzenie, że system ochrony ppow to skansen i proponują.... coś co było istotę tego systemu zanim nie zaczęto przy nim majsterkować... Były ściśle obliczone wały i odpowiednie miejsca (poldery) na rozlanie wezbrania. Poldery czyli miejsca zalewowe tez muszą być obwałowane, gdyż jeśli tak nie będzie - woda pójdzie na obwałowane od strony rzeki miejscowości położone niżej i zalej je nie od strony rzeki a od strony zawala. Zgadzam się, że wałów nie można podnosić bez końca nie zapewniając rozlania się wezbrania w polderach. Naruszono tę równowagę i mamy teraz to, co mamy. Tak było wzdłuż Odry i także wzdłuż Wisły, zanim (staraniem głównie urzędasów słuchających pseudo-ekologów) nie "zdziczała".

                Na terenach polderów należało pozostawić ostoje roślin i zwierząt, a nie użytkować ich rolniczo ani nie urbanizować jak jest obecnie. Otwierać przepusty do ich zalania wyłącznie przy wezbraniach nie mieszczących się w międzywalu głównego koryta. Dlatego poldery miały obwałowanie od strony rzeki także! Zalewano je wyłącznie w razie konieczności! Przyroda się w nich odtworzy w ciągu roku, a ludzie niestety, nie... Błędna interpretacja obecności wału w polderze od strony rzeki doprowadziła do katastrofy: zaczęto się tuz za nim budować.... To jest dopiero skansen intelektualny...

                Zmieniłem ostatnio określenie "ekofil" na "renaturysta"... Naturysta chodzi z gołą d*** - renaturysta chce abyśmy to my chodzili z gołymi d****.... On przecież odjedzie wypasioną furą 4x4 w bezpieczne miejsce.
                - 26.05.2010 11:10
                • Adam Reszka
                  Adam Reszka
                  Zawłaszczanie wzdłuż Wisły zalewowych terenów łęgowych postępowało stopniowo. Jego początku łatwo możemy się doszukać od w. XVIII, w czasach panowania ostatniego Króla Rzeczypospolitej Stanisława Augusta Poniatowskiego, który litując się nad niedolą będących pod zaborem pruskim żuławskich, holenderskich Mennonitów, zezwolił im na osiedlanie się na będących nieużytkami nadwiślańskich terenach łęgowychi. Z tym, że tereny te nie były obwałowane, jak ich rodzime Żuławy, a ich jednodworcze obejścia budowane na sztucznie usypanych górkach zwanych "terpami", podczas powodzi nigdy nie ulegały zalaniu, ponieważ woda na ich podwórka nie wchodziła. Przy każdym domostwie trzymali Holendrzy na wszelki wypadek łodzie do komunikacji z lądem podczas wezbrań i do ew. ewakuacji. Można je spotkać dotychczas na lewobrzeżnym zawalu Wisly pomiędzy Kazunem a Wyszogrodem, a pomennonickie chałupy rozpoznaje się po dwuczęściowych drzwiach, które dla wietrzenia otwarte mogły być górą, a część dolna uniemożliwiała wchodzenie do izby kurom domowym i prosiętom. Po roku 1945 Mennonitów jako Volksdeutschów (pod przymusem władz III Rzeszy!) wysiedlono, łęgi obudowano wałami w celu pozyskania areałow uprawnych i zasiedlono. W ten sposób utracone zostały połacie pełniące na tym terenie role polderów. Analogicznie postąpili w XIX w. Prusacy na Wiśle Pomorskiej, jak również Rząd II Rzeczypospolitej na górnym odcinku Wisły Środkowej, stąd zalanie gminy Wilków przez ujcie rz. Chodelki.

                  Opierano się wówczas na teorii prof. Romana Ingardena o wystarczającej roli "trasy regulacyjnej" w międzywalu, pozbawionej zadrzewienia i roślinności o sztywnych pniach, z korytem zabudowanym ostrogami koncentrującymi wodę w nurcie, co jak wiadomo ułatwia schodzenie wód wysokich i eliminuje podczas pochodu lodów powstawanie miejsc zatorogennych. Przebudowa Wisły mająca oczywistą przyczynę homofobiczną, trwa więc już 250 lat i trudno tu obecnie kogokollwiek obwiniać o skutki tego działania.

                  Remedium na zagrożenia powodziowe może być teraz tylko przywrócenie w międzywalu dawnej funkcji trasy regulacyjnej, która metodą bezmyślnego, nie mającą nic wspólnego z profesjonalizmem "majsterkowania", zamieniona została w sposób ekonielogiczny na park krajobrazowy z rezerwatami przyrody na kępach, gdzie wiele z nich po tej powodzi zniknie i pojawią się nowe. Skompromitowany Administrator rzeki - który nie mając nic do powiedzenia nie pokazuje się w mediach - powinien honorowo podać się do dymisji, a Pan Premier powinien ustawowo z pomocą Sejmu RP przeprowadzić w tym resorcie zmiany systemowe.

                  Obserwując przed wieloma laty nadodrzański, poniemiecki polder, zauważyłem nie tylko jego całkowite obwałowanie - o czym pisze powyżej nasz Kapitan - ale też dwie stalowe bramy obudowane kamieniem: górna do wpuszczania wody z wierzchołka kulminacji i dolna do spuszczania z polderu wody po zejściu wody wysokiej. Dziwiło mnie tylko, dlaczego te bramy są tak zardzewiałe i nie konserwowane, oraz martwiło mnie, czy uda się je otworzyć w potrzebie.

                  Z ostatnim zdaniem Przedmówcy zgadzam się stanowczo, przyjmując bez zastrzeżeń propozycję określenia "renaturysta" wraz z jego zachciankami!

                  Aha - zauważyłem, że dziennikarze komentujący zalanie pod Dobrzykowem nie mogą dotychczas pojąć, dlaczego wdzierająca się w Świniarach woda sama wypływa przez wyłom w wale w Dobrzykowie. Prawo grawitacji kłania się! Ale tego uczyli w liceum, a ci Panowie pewnie wtedy bąki zbijali.
                  - 26.05.2010 13:17
                  • Apis
                    Apis
                    Adamie: dziennikarze traktują rzekę jako idealnie poziomą płaszczyznę, a nie jako równię pochyłą. Nie wiedzą, że spadek cieku rzędu 1 promille oznacza różnicę jednego metra już po jednym kilometrze w kierunku biegu rzeki. Analogicznie pewna dzienninikarka TVP Opole stojąc po kostki w wodzie na wybranej, jednej z ulic Brzegu mówiła:

                    "Co to będzie jak przyjdzie ośmiometrowa fala, która właśnie mija Opole. Zaleje te domy po pierwsze piętro! Brzeg nie żadnych wałów!"

                    Dziennikarze! Sami jesteście wały i z was trzeba usypać jeden wielki wał... Wy mierzycie stan wód poziomnicą a nie wodowskazami...

                    Renaturyści pewnie też tak sądzą: wały rozebrać, wodę rozlać po brzegach i ona już nigdzie nie popłynie. Miejscowości poniżej leżą dla nich na tym samym poziomie (!).

                    O polderach odrzańskich i ich urządzeniach (często rozkradzionych przez złomiarzy) oraz braku dbałości o jedno i drugie pisałem wielokrotnie. Także w 'Manifeście Rejsu Dobrej Nadziei".
                    - 26.05.2010 13:59
                    • Adam Reszka
                      Adam Reszka
                      Tak, Andrzeju! A temu cymbałowi którego słuchałem, w głowinie się nie mieściło, że lustro wody Wisły stanowi równię pochyłą, a różnica poziomów tego lustra pomiędzy Świniarami km 609 a Dobrzykowem km 623 wynosi 14 km x spadek w tym rejonie 25 cm/km = podpiętrzenie na terenie zalanym pod Dobrzykowem które wyniesie około 4 m! A usypany wał poprzeczny około 2 m? Jedynym wyjściem było wysadzenie wału przez saperów.

                      Podobnie było z "dziennikarzyną" z TVN24 nadającym reportaż z warszawskiej pompowni na środku Wisły, zwanej "Grubą Kaśką", która ma własny wodowskaz. Z jego relacji porównującej stany wody na tym wodowskazie z warszawskim oficjalnym wynikało, że na odległości 5 km spadek wynosi 10 m! U nas w Warszawie jest kilka wodowskazów, m.i. na Śluzie Żerań, ale wszystkie wskazania wodowskazowe przyporządkowujemy zawsze do oficjalnych odczytów na wodowskazie w km. 513 Port Praski, ponieważ każdy wodowskaz ma odniesienie do innej kronsztackiej rzędnej.

                      Kiedy na "naszych łamach" wieszczyłem pojawienie się na Wiśle "wody stuletniej", nazwano mnie "katastrofistą". A jeden z moich znajomych powiedział o mnie teraz: "Krakał, krakał i wykrakał"! Że to niby przez moje "krakanie". Czy mam poczuć się winnym?

                      I przy okazji - wszyscy zauważyli mnogość łodzi ratowniczych Straży. Wyjaśnię zatem, że podczas powodzi w r. 2001, kiedy został przerwany wał w m. Kamień w km. 330 i zalało Kępę Gostecką, jedyną łódką ratowniczą jaką dysponowała Straż, była łódka z Komendy OSP w Janowie Lubelskim. Na wszelki wypadek utrzymywał ją bardzo przewidujący Komendant Irek Kotowski. Kiedy na lustracji katastrofy pojawił się Komendant Główny Straży, natychmiast wydał zarządzenie o obowiązku utrzymywania przez każdą terenową jednostkę Straży łodzi z silnikiem zaburtowym wraz z przyczepą podłodziową. I było to bardo słuszne posunięcie, które dziś zostało zdyskontowane z procentami. Stąd jako Przewodniczący Terenowej Komisji Egzaminacyjnej "wyświęciłem" już wielu stermotorzystów, którzy nieoczekiwanie świetnie się w ostatnich dniach sprawdzili. Ergo Straży należą się wyrazy uznania!
                      - 26.05.2010 15:06
                      • Apis
                        Apis

                        Cytat

                        Kiedy na "naszych łamach" wieszczyłem pojawienie się na Wiśle "wody stuletniej", nazwano mnie "katastrofistą". A jeden z moich znajomych powiedział o mnie teraz: "Krakał, krakał i wykrakał"! Że to niby przez moje "krakanie". Czy mam poczuć się winnym?

                        Winnymi powinni się poczuć ci, którzy nie korzystają z Twojej bezcennej wiedzy... Już dawno twierdziłem, że marynarze śródlądowi mają największe pojęcie o zjawiskach w rzece i grzechem jest, ze z tej wiedzy się nie korzysta...
                        - 26.05.2010 17:02
                        • D
                          dziadek1077
                          Morał z tego taki Panowie, że wszyscy decydenci i pytający ze strony mediów powinni mieć obowiązkowe szkolenie w ŻŚ Smile Proszę "krakać" dalej Panie Adamie, a kto ma uszy niechaj słucha.
                          - 26.05.2010 17:27
                          • Adam Reszka
                            Adam Reszka
                            @Apis: Ci moi znajomi od "katastrofisty" i "krakania" pracują obaj w RZGW Warszawa (sic!).
                            - 27.05.2010 00:06
                            • Szafranek
                              Szafranek
                              I tak długo jak długo tacy Panowie będą pracować w RZGW
                              natura w brutalny sposób będzie się dopominać o swoje i robić
                              swoje.Pozdrawiam serdecznie Szafranek.
                              - 03.06.2010 11:39
                              Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                              Proszę Zaloguj by zagłosować.
                              Niesamowite! (0)0 %
                              Bardzo dobre (0)0 %
                              Dobre (0)0 %
                              Średnie (0)0 %
                              Słabe (0)0 %
                              Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                              Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies