Anglia - jak powszechnie wiadomo - jest kolebką kolei. Na wyspach wynaleziono także angielską pogodę, angielski humor i herbatę, pyszne angielskie ciasteczka i jeszcze parę ważnych rzeczy.
W XVIII i na początku XIX wieku Brytania przeżywała rewolucję przemysłową. Kolei żelaznej jeszcze wtedy nie wymyślono a jakoś trzeba było wozić coraz większe ilości towarów, głównie węgla, drewna, zboża i gliny. Ktoś zaradny pomyślał więc aby poszerzyć i wyprostować rzeki oraz wybudować kanały i wozić nimi towary na statkach. W ten sposób narodziła się nowoczesna żegluga śródlądowa w Anglii. Moda na kopanie kanałów rozlała się w XIX wieku jak fala powodziowa po Europie i dotarła nawet na wschód, do Polski która wtedy była oczywiście pod zaborami. Ale nawet w tamtych okolicznościach na ziemiach polskich znaleźli się entuzjaści nowego rodzaju transportu. W pierwszej połowie XIX wieku powstał m.in. słynny kanał Augustowski łączący środkową i wschodnią Europę. Krótko mówiąc, transport wodny przyspieszył rozwój gospodarczy wielu krajów. 
Wychodzący na Wyspach Brytyjskich codziennie od 1940 roku "Dziennik Polski" opublikował we Wtorek, 24. Lutego 2009 pod powyższym tytułem tekst, którego autorem jest Andrzej Kisiel.
Anglia - jak powszechnie wiadomo - jest kolebką kolei. Na wyspach wynaleziono także angielską pogodę, angielski humor i herbatę, pyszne angielskie ciasteczka i jeszcze parę ważnych rzeczy.
Anglikiem był słynny niemiecki a mój ulubiony kompozytor Jerzy Fryderyk Händel (znany i pisany na Wyspach jako Haendel). Ale ponieważ było to w czasach baroku, to nie każdy musi o nim słyszeć. Ale niemal każdy Brytyjczyk i większość polskiej emigracji widziała angielskie rzeki oraz kanały. To też jest angielski wkład w rozwój cywilizacji. W XVIII i na początku XIX wieku Brytania przeżywała rewolucję przemysłową. Kolei żelaznej jeszcze wtedy nie wymyślono a jakoś trzeba było wozić coraz większe ilości towarów, głównie węgla, drewna, zboża i gliny. Ktoś zaradny pomyślał więc aby poszerzyć i wyprostować rzeki oraz wybudować kanały i wozić nimi towary na statkach. W ten sposób narodziła się nowoczesna żegluga śródlądowa w Anglii. Moda na kopanie kanałów rozlała się w XIX wieku jak fala powodziowa po Europie i dotarła nawet na wschód, do Polski która wtedy była oczywiście pod zaborami. Ale nawet w tamtych okolicznościach na ziemiach polskich znaleźli się entuzjaści nowego rodzaju transportu. W pierwszej połowie XIX wieku powstał m.in. słynny kanał Augustowski łączący środkową i wschodnią Europę. Krótko mówiąc, transport wodny przyspieszył rozwój gospodarczy wielu krajów. Obecnie barkami przewozi się ponad 40% wszystkich ładunków w Holandii i niewiele mniej w Niemczech, Francji czy innych krajach starej Unii nie zapomniano więc o starym, sprawdzonym i tanim środku transportu. Przewozy rzeczne są prawie 5 razy tańsze niż transport TIR-ami no i o wiele bardziej ekologiczne. Jedna- przeciętnej wielkości- barka zabiera tyle ładunku co 25 dużych ciężarówek. A że płynie wolniej? Nie wszystkie ładunki muszą być dostarczone w ciągu 12 godzin, wszyscy przewoźnicy potrafią za to liczyć koszty...
Niby są to prawdy oczywiste, ale nie dla każdego. Z pewnością nie dla wszystkich urzędników w Polsce i nie dla wszystkich ekologów. Ci ostatni potrafią twierdzić nawet, że żegluga śródlądowa jest szkodliwa dla przyrody, bo przepływające statki "bełtają" wodę swoimi śrubami i płoszą ryby. Gdybym nie przeczytał, to nie uwierzyłbym, że można wygadywać takie brednie. A jednak można. Cóż, niektórym ekologom nieźle "nabełtano" w głowach-według nich znacznie lepiej jest budować autostrady. Urzędnicy odpowiedzialni za drogi wodne w Polsce twierdzą zaś, że nie warto inwestować w ten rodzaj transportu, bo jest nieopłacalny. Ponieważ od lat dróg wodnych nikt nie konserwuje więc rzeki wypłycają się a transport zamiera i koło się zamyka. Nie opłaca się więc nic nie robimy. W efekcie żegluga zanika a urzędnicy mają święty spokój.
Kilka lat temu chciałem naocznie sprawdzić czy informacje o wysychających polskich rzekach nie są przesadzone. Wybrałem się więc barką w rejs po Odrze ze Szczecina do Wrocławia. Niestety, daleko nie popłynęliśmy bo już po 50 km mieliśmy do wyboru: albo wracamy albo płyniemy do Niemiec. Na Odrze zabrakło... wody. Popłynęliśmy z ładunkiem do Berlina, który bez przesady można nazwać wodną stolicą Europy. Samych statków jest tam około 20 tys. czyli więcej niż wszystkich łódek, żaglówek i kajaków razem wziętych w Polsce a widok barki z polskim węglem płynącej przez samo centrum miasta nikogo nie dziwi i nie oburza. Niemcy słynące z sieci autostrad mają też najlepiej utrzymane drogi wodne w Europie! Co więcej, dalej rozbudowują ich sieć, tworzą nawet dwupoziomowe skrzyżowania rzek i kanałów oraz gigantyczne podnośniki zamiast śluz, unoszące barki z ładunkiem na wysokość 30 metrów. Wszystko po to, aby przewozić towary szybciej i taniej. Te autostrady wodne kosztują bajońskie kwoty, o wiele więcej niż najlepsze betonowe autostrady, ale inwestycje są opłacalne. To odkryli już Anglicy w XVIII wieku; ich liczący 65 km kanał Bridgewater zwrócił się zaledwie po kilku latach od wybudowania.
Poza nielicznymi maniakami i dożywotnimi optymistami, wszyscy pozostali marynarze śródlądowi już z Polski uciekli. Dziś można ich spotkać pływających pod wszystkimi europejskimi banderami. Są cenionymi pracownikami, szkoda tylko że musieli wyemigrować za pracą. Nie chodzi nawet o zarobki, ale po prostu w Polsce nie mają gdzie pływać! Odra-ostatnia droga wodna właśnie wysycha, na Wiśle żegluga umarła już kilka lat temu. W ten sposób zaprzepaszczono co najmniej 150-letnią historię żeglugi i szansę na rozwój tej dziedziny gospodarki. Szkoda. Jeśli ktoś kiedyś wpadnie na pomysł reaktywowania żeglugi śródlądowej, będzie musiał zacząć od nauki pływania, bo do tej pory wszyscy już zapomną jak to się robi.
Żadne komentarze nie zostały dodane.