Amnestia dla stoczni w Chełmnie

28.03.2009
W dniu 27 marca br. w godzinach południowych przetarg wygrał przyjmując stawiane mu warunki Wiceprezes Związku Polskich Armatorów Śródlądowych i znany szef firmy armatorskiej „Wir-Bud” z Bydgoszczy-Fordonu, nasz kolega kpt.ż.ś. Witold Łożewski. Stocznią będzie zawiadywać firma-córka „Wisła-Flis” Beata Łożewska. Pani Beata jest córką Witolda, osobą wychowaną na wodzie i wysoce obeznaną z żeglarską profesją.

Historia tej stoczni jest długa, jak długi jest jej żywot. Zlokalizowana w Chełmnie na lewym brzegu Wisły w km. 807, w okresie międzywojennym stanowiła zaplecze techniczne dla Zarządu Dróg Wodnych, podczas wojny dla Wasserstraßenbauamtu, po wojnie kolejno dla Państwowego Zarządu Wodnego, Rejonu Dróg Wodnych i Okręgowego Zarządu Wodnego.

Historia tej stoczni jest długa, jak długi jest jej żywot. Zlokalizowana w Chełmnie na lewym brzegu Wisły w km. 807, w okresie międzywojennym stanowiła zaplecze techniczne dla Zarządu Dróg Wodnych, podczas wojny dla Wasserstraßenbauamtu, po wojnie kolejno dla Państwowego Zarządu Wodnego, Rejonu Dróg Wodnych i Okręgowego Zarządu Wodnego.

Po nieszczęsnym rozwiązaniu Centralnego Urzędu Gospodarki Wodnej stocznię tę przejęła Żegluga Bydgoska. W przełomowym roku 2009 remontowa stocznia rzeczna w Chełmnie wobec braku zleceń wykonawczych stanęła na krawędzi upadłości. Aby uchronić stocznię i miejsca pracy dla wysoce profesjonalnej załogi, Prezes Żeglugi Bydgoskiej S.A. z Grupy Kapitałowej Odratrans S.A. pan Henryk Łepek podjął szlachetną decyzję oddania jej w odpowiednie ręce przez sprzedaż w drodze przetargu, z warunkiem kontynuowania tradycyjnej funkcji tego obiektu z zachowaniem dotychczasowych stanowisk pracy.

W dniu 27 marca br. w godzinach południowych przetarg wygrał przyjmując stawiane mu warunki Wiceprezes Związku Polskich Armatorów Śródlądowych i znany szef firmy armatorskiej „Wir-Bud” z Bydgoszczy-Fordonu, nasz kolega kpt.ż.ś. Witold Łożewski. Stocznią będzie zawiadywać firma-córka „Wisła-Flis” Beata Łożewska. Pani Beata jest córką Witolda, osobą wychowaną na wodzie i wysoce obeznaną z żeglarską profesją.

Zakusy na kupno stoczni wraz z otaczającym ją terenem, mieli przedsiębiorczy budowniczowie luksusowych osiedli mieszkaniowych. Dzięki powyższej transakcji będącej swego rodzaju amnestią, wyrok śmierci dla chełmińskiej stoczni został uchylony.

Stocznia w Chełmnie dysponując wysoce profesjonalną brygadą spawaczy z wieloletnią praktyką, będzie się nadal specjalizować w wymianie poszycia. Jest ona wyposażona w pełni sprawny slip z dobrymi wózkami i warsztat naprawczy z archaicznym co prawda ale dobrze funkcjonującym parkiem maszynowym. Niektóre świetnie pracujące obrabiarki polskiej produkcji sprzed r. 1939 stanowią unikatowe zabytki techniki. Nowi właściciele przewidują poszerzenie możliwości remontowych stoczni przez rozbudowę warsztatu naprawy urządzeń sterowych, wałów napędowych i pędników, jak również wind kotwicznych i innych nawigacyjnych urządzeń pokładowych. Zmodernizowana ma też zostać technika wymiany blach poszycia. Ogółem przewiduje się w wersji wstępnej zatrudnienie około 30 osób.

Korzystanie z usług tej stoczni będą mieli zapewnione wszyscy potrzebujący jej pomocy. Mile widziani będą klienci zarówno z firm państwowych jak i prywatnych. Przewiduje się też pomoc dla jachtsmenów i ich łodzi turystycznych.

Oglądając zabytkowe już obrabiarki warsztatowe, nowi właściciele postanowili gromadzić na pojemnej posesji stoczniowej zabytkowe kadłuby lub ich elementy sprzed półwiecza, jak również stare windy, kotwice i silniki spalinowe, bo o maszynach parowych nie ma co już marzyć. Gotowi są odkupić lub przyjąć jako darowiznę poniewierające się gdzieś różne nie potrzebne już starocie. Stąd ich apel do wszystkich osób, które chciałyby przyczynić się do powstania zalążka muzeum techniki rzecznej o ewentualne oferty kupna takich przedmiotów. Planują też złożenie szkutnikom z Basonii km 312 oferty wybudowania drewnianej krypy metodą szkutniczą, jak również bużnym szkutnikom spod Wyszkowa klasycznego bata.

Pewnym mankamentem tej stoczni jest brak wody spożywczej, w związku z czym wychodzące z remontu statki w celu zabunkrowania wody pitnej będą zmuszone udać się do jedynego na Wiśle Pomorskiej punktu czerpania wody w firmie „Wir-Bud” w Fordonie km 775. Dysponując chwilowo wyłącznie wodą przemysłową, wodę pitną dla załogi stoczniowej będzie się dowozić z miasta.

Tą drogą pozwolę sobie złożyć gratulacje mojemu Przyjacielowi Witkowi Łożewskiemu z racji udanej transakcji kupna stoczni, wraz z życzeniami pomyślnego rozwoju firmy dla przemiłej Pani Beaty Łożewskiej.
kpt.ż.ś. Adam Reszka z pozdrowieniami

Apis 28.03.2009 5,874

6 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • S
    Szaflik
    to bardzo dobra wiadomość i mocno trzymam kciuki za powodzenie firmy p.Łożewskich...Obawiam się jednak,że jest to tylko odroczenie wyroku dla Chełmna.Chyba,że w koncu ludziom,którzy dzierżą (niezbyt wprawnie) ster tego kraju,otworzą się oczy.Jazda na ślepo przeważnie kończy się katastrofą...
    - 28.03.2009 10:51
    • Jerzy Hopfer
      Jerzy Hopfer
      To rzeczywiście bardzo dobra wiadomość. Jeszcze jedna ze starych stoczni uratowana.Powodzenia Witku.
      - 28.03.2009 11:54
      • marek56
        marek56
        Witam wszystkich.
        Oby sie udało utrzymać tę firmę. Może jeszcze nadejdą lepsze czasy. zyczę powodzenia i wytrwałości w utrzymaniu stoczni.
        Pozdrawiam, marek 56
        - 29.03.2009 11:20
        • E
          egonzeglarz
          spędziłem w tej stoczni kilka remontów klasowych będąc pracownikem Żeglugi Bydgoskiej,poznałem pracujących tam fachowców i dobrze się stało ,że nie pójdą w "świat".Witku trzymam kciuki.....
          - 29.03.2009 17:33
          • F
            Fidelis
            Witku znajac twoje zawodowe aspiracje, zycze ci powodzenia w drugiej profesji jako stoczniowiec .Oby wrazie potrzeby ,mozliwym bylo bezpieczne wejscie i wyjscie z Wisly i na Wisle. Jak wiesz roznie bywalo. Wieczorem wszedlem ,,DELFINEM'' czy ,,Żubrem'' a rano,kombinacja. Zycze powodzenia.
            - 29.03.2009 20:49
            • Adam Reszka
              Adam Reszka
              Egonowiżeglarzowi: Panie Kapitanie Eryku! W r. 1964 przyszło mi rychtować na Stoczni Czerniakowskiej w Warszawie pierwsze w Europie o niedoścignionych dotychczas walorach pchacze typu "Żubr". Poznałem tam niecodziennych profesjonalistów-stoczniowców, których dotychczas wspominam z "łezką w oku", bo potrafię ocenić ich dziś jako rzadkich i sumiennych fachowców, którzy remontowali też z niezwyczajnym znawstwem antyczne już parowce kołowe. Perspektywa uśmiercenia chełmińskiej stoczni rzecznej zaparła mi w dech w piersiach w stan przedzawałowy, dlatego zrobiłem co mogłem. aby do tego nie dopuścić. Dzięki naszemu koledze kpt. Łożewskiemu rzadkiemu branżowemu profesjonaliście, udało się ocalić egzystencję tej stoczni, za czym kryje się świetnie zgrany zespół wysoce latami doświadczonych stoczniowców, których ja z moimi uprzednimi doświadczeniami darzę wysokim szacunkiem. Cieszę się, że potwierdził Pan Kapitan moje domysły o ich profesjonalnej wartości.
              - 29.03.2009 21:15
              Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
              Proszę Zaloguj by zagłosować.
              Niesamowite! (0)0 %
              Bardzo dobre (0)0 %
              Dobre (0)0 %
              Średnie (0)0 %
              Słabe (0)0 %
              Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
              Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies