Błędne decyzje i opieszałość urzędników mogą stać się przyczyną katastrofy ekologicznej i zagłady życia w popularnym wśród wędkarzy z całej Polski Jeziorze Słupeckim. W listopadzie spuszczona została z niego woda, pod lodem udusiły się ryby, nikt nie spieszy się z ich usunięciem.
Jezioro Słupeckie (Wielkopolska) to sztuczny akwen powstały w 1954 r. jako zbiornik retencyjny w dawnym wyrobisku torfowym. Jest bardzo popularnym miejscem spotkań wędkarzy z całej Polski. Okoliczni mieszkańcy z przerażeniem patrzą na to, co niedawno stało się w jeziorze. Od kilku tygodni na brzegach i w przeręblach zalegają tysiące martwych ryb.
Błędne decyzje i opieszałość urzędników mogą stać się przyczyną katastrofy ekologicznej i zagłady życia w popularnym wśród wędkarzy z całej Polski Jeziorze Słupeckim. W listopadzie spuszczona została z niego woda, pod lodem udusiły się ryby, nikt nie spieszy się z ich usunięciem.
Jezioro Słupeckie (Wielkopolska) to sztuczny akwen powstały w 1954 r. jako zbiornik retencyjny w dawnym wyrobisku torfowym. Jest bardzo popularnym miejscem spotkań wędkarzy z całej Polski. Okoliczni mieszkańcy z przerażeniem patrzą na to, co niedawno stało się w jeziorze. Od kilku tygodni na brzegach i w przeręblach zalegają tysiące martwych ryb.
- Mówią, że tych ryb są tony - mówi Bożena Wójczak, mieszkanka wsi Róża. - Mój szwagier widział, jak widłami wyrzucają ryby na lód.
Poziom wody pod lodem w odległości 80 metrów od brzegu wynosi około 45 cm. Aby ryby miały czym oddychać powinien mieć co najmniej jeden metr. Starosta powiatu słupeckiego wydał decyzję o spuszczeniu wody ze zbiornika 4 listopada 2009 r. na podstawie opinii wydziału środowiska. Ten z kolei kierował się badaniami stanu wody w jeziorze sprzed kilku lat. Teoretycznie wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.
- Poziom wody w zbiorniku, nawet jeśli ma średnią głębokość 1,5 metra, został obniżony o ok. 1 metr - czyli zostało może 30, 40 cm wody. A ryby żyją w wodzie, a nie w lodzie - mówi inż. Henryk Mokrzycki, ichtiolog.
- Nie można zakładać, że opuszczenie poziomu wody spowodowało śnięcie ryb - mówi Andrzej Kin, wicestarosta słupecki. - Tym bardziej, że to zbiornik retencyjny, a nie hodowlany.
Dlaczego przy remoncie zbiornika nie pomyślano o rybach? Decyzję administracyjną umożliwiającą rozpoczęcie prac remontowych, a co za tym idzie obniżenie o metr tafli jeziora, wydał starosta powiatu słupeckiego.
- Decyzji nie wydaje się wybiórczo i uznaniowo, tylko wyłącznie po spełnieniu wymogów formalnych. Trudno było to przewidzieć wcześniej mnie, laikowi. Ale nie pomyślał też nikt z tych instytucji, które zajmują się tym zawodowo. Nikt się nie odwołał, nikt nie złożył zastrzeżeń - mówi Mariusz Roga, Starosta Powiatu Słupeckiego.
Jedną z instytucji zawodowo zajmujących się ochroną środowiska jest Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska. W ciągu 14 dni od daty wydania zgody na remont zbiornika retencyjnego w Słupcy, miał on prawo złożyć uwagi lub zastrzeżenia do tej inwestycji. Inspektor nie skorzystał jednak z takiej sposobności. Nie chciał również rozmawiać na ten temat.
- Nie zajmujemy się tym. To nie jest naszą kompetencją. Jest tam gospodarz - uważa Stanisław Wasilewski, kierownik Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, delegatura w Koninie.
Jednak w opinii fachowców skutki obniżenia poziomu wody przed początkiem zimy można było przewidzieć z góry. Tak twierdzi były inspektor ochrony środowiska z Katowic Lechosław Jarzębski. Tymczasem, choć ryby zalegają w jeziorze już od kilku tygodni, do dzisiaj nikt nie oczyścił brzegu i przerębli. Gnijące ryby mogą zabić życie w zbiorniku i zatruć wody gruntowe. Za oczyszczenie stawu odpowiada dzierżawca, Polski Związek Wędkarski.
- Ze względu bezpieczeństwa czekamy na odpowiednią chwilę, kiedy będziemy mogli usunąć śnięte ryby - mówi Józef Olczak, dyrektor biura okręgu PZW w Koninie. - Mamy przykre doświadczenia na tym jeziorze, utopiło się tam dwóch ratowników. Na razie ryby nie gniją.
Akcję usuwania śniętych ryb z jeziora zapowiedziano na jutro. Być może dzięki temu uda się uratować życie w jeziorze oraz zapobiec zatruciu okolicy, choć wędkarze boją się, że najgorsze już mogło nastąpić.
- Życie w jeziorze może zaginąć - mówi Stanisław Krukowski, strażnik wędkarski. - Żeby je odbudować trzeba będzie nawet 10 lat.
Przyczyną katastrofy ekologicznej mogły być również ścieki trafiające do jeziora z pobliskich gospodarstw. Jak mówi Władysław Trzaskawski, komendant policji w Słupcy, po obniżeniu się lustra wody ukazały się rury z odprowadzeniami. - Sprawdzimy, co to są za urządzenia. Nielegalne odprowadzanie ścieków może być problemem dla kilku miejscowości - mówi Władysław Trzaskawski.
Badania wody nie wykazały jednak większego skażenia. Jan Minkina, powiatowy lekarz weterynarii, podkreśla, że trzeba przeprowadzić badania toksykologiczne ryb. - Obserwujemy śnięcie ryb tylko w jednym sektorze jeziora. Trzeba określić, czy było to zatrucie, czy przyducha. Potrzebne są też dokładniejsze badania wody, aby stwierdzić, czy są w niej związki azotowe i fosforanowe pochodzące ze ścieków komunalnych - zaznacza Jan Minkina.
źródło: konin.naszemiasto.pl ; wiadomosci.onet.pl ;
fot Radosław Grzelak
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies