Przypominanie Odry...

27.04.2010
"Gospodarcze wykorzystanie Odry i Kanału Gliwickiego - szansą na wzrost innowacyjności przedsiębiorstw regionu" - pod taką nazwą odbyła się w dniu 23.04.2010 w Opolu międzynarodowa konferencja poświęcona problemowi niegdyś najlepiej wykorzystanej w Polsce wodnej trasy transportowej.

W konferencji zorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą i opolski oddział NOT uczestniczyli przedstawiciele organizacji, stowarzyszeń i przedsiębiorstw z Polski, Republiki Czeskiej i Niemiec żywotnie zainteresowanych tematem Odrzańskiej Drogi Wodnej. Obecni byli także Konsul Niemiec, Prezydent Ostravy, przedstawiciele polskich urzędów z Wojewodą, Marszałkiem Województwa Opolskiego i Prezydentem Opola włącznie.

"Gospodarcze wykorzystanie Odry i Kanału Gliwickiego - szansą na wzrost innowacyjności przedsiębiorstw regionu" - pod taką nazwą odbyła się w dniu 23.04.2010 w Opolu międzynarodowa konferencja poświęcona problemowi niegdyś najlepiej wykorzystanej w Polsce wodnej trasy transportowej.

W konferencji zorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą i opolski oddział NOT uczestniczyli przedstawiciele organizacji, stowarzyszeń i przedsiębiorstw z Polski, Republiki Czeskiej i Niemiec żywotnie zainteresowanych tematem Odrzańskiej Drogi Wodnej. Obecni byli także Konsul Niemiec, Prezydent Ostravy, przedstawiciele polskich urzędów z Wojewodą, Marszałkiem Województwa Opolskiego i Prezydentem Opola włącznie.

"Intensyfikacja zakresu wykorzystania Odry i Kanału Gliwickiego jest wielką szansą, która może pełnić rolę stymulatora wzrostu gospodarczego, nie tylko przedsiębiorstw regionu ale nawet znacznej części Europy. Już w 1999 roku, podczas mojej pracy na czele polskiego rządu, wraz z ówczesnym Premierem Republiki Czeskiej, stwierdziłem brak dostatecznej wzajemnej współpracy w kwestii wykorzystania Odry jako istotnego elementu europejskiej sieci śródlądowych dróg wodnych" - napisał w liście do uczestników Konferencji jej honorowy patron, Przewodniczący Parlamentu Europejskiego - Jerzy Buzek.

W tych słowach zawarta jest cała prawda o polityce wokół Odry w ostatnich dziesięciu latach. Dodałbym jedynie, że "ryba psuje się od głowy" i stagnacja przewozów, brak remontów i nowych inwestycji na ODW jest wynikiem niewłaściwego podziału kompetencji czyli oddania strategicznej arterii transportowej we władanie ekologom (ministerstwu środowiska) zamiast ministerstwu transportu lub infrastruktury jak jest w całej Europie. Na widoczne gołym okiem wyniki takiego "wynalazku" nie trzeba było długo czekać. W ciągu dwudziestu lat Wolnej Polski w wyniku dekapitalizacji szlaku i urządzeń hydrotechnicznych żegluga na Odrze stała się szczątkową gałęzią transportu.

Nie wykonuje się prac pogłębiarskich, kanały śluzowe są zamulone, przetargi na wykonanie prac są tak formułowane, ze wygrywa stale jedna i ta sama firma, kpiąca sobie z jakichkolwiek terminów i w sposób nie przymierzając chałupniczy wykonująca zlecone prace. Tak więc remont śluzy Bartoszowice ciągnie się jak przysłowiowe "flaki z olejem" powodując wymierne i niemałe straty armatorów czy stoczniowców z Górnej Odry. Dyskutowanie więc na wszelakich konferencjach o "innowacyjności przedsiębiorstw" powinno zacząć się od tych właśnie firm i ich zleceniodawców. Oczywiście na konferencji nie było (mimo zaproszenia) nikogo z KZGW czy Ministerstwa Środowiska.

Do tego dochodzi dość specyficzne podejście władz dużych miast nadodrzańskich (Wrocław) do żeglugowej infrastruktury: bezmyślnie niszczy się porty, przeładownie i nabrzeża. Przedstawiciel Politechniki Wrocławskiej udowadniał wręcz, że transport węgla Odrą do Elektrowni Opole jest nieopłacalny. Przytoczył ekonomiczne argumenty i trudno się z nimi nie zgodzić, ale... nie wyliczono ile kosztuje nas naprawianie zniszczonych dróg kołowych, ile wynoszą państwowe dotacje do przewozów kolejowych, jakie mogłyby być zyski pochodne z uruchomienia wodnych przewozów (mniej zatłoczone bocznice kolejowe w węźle opolskim, mniej zatłoczone i mniej zniszczone drogi itd.). To też są wyliczalne kwoty.

W krótkim wystąpieniu zwróciłem uwagę uczestników, że przedmiot naszych rozważań - Odrzańska Droga Wodna - jest widoczna z okien sali konferencyjnej (biegnie dosłownie 100m od "Sali na Ostrówku" Opolskiego Urzędu Marszałkowskiego). W ciągu kilku godzin dyskusji, prezentacji i wywodów nie przepłynął nią ani jeden statek. Nie tylko dlatego, że żegluga jest już nie taka jak 30 lat temu, ale głównie dlatego, że pod koniec kwietnia szlak żeglowny Odry Skanalizowanej jest wciąż zamknięty (sic!). Doskonałe warunki nawigacyjne są marnotrawione z powodu przedłużania się remontu jednej śluzy!

Jak więc snuć tu plany budowy Kanału Odra-Dunaj czy choćby jego częściowej realizacji w formie O-K-O (Ostrava-Koźle-Odra) skoro brak jest instrumentów skutecznej kontroli terminowego realizowania inwestycji, brak jest spójnej strategii rozwoju transportu wodnego oraz rozwiązań prawnych (ustawy) i systemowych (podział kompetencji, udział wyspecjalizowanych firm hydro-budowlanych). Bez tego wszystkie konferencje - choć bardzo potrzebne - niczego nie zmienią.

Trafnie oddał ten stan w podsumowaniu konferencji Prezydent Opola - Ryszard Zembaczyński - stwierdzając, że Odrzańską Drogę Wodną otrzymaliśmy w spadku jako efekt wysiłku wielu pokoleń. Tymczasem nie tylko okazaliśmy się kiepskimi strażnikami tego dziedzictwa, ale wręcz przyczyniamy się do do jego roztrwonienia. Całkowicie utożsamiam się z opinią wieloletniego Wojewody Opolskiego - wojewody, któremu przyszło się zmierzyć z Wielką Wodą roku 1997 - dziś Prezydenta stolicy województwa.

Szersze omówienie niektórych tematów poruszanych na konferencji będę zamieszczał w oddzielnych publikacjach - w miarę wolnego czasu.
kpt. ż.ś. Andrzej Podgórski
Apis 27.04.2010 4,795

10 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Tadeusz 44
    Tadeusz 44
    Tadeusz 44 dnia 23. marzec 2009 09:56:07

    Wybacz Andrzeju że jako "niełodziarz"wejdę w temat, ale jak widzę Twój wpis na stronie, to od razu myślę, że albo jakiś dobry przepis kulinarny od Ciebie załapię, albo coś poważnego/czego jest o wiele więcej/się tu pojawi. Zresztą dawałem niejednokrotnie wyraz że Twoje pisanie jest dobre, jednak nie przez wszystkich doceniane.

    Jeszcze dwadzieścia lat temu Odra kipiała życiem, statki rzeczne mijaly się dość często, pozdrawialiście się swoimi umówionymi sygnałami dźwiękowymi, jeden pchał rudę do Gliwic, drugi zaś węgiel do Szczecina. Ja w tym czasie pracowałem w firmie Odra 1, która to zapewniała gotowość w żegludze na odcinku Koźle - Lipki.

    W przerwie żeglugowej 1973/74 otrzymałem bardzo poważne zadanie - remont śluzy pociągowej Wróblin, od tego, Dyrektory uzależniły mój wyjazd na eksport. Nie muszę chyba dodawać, że wówczas, za niedotrzymanie terminu... co tu dużo mówić... w Komitecie Wojewódzkim Partii nikt się przeważnie nie wytlumaczył, tam nie było dyskusji. Trudność tego zadania polegała na tym, że należało skuć stary, lekko skorodowany beton, na całym odcinku 200m. Ten cholerny poniemiecki beton tylko z pozoru był "do niczego", jak przyszło co do czego, to nie bylo wcale łatwo. W tym czasie Duńczycy budowali cementownię Chorula od podstaw, fundowali to na twardym kamiennym podłożu, mieli też w swoim składzie brygadę sperów. Pojechałem do nich, po krotkiej rozmowie, wziąłem całą brygadę na swój fundusz płac i poleciało. To znaczy należało nawiercić 700 otworów na dynmit i skarpa poleciela, ale poleciały też szyby i częśc dachówek w zabudowaniach służbowych śluzy.

    Zanim to jednak poleciało, to saperzy zażądali ode mnie 300 szt prezerwatyw, że to niby te otwory prze wodzie narażone są na wilgić i mogą być niewybuchy. Skąd mam wziąć aż tyle prezerwatyw? i to jeszcze na rachunek!, temat wstydliwy, prawie nie do wykonania, no bo na logike, po co aż tyle, ale jakoś przebrnąłem ten wstydliwy temat. Saperzy prezerwatywy schowali do kufra po dynamicie, mnie dali na pamiątkę 10 szt, i bez tego też wybuchło, był to taki niby żart z ich strony. Ale mnie nie było do śmiechu, wydałem swoje prywatne pieniądze, które musiałem odzyskać, a to też wstydliwy temat, no bo jak z tym iść do dyrekcji. Opisałem jednak ten rachunek, zanioslem do księgowości i zaczęly sie klpoty.

    Stasiu A. Głowny Księgowy, drze się do mnie przez radio na cały świat, że co ja sobie nie myślę z tym rachunkiem, za te k. . wa twoje kondomy, że co będzie jak biegli księgowi zaczną badać bilans firmy, że to będie chryja, że mu mogą bilans odrzucić. W końcu stanęło na tym że rachunek podarłem, ale najpierw pokwitowałem nagrodę za wykonanie zadania w terminie i w czerwcu pojechałem na eksport.

    Odnośnie Dobrzenia i Twoich o nim wspomnieniach Andrzeju, to z tych nazwisk które wymieniasz pozostało niewiele.
    Koschyk - to zniemczone nazwisko Koszyk, właśnie moje mieszkanie jest przy ul, Szymona Koszyka - powstańca z pod Góry Sw. Anny, rodem z Dobrzenia. Zimoląg - kapitan holownika z mojej firmy, bardzo odwazny i brawurowy zawodowiec. Z Rodziny Kwosków pozostał tylko Józek, ma prywatny sklep w Dobrzeniu - w gwarze śl. mówi się w Dobrzniu. Pozostali wyjechali za chlebem, przyjeżdżają bardzo często, ogromnie tęsknią za swoim Dobrzniem, pewnie tak samo jak i my za Naszą Szkołą i za tym co chyba już nie wróci.

    Z pozdrowieniem. tadeusz

    ps. Andrzeju... .
    Ten komentarz umieściłem onegdaj pod Twoim artykułem ŁODZIARZ... i teraz zobacz i oceń...
    - czy w tym czasie, kiedy robiłem ten remont, w naszym kraju wszystko było dobre???... NIE.
    - czy wszystko było złe???... także NIE...

    Czy zatem wszystko należało zniszczyć, rozwalić, rozgonić?... już dawno nie ma mojej firmy, która podzieliła los firm żeglugowych. Padła firma, ktorej wystarczała przerwa zimowa w żegludze, aby wykonać bardzo trudny remont jakiegokolwiek obiektu związanego z żeglugą.
    Byliśmy bardzo dobrze przygotowani sprzętowo i kadrowo, i nie było dla nas tematu trudnego. A dzisiaj Kwosek handluje w sklepie, Zimolong prysnął do Rajchu, w kraju... każdy sobie rzepkę skrobie i udaje że jest OK, bo inaczej się nie da.
    Jedynie nasz RYSZARD skomentował to właściwie... .

    "Oczywiście na konferencji nie było (mimo zaproszenia) nikogo z KZGW czy Ministerstwa Środowiska. "
    I O CZYM TU MOWA???... a ha!... są wybory!... i to jest temat na czasie!... i jak tu nie zakląć ############# mać... Smile
    Pozdrawiam wszystkich...
    - 27.04.2010 17:00
    • Adam Reszka
      Adam Reszka
      Miło posłuchać Tadeusza 44, u którego wyczuwa się sympatię do autochtonów i znajomość gwary śląskiej, która zachowała wiele archaizmów językowych, czego widomym przykładem może być "e" ruchome (np. Dobrzeń-Dobrznia). Naszego Kapitana krew zalewa na sytuację Śluzy Bartoszowice, czemu nie dziwię się. Takich skandali z naszą administracją wodną można mnożyć więcej. Z łezką w oku wspominam czasy, kiedy "moja" Wisła dzięki starannemu utrzymaniu budowli hydrotechnicznych nawet przy NWŻ trzymała głębokość tranzytową H = 150 cm! Ale to było przed 60. laty! Pomimo, że lody dawno zeszły i nie ma już WWŻ, jeszcze dziś (wtorek, 27 kwietnia 2010 r.) na Wiśle puławskiej, warszawskiej i płockiej nie wytyczono szlaku żeglownego. Ci, którzy muszą się przemieszczać, płyną bez informacji nawigacyjnej na własne ryzyko, dzięki dobrej znajomości locji tej rzeki. Być może nie stawia się bakenów w przewidywaniu rychłej (w czerwcu!) "janówki"?
      I wspierając Pana Tadeusza powiem: I o czym tu mówić? ##### mać!

      Pozdrawiam obu Panów - kpt.ż.ś. Adam Reszka doszczętnie ####wiony
      - 27.04.2010 21:18
      • Tadeusz 44
        Tadeusz 44
        Adamie,
        tak ma na imię mój brat,więc tak po bratersku na...TY...obustronnie na TY,myślę także,że takie zwroty są właściwe...BO...ważniejszy od"tychże",jest wzajemny szacunek i wspieranie jeden drugiego w pisaniu na Stronach Żeglugowych...KAŻDYCH ŻEGLUGOWYCH....bo każdych naszych...!!!.

        WISŁA...
        choć bliższa mojemu sercu,jednak znana mi tylko z przejazdu przez Annopol,gdy jeździłem do rodziców,gdy jeszcze byli,bo jeszcze żyli. Piękna rzeka...iii...pomimo różnych przymiarek do jej regulacji,uważam,że powinna pozostać SOBĄ. Oczywiście po spełnieniu tych wymagań sprzed lat 60-ciu,o które się...i słusznie...dopominasz. PRZECIEŻ TO NIC TRUDNEGO....
        Bardzo poważne sprawy,rozpoczynają się jednak od spraw małych,na pozór mało istotnych,przez nikogo nie zauważanych.

        OTÓŻ...
        na skarpie śluzy,lub w jej pobliżu/piszę o Odrze/...tworzy się maleńka popowodziowa wyrwa.
        I TU...
        wystarczyło by wziąć worek cementu,trochę lada jakiej pospółki...wymieszać to,dodać ździebeczko wody,wciepnąć to do tej maleńkiej wyrwy i finita,i po kłopocie na 10 lat..

        TYMCZASEM...
        w okresie przerwy zimowej,siedzi bezczynnie trzyzmianowa obsługa śluzy,grają w "sechcika",tysiąca,skata...biorą pensję i mają wszystko w głębokim poważaniu...

        ALE...
        przychodzi następna powódź...która to...z maleńkiej wyrwy...robi"wyrwę inwestycyjną",w którą to,zamiast worka cementu,ładuje się masę KASIORY.
        A ZA TĄ KASĘ...
        można by było zrobić cokolwiek na WIŚLE,WARCIE...na czymkolwiek....nawet na chodniku w Brzegu...
        NO CÓŻ...NIKT MNIE NA TO"COKOLWIEK" NIE ZAPROSIŁ...chyba ze strachu...BO WIDZĘ TO...czego inni nie dostrzegają...
        A MOGŁO BYĆ CIEKAWIE...

        Jest to przykład drobny,najdrobniejszy...takich przykładów o wiele poważniejszych,mogę podawać w ilościach dowolnych...
        CZY JEDNAK ZNAJDĘ WŁAŚCIWEGO ADRESATA I ODBIORCĘ???
        Bo chociaż na"górze"...jest tak jak jest,to jednak na"dole"...można dużo zrobić,nie oglądając się na kogokolwiek...
        WYSTARCZY ODDOLNA INICJATYWA I DOBRY GOSPODARZ...
        Cieszę się Adamie że odbieramy na jednej częstotliwości...pozdrawiam serdecznie wszystkich...Smile
        - 28.04.2010 15:04
        • A
          aa1975

          Cytat

          Porty: będziemy się wzorować na Albanii i Mołdawii?

          Zagraniczni specjaliści z branży transportowej nie mogą się nadziwić, że Polska mając tak świetne położenie tranzytowe i szeroki dostęp do morza, wykorzystuje te atuty w minimalnym stopniu.

          Podczas gdy mała Litwa przeładowuje w swych portach kilkakrotnie więcej towarów, niż sama ekspediuje drogą morską (skutecznie pozyskuje tranzyt), większość polskiego handlu morskiego przechodzi przez port w Hamburgu. Jak to możliwe, że pomimo świetnych warunków geograficznych polskim portom nie tylko nie udaje się pozyskać ładunków tranzytowych z innych krajów Europy Środkowej (Rumunom i Litwinom jakoś to wychodzi), ale też "oddajemy" nasz własny handel portom niemieckim?

          Przyczyn tego stanu rzeczy można się dopatrzyć w wielu cząstkowych problemach: uprzykrzający życie celnicy, problemy z rozliczaniem VAT-u, zła ustawa o portach, upolitycznienie Zarządów Portów, ignorancja Warszawy... Ale tak naprawdę te problemy można sprowadzić do jednego: brak myślenia w kategoriach długofalowych, strategicznych. W trójmiejskich portach króluje "bieżączka" i z nielicznymi wyjątkami brakuje wizji, jak powinien wyglądać port czy system transportowy kraju za lat dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści.

          Truizmem jest stwierdzenie, że w sprawach morskich lepiej od nas radzą sobie Niemcy, Belgowie czy Szwedzi. Gorzej, że pod względem zdolności strategicznego myślenia o gospodarce morskiej wyprzedzają nas nie tylko nadmorskie kraje byłego bloku wschodniego (Litwa, Rumunia), ale pod niektórymi względami też europejscy outsiderzy (Albania, Mołdawia), a nawet kraje śródlądowe (Słowacja).

          Weźmy na przykład taką Albanię - kraj, którego raczej nie posądzalibyśmy o to, że może być dla nas wzorem. Tyle się w Polsce mówiło o strategicznym znaczeniu autostrady A1 dla trójmiejskich portów, a i tak do tej idei udało się przekonać rząd dopiero po dziesięciu latach intensywnego lobbingu. Natomiast biedna Albania, nie oglądając się na nikogo, w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy zbudowała autostradę, łączącą adriatycki port Durres ze stolicą Kosowa - Prisztiną. W Tiranie po prostu uznano, że zapewnienie Kosowu dostępu do morza przez port albański jest czymś w rodzaju narodowej racji stanu, po czym rząd stanął na głowie, ale przedsięwzięcie wykonał. W Polsce coś takiego (budowa Gdyni czy magistrali kolejowej Gdynia - Śląsk) było możliwe przed wojną, w czasach ostrego kryzysu, ale niestety nie teraz, gdy możemy czerpać ogromną pomoc z Unii Europejskiej.

          Podobna sytuacja dotyczy Mołdawii - najbiedniejszego kraju Europy, który nawet nie ma dostępu do morza, a mimo to... zbudował nowoczesny port morski i doskonale skomunikował go z zapleczem. Mowa o otwartym niedawno Dżurdżuleszti - nowoczesnym porcie dla statków pełnomorskich, zbudowanym na zaledwie kilkusetmetrowym mołdawskim odcinku Dunaju. Dżurdżuleszti jest w stanie obsłużyć całość mołdawskiego handlu zagranicznego, ale i część tranzytu sąsiednich krajów. Niezbędna portowi normalno- i szerokotorowa linia kolejowa łącząca nowy port z zapleczem powstała w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy. Gdy w grę wchodzą sprawy strategiczne, a takimi jest dostęp do morza i funkcjonowanie portów, udaje się je zrealizować nawet tak biednym krajom, jak Albania i Mołdawia.

          Żeby nie być posądzonym o podawanie jedynie przykładu krajów o słabych tradycjach demokratycznych, poddam pod rozwagę przykład Słowacji. Chociaż nasi sąsiedzi nie mają dostępu do morza, stratedzy w bratysławskich gabinetach doskonale zdają sobie sprawę ze znaczenia transportu morskiego w gospodarce kraju. Na Słowacji jest obecnie realizowany gigantyczny narodowy program użeglowienia Wagu (drugiej po Dunaju największej rzeki kraju) aż po Żilinę, wraz z budową i modernizacją sieci portów rzecznych. Rzecz nie do pomyślenia w Polsce, gdzie żegluga śródlądowa praktycznie nie istnieje. Mimo przynależności do tej samej Unii Europejskiej, słowacki program jakoś da się zrealizować z poszanowaniem zasad ochrony środowiska, a strategicznych inwestycji nie hamują protesty pseudoekologów.

          Co ciekawe, następnym etapem słowackiego programu, realizowanym po 2025 roku, będzie budowa kanału Żilina - Odra, na co już zgodzili się Czesi. Mimo odległego terminu realizacji, w słowackim środowisku gospodarczym już teraz trwa poważna debata na temat korzyści, jakie Słowacja uzyska dzięki temu kanałowi i otwarciu dunajskiego szlaku na port w Szczecinie. Inwestorzy już teraz wykupują działki i inwestują w budowę centrów logistycznych w Żilinie, która po zrealizowaniu tego programu stanie się ważnym węzłem transportowym. Konia z rzędem temu przedstawicielowi trójmiejskiej branży morskiej, który słyszał cokolwiek o tych słowackich planach i zaproponował dyskusję nad tym, aby może nie Szczecin, ale Trójmiasto stało się słowackim oknem na świat, poprzez zmodernizowany kanał Odra - Wisła.

          Tego strategicznego myślenia u nas brakuje, bo trójmiejskie porty tak czy inaczej jakieś ładunki zawsze będą miały (choćby z bliskiego zaplecza) - więc po co się starać o więcej? Z naszego ogromnego kraju trochę się tego towaru jednak uzbiera - nie wszystko pójdzie do Hamburga. Szkoda tylko, że już teraz niedoścignionym wzorem jest dla nas rumuńska Konstanca, a jak tak dalej pójdzie, rzeczywiście porównywać nas będą z Albanią i Mołdawią.

          Kuba Łoginow


          http://www.baltic-ukraine.com/pl/inde.../post/488/
          - 28.04.2010 16:03
          • A
            aa1975

            Cytat

            Polska dyplomacja uderza w gdański port

            Radość z sukcesów gdańskiego terminalu DCT może okazać się przedwczesna. Ambicje odgrywania roli "bałtyckiego hubu" ma również litewska Kłajpeda, a rząd litewski, w przeciwieństwie do polskiego, zamiast teoretyzować, wspiera swój port.

            "Partnerstwo Wschodnie" to flagowy program polskiego MSZ. O ile jednak działalność polskiego rządu ogranicza się do aktywności dyplomatycznej, to Litwini zaproponowali wpisanie do programu konkretnych projektów biznesowych i infrastrukturalnych. Większość z nich sprowadza się do jednej idei: stworzenia za unijne pieniądze sprawnych połączeń kolejowych i autostradowych do litewskiego portu w Kłajpedzie, który jest promowany jako "unijny port dla krajów Partnerstwa Wschodniego".

            Ze względu na małe rozmiary litewskiego rynku, Kłajpeda musi szukać klientów za granicą: przede wszystkim chce obsługiwać handel zagraniczny krajów poradzieckich. Jeżeli Litwinom uda się zmonopolizować ten rynek, szanse utrzymania przez Gdańsk statusu hubu będą znacznie mniejsze.

            Przedstawiciele DCT od dawna podkreślają, że gdański terminal powinien w przyszłości obsługiwać całą Europę Środkową i Wschodnią. Jest też przyszłym hubem dla całego Bałtyku. Tymczasem najatrakcyjniejsza część tego rynku (Białoruś, Ukraina i Rosja) dostanie się naszym północnym sąsiadom, a Gdańsk będzie mógł powalczyć najwyżej o ładunki ze Słowacji, Czech i Węgier - chociaż i tam ma silnych konkurentów (porty Morza Północnego i Czarnego).

            Zaletą Kłajpedy jest przede wszystkim to, że Litwini potrafią doskonale dogadywać się z rosyjskim biznesem, czego nie można powiedzieć o Gdańsku. Podczas gdy Gdańsk i Gdynia konkurują między sobą, Kłajpeda wraz z portami Obwodu Kaliningradzkiego tworzą jeden wspólny kartel portowy, a ministerstwa transportu Litwy, Rosji i Białorusi uzgadniają między sobą taryfy i koordynują politykę transportową. Równocześnie MSZ Litwy porozumiało się już z Mińskiem i Kijowem i zgłosiło do "partnerstwa wschodniego" kilka konkretnych projektów transportowych - oczywiście z Kłajpedą w roli głównej.

            Jeżeli litewski plan się powiedzie, pod szyldem "partnerstwa" Unia dofinansuje budowę autostrady i szybkiej linii kolejowej Kłajpeda - Wilno - Mińsk - Kijów (z przedłużeniem do Odessy), wraz z terminalami multimodalnymi i centrami logistycznymi. Ponadto litewskie MSZ z powodzeniem lobbuje w Europie Wschodniej i Skandynawii korzystne dla Kłajpedy zapisy w unijnych dokumentach, dotyczących Regionu Bałtyku. To w litewskim porcie, a nie w Trójmieście, przewidziano końcówkę międzykontynentalnej magistrali kolejowej, która będzie w przyszłości dostarczać chińskie i kazachstańskie kontenery do Europy. Chociaż tego typu zapisy w unijnych dokumentach strategicznych jeszcze niczego nie przesądzają, w przyszłości może się okazać, że jest już za późno na jakiekolwiek zmiany tego stanu rzeczy.

            Zaletą Litwinów jest również skuteczny PR, prowadzony przez tamtejszych dyplomatów w Brukseli i Strasburgu. Podczas gdy wysiłki polskiej dyplomacji skierowane są na przekonanie unijnych partnerów, że jesteśmy "specjalistami od demokratyzowania Białorusi", Litwa propaguje swój kraj jako "naturalne centrum logistyczne dla byłego ZSRR". Biorąc pod uwagę rozmiar rynków wschodnich, konsekwentne wdrażanie tej strategii może pomóc Litwinom wygrać z Gdańskiem konkurencję o rolę "bałtyckiego hubu".

            Czy to oznacza koniec szumnie zapowiadanego w zeszłym roku projektu Białoruskiego Centrum Towarowo-Logistycznego w Porcie Gdańsk? Wiele wskazuje na to, że pozostanie on na papierze, bo, poza deklaracjami, nic się w tym kierunku nie robi, a i sami gdańscy portowcy przestali o nim wspominać. Zresztą podobny los spotkał otwarty z wielką pompą, z udziałem prezydentów Kwaśniewskiego i Kuczmy, lądowy "most kontenerowy" między Gdańskiem a Odessą (2001 rok). Mimo wielu pieniędzy, wydanych na realizację projektu, o pociągu kontenerowym z Odessy do Gdańska już nikt nie pamięta, natomiast podobny pociąg z powodzeniem kursuje do Kłajpedy.

            Czym jest morski hub?

            Transport kontenerowy funkcjonuje dziś według modelu "Hub and spoke", zwanego również modelem promienistym. Bezpośrednie połączenia transoceaniczne opłaca się uruchamiać jedynie między największymi portami węzłowymi, zwanymi w branży z angielskiego "hubami", czyli "węzłami". W hubach kontenery przeładowuje się z ogromnych transoceanicznych kontenerowców na mniejsze statki dowozowe (feedery), z których promieniście rozwozi się towar do mniejszych portów w okolicznych krajach. Dużą rolę w tym systemie odgrywa też sprawnie działająca kolej, dowożąca kontenery do terminali multimodalnych na śródlądziu - czasem nawet do odległych krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

            Do tej pory nasz region obsługiwały huby na Morzu Północnym (Hamburg, Amsterdam, Rotterdam, Antwerpia) i Czarnym (Konstanca), ale wszystko na to wskazuje, że taką rolę będzie pełnić również Gdańsk. Jest tylko jeden problem: Gdańsk ma na Bałtyku poważnych konkurentów, a na naszym małym akwenie jest miejsce tylko na jeden hub, obsługujący nie tylko kraje bałtyckie, ale i Europę Środkową i Wschodnią. Mówiąc w skrócie, klucz do sukcesu Gdańska leży w stworzeniu sprawnych połączeń kolejowych z krajami Europy Środkowej i Wschodniej (Czechy, Słowacja, Ukraina, Białoruś) oraz w pozyskaniu armatorów, którzy uruchomią linie dowozowe z Gdańska do portów rosyjskich. Niestety, w obu tych kwestiach jesteśmy daleko w tyle za naszym głównym konkurentem do roli bałtyckiego hubu, na jaki wyrasta litewska Kłajpeda.

            Kuba Łoginow


            http://www.baltic-ukraine.com/pl/inde.../post/617/

            Nie będzie portów morskich -> nie będzie potrzeb infrastruktury transportowej śródlądowej -> po co nam inwestycje w drogi wodne, to kosztowne -> ... (już wiecie co)

            Jeżeli chodzi o Kłajpedę, to ja widzę duże możliwości. Kłajpeda leży nad zalewem Kurońskim. Jeszcze za czasów Pruskich niemcy wybudowali tam kanał śródladowy łączący ten port z Niemnem, wtedy ten kanał nazywał się Kanałem Króla Wilchelma. Zresztą Niemen ma śródlądowe połączenie z Pregołą i Kaliningradem (nie wiem w jakim to jest stanie technicznym, ale jest, a jak jest to można zmodernizować zawsze, jak jest obrotny rzad to nie widzę problemu, tymbardziej, że Litwini mają tak samo jak my dostęp do unijnych funduszy), zresztą na Pregole jest droga wodna aż pod Czerniachowsk (dawniej Wystruć, - ger. Insterburg). Płynąc Niemnem można dopłyąć na Bialoruś do Grodna i dalej. Jestem ciekawy, czy obroti Litwini będą chcieli uzywać tej drogi wodnej. Białorusini inwestują w drogi wodne i było o tym nawet na tym szacownym portalu, że modernizują drogę wodną do Brześcia i Bugu (licząc na to, ze my zrobimy to doczego jesteśmy zobowiazani, czyli zmoderizujemy droge wodną Bugu i Wisły na zachód, to chyba E40, albo E30). Ciekawe co będzie jak się zorientuja, że na Polskę nie można liczyć i postanowią się przebić w stronę Niemna. Ja na ich miejscu bym się nie cackał, tymbardziej że takie połączenie jest dla nich korzystne niezależnie od układow z Polską. Można by w ten sposób okrążać Polskę Bałtykiem z portów niemieckich do Kłajpedy i dalej na wschód. Myslę, ze nawet niemcy mogli by do tego dorzucić grosza, bo to dla nich korzystne, Polska administracja musi wywoływać zniecierpliwienie u planistów rozwoju wodnego transportu śródlądowego w krajach ościennych. nie zdziwił bym się, dyby tak się stało. Już gdzieś czytałem, ze Litwa, albo Łotwa wspólnie z Białorusią i Ukrainą chcą okrążyć Polskę w transporcie śródlądowym wodnym i na tym skorzystać, wykorzystujac nieporadność Polskiej administracji. To dla nich okazja.
            - 28.04.2010 16:23
            • Adam Reszka
              Adam Reszka
              @aa1975:
              Litwini wybudowali stopień wodny na Niemnie powyżej Kowna, ale bez śluzy. W ten sposób uniemożliwili Białorusinom żeglugę do Kłajpedy. Królewcem natomiast - i Kłajpedą też, bardzo interesowali się niegdyś Niemcy,licząc na pociągnięcie przez polską administrację wodną MDW E-70: od Hohensaaten Odrą, DWW-O, Wisłą, Szkarpawą, Zalewem Wiślanym i Pregołą do Królewca, oraz dalej: Dajmą na Zalew Kuroński do Niemna i Kłajpedy. Tę drogę wodną wykorzystywały licznie przed półwieczem sowieckie beemki (zdobyczne!) na trasie Kaliningrad-Berlin.
              Podobne oczekiwania wiązano z MDW E-40 Bałtyk- Morze Czarne. Tylko zanim do tego dojdzie, należałoby zdjąć z doliny Bugu miano nienaruszalnego Parku Krajobrazowego ze statusem rezerwatu przyrody. MDW E-40 bardzo by się nam w przyszłości przydała, skracając przewozy z Bliskiego i Środkowego Wschodu przez Odessę. Ale w naszym Rządzie nikt takiej wizji nie dostrzega.

              @Tadeusz 44:
              Mówiąc o Wiśle ubolewam nie tylko nad brakiem planów jej przebudowy i zaniechaniem budowy nowych ostróg, ale też nad 30. letnimi zaniedbaniami w kwestii remontów budowli hydrotechnicznych. Niektóre z nich są wręcz w zaniku, rozniesione przez pochody lodów i wody powodziowe. Najpierw tworzyła się mała wyrwa, w następnym roku była już duża, aż dochodziło po kilku latach do całkowitego porozrywania ostrogi, skutkującego dziczeniem tej rzeki na całej jej długości. Powoduje to brak koncentracji wody w nurcie i spadek głębokości tranzytowej, stwarzający na przemiałach powstawanie miejsc zatorogennych, wysoce niebezpiecznych podczas schodzenia lodów. A "zieloni" się cieszą, że to jedyna w Europie dzika rzeka!
              Pozdrawiam Cię Tadeuszu serdecznie - Adam
              - 28.04.2010 22:20
              • Tadeusz 44
                Tadeusz 44
                Cieszę się Adamie...
                z Twojej odpowiedzi,i póki co...pociągnę temat dalej,bo takie rozmowy spontaniczne są najlepsze. Może jednak kilka słów o sobie napiszę...od 64 do 80 r związany byłem z hydrotechniką,stąd też moje zainteresowanie tym tematem ciągle trwa. Rozpocząłem od budowania Kanału Ulgi Opole od wylotu,do mostu kolejowego,z kompletnym obwałowaniem...z dodatkowym wałem bocznym,od Kanału,do ulicy Partyzanckiej,zwanej niekiedy pieszczotliwie...Banditen Strase.
                ALE..
                wykonywaliśmy także co nieco na Odrze...pamiętam dokładnie budowę dość dużej ostrogi naprzeciwko katedry...właśnie w pobliżu tego mostu,na powyższym zdjęciu Andrzeja. Miałem wówczas na budowie ludzi z"łapanki"tzn z werbunku,z mojego lubelskiego rodowego województwa. Ludzie młodzi,niedoświadczeni w jakimkolwiek rzemiośle...chyba że picie...bo to mieli opanowane perfekcyjnie. Była to ostatnia faza roboty,a więc,robienie główki,czyli zwieńczenie kichą faszynową przytwierdzoną palikami. Jeden z nich trzymał palik pionowo,a drugi walił dobniem drewnianym.
                NIBY PROSTE...
                ten co trzymał,mimochodem położył kciuk na górę palika,ten co walił,nie zauważył...i kciuk zrobił się plaskaty. Akurat dojechałem gazikiem na to zdarzenie,zawiozłem gówniarza na chirurgię. Do dziś pamiętam tego super chirurga...Witkowski...chciał mu tego kciuka obciąć,jednak przy moim sprzeciwie i wyciu delikwenta...poskładał w łupki i palec ocalał.
                Dlatego tą ostrogę pamiętam.
                TERAZ DO EKOLOGÓW...
                >"A "zieloni" się cieszą, że to jedyna w Europie dzika rzeka!"<
                widzę Adamie,że Tobie nie muszę niczego tłumaczyć bo"kumasz super"Smile ,ale niektórym zielonym ekologom wytłumaczę,że kto jak kto...lecz właśnie >...powinni o ostrogi dbać....z tym że,nie wszyscy ekolodzy są zieloni...
                OSTROGA...tama poprzeczna...po śląsku główka,niezależnie od tego,że w sposób naturalny zapewnia głębokość tranzytową rzeki...
                TO...
                daje początek nowemu życiu w wodzie. Wystarczy spojrzeć na nurt wody w polu międzyostrogowym,gdzie woda zmienia kierunek robiąc wir to tyłu...i w ten sposób,nanosi na to pole tzw mady rzeczne. Wystarczą dwa lata od zakończenia ostrogi i pojawiają się rośliny,za nimi,różnego rodzaju żyjątka,które są pokarmem dla ryb. Bywa,że sfrunie na wiosnę stado łabędzi,kilka kaczuszek...wędkarz stanie na główce i coś złowi...i w ten sposób,w sposób naturalny,ekologiczny i logiczny...powstaje piękny żywy obraz,namalowany rękami i pracą człowieka.
                Mnie osobiście bardziej drażni regulacja małych rzek,gdzie po takiej regulacji znikają zakola...meandry,naturalne uskoki...i to jest tragedia dla natury...i tam jest rola"zielonych"!!!. Z pięknej,naturalnej rzeczki,robi się zwykły rów melioracyjny...za to...rowy melioracyjne,przeważnie dokumentnie zarośnięte...OT CO!!!
                TAK JAK...
                pisałem w moim pierwszym komentarzu,wyjechałem na eksport,tam poznałem wielu ludzi z nieomal całej Polski. Pracowaliśmy pod sztandarem BUDIMEKSU Warszawa,byli też ludzie z wybrzeża,ze Stoczni w Tczewie,z PBH Odra 2 Wrocław,z PBW Warszawa...zbudowaliśmy kompletny hydrowęzeł,łącznie z mieszkaniami dla obsługi.
                JEDNAK...
                po powrocie,po jakimś czasie,na odcinku Opola...Odra została uregulowana na sposób UNIJNY,moja ostroga została zlikwidowana,pozostałe także,znikła roślinność wodna,stadko łabędzi odleciało w nieznane i bezpowrotnie...a z zachodu...dochodzą mnie teraz głosy,o powrocie do natury i do ostróg...NO TAK!!! # # # # # mać!!!
                Zrozumiałe jest dla mnie Twoje Adamie rozgoryczenia w sprawie wiślanych ostróg,jednak,nie było to zrobione bezmyślnie,nie zrobił tego człowiek lecz natura...co nie oznacza,aby ich nie odbudować...MOŻE JUŻ W ZGODZIE I POROZUMIENIU Z ZIELONYMI"ZIELONYMI".
                Pozdrawiam Adamie bardzo serdecznie,pozostałą załogę także...Smile
                - 29.04.2010 16:15
                • Adam Reszka
                  Adam Reszka
                  Tadeusz!
                  Ja już czuję obawę, że na stare lata robię się nudny jak przysłowiowe "flaki z olejem", ponieważ niezmiennie w kwestii poglądów własnych na stan naszych dróg wodnych śródlądowych powtarzam wciąż te same prawdy. W końcu może się to naszym odbiorcom znudzić. Choć niektórzy mi mówią, że tak trzeba, że to już dawno zostało przećwiczone zgodnie ze znaną zasadą najdoskonalszego na świecie fachowca (III. Rzeszy) który twierdził, że "kłamstwo powtarzane sto razy staje się prawdą". To samo może być z kwestionowaną naszą prawdą, która powtarzana wielokrotnie zostanie zauważona i ludzie w nią uwierzą. Być może częste mówienie o naszych bolączkach przyniesie jakiś skutek, który zapobiegnie obłędnej ofensywie ekotalibów.
                  Zawsze zwracam uwagę na różne szczegóły leksykalne i zauważyłem u Ciebie zwrot:
                  "Jeden z nich trzymał palik pionowo,a drugi walił dobniem drewnianym".
                  U nas na Wiśle powiedzieli by:
                  "Jeden z nich trzymał szpilkę pionowo, a drugi walił ślagą drewnianą".
                  "Ślaga" to germanizm od "schlagen" - bić, lub "Holzschlaegel" - bijak drewniany.
                  Znów udało mi się wychwycić rarytas śląski z "e" ruchomym: "dobień-dobnia". Czy dobrze to odczytałem? Muszę to zapisać! A swoją drogą - u nas tyle germanizmów, a Dolnoślązacy trzymają się języka staropolskiego.
                  I druga rzecz: u Was "paliki" do zszywania "kiszek", a u nas pieszczotliwie "szpilki".
                  Zmieniłem temat, ażeby oderwać się od zgniłej "zieleni".
                  Pozdrawiam serdecznie - Adam
                  PS. I jeszcze co do "główek". U nas też mówią na ostrogi "główki". "Po główkach jechał" - to znaczy prowadził statek blisko głów ostróg, gdzie najbardziej na nurcie "dojezdna" woda. Ten slangowy język jest nadal niezrozumiały dla "ludzi lądowych", z czym spotykam się często.
                  - 29.04.2010 21:42
                  • Tadeusz 44
                    Tadeusz 44
                    Nie chcę pozostawić Adamie Twojego komentarza bez odpowiedzi,tym bardziej że jest dłuższy nieco odpoczynek majowy...A...ponieważ w tych wolnych dniach mam zawody wędkarskie....więc chociaż troszeczkę...
                    Nie użalaj się nad wiekiem...piszesz do mnie slangiem nieomal młodzieżowym...zaakcentować w postaci"mać"także potrafisz,więc nie ma sprawy...walczymy dalej. Masz rację,będziemy powtarzać swoje racje do znudzenia...a jak się ktoś będzie śmiać...to dostanie w ryj!!!. Smile Mam nadzieją,że po Twoim "szlagu"...nie będą musiał poprawiać. Następnym razem opowiem Ci moje początki na Śląsku opolskim....iii jeszcze jedno...już wiem...że...na imieniny kupię Ci słownik języka śląskiego,cobyś nie musiał zapisywać...
                    Pozdrawiam bardzo bardzo serdecznie...odezwę się za jakiś czas........
                    - 30.04.2010 21:33
                    • Tadeusz 44
                      Tadeusz 44
                      Adamie,
                      jazda po główkach,jest dla mnie określeniem obcym,jestem"niemarynarzem"wśród prawdziwych wilków morskich i rzecznych. Mam nadziej,że mnie nie"pożrą"i w razie konieczności mnie obronisz...liczę na to. W swojej pracy zawodowej,byłem jedynie dysponentem holowników,barek i innego taboru pływającego...w dość dużych ilościach. Nie wtrącałem się w to,czy ktoś jeździł po główkach,czy też butelkach,wykonywali zadania należycie i to mi wystarczało...AŻ...do momentu,gdy doświadczony nurek,wracając nocą z knajpy na koszarkę,spadł z trapu...i się cholera utopił.
                      ALE,
                      moje początki na śląsku opolskim były dość nietypowe.
                      Urodziłem się w krainie,gdzie nienawiść do pewnej nacji,wysysa się z mlekiem matki. Zamieszkałem w pod opolskiej wiosce,gdzie nie mówiło się po śląsku,lecz przeważnie czyściutko po niemiecku. Ekspedientka w sklepie,przy sumowaniu rachunku na papierze,dodawała mówiąc głośno po niemiecku,zaś wynik podawała łamaną polszczyzną...był to wrzesień 1964.Moim pierwszym szefem był Kansy Werner,młodziutki inżynier...nie miałem pojęcia,czy Werner to nazwisko,cze też imię???...no bo niby skąd???...nigdy z czymś takim się nie zetknąłem. Głupio było się też pytać,dopiero,gdy zapoznał mnie ze swoim bratem Frankiem,"zakumałem"o co chodzi.
                      GDZIE JA JESTEM???
                      pomyślałem w pewnej chwili,po jaką cholerę mi to było,kupiłem w kiosku mapę samochodową,aby upewnić się czy to moje Opole nie jest przypadkiem gdzieś za granicą...kupiłem mapę samochodową,chociaż nie stać mnie było nawet na koło/rower po śląsku/...i w końcu i po dłuuuuugim namyśle...zostałem. Ta moja nienawiść także zaczęła topnieć,okazała się ta nacja bardzo sympatyczna...jednak bardzo wymagająca zawodowo i początkowo nieufna...to byli fachowcy z krwi i kości,z dziadka i ojca,na syna przechodziły te zawody. Związani mocno z Odrą,z żeglugą,obsługą śluz,hydrotechniką...od tych ludzi nauczyłem się bardzo wiele...to owocowało w mojej późniejszej pracy,gdy przyszło mi"kierowniczyć"na licznych budowach...
                      Pozdrawiam Ciebie Adamie,oraz wszystkich.... "1","2"i"3"Majowo!!!.
                      - 04.05.2010 10:32
                      Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                      Proszę Zaloguj by zagłosować.
                      Niesamowite! (0)0 %
                      Bardzo dobre (0)0 %
                      Dobre (0)0 %
                      Średnie (0)0 %
                      Słabe (0)0 %
                      Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                      Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies