"Piętnastoletni kapitan" - to tylko fantastyka w powieści

07.10.2009
Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł w niemieckiej gazecie z Zagłębia Ruhry pt. "Der jüngste Kapitän der Flotte". Dotyczył on oczywiście tematyki żeglugowej. Przypomniała mi się po lekturze tego materiału dyskusja dotycząca kwalifikacji absolwentów wyższych uczelni, którą toczyliśmy na naszej stronie.

Jeden z absolwentów AM w Szczecinie próbował nam udowodnić jak w bardzo krótkiem czasie można zostać kapitanem statku: jak to łatwo nuczyć się teorii prowadzenia, obsługi radaru i innych urządzeń nawigacyjnych w kilka dni i samodzielnie prowadzić statek. Wychodziło na to, że my z pokolenia "komunistycznego" jesteśmy "dupkami" i nie wykwalifikowanymi dostatecznie ofiarami socjalizmu.

Proszę więc o dokładne przeczytanie tego co udało mi się zrobić w wolnym tłumaczeniu i zrozumienie co oznacza być kapitanem dużego reńskiego statku.

Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł w niemieckiej gazecie z Zagłębia Ruhry pt. "Der jüngste Kapitän der Flotte". Dotyczył on oczywiście tematyki żeglugowej. Przypomniała mi się po lekturze tego materiału dyskusja dotycząca kwalifikacji absolwentów wyższych uczelni, którą toczyliśmy na naszej stronie.

Jeden z absolwentów AM w Szczecinie próbował nam udowodnić jak w bardzo krótkiem czasie można zostać kapitanem statku: jak to łatwo nuczyć się teorii prowadzenia, obsługi radaru i innych urządzeń nawigacyjnych w kilka dni i samodzielnie prowadzić statek. Wychodziło na to, że my z pokolenia "komunistycznego" jesteśmy "dupkami" i nie wykwalifikowanymi dostatecznie ofiarami socjalizmu.

Proszę więc o dokładne przeczytanie tego co udało mi się zrobić w wolnym tłumaczeniu i zrozumienie co oznacza być kapitanem dużego reńskiego statku.

"Der jüngste Kapitän der Flotte" - najmłodszy kapitan floty

Mając trzy lata Michael van Laak chciał już zostać reńskim kapitanem tak jak dziadek i ojciec. Dzisiaj 28-letni Michael jest prawdopodobnie najmłodszym kapitanem między Rotterdamem i Bazyleią. W każdym razie najmłodszy w dużej flocie swojego pracodawcy, firmy "Imperial" - posiadającej 100 statków.

Zaraz po opuszczeniu szkoły najstarszy syn Rainer'a van Laak, właściciela żeglugi pasażerskiej Reeser rozpoczął edukację w szkole żeglugi praktykując jako chłopiec pokładowy na zestawach pchanych firmy "Dettmer" z Bremen. Pływał na Renie i jego dopływach. Wykłady teoretyczne odbywały się w trzymiesięcznych blokach kształcenia w szkole zawodowej w Duisburg-Homberg (napisałem kiedyś artykuł na ten temat).

Maszyny, silniki i silniki elektryczne znajdujące się na warsztatach szkolnych objęte są takim samym harmonogramem ćwiczeń jak i teoria. "Tak, że można pomóc sobie samemu w naprawach na statku" - komentuje Michael.

W wieku 19 lat Van Laak ukończył szkolenie. "W tym czasie tylko 37 przyszłych żeglugowców było w szkole, teraz jest ich ponad 200" - mówi młody kapitan. "To poszukiwany obecnie zawód, choć także wielu po szkoleniu wraca z powrotem na ląd" - dodaje.

Na statku jest zwykle przez 14 dni z rzędu na drodze. W w systemie zmianowym ma on w tym czasie na przemian sześć godzin pracy i sześć godzin odpoczynku na okrągło przez całą dobę. Potem dwa tygodnie wolnego czyli odpoczynku w domu.

Michael van Laak po ukończeniu szkolenia rozpoczął pracę się u armatora Haniel, obecnie Imperial. W 2006 r. zrobił swój pierwszy Patent Reński. Od tego czasu jeździ na zestawach pchanych typu Hercules III składający się z dwóch rzędów barek po trzy o łacznej długości 268 metrów i 23 metrów szerokości. Transportowane są najczęściej ruda, węgiel i koks z Rotterdamu na Duisburga. "Jako sternik z patentem jest się oficerem na pokładzie, rzecznikiem kapitana i koordynatorem ds. eksploatacji pokładu." mówi Michael.

W listopadzie 2008 r. van Laak został kapitanem. "Najpierw przejażdżka ze starym kapitanem aby samodzielnie próbować manewrów i jazdy trasowej" - opowiada z entuzjazmem. Sterowanie ogromnym zestawem pchanym składającym się z sześciu barek na rzece Ren i wąskich kanałach jest poważnym wyzwaniem. I chociaż van Laak zna każde zakole Renu tak przy wysokich i jak i niskich stanach wody to każdy dzień jest inny i każdy manewr wymaga pełnej koncentracji. Czego nie lubi żaden kapitan to sztormowe burze z prędkością wiatru 6-7 wskali Beauforta.

"Przejąć statek pasażerski po ojcu? Nie, tego nie mogę sobie wyobrazić" - mówi Michael van Laak. "To nie jest mój styl pracy, aby przez cały dzień być z 200 pasażerami na pokładzie. Od dziesięciu lat pracuję w żegludze frachtowej i nie wyobrażam sobie, aby robić coś innego - aż do czasu przejścia na emeryturę".

Podobnie jak jego krewnych, nigdy nie interesowała go żegluga morska. Nie tylko dlatego, że nie ma piractwa na Renie. "W żegludze śródlądowej zdarza się to jedynie w delcie Dunaju przy ujściu do Morza Czarnego." Jego rewirem pływania są porty między Duisburgiem, Rotterdamem, Amsterdamem i Antwerpią. Wielką radość sprawiają mu też rejsy w górę rzeki. "Ren między Bonn i Bingen jest najpiękniejszym odcinkiem tej rzeki" - mówi Michael.

Jego pasją jest historia żeglugi śródlądowej. Wcześniej uprawiał kajakarstwo. "Żeglarstwo to dla mnie najgorszy ze sportów wodnych. Może dlatego, że tak wielu żeglarzy z powodu swej ignorancji utrudnia pracę żegludze towarowej - stwierdza młody kapitan. Mimo miłości do wody chce wybudować dom na lądzie w Rees, ale nie blisko Renu.

Na pokładzie ceni sobie wspólnotę koleżeńską. "Jesteśmy solidną załogą. Przez telefony komórkowe dostaliśmy polecenie zmiany na statku. Następnie jedziemy z Duisburg jak teraz na przykład do Ijmuiden, żeby następnie przejść na statek. Na burcie zestawu pchanego jest zwykle dwóch kapitanów, sternik, dwóch lub trzech marynarzy i mechanik. Wszyscy jesteśmy Niemcami" - komentuje van Laak. Choć nawet żeglarstwo rekreacyjne zostało już wyposażone w urządzenia high-tech - to nasze zestawy pchane jeżdżą dalej trochę jak "stare traktory". Bez steru strumieniowego na dziobie lub rufie, ale za to z trzema śrubami i dwoma płetwami sterowymi.

Jeśli Michael van Laak ma urlop - to spędza go nie tylko ze swoją dziewczyną. Jest on cenną pomocą dla ojca, włściciela statku pasażerskiego. Nawet w czasie wolnym sprawia mu przyjemność popływania z ojcem, pomalowanie czegoś na pokładzie, dokonanie drobnych napraw, przejrzenie maszynowni.

Dla rodziny van Laak życie bez statku nie ma smaku. Obaj - ojciec i syn - są takiego samego zdania.

Elisabeth Hanf - Rees, 14.08.2009
DERWESTEN - das Portal den WEZ Mediengruppe
tłumaczenie i słowo wprowadzające
Józef Węgrzyn - Skipper

29 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • W
    wladyslaw styp
    Mogę tylko tyle powiedzieć w latach 59- 60- 61-62- 63 młodych kpt- nów było u nas bardzo wielu, to była normalka Władysław Styp.
    - 07.10.2009 21:19
    • marines33
      marines33
      Kapitanów jest wielu tak twierdze ale jeżeli przyszło by kapitanowi z zachodu przejechać sie na Bizonie z dwoma pudłami po naszej Odrze to by się za przeproszeniem zesrał w gacie i rozwalił na pierwszej główceSmile taka jest prawda zachodni kapitanowie jeśli nie mają steru na dziobie to już widzą wielkie trudności. Sam byłem świadkiem osobiście kiedy to pływałem na polskim zestawie. Płyneliśmy na pusto na MLK strasznie wiało jechaliśmy praktycznie wpoprzek rzeki wtedy siedziałem z kapitanem w sterówce i usłyszałem rozmowę dwóch niemców jak mówili że pewnie polski kapitan jest pijany bo tak płynie.Nie mineła godzina i mieliśmy WSP na burcie i kapitanowi dali alkomat, oczywiście wyszły same zera i policjanci sie dziwili czemu skoro tak krzywo płyną. Ja osobiście chylę czoło przed polskimi kapitanami bo jakby nie było nasza Odra wychowała dobrych fachowców. Mam 24 lata w listopadzie jadę do Szczecina robić patent Kapitana ale wiem że papier to nie wszystko i jeszcze musi dużo wody w odrze upłynąć żebym mógł dorównać polskim kapitanom...
      - 08.10.2009 00:13
      • x5
        x5
        Moim celem było pokazanie jakie znaczenie ma praktyka żeglugowa.Teoria owszem, ale tylko jako uzupełnienie praktyki.
        Kiedy kończyłem naszą szkołę żeglugową w 1975 r. (wrocławskie TŻŚ) sytuacja na Odrze była diametralnie inna niż dzisiaj.
        PP. Żegluga na Odrze posiadała flotę większą niż ma największy obecnie (chciałem napisać europejski, ale Imperial należy do spółki z RPA) armator na Renie.
        Najmłodszymi kapitanami na Odrze byli absowenci naszej szkoły mając po 22 lata.Mogę tylko wymienić Jurka Winiarskiego, Staszka Wawrzyniaka czy Andrzeja Podgórskiego (szefa tego portalu).
        Jednak szkolenie wyglądało kiedyś inaczej.
        Sytuacja zmieniła się i Holendrzy czy Niemcy poszli inną drogą (szkoleniową) niż Polacy.
        Pisząc o "Der jüngste Kapitän der Flotte" - miałem na celu pokazanie w jak "późnym" wieku ( 28 lat ) zostaje się obecnie kapitanem.
        Zestaw pchany typu Herkules to nie zestaw Bizon.
        Znam wielu polskich kapitanów posiadaczy Patentu Reńskiego i ogromnej praktyce żeglugowej, ale jestem pewien, że żaden z nich nie odważłby się poprowadzić Herkulesa jako normalny członek załogi-kapitan (byba, że zrobi to @marines33 lub jego kapitan z Bizona).
        Oczywiście są wyjątki i holenderska młodzież dostaje nowe statki robiąc swój pierwszy patent mając 21 lat.
        Również w Niemczech miałem okazję poznać najmłodszego kapitana, który w wieku 19 lata prowadził samodzielnie statek.
        Był to jednak wyjątek i otrzymał on uprawnienia (patent) ponieważ zmarł jego ojciec, a Stephan był jedynym żywicielem dużej rodziny. Miał jednak dużą praktykę pływając z ojcem od 14 roku życia, a szkołę żeglugową skończył mając 18 lat.
        Opowieść @marines33 o jeździe w poprzek MLK, który nie jest jednak rzeką tylko kanałem oraz domniemaniach radiotelfonicznych Niemców należy do słynnych bajek z 1001 nocy.
        Jeżeli tak strasznie wiało to ten kapitan popełnił karygodny błąd wyruszając pustym zestawem bez steru strumieniowego w drogę.Mogło więc zajść podejrzenie, że jest pod wpływem alkoholu, który wzmacnia odwagę a obniża reakcję.
        Kontrola policyjna nie była niczym nowym tylko stwierdzeniem, że nie zaszła taka domniemana sytuacja.
        Gdyby ten kapitan zdawał sobie sprawę do jakich konsekwencji może doprowadzić jego "kozacka jazda" napewno nie wyruszył by w rejs.Chyba, że wichura złapała go niespodziewanie i musiał dopłynąć do najbliższego postoju.
        W przeciwnym razie jest dla mnie "dupkiem" a nie kapitanem.
        Pozdrawiam
        Skipper
        - 08.10.2009 05:50
        • M
          Marian Janas
          W artykule pojawiła się informacja o utrudniających pracę żegludze towarowej żeglarzach. W tym miejscu jako żeglarz chciałbym zapytać, czy przepisy pozwalają na pływanie pod żaglami na Renie, Łabie powyżej Hamburga czy też MLK. Czy dozwolone jest tylko wspomaganie się żaglami przy sprzyjającym wietrze przy płynięciu na silniku tak jak to jest na Kanale Kilońskim. Ahoj
          - 08.10.2009 09:28
          • x5
            x5
            Tak oczywiście można pływać pod żaglami tak na Renie jak i na Łabie.Jednak na MLK raczej nie radzę ponieważ prześwity mostów wynoszą tylko 5,45 m.
            Dla mnie jednak nie żeglarze tylko motorowodniacy czyli niedzielni kpt. są ogromnym utrudnieniem i to nie tylko na kanałach.Miałem sytuację kiedy w Hamburgu mała motorówka trzymała się środka rzeki mimo, że mogła płynąć parę matrów od brzegu.Był silny wiatr i zbliżał się most na południowej Łabie.Musiałem więc kombinować, żeby jej nie przejechać, a takie wypadki zadrzały się ( nawet ze śmiertelnymi skutkami ).
            Pozdrawiam żeglarzy
            - 08.10.2009 09:47
            • M
              Marian Janas
              W marzeniach odbywam swoim małym jachtem podróże na różnych trasach. Marzenia nic nie kosztują. Prześwit pod mostami 5,45 m nie stanowiłby dla mnie problemu. Przed mostem musiałbym się zatrzymać i położyć maszt. Nie wiem czy takie zatrzymanie się byłoby dozwolone. Czytałem kiedyś relację z wyprawy motorowodniaków którzy zrobili rundę kanałami wokół Berlina. Gdzieś na terenie Berlina musieli zatrzymać się na trasie poza mariną i zostali ukarani przez policję wodną za niedozwolone zatrzymanie się. Na stronie kanały.info jest filmik prowadzących tą stronę z podróży z Mazur do Amsterdamu i z powrotem na jachcie typu Orion. Dziwiłem się, że mimo że wzięli ze sobą żagle z masztem który cały czas był położony na pokładzie ani razu ich w trakcie tej podróży nie użyli. Ja bym nie wytrzymał gdybym miał sprzyjający wiatr żeby nie skorzystać z okazji i nie płynąć pod żaglami. A przy swoich sporadycznych pływaniach na Odrze starałem się nie przeszkadzać pływającym zestawom pchanym. Ahoj
              - 08.10.2009 10:58
              • Apis
                Apis

                Cytat

                Dziwiłem się, że mimo że wzięli ze sobą żagle z masztem który cały czas był położony na pokładzie ani razu ich w trakcie tej podróży nie użyli. Ja bym nie wytrzymał gdybym miał sprzyjający wiatr żeby nie skorzystać z okazji i nie płynąć pod żaglami.

                Nad Kanałem Mittelland (MLK) most przebiega co kilkaset metrów, w niektórych miejscach co kilkadziesiąt - średnia wynosi więcej niż jeden most na jeden kilometr kanału - kanał ma bowiem 320 km długości, a mostów jest nad nim 385 (dane z ub. roku). Nie wyobrażam sobie pływania tu na żaglu.

                Podobnie jest na innych kanałach niemieckich. To nie Wisła, nad którą most to wydarzenie Grin
                - 08.10.2009 12:15
                • Adam Reszka
                  Adam Reszka
                  Benjamin Franklin współtwórca pierwszej w świecie konstytucji (Konstytucja 3. Maja była drugą z kolei), wszechstronny uczony wielkiego formatu, wynalazca piorunochronu i odkrywca Prądu Zatokowego (Golfstrom), w jednym ze swoich pism prawniczych napisał: "Kapitan odpowiada za statek, a nie za fale". Dlatego Drogi Skipperze wydaje mi się, że zbyt surowo potraktowałeś p. Mazurka-marines33. Ostry wiatr mógł ich dopaść w trakcie pokonywania MLK i być może nie było na tym odcinku miejsca na dozwolone cumowanie. Dziwi mnie też postawa Wasserschutzpolizei, która nie należycie oceniła warunki nawigacyjne na MLK w tym momencie i nie pomogła temu zestawowi bezpiecznie dojść do cumowiska. Wczuwam się w sytuację zestawu kol. marines33, ponieważ sam niejednokrotnie doświadczyłem na Wiśle niedogodności nawigacyjnych spowodowanych parciem wiatru. Ale Wisła jest szeroka! Faktem jest też, że nawigatorzy chodzący po wygodnych, unijnych "autostradach" wodnych, na naszych krajowych akwenach byliby podczas rejsów mokrzy ze strachu.
                  - 08.10.2009 12:59
                  • x5
                    x5
                    Adam!
                    Przetłumaczyłem artykuł,którego bohaterem jest "młody" niemiecki kapitan.Nasi koledzy nie zdają sobie sprawy czym jest reński zestaw pchany typu Herkules.

                    Przytoczę więc kilka danych, Herkules III:
                    1.rok budowy/modernizacji: 1972/2003
                    2.ilość i moc maszyn: 3 x MAK = 5.549 KM
                    3.dł.,szer.,zan.pchacza: 37m,/13,05m/190 cm
                    4.barki pchane: 6 x 4,01 m zanurzenie
                    5.cał.dł. i szer.zestawu: 238 m x 23 m
                    6.cał.tonaż: 16.800 ton

                    Nie było nigdy i nie będzie porównania do polskiego zestawu pchanego typu BIZON całkowitej dł.118 m i szer. 9 m, mocy maszyn 400 KM i tonażu około 1000 ton.
                    Kapitanowie tych pływających po Renie kolosów są fachowcami najwyższej światowej klasy.
                    Pierwsi niemieccy kapitanowie tych zestawów pchanych przechodzili praktykę na Mississippi .

                    Śmiesznym więc mi się wydało kiedy @marines33 opowiedział historię z MLK.
                    Zachowanie policji wodenj WSP było rutynowe.Mogli jedynie pouczyć kpt. polskiego zestawu pchanego i sprawdzić czy nie jest pod wpływem alkoholu ( co b.często się zdarza i nie chcę wymieniać nazwisk kolegów, którym zabrano patenty, np.kilka m-cy temu w Haldensleben).
                    Oczywiście, że na obecnych polski drogach wodnych nie tylko niemieccy, ale i polscy kapitanowie mają mokre koszule i pełne spodnie.Jak to ładniej powiedział jeden z moich starszych kolegów:
                    - w oczach zielono, a w spodniach żółto po przejechaniu Odry od Brzegu Dolnego w dół....cieku jakim jest obecnie ta rzeka.

                    Pozdrawiam z domu w Górach Harzu
                    Józek
                    - 08.10.2009 15:19
                    • Adam Reszka
                      Adam Reszka
                      http://www.nrbw.d...inkel.html - ten link pozwala mi oglądać prawie codziennie ruch na Renie pod mostem w Wesel. Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że parametry tamtejszych statków nie są do porównywania z naszymi "Bizonami", czego przykładem może być ten właśnie "Herkules" - prawdziwy, mityczny Herkules. Ale "wedle stawu grobla". Natomiast innym mitem będzie "Piętnastoletni kapitan". Mógł nim być tylko u mistrza dawnego s.f., utalentowanego żabojada Juliusza Verne`a. Ale oprócz wiedzy i praktyki liczy się też TALENT, którym nie wszystkich nawigatorów Bozia obdarzyła.
                      Bardzo mi się Twoja informacja podobała - gratuluję!
                      Pozdrawiam Cię Józeczku - Adam
                      - 08.10.2009 16:21
                      • x5
                        x5
                        Butlonosy!
                        Naucz się czytać, a później zabieraj głos.
                        A'propos głosu to jesteś jednym z tych,którzy anonimowo wchodząc na tą stronę wypowiadają swoje mądrości.
                        Zapomniałeś jednak o jednym...
                        Ja mam możliwości sprawdzenia jako "redaktor" kim jesteś i wyobraź sobie, że wiem.
                        Zrób najpierw Paten Reński do otwartego morza, naucz się języka niemieckiego do tego stopnia,żeby swobodnie posługiwać się nim, a później napisz podanie w tym języku do firmy Imperial i powiedz im to co powiedziałeś mnie.
                        Tzn., że byłeś kpt. Bizona i że masz wystarczające wiadomości teoretyczne, talent i czujesz się obrażony tym co pisze Skipper (teoretyk kapitan, a Ty praktyk ) i że możesz poprowadzić Herkulesa już nawet po odpracowaniu swojej zmiany, tzn. 3-listopada.
                        Tylko zabierz ze sobą wędki bo w czasie wolnym ( 6 godz.) nie będziesz miał co robić, a może nawet w czasie jazdy zarzucisz je to może złapiesz rekina bo do Herkulesa mniejsze nie podpływają.
                        Nie ukrywaj się więc pod nickiem bo każdy anonim to terrorysta, a my ich po prostu likwidujemy.
                        Skipper
                        - 09.10.2009 07:42
                        • Jerzy Hopfer
                          Jerzy Hopfer
                          Panowie, po co te nerwy i docinki przy każdej okazji. Kto uważnie słuchał wykładów Komandora i tego, co On mówił poza wykładami, ten wie,że nigdy nie ma takich samych warunków nawigacyjnych, nawet na tym samym akwenie. I to jest prawda.Zawsze będzie jakiś inny wiatr,prąd,ładunek... jest przecież wiele czynników wpływających na możliwości manewrowe statku. Także mentalność i cechy psychofizyczne kapitana. A więc warunki będą za każdym razem inne. To samo można odnieść do różnych dróg wodnych. Ważne jest w tym przypadku, że zarówno na Renie jak i na Wezerze, Łabie, Odrze, Warcie czy Noteci uprawiamy żeglugę statkami/zestawami/ na absolutnej granicy możliwości i bezpieczeństwa żeglugi. I trudno jest te warunki szczegółowo porównywać.Francuzi zbadali możliwości powiększania zestawów reńskich pod każdym względem możliwości zachowania bezpieczeństwa żeglugi. Okazało się, że mimo najlepszych standardów budowy statków, wyposażenia w najnowocześniejsze pomoce nawigacyjne/echosondy,radary,mapy elektroniczne, GPSy,AISY,RISy, najsłabszym ogniwem w tym całym układzie jest człowiek. To pokazuje, że ludzkie możliwości są ograniczone i człowiek, czytaj, cechy psychofizyczne kapitana, jego zdolność prawidłowego oceniania sytuacji, system pracy, zdolność do regeneracji sił, ale także wiedza zawodowa, rozumiana jako zasób wiadomości teoretycznych, praktyka i doświadczenie zawodowe są decydujące. Brzmi to pesymistycznie, szczególnie dla tych, którzy wierzą, że człowiek jest zdolny pokonać wszelkie trudności i ma nieograniczone możliwości. Niestety, nie. I tu dochodzimy do roli kapitana. Otóż historia żeglugi pokazuje, że większość, a przynajmniej dwie największe katastrofy żeglugowe w historii: zatonięcie Titanica oraz zatopienie Gustloffa, mimo że miały miejsce na różnych akwenach, były spowodowane błędami w dowodzeniu: kapitan Titanica uległ sugestiom, czy może nawet żądaniom przedstawiciela armatora, aby nie zmniejszać prędkości, bo chodziło o Błękitną Wstęgę Atlantyku, za co zapłacił cenę najwyższą, zaś w przypadku Gustloffa, na mostku rządziło de facto trzech dowódców, a zdanie kapitana floty handlowej, który został tam wysłany po to, by statek bezpiecznie przeprowadzić przez Bałtyk, bo go po prostu znał, nie liczyło się zupełnie. Zwyciężyły względy inne.Efekt-8,5 tys. pasażerów utonęło. Od lat, na kursach i w szkole, próbowałem przekonać kandydatów na kapitanów, że nikt, ale to absolutnie nikt, nie może nakazać kapitanowi rozpoczęcie, sposób prowadzenia, czy zakończenia rejsu. Jest on bowiem zawieszony między Bogiem a reszta ludzi, decyzje podejmuje sam i sam za nie odpowiada. Niestety, armatorzy, kierując się względami, w ich mniemaniu najkorzystniejszymi dla nich, tej zasady najczęściej nie respektują. Pół biedy, gdy taki armator ma jakieś przygotowanie żeglugowe. Najgorsi są ci, którzy nic nie wiedząc, żądają od kapitana rzeczy niemożliwych, bo dla nich liczy się tylko pieniądz. Tylko tyle i aż tyle. Siedząc w ubiegłym roku 4,5 miesiąca na "KUNIE" w Szczecinie, w Kanale Zielonym, miałem możliwość obserwacji sposobów nawigowania pod niskim i wąskim mostem kolejowym. Ile różnych sposobów, ile różnych manewrów! Sądzę, że po sposobie podejścia do manewru właśnie w tym miejscu, mógłbym dużo powiedzieć o kapitanach, jako o ludziach.
                          Mówię o normalnych warunkach nawigacyjnych, gdzie nie brakuje wody, gdzie nie trzeba się przekopywać przez piaski lub przeciągać przez kamienie. W tym kontekście, żegluga na Odrze środkowej,Warcie, Noteci, przy niskiej wodzie, to już nie żegluga a survival i należałoby się zastanowić, czy w ogóle nie należałoby jej zaprzestać. Ale czy coś w Polsce jest normalne i porównywalne z innymi krajami? Dlatego chylę czoła przed tymi, którzy w takich właśnie warunkach, w zasadzie bezawaryjnie jeszcze ważą się dowodzić statkami i zestawami. Rozumiem Józka. On pokazuje, gdzie i jak może być normalnie i, moim zdaniem, nie wartościuje.A co do młodego studenta AM. Ma rację, zresztą pisałem już o tym przy innej okazji,ma rację, że można nauczyć się obsługi np. radaru w kilka godzin. To jest ten rodzaj zadufania, właściwy wszystkim młodym. Myśmy też nie byli inni. Refleksja i pokora przychodzi później, gdy sam znajdzie się w trudnej sytuacji i gdy pot/bezbarwny/ spływając mu po plecach napotka w okolicy lędźwi coś rzadkiego w kolorze zazwyczaj żółtym. Nie bez przyczyny wśród kapitanów statków, zarówno nawodnych jak i powietrznych,nawigujących w bardzo trudnych lub ekstremalnych warunkach jest stosunkowo dużo alkoholików. Jakoś ten stres trzeba łagodzić.
                          Nie dowalajcie sobie na forum Koledzy, te złośliwości nie są na miejscu. Każdy w jakimś stopniu ma rację. I na koniec: wczorajsza laureatka literackiej Nagrody Nobla powiedziała w jednym z wywiadów: nie można podobać się wszystkim, dlatego lepiej jest zostać wyobcowanym, jeżeli się jest głęboko przekonanym, że ma się rację. Życzę wszystkim takiej właśnie postawy, nie da się podobać wszystkim. To taki cytat z pamięci.Coś w tym jest.
                          Życzę wszystkim stopy wody pod kilem, co najmniej cztery stopy w kojku, żeby kapitan nie czuł się taki do końca osamotniony, mało wiatrów i ogólnie dobrego dnia. Ludzie na lądzie też mają swoje stresy, ale kudy im do naszych!
                          Jerzy Hopfer
                          - 09.10.2009 09:53
                          • Adam Reszka
                            Adam Reszka
                            Trudno nie poprzeć pojednawczego tonu wypowiedzi kpt. Hopfera. I nie zgodzić się z jego uwagami w kwestii stresu, jaki przynosi nawigatorom żegluga na szlakach "śródziemnych", ze szczególnym uwzględnieniem naszych rodzimych. Bardzo mi się spodobało w ostatnich zdaniach przywołanie autorytetu Herty Mueller. I ostatnia uwaga - nigdy nie mówiliśmy w rodzaju nijakim "kojko" czy "kojo", lecz był to zawsze rodzaj żeński - KOJA, lub zdrobniale KOJKA! Wybacz mi Jurku i nie potraktuj tego jako uszczypliwości!
                            Pozdrawiam - Adam
                            - 09.10.2009 15:58
                            • Teos
                              Teos
                              Witam szanownych Kolegów, piszę tę słowa płynąc 2500T barką z Antwerpii do Duisburga, właśnie mijamy Rees. Zdarza mi się również siadać za sterem tej barki i muszę stwierdzić że tutaj po prostu jest inaczej. W tej chwili przeżywamy okres rekordowo niskiej wody na Renie który paradoksalnie wpłynął na ożywienie żeglugi. To co wcześniej był w stanie przewieźć jeden np. 3000T statek, dzisiaj rozkłada się na 3-6 takich samych barek ale załadowanych po 500-1000 ton ze względu na ograniczenie zanurzenia. W tym tygodniu np. barka TiESTE szła z Alt Walsum (793km) do Ottmersheim (197km) z ładunkiem 250 ton popiołu !!!
                              Żegluga jest bardzo stresująca mimo echosond i innych wynalazków. Sądzę że nie da się porównać tego z żeglugą po Odrze czy tym bardziej Wiśle bo byłoby to jak porównanie jazdy tirem po niemieckiej kilku pasmowej autostradzie do jazdy np. wywrotką po polnej drodze. Do jednego i drugiego potrzeba kierowcy ale warunki są skrajnie różne.
                              Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dzięki Skipper za ciekawy artykuł.
                              - 10.10.2009 12:50
                              • Teos
                                Teos
                                Dodam jeszcze że rozmawiałem dzisiaj z moim kapitanem, on "zrobił" swój pierwszy patent na Łabę w wieku 18 lat, natomiast reński w wieku 22 lat - czyli trochę wcześniej niż bohater artykułu ;-)
                                - 10.10.2009 20:43
                                • przylodz
                                  przylodz
                                  Nie święci garnki lepią, tak mówi staropolskie przysłowie. Oglądałem sobie filmik nakręcony przy udziale Kapitana Stanisława Stawinogi http://www.zeglug...le_id=297.
                                  Podobała mi się tam jego wypowiedź: "Trzeba mieć smykałkę do tego, Jeden opanuje to w pół roku, drugiemu i dziesięć lat będzie mało". W pełni podzielam to zdanie. Dotyczy to także nas, "niedzielnych kapitanów", którzy z lubością poświęcamy się temu zajęciu, prowadząc znacznie mniejsze jednostki' i to na zasadach pełnej dobrowolności.
                                  Jeszcze jedna myśl mnie prześladuje: Zastanawiam się czy łatwiej prowadzić TIRA po autostradzie, czy busa po wyboistej drodze trzeciej kategorii, a jak się mają do tego samochody osobowe, na obu tych drogach? Nawet te wyjeżdżające tylko w weekendy?Jak zatem traktować kierowców tych pojazdów. Czy kierowcy tirów jeżdżący po autostradach to elita, której cała reszta świata powinna czapkować? Widzę tu pewną analogię. Może jednak się mylę...
                                  - 11.10.2009 10:57
                                  • Teos
                                    Teos

                                    Cytat

                                    Zastanawiam się czy łatwiej prowadzić TIRA po autostradzie, czy busa po wyboistej drodze trzeciej kategorii, a jak się mają do tego samochody osobowe, na obu tych drogach?

                                    To może zastanów się Adam jakie następstwa będzie miał wypadek w jednym i drugim przypadku ?
                                    Wyobraź sobie TIR-a wiozącego 20 ton benzyny koziołkującego na zatłoczonej autostradzie - chciałbyś tam być ?
                                    - 11.10.2009 11:38
                                    • x5
                                      x5
                                      Chciałem dorzucić ( jako teoretyk ) jeszcze kilka drobnych uwag:
                                      1.polskie uprawnienie radarowe nie są honorowane przez policję reńską.
                                      2.polskie uprawnienia ADN nie są honorowane przez policję reńską bo na Renie obowiązuje ADNR.
                                      3.polskie świadectwo operatora radiowego nie jest honorowane przez policję reńską.

                                      Wszystko to dotyczy kapitanów prowadzący statek pod inną banderą niż polska.
                                      Reasumując - polskie uprawnienia są pewnego rodzaju "bonami dolarowymi PKO", którymi płaciło się kiedyś w sklepach exportu wewnętrznego "PEWEX".

                                      I jeszcze jedno:
                                      - zwolnienie z pilotażu na podstawie posiadanych uprawnień, np. Patent Kapitana A na wodach morskich np. na dolnym Renie jest ważny tylko wtedy jak będzie można udowodnić, że było się na tych wodach mninimum 3 x ( dotyczy postępowań sądowych w razie kolizji ).Jest wyrok sądowy w tej sprawie.
                                      Jeden z naszych doświadczonych kolegów posiadacz całego Patentu Reńskiego od Bazylei do otwartego morza płynąc załadowanym statkiem w dół Neckaru zderzył się z jednostką holenderską, która została rozpruta jego kotwicą i zatonęła.
                                      Sąd żeglugowy zwolnił całkowicie z winy naszego kolegę i orzekł winę Holendra, który nie potrafił udowodnić, że odbył przed kolizją 3 rejsy w górę Neckaru, czyli miał znajomoć locji tej rzeki.....
                                      Pozdrawiam szczególnie tych, którym się wydaje,że już jutro mogą usiąść za sterami Herkulesa.
                                      Skipper
                                      - 11.10.2009 12:15
                                      • przylodz
                                        przylodz

                                        Cytat

                                        To może zastanów się Adam jakie następstwa będzie miał wypadek w jednym i drugim przypadku ?
                                        Wyobraź sobie TIR-a wiozącego 20 ton benzyny koziołkującego na zatłoczonej autostradzie - chciałbyś tam być ?

                                        Wiesz co, nie chciałbym być ani w koziołkującym po autostradzie tirze, ani w koziołkującym po drodze trzeciej kategorii busie. Dwa tygodnie temu wracałem z Karpacza do Zielonej Góry. Widziałem w rowie przewrócony do góry kołami samochód osobowy, z którego straż pożarna "wycinała ludzi" W tym samochodzie też nie chciałbym być. Śmierć ma jedno oblicze i jedno imię nie ważne gdzie nas spotka, zawsze jest bezwzględna i okrutna.
                                        Przepraszam, że "rozwadniam temat". Dla mnie, :niedzielnego kapitana" Prowadzący zestaw pchany Bizonem jest tak samo wielki jak prowadzący podwójny zestaw pchany Herkulesem Obie te czynności są dla mnie niewyobrażalnie trudne. Podziwiam obu kapitanów!
                                        - 11.10.2009 17:21
                                        • R
                                          rodzynek31
                                          Co do plywania po Odrze i Renie to specyfika jest zupelnie inna. Trudno to porownac ,Bizon i zestaw Herkules. Na Renie jest tysiac razy wiekszy ruch niz na Odrze. Moim zdaniem kapitanowie z Bizonow sa niezastapieni na Odrze, a z Herkulesow na Renie. Te renskie zestawy to najwyzszy kunszt kapitanski na Renie. W Polsce mowi sie,ze stery strumieniowe itd i ,ze oni to po Odrze nie poplyna. Ale to dziala w dwie strony, z Bizona za ster Herkulesa nie wsiadziesz z dnia na dzien.
                                          - 11.10.2009 18:53
                                          • Teos
                                            Teos
                                            Adam, nie zrozumiałeś mnie. Mi chodziło o ogólne skutki takiego wypadku. W przypadku TIR-a masz kolizję kilku, kilkunastu a może nawet kilkudziesięciu samochodów i zablokowaną na długo ruchliwą trasę, w przypadku busa na polnej drodze być może nikt nie przyjdzie z pomocą bo w okolicy nikogo nie będzie !!!
                                            A teraz wracając do łodziarki, nie wiem czy wiesz że kapitanowie chcący pływać samodzielnie po rzece (nie tylko Renie) muszą zdać szczegółowy egzamin ze znajomości locji danego odcinka i np w przypadku Renu muszą udowodnić że przepłynęli wcześniej ten odcinek 16 razy, z tego co najmniej 3 razy w górę i 3 razy w dół. Wartość sprzętu powierzonego i odpowiedzialność z tym związana jest ogromna dlatego nawet mając zdany egzamin pływa się jeszcze przez jakiś czas jako tzw. sternik z patentem.
                                            - 11.10.2009 19:23
                                            • Teos
                                              Teos
                                              A wracając jeszcze do tematu, to ciekawe kto mnie przebije jeżeli chodzi o minimalny wiek kapitana:

                                              http://www.binnenschifferforum.de/for...1255273985

                                              :-) :-)
                                              - 11.10.2009 19:45
                                              • Apis
                                                Apis
                                                Można rzec - łodziarkę wyssał ze smarem z manetek Grin
                                                - 11.10.2009 21:00
                                                • Teos
                                                  Teos
                                                  Andrzej to jest Ona, ma 9 miesięcy na imię Lina
                                                  http://www.binnenschifferforum.de/for...#post50024
                                                  - 11.10.2009 21:13
                                                  • przylodz
                                                    przylodz
                                                    Teos, gratuluję poczucia humoru!
                                                    Jeszcze jedno: Proszę Kolegów, którzy posiadfają patenty reńskie o [przybliżenia nam specyfiki żeglugi po tym akwenie. Będzie mniej niedomówień i niedorzecznych porównań. Kto więcej wie, mniej musi pytać...
                                                    - 12.10.2009 07:57
                                                    • x5
                                                      x5
                                                      Pisałem kiedyś na forum o Patencie Reńskim:

                                                      http://www.zeglug...ead_id=573

                                                      Może nie jest to o co pytasz Adam, ale kurs przygotowawczy (również dla posiadaczy jednostek sportowych) trwa prawie 3 tyg. i trudno jest tak w kilku zdaniach o tym opowiedzieć.
                                                      Pozdrawiam
                                                      Józek
                                                      - 12.10.2009 09:59
                                                      • M
                                                        matrose
                                                        Witam serdecznie wszystkich ktorzy tak goraco podjeli powyzszy temat.Jak to zwykle bywa,tyle jest opinii ilu mowcow.Poniekad kazdy ma racje a jest to zapewne zwiazane z osobistymi doswiadczeniami.Faktem jest ze nie jest latwo byc Kapitanem,nie wazne na jakich akwenach.Odpowiadzialnosc duza w powiazaniu ze swiadomoscia wagi zycia ludzkiego i powiezonego materialu czy tez sprzetu doprowadza nas do niemalych flustracji.Dlatego rozumiem ta goraca dyskusje. Slusznie nalezy rozmawiac i wymieniac sie doswiadczeniami bo to prowadzi nas do wzajemnej integracji,jednak nie powinno sie klocic.Jestem posiadaczem patentu renskiego a zaczynalem o deksmana.Przeszedlem caly etap szkolenia od podstaw na Renie, wszystkich rzekach doplywowych jak rowniez kanalach.Tak wiec moge co nieco powiedziec o zdobywaniu patentu renskiego i czy jest to latwe.Ren zdawalem w dwoch etapach i to tylko dlatego ze na odcinku od Leverkusen do otwartego moza mialem za malo kursow(6 w gore i 6 w dol w ciagu ostatnich trzech lat przed podejsciem do egzaminu).Chce Wam uswiadomic jedna sprawe,nie jest wcale az tak trudno zdobyc patent renski.Wiadomo,trzeba sie przylozyc do nauki a nie probowac na sepa ze moze sie uda.Jednak jest to osiagalne.Wszystkie swoje patenty robilem w Duisburgu,choc ponoc jest tu najciezej.Wracajac do dyskusji na temat gdzie trzeba miec wiacej doswiadczenia i czy lepszym kapitanem jest sie na bizonie czy tez na herkulesie musze stwierdzic ze bezpodstawne sa wasze uniesienia i wzajemne dogryzanie.Kazdy sam powinen wiedziec na co go stac i nie uzalezniac tego od domniemanych lepszych kapitanow.Mimo ze mam patent od Bazel do otwartego morza i plywam samodzielnie na calej dlugosci renu to jednak nie predko zdecyduje sie na objecie funkcji pierwszego kapitana.W trakcie swojego plywania widzialem wiele roznych przypadkow i wypadkow.Czesto sie zdaza ze nawet bardzo doswiadczony sternik popelnia blad,taka jest niestety natura ludzka i nic na to nie poradzimy.Mozemy jednak udoskonalac nasze doswiadczenia wzajemnymi radami i spostrzezeniami unikajac przy tym klutni o tak niegodny temat jak szukanie lepszych i gorszych.

                                                        Krzysztof Toczka
                                                        Marynarz
                                                        - 13.10.2009 22:24
                                                        • E
                                                          egonzeglarz
                                                          ....dokładnie,wymieniajmy się doświadczeniami ale nie obrażajmy wzajemnie,nie dzielmy na lepszych i gorszych ,każda konstruktywna dyskusja mile widziana (nie popełnia błędów ten kto nic nie robi) .......i podpisujmy się pod komentarzem pozdrawiam z pokładu M.S Werra Eryk Marciniak
                                                          - 14.10.2009 23:57
                                                          • M
                                                            Marand
                                                            Kiedy mialem dwadziescia cztery lata,tak samo jak Marines33 myslalem ze odrzanscy kapitanowie sa najlepsi,a potwierdzenia otrzymywalem od starszych kolegow,ktorzy opowiadali wspaniale historie,w ktorych polski kapitan w kazdym calu przewyzszal dowodcow jednostek z innych krajow,szczegolnie niemcow.Dzis wiem jak naiwne to bylo,mysle ze Marines33 tez skoryguje kiedys swoje spojrzenie,najpozniej wtedy,kiedy sam zacznie dowodzic jednostka.Co do wypowiedzi Butlonosego,to stwierdze tylko ,ze jest aroganckim dupkiem ,ktory niewiele potrafi,skoro nawet w tym co pisze,zaprzecza samemu sobie.
                                                            Andrzej Marynowski
                                                            MS Willi Raab
                                                            - 22.10.2009 15:34
                                                            Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                                                            Proszę Zaloguj by zagłosować.
                                                            Niesamowite! (0)0 %
                                                            Bardzo dobre (0)0 %
                                                            Dobre (0)0 %
                                                            Średnie (0)0 %
                                                            Słabe (0)0 %
                                                            Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                                                            Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies