Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł w niemieckiej gazecie z Zagłębia Ruhry pt. "Der jüngste Kapitän der Flotte". Dotyczył on oczywiście tematyki żeglugowej. Przypomniała mi się po lekturze tego materiału dyskusja dotycząca kwalifikacji absolwentów wyższych uczelni, którą toczyliśmy na naszej stronie.
Jeden z absolwentów AM w Szczecinie próbował nam udowodnić jak w bardzo krótkiem czasie można zostać kapitanem statku: jak to łatwo nuczyć się teorii prowadzenia, obsługi radaru i innych urządzeń nawigacyjnych w kilka dni i samodzielnie prowadzić statek. Wychodziło na to, że my z pokolenia "komunistycznego" jesteśmy "dupkami" i nie wykwalifikowanymi dostatecznie ofiarami socjalizmu.
Proszę więc o dokładne przeczytanie tego co udało mi się zrobić w wolnym tłumaczeniu i zrozumienie co oznacza być kapitanem dużego reńskiego statku.
Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł w niemieckiej gazecie z Zagłębia Ruhry pt. "Der jüngste Kapitän der Flotte". Dotyczył on oczywiście tematyki żeglugowej. Przypomniała mi się po lekturze tego materiału dyskusja dotycząca kwalifikacji absolwentów wyższych uczelni, którą toczyliśmy na naszej stronie.
Jeden z absolwentów AM w Szczecinie próbował nam udowodnić jak w bardzo krótkiem czasie można zostać kapitanem statku: jak to łatwo nuczyć się teorii prowadzenia, obsługi radaru i innych urządzeń nawigacyjnych w kilka dni i samodzielnie prowadzić statek. Wychodziło na to, że my z pokolenia "komunistycznego" jesteśmy "dupkami" i nie wykwalifikowanymi dostatecznie ofiarami socjalizmu.
Proszę więc o dokładne przeczytanie tego co udało mi się zrobić w wolnym tłumaczeniu i zrozumienie co oznacza być kapitanem dużego reńskiego statku.

"Der jüngste Kapitän der Flotte" - najmłodszy kapitan floty
Mając trzy lata Michael van Laak chciał już zostać reńskim kapitanem tak jak dziadek i ojciec. Dzisiaj 28-letni Michael jest prawdopodobnie najmłodszym kapitanem między Rotterdamem i Bazyleią. W każdym razie najmłodszy w dużej flocie swojego pracodawcy, firmy "Imperial" - posiadającej 100 statków.
Zaraz po opuszczeniu szkoły najstarszy syn Rainer'a van Laak, właściciela żeglugi pasażerskiej Reeser rozpoczął edukację w szkole żeglugi praktykując jako chłopiec pokładowy na zestawach pchanych firmy "Dettmer" z Bremen. Pływał na Renie i jego dopływach. Wykłady teoretyczne odbywały się w trzymiesięcznych blokach kształcenia w szkole zawodowej w Duisburg-Homberg (napisałem kiedyś artykuł na ten temat).
Maszyny, silniki i silniki elektryczne znajdujące się na warsztatach szkolnych objęte są takim samym harmonogramem ćwiczeń jak i teoria. "Tak, że można pomóc sobie samemu w naprawach na statku" - komentuje Michael.
W wieku 19 lat Van Laak ukończył szkolenie. "W tym czasie tylko 37 przyszłych żeglugowców było w szkole, teraz jest ich ponad 200" - mówi młody kapitan. "To poszukiwany obecnie zawód, choć także wielu po szkoleniu wraca z powrotem na ląd" - dodaje.
Na statku jest zwykle przez 14 dni z rzędu na drodze. W w systemie zmianowym ma on w tym czasie na przemian sześć godzin pracy i sześć godzin odpoczynku na okrągło przez całą dobę. Potem dwa tygodnie wolnego czyli odpoczynku w domu.
Michael van Laak po ukończeniu szkolenia rozpoczął pracę się u armatora Haniel, obecnie Imperial. W 2006 r. zrobił swój pierwszy Patent Reński. Od tego czasu jeździ na zestawach pchanych typu Hercules III składający się z dwóch rzędów barek po trzy o łacznej długości 268 metrów i 23 metrów szerokości. Transportowane są najczęściej ruda, węgiel i koks z Rotterdamu na Duisburga. "Jako sternik z patentem jest się oficerem na pokładzie, rzecznikiem kapitana i koordynatorem ds. eksploatacji pokładu." mówi Michael.
W listopadzie 2008 r. van Laak został kapitanem. "Najpierw przejażdżka ze starym kapitanem aby samodzielnie próbować manewrów i jazdy trasowej" - opowiada z entuzjazmem. Sterowanie ogromnym zestawem pchanym składającym się z sześciu barek na rzece Ren i wąskich kanałach jest poważnym wyzwaniem. I chociaż van Laak zna każde zakole Renu tak przy wysokich i jak i niskich stanach wody to każdy dzień jest inny i każdy manewr wymaga pełnej koncentracji. Czego nie lubi żaden kapitan to sztormowe burze z prędkością wiatru 6-7 wskali Beauforta.
"Przejąć statek pasażerski po ojcu? Nie, tego nie mogę sobie wyobrazić" - mówi Michael van Laak. "To nie jest mój styl pracy, aby przez cały dzień być z 200 pasażerami na pokładzie. Od dziesięciu lat pracuję w żegludze frachtowej i nie wyobrażam sobie, aby robić coś innego - aż do czasu przejścia na emeryturę".
Podobnie jak jego krewnych, nigdy nie interesowała go żegluga morska. Nie tylko dlatego, że nie ma piractwa na Renie. "W żegludze śródlądowej zdarza się to jedynie w delcie Dunaju przy ujściu do Morza Czarnego." Jego rewirem pływania są porty między Duisburgiem, Rotterdamem, Amsterdamem i Antwerpią. Wielką radość sprawiają mu też rejsy w górę rzeki. "Ren między Bonn i Bingen jest najpiękniejszym odcinkiem tej rzeki" - mówi Michael.
Jego pasją jest historia żeglugi śródlądowej. Wcześniej uprawiał kajakarstwo. "Żeglarstwo to dla mnie najgorszy ze sportów wodnych. Może dlatego, że tak wielu żeglarzy z powodu swej ignorancji utrudnia pracę żegludze towarowej - stwierdza młody kapitan. Mimo miłości do wody chce wybudować dom na lądzie w Rees, ale nie blisko Renu.
Na pokładzie ceni sobie wspólnotę koleżeńską. "Jesteśmy solidną załogą. Przez telefony komórkowe dostaliśmy polecenie zmiany na statku. Następnie jedziemy z Duisburg jak teraz na przykład do Ijmuiden, żeby następnie przejść na statek. Na burcie zestawu pchanego jest zwykle dwóch kapitanów, sternik, dwóch lub trzech marynarzy i mechanik. Wszyscy jesteśmy Niemcami" - komentuje van Laak. Choć nawet żeglarstwo rekreacyjne zostało już wyposażone w urządzenia high-tech - to nasze zestawy pchane jeżdżą dalej trochę jak "stare traktory". Bez steru strumieniowego na dziobie lub rufie, ale za to z trzema śrubami i dwoma płetwami sterowymi.
Jeśli Michael van Laak ma urlop - to spędza go nie tylko ze swoją dziewczyną. Jest on cenną pomocą dla ojca, włściciela statku pasażerskiego. Nawet w czasie wolnym sprawia mu przyjemność popływania z ojcem, pomalowanie czegoś na pokładzie, dokonanie drobnych napraw, przejrzenie maszynowni.
Dla rodziny van Laak życie bez statku nie ma smaku. Obaj - ojciec i syn - są takiego samego zdania.
Elisabeth Hanf - Rees, 14.08.2009
DERWESTEN - das Portal den WEZ Mediengruppe
tłumaczenie i słowo wprowadzające
Józef Węgrzyn - Skipper
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies