W środę wieczorem, 18-go marca, wydarzył się na Neckarze w pobliżu Heilbronn nieszczęśliwy wypadek, który na szczęście nie pociągnął za sobą ofiar w ludziach, ale sparaliżował żeglugę na tej rzece na kilka dni. W korku czekało ponad pięćdziesiąt barek, a straty finansowe ich właścicieli są znaczne.
Podczas manewru odcumowania, zaklinowała się dziobowa lina, którą obsługiwała żona kapitana. "Relax" zaczął obracać się na silnym prądzie Neckaru, który w tym miejscu miał szerokość tylko 65 metrów. Zabrakło kilku metrów do całkowitego obrócenia. Barka zaklinowała się między obydwoma brzegami.

W środę wieczorem, 18-go marca, wydarzył się na Neckarze w pobliżu Heilbronn nieszczęśliwy wypadek, który na szczęście nie pociągnął za sobą ofiar w ludziach, ale sparaliżował żeglugę na tej rzece na kilka dni. W korku czekało ponad pięćdziesiąt barek, a straty finansowe ich właścicieli są znaczne.
Co się stało? Holenderska barka motorowa "Relax" (740 ton, 67 m), której kapitanem jest Sjef van Emmerloot (60), a załogantem jego żona Dieny (59), ładowała po raz 28-my paszę dla bydła (otręby pszenne) w młynie kolo Bad Wimpfen, z przeznaczeniem do Rotterdamu i dalej do Wielkiej Brytanii. Podczas manewru odcumowania, zaklinowała się dziobowa lina, którą obsługiwała Dieny. "Relax" zaczął obracać się na silnym prądzie Neckaru, który w tym miejscu miał szerokość tylko 65 metrów. Zabrakło kilku metrów do całkowitego obrócenia. Barka zaklinowała się między obydwoma brzegami tak dokładnie, że nawet kaczka nie przepłynęła.
Oczywiście urządzenia sterowe diabli wzięli! Koniecznym był częściowy odładunek, inaczej ciężkiego statku nie można było ruszyć. Wreszcie w piątek wieczorem "Relax" został usunięty z toru wodnego i Neckar był znów wolny dla żeglugi.
Dla doświadczonego kapitana jakim jest Sjef van Emmerloot, który od piątego roku życia wychowany jest na barce, nie trzynaście, ale dwadzieścia osiem było feralną liczbą. Ma wyrzuty sumienia, chociaż taki wypadek mógł zdarzyć się każdemu. Za naprawę jego statku, która potrwa ok. trzech tygodni zapłaci ubezpieczenie. Chociaż strat, które ponieśli armatorzy z "korka" (ok. 2000 euro dziennie) nikt nie zwróci - w społeczności żeglarskiej na pewno nikt nie jest wściekły na Sjefa, bo dzisiaj twoje a jutro moje...
Mirek Rajski
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies