Wszystko wskazuje na to, ze sytuacja meteorologiczna nie ulegnie zmianie przez najbliższych kilka dni. Ze źródeł dobrze poinformowanych wiadomo, że po Czeskiej stronie nie ma już gdzie gromadzić wody z opadów, które w całych Sudetach iKarpatach były niezwykle intensywne. Dochodzi do tego fakt, ze wskutek bardzo śnieżnej zimy ziemia od dawna jest nasycona wodą w stopniu maksymalnym. Wskutek zrzutów z Czech oraz braku Zbiornika Racibórz nie będziemy w stanie zapobiec podniesieniu się wód Odry i w ciągu najbliższej doby poziom wody na wodowskazie Miedonia może osiągnąć 9 m. W roku 1997 było to blisko 10 m. Oznacza to, że ryzyko wielkiej powodzi staje się realne. 
Wszystko wskazuje na to, ze sytuacja meteorologiczna nie ulegnie zmianie przez najbliższych kilka dni. Ze źródeł dobrze poinformowanych wiadomo, że po Czeskiej stronie nie ma już gdzie gromadzić wody z opadów, które w całych Sudetach i Karpatach były niezwykle intensywne. Dochodzi do tego fakt, ze wskutek bardzo śnieżnej zimy ziemia od dawna jest nasycona wodą w stopniu maksymalnym. Wskutek zrzutów z Czech oraz braku Zbiornika Racibórz nie będziemy w stanie zapobiec podniesieniu się wód Odry i w ciągu najbliższej doby poziom wody na wodowskazie Miedonia może osiągnąć 9 m. W roku 1997 było to blisko 10 m. Oznacza to, że ryzyko wielkiej powodzi staje się realne.
Zastanawia jednak błogostan służb odpowiedzialnych za przeciwdziałanie skutkom powodzi. Wciąż słyszymy zapewnienia, że "monitorujemy... mamy środki... są służby...", a tymczasem woda zalewa i dopiero jak już zalała pojawiają się strażacy. Dlaczego nie sypie się worków z piaskiem (jest nawet w Polsce producent prostej i wydajnej maszyny do sypania worków) i nie rozwozi w zagrożone miejsca
przed ich zalaniem? Czy trudno po lekcji z 1997 takie miejsca określić? Czy
już nie powinno się ewakuować mieszkańców oraz ich dobytku z terenów zagrożonych? Dlaczego na pierwszej linii walki z wodą nie ma wojska z odpowiednim sprzętem na długo
przed zalaniem miejsc zagrożonych? Pytania można mnożyć - w tym te politycznie niewygodne. Padały one przecież także rok temu
w Wirtualnej Polsce.
Wiele lat, jakie upłynęły od powodzi w roku 1997 nie nauczyły decydentów niczego. Podszepty zielonych o zapobieganiu powodziom przez "renaturyzację rzek, rozbiórkę wałów, zbiorników retencyjnych i wszelkich budowli hydrotechnicznych" tak się widać rządzącym ekipom podobały, że za nic mieli ofiary ludzkie i kolosalne straty w gospodarce kraju poniesione w roku 1997. Przypomnę:
Bilans tamtej powodzi to 55 ofiar śmiertelnych, 200 tysięcy osób ewakuowanych, 2592 zalanych miejscowości (w tym 1362 całkowicie), zniszczeniu uległo 480 mostów, ponad 1370 km dróg i 1100 km wałów przeciwpowodziowych.
Podjęte przez społeczeństwo ambitne plany przeciwdziałania takim skutkom w przyszłości (m.in. "Program dla Odry") były skutecznie torpedowane przez tzw. "zielonych". To między innymi dzięki nim nie ma jeszcze zbiornika Racibórz, nie ma skutecznego systemu prowadzenia prac hydrotechnicznych na rzekach (oczyszczanie koryta z pni, konarów i zielska wszelkiego, czyszczenie pól międzyostrogowych i samych ostróg ze zbędnej roślinności, naprawy uszkodzonej zabudowy regulacyjnej, pogłębianie kanałów itd.).
Oddano we władanie pseudo-ekologów i dyletantów niezwykle wrażliwy na nieróbstwo i zaniedbania dział gospodarki kraju jakim jest gospodarowanie wodami w znaczeniu pojmowanym także jako ochrona przeciwpowodziowa. Staraliśmy się na naszych łamach od dawna uczulać społeczeństwo na skutki nieodpowiedzialnej polityki związanej z drogami wodnymi i gospodarką zasobami wodnymi. Krzyczeliśmy wręcz w Manifeście Rejsu Dobrej Nadziei - planowanego na czerwiec-lipiec - o obronę infrastruktury służącej prawidłowej gospodarce wodami i ochronie interesów, mienia i praw gatunku ludzkiego.
Być może nie będzie już o co kruszyć kopii. Budowany z trudem (i potwornym opóźnieniem) stopień wodny Malczyce ma teraz "szansę" ulec katastrofie z powodu widzimisię "zielonych" i ogólnej indolencji organów administrujących drogami wodnymi i gospodarką wodną. Po raz kolejny budzą się one z ręką w przepełnionym wodami powodziowymi nocniku. Polak i przed szkodą i po szkodzie...
zielony.

W naszym kraju trwa przedwyborcza przepychanka. Sprawy powodzi, zapobiegania i minimalizowania strat schodzą na plan dalszy. Przypominam więc jakie skutki miała w 1997 podobna postawa rządu premiera Cimoszewicza. Wszyscy pamiętają wodę z roku 1997 i już porównują dzisiejszą sytuację z tą z "Powodzi Tysiąclecia". Naród pamiętliwy jest....
A jeśli są tacy, którzy nie pamiętają:
Wielka woda -1997
10 lat po Wielkiej Wodzie 1997
Teraz Odra wpłynie na Wrocław
Powódź 2009
Ekolodzy winni powodziom?
Lipiec 2009 - Na południu trwa usuwanie skutków powodzi oraz szacowanie strat
i wiele, wiele innych publikacji...
kpt. ż.ś. Andrzej Podgórski
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies