Czy Port Miejski podzieli los Popowickiego?

30.11.2009
Miejski konserwator zabytków inwentaryzuje przedwojenne kompleksy architektury przemysłowej Wrocławia. Nie są one zabytkami, więc nie podlegają ochronie. Spis robiony jest po to, by przynajmniej niektórym dać szansę trafienia na listę zabytków.

W większości są to nie pojedyncze budowle, ale całe zespoły składające się na dzisiejsze zakłady ASPA, Cussons, Hydral, FAT czy Archimedes. Udokumentowane będą tak charakterystyczne dla wizerunku miasta miejsca, jak Młyn Sułkowice, elektrociepłownia z ul. Łowieckiej i Port Miejski. Berlin, Paryż czy Nowy Jork potrafiły zbić kapitał na dawnej industrii. W Polsce potrafił Poznań, ożywiając Stary Browar, i Łódź tworząc Manufakturę. A we Wrocławiu słyszy się o pomyśle wyburzeń w Porcie Miejskim.

Miejski konserwator zabytków inwentaryzuje przedwojenne kompleksy architektury przemysłowej Wrocławia. Nie są one zabytkami, więc nie podlegają ochronie. Spis robiony jest po to, by przynajmniej niektórym dać szansę trafienia na listę zabytków.

Lista obejmuje ponad 50 miejsc we Wrocławiu: młyny, fabryki, gazownie, dworce, parowozownie, wiadukty i stare warsztaty kolejowe. W większości są to nie pojedyncze budowle, ale całe zespoły składające się na dzisiejsze zakłady ASPA, Cussons, Hydral, FAT czy Archimedes. Udokumentowane będą tak charakterystyczne dla wizerunku miasta miejsca, jak Młyn Sułkowice, elektrociepłownia z ul. Łowieckiej i Port Miejski.

To, co robi Katarzyna Hawrylak-Brzezowska, miejski konserwator zabytków, nie leży w jej kompetencjach, lecz konserwatora wojewódzkiego: - Tworzymy hurtową dokumentację obiektów industrialnych, bo życie nas nauczyło, że z ratowaniem tych zabytków trzeba się spieszyć. Po wygaśnięciu ich pierwotnych funkcji właściciele widzą jedynie wartość terenu, którym zarządzają. Nie doceniają walorów specyficznej architektury, często zresztą popadającej w ruinę.

Dlatego miejski konserwator finansuje powstanie kart inwentaryzacyjnych. Te karty mogą być podstawą do wszczęcia procedury wpisu obiektu do rejestru i tym samym jego ochrony.

Dlaczego tej inwentaryzacji nie robi Andrzej Kubik, konserwator wojewódzki?

- Bo mam tylko 450 tys. zł na wszystkie zabytki. A nasz region jest nimi nasycony jak żaden inny w Polsce - tłumaczy Kubik. - Stworzenie wrocławskiej listy obiektów industrialnych i wykonanie im profesjonalnych kart ewidencyjnych pozwoli ocenić jakość i znaczenie poszczególnych budowli, by móc walczyć o ich ochronę. Wszystkiego uratować się nie da, będziemy jednak wiedzieć, o co na pewno trzeba kruszyć kopie.

Przygotowanie listy i wszczęcie inwentaryzacji zabytków przemysłowych ucieszyło wrocławskich historyków sztuki, architektów i konserwatorów. - Choć i tak jest o 20 lat za późno - mówi prof. Agnieszka Zabłocka-Kos specjalizująca się w architekturze nowoczesnej. - I tak zbyt wiele wyburzono, stawiając Wrocław na szarym końcu w tej niechlubnej polskiej konkurencji. W Łodzi, Gdańsku czy Poznaniu dużo wcześniej dostrzeżono korzyści z możliwości nowego wykorzystywania obiektów przemysłowych. My straciliśmy już zabytki, które mogły się stać naszą wizytówką.

Spektakularne wrocławskie niszczenie architektury przemysłowej zaczęło się 10 lat temu od wysadzenia w powietrze komina Cukrowni Klecina. Potem była Rzeźnia Miejska, ZNTK, gazownia, Wel-tex.

- Lista jest długa i bolesna - przypomina dr Piotr Gerber z Zakładu Historii Nauki i Techniki Politechniki Wrocławskiej. - Więcej zabytków znikło, niż zostało. Świetnie, że podjęta została próba naprawy błędów. Może uda się cokolwiek zachować dla przyszłych pokoleń ze śladów kwitnącej na Śląsku przedwojennej cywilizacji. Przynajmniej we Wrocławiu, bo w regionie jest jeszcze gorzej.

Grzegorz Grajewski z Regionalnego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków oddaje honor konserwatorowi miejskiemu, bo jako pierwszy w kraju tworzy ewidencję obiektów przemysłowych. - Nie należy jednak demonizować znaczenia listy, bo już na przełomie lat 70. i 80. opracowano studium, w którym spisano te kompleksy. Ważne, że jest podejście metodyczne, które pozwoli określić wartość zabytków. Jednak gdyby konserwator chciał wpisać któryś z nich do rejestru, zrobiłby to już dawno. Problemem jest brak pomysłów na ich nowe funkcje i pieniędzy na ewentualną realizację. Dlatego częściej wartość zabytku szacowana jest niżej niż wartość terenu. Tak stało się choćby z dawnym Pafawagiem, którego po rozparcelowaniu między różnych właścicieli ochronić teraz będzie dużo trudniej.

Najpóźniej do 16 grudnia wszystkie kompleksy mają być udokumentowane.

Uroczyste otwarcie Portu Miejskiego

Komentuje Agata Saraczyńska: Bez serc, bez ducha

Byłam wściekła z bezsilności, kiedy niszczono cukrownię, a potem gdy znikały hale rzeźni, ZNTK i kolejnych fabryk. Marnotrawstwo, krótkowzroczność, wandalizm - to najdelikatniejsze określenia cisnące mi się wtedy na usta. Berlin, Paryż czy Nowy Jork potrafiły zbić kapitał na dawnej industrii. W Polsce potrafił Poznań, ożywiając Stary Browar, i Łódź tworząc Manufakturę. A we Wrocławiu słyszę o pomyśle wyburzeń w Porcie Miejskim. Nie ma sposobu się temu sprzeciwić. Wrocław dba o wizerunek, ma piękny Rynek, Ostrów Tumski, Halę Stulecia etc., etc. Ale najwyraźniej nie ma serca dla pięknej, starej przemysłówki.

Apis 30.11.2009 3,878

3 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Adam Reszka
    Adam Reszka
    Czy wymieniona w tekście firma "Archimedes" to fabryka silników "Fa-Sil Archimedes"? Przed półwieczem każdy nadzorca wodny pływał klepkową łodzią strażniczą na silniku Fa-Sil Archimedes. Były to dwusuwowe "boksery" 350 cm3 z długą lub krótką kolumną i zbiornikiem paliwa na silniku. Zdarzały się też Archimedesy jednocylindrowe. Rozruch oczywiście na "szarpankę". Jeśli odbił, mógł pourywać palce. Ale były to silniki niezawodne, oszczędne i niezniszczalne - "nie do zdarcia". Z opowiadań wiem, że montowano je z części, którymi "zdobywcy" Breslau pogardzili, uznając je za nieprzydatny złom. Dopóki starczało zapasu poniemieckich części, silniki te montowano i rozprowadzano wśród użytkowników, jak administracja wodna i policja rzeczna. Ja też byłem posiadaczem dwóch takich "najlepszych na świecie" silników - jedno- i dwucylindrowego. Oba nigdy mnie nie zawiodły, pomimo pływania łodzią kabinową na długich, często 300. km. trasach w jedną stronę.
    - 30.11.2009 18:51
    • Apis
      Apis
      Nie udało mi sie dotrzeć do źródeł, które potwierdziłyby pochodzenie tych silników z Zakładów Archimedes. Historia tej firmy w pigułce:
      http://wroclaw.hy...tykul.html
      - 01.12.2009 20:08
      • Adam Reszka
        Adam Reszka
        Dziękuję Kapitanie za wyczerpującą informację. Domyślam się, że te silniki zaburtowe montowała jakaś inna wrocławska fabryczka, która zaprzestała produkcji przed rokiem 1960 i zapomniano o niej. Być może miały one tylko nazwę "Archimedes". Na tabliczce znamionowej było tylko "Fa-Sil Wrocław" i "Archimedes", oraz numer kolejny. Ale silniki te były naprawdę dobre i w latach 1948-1960 niezastąpione, bo innych nie było oprócz "Gadów" inż. Gajęckiego, które były lekkie i bardzo szybkie, ale nie tak trwałe jak wolnoobrotowe "Fasile-Archimedesy".
        - 02.12.2009 00:35
        Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
        Proszę Zaloguj by zagłosować.
        Niesamowite! (0)0 %
        Bardzo dobre (0)0 %
        Dobre (0)0 %
        Średnie (0)0 %
        Słabe (0)0 %
        Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
        Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies