2.03.2009 w Szczecinie odbyła się przednawigacyjna narada "Polska żegluga śródlądowa 2009", która wrosła juz w kalendarz Zarządu Związku Polskich Armatorów Śródlądowych.
Podobnie też jak w roku ubiegłym zaproszono przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury z wiceminister Anną Wypych - Namiotko i Ministerstwa Środowiska, a ściślej Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej z v-ce Prezes Iwoną Kozą. Po raz pierwszy uczestniczył w obradach przedstawiciel parlamentu - poseł Arkadiusz Litwiński z Platformy Obywatelskiej. Zebranych przywitał Prezes ZPAŚ - Zbigniew Garbień, a Naradzie podobnie jak w roku ubiegłym przewodniczył Jerzy Hopfer - kapitan i armator najstarszego na świecie, wciąż pływającego lodołamacza "Kuna". Tradycyjnie też zaproszono przedstawicieli administracji wodnej i policji wodnej z Niemiec
2.03.2009 w Szczecinie odbyła się przednawigacyjna narada "Polska żegluga śródlądowa 2009", która wrosła juz w kalendarz Zarządu Związku Polskich Armatorów Śródlądowych. Narada zgromadziła bardzo liczną reprezentację środowiska związanego z żeglugą śródlądową zarówno bezpośrednio (armatorzy, dzierżawcy floty) jak i pośrednio (stocznie, firmy eksploatacji kruszywa z rzek i utrzymania szlaku, lodołamania itp.). Uczestniczyli w niej także przedstawiciele edukacji żeglugowej, samorządów terytorialnych, stowarzyszeń i fundacji, admninistracji wodnej i Urzędów Żeglugi Śródlądowej z całego kraju. Tradycyjnie też zaproszono przedstawicieli administracji wodnej i policji wodnej z Niemiec.
Podobnie też jak w roku ubiegłym zaproszono przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury z wiceminister Anną Wypych-Namiotko i Ministerstwa Środowiska, a ściślej Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej z v-ce Prezes Iwoną Kozą. Po raz pierwszy uczestniczył w obradach przedstawiciel parlamentu - poseł Arkadiusz Litwiński z Platformy Obywatelskiej. Zebranych przywitał Prezes ZPAŚ - Zbigniew Garbień, a Naradzie podobnie jak w roku ubiegłym przewodniczył Jerzy Hopfer - kapitan i armator najstarszego na świecie, wciąż pływającego lodołamacza "Kuna".
Anna Wypych - Namiotko zreferowała pokrótce stan zaawansowania wszystkich prac w Ministerstwie Infrastruktury, których jądrem była żegluga śródlądowa, a które podjęto po Naradzie Przednawigacyjnej w roku 2008. Szczegóły znajdą się zapewne w protokole Związku Armatorów oraz w naszych analizach i komentarzach, więc nie będę ich wyliczał tu szczegółowo ograniczając się do konkluzji, że wiele spraw nadal pozostaje nie załatwionych, w tym m.in. kwestia polskich dokumentów nie uznawanych przez stronę niemiecką, powołanie komisji technicznych przy Urzędach Żeglugi Śródlądowej itp. Pani minister pochwaliła wprawdzie stosunki na linii Ministerstwo Infrastruktury - KZGW, ale istniejący nadal podział kompetencji w sprawie dróg wodnych sprawia, ze tak naprawdę nic się nie zmieniło od zeszłorocznej narady. O ile w zeszłym roku słyszeliśmy, że resort jest na etapie "inwentaryzowania problemu", o tyle w roku obecnym środowisko chciałoby dojrzec więcej efektów z tej inwentaryzacji wypływających. Przykładem jest żegluga morska, w której przyjęto wiele aktów regulujących stan prawny tej gałęzi transportu.
W "naszej sprawie" można pochwalić się jedynie nowelizacją ustawy o żegludze śródlądowej traktującą o mało potrzebnym w obecnej chwili i potwornie drogim RIS (River Information Service). Fakt, iż Polska uzyskała status obserwatora w Komisji Reńskiej jest bardziej zasługą oddolną (związku armatorów) niż ministerstwa, które działając po kilkuletniej próżni spowodowanej brakiem jakiegokolwiek departamentu zajmującego się żeglugą śródlądową nie zadbało o polską obecność w wielu europejskich organach dotyczących żeglugi śródlądowej czy też europejskiego szkolnictwa żeglugowego. Dobitnie o tym braku zaangażowania ministerstwa w kontakty z żeglugową Europą świadczy wciąż powracający problem konfliktów z Policją Wodną Republiki Federalnej Niemiec w sprawie dokumentów kwalifikacyjnych polskich załóg.
Usłyszeliśmy jednak zapewnienie, że stan ten ulegnie zmianie. W marcu b.r planowane jest spotkanie ze strona niemiecką na szczeblu ministerialnym i załatwieniu tego i innych problemów dwustronnych. Opracowuje się też reformę w strategii rozwoju dróg wodnych w Polsce (element tzw. Strategii Lizbońskiej) oraz pokonywanie barier administracyjnych i legislacyjnych utrudniających realizację takich celów jak wpisanie Odrzańskiej Drogi Wodnej do sieci TEN-T.
Skoro mowa o Odrzańskiej Drodze Wodnej podobnie jak w roku ubiegłym najwięcej słów krytyki padło pod adresem KZGW. Najpierw usłyszeliśmy bowiem niemal ten sam tekst co w roku 2008 wygłoszony przez Panią Prezes KZGW, którego głównym akcentem pozostaje zawsze "kolejność rzeczy według Kozy" (będzie więcej żeglugi - będziemy coś robić na drogach wodnych) oraz argument, iż żegluga postrzegana jest przez europejskie koła ekologiczne jako element niekorzystny itp. itd. Wywód uzupełniony był w tym roku o "podatek denny", którego pogardliwe nazwanie tak przez nasze (i nie tylko) środowisko bulwersuje mocno pracowników KZGW.
Wyjaśnienia iż w zgodzie z Dyrektywą Wodną musi nastąpić zwrot kosztów usług wodnych świadczonych na rzecz podmiotów korzystających z rzek i wód powierzchniowych było wprawdzie sensowne, ale obciążanie największymi kosztami żeglugi jest chyba jawną dyskryminacją. Żegluga wykorzystuje wodę jedynie do unoszenia się na niej statków i oddaje ją "za sobą" praktycznie niezmienioną, a nawet lepiej napowietrzoną. Zakłady chemiczne czy inne pobierające wodę do procesów technologicznych nawet jeśli ją oczyszczą - oddają ją podgrzaną, zmienioną w swych właściwościach (wyjałowioną z mikropierwiastków i mikroplanktonu lub przeciwnie - bardzo w nie wzbogaconą) co powoduje o wiele większe zmiany w środowisku wodnym niż powstają wskutek żeglugi.
Zarzuty o niewypełnianie ustawowych obowiązków na drogach wodnych padały dosłownie zewsząd: Dariusz Karkos - dyr ds/technicznych Odratrans dopytywał o stan zaawansowania prac przy modernizacji Kanału Gliwickiego. W odpowiedzi usłyszał, że Kanał zostanie zmodernizowany.... bez zmiany parametrów jednej nitki śluz - co właśnie było istotą modernizacji. Przecież to jest remont bieżący, a nie modernizacja! Wykrętne odpowiedzi przedstawiciela KZGW Tadeusza Mrówczyńskiego Dariusz Karkos skwitował faktem, że w XXI wieku nie ma oświetlenia awanportów śluz tego kanału.
Zarzuty co do stanu drogi wodnej i zarządzania nią padły także z ust Marcina Lubienieckiego (Stocznia Malbo). Chodzi o całkowicie niezsynchronizowany zrzut wody ze zbiorników retencyjnych w okresie, gdy wody jest w nadmiarze co skutkuje przekroczeniem stanów alarmowych, a nie zatrzymywanie jej w celu alimentacji rzeki podczas suszy. Wyjaśnienia, że są roztopy nie przekonują - brak racjonalnej i opartej o wyliczenia gospodarki na zbiornikach retencyjnych nie można usprawiedliwiać obawą przed powodzią - nie było potrzeby opróżniania w tej chwili zbiorników do samego dna (!). Stocznia Malbo poprosiła RZGW Wrocław o wcześniejsze otwarcie szlaku w celu przeprowadzenia wartego kilka milionów euro kadłuba nowo-zbudowanego statku i w "nagrodę" za to wcześniejsze otwarcie dostała zrzuty ze zbiorników powodujące wysoki stan wody i brak właściwych prześwitów pod mostami.
Kolejnym problemem stał się tzw "postój statków w drodze". Pani Iwona Koza stoi na stanowisku, że to żegluga sama lub za pośrednictwem komercyjnych inwestorów powinna sobie takie miejsca wybudować, skoro nie chce płacić "podatku dennego". Wywołało to burzę protestów na sali. Zakaz uprawiania żeglugi nocą powoduje konieczność postoju w warunkach cywilizowanych. To analogia do kierowców TIR-ów, którym nie wolno jechać dłużej niż tachograf pozwala. Muszą oni mieć zapewnione miejsca postoju wyposażone w WC z natryskiem i śmietniki.
Kapitan Czesław Szarek - armator prywatny zadał wprost pytanie Pani Kozie ile dni magazynuje śmieci w domu przed ich wyrzuceniem do śmietnika, ile czeka na pomoc lekarską, czy siedzi wieczorami przy łuczywie itp. Dlaczego marynarze rzeczni - rugowani z miejsc postojowych w miastach takich jak Szczecin czy Wrocław - mają nie mieć możliwości postoju w miejscach wyposażonych w urządzenia do odbioru nieczystości i śmieci, wyposażonych w media (woda, prąd i chętnie paliwo) i dlaczego podobnie jak na drogach kołowych nie zapewnia ich państwo? Odpowiedzi Pani Prezes KZGW, że adresatem tych pytań powinno być Ministerstwo Finansów obrażają naszą inteligencję. Traktowanie naszego środowiska jak stadka matołków nie znających praw i obowiązków organów administracji państwa (wynikających z ustaw) jest - delikatnie rzecz ujmując - aroganckie.
Jedynym odpowiedzialnym i bardzo dobrze argumentującym, merytorycznym partnerem do rozmów z naszym środowiskiem był na Naradzie Andrzej Kreft z RZGW Szczecin. Wprawdzie dość mocno poruszyły go zarzuty o brak wiedzy fachowej pracowników Administracji Wodami (bo wziął je za skierowane do siebie) - to należy chylić czoła przed jego wiedzą (i dokonaniami) zwłaszcza w dziedzinie parametrów dróg wodnych i zabudowy hydrotechnicznej. Nie zmienia to jednak faktu, że Gospodarka Wodami w Polsce zdominowana jest przez ekologów i to oni maja kiepskie pojęcie o problematyce dróg wodnych rozumianych jako infrastruktura, a nie kolejny dołek z wodą, rybką i żabką.
To Administracja dróg (także wodnych), a nie ich użytkownicy mają zapewnić finanse w budżecie na realizację tych zadań. Jeśli tego nie potrafi - powinna podać się do dymisji naprawiwszy najpierw szkody, jakie swoim administrowaniem wyrządziła. Zapewniam czytelników naszego portalu, że w najbliższym czasie zadam w Ministerstwie Finansów pytanie, czy kiedykolwiek KZGW zwrócił się o jakiekolwiek fundusze na realizację czegokolwiek wynikającego z narzuconych ustawą obowiązków na drogach wodnych.
Skoro Ministerstwo Środowiska ma fundusze na wspieranie pozarządowych organizacji takich jak WWF - niech potem nie zasłania się ograniczeniami, jakie obrosły w tłuszcz dotacji tenże WWF im potem narzuca. Presja ponadnarodowych organizacji ekologicznych wywieranych na polski rząd jest ewenementem na skalę światową. Nie możemy pozostawać bierni na fakt narzucania nam przez obcych polityki gospodarczej naszego kraju. To gorsze od hitlerowskiego i stalinowskiego totalitaryzmu! Nie będziemy słuchać spokojnie wymówek, że karmione dotacjami organizacje eko-terroru wiążą ręce decydentom w KZGW. Skąd więc na brzegach wód powierzchniowych apartamentowce i inna "zabudowa ekologiczna"? Czyżby były różne brzegi tej samej rzeki? Dlaczego WWF nie protestuje? Dostaje kasę za odstąpienie od protestu? Skąd te pieniądze? Ekologiczna "pralnia wodna"?
Brak właściwego zarządzania drogami wodnymi wytknęła KZGW także Elżbieta Marszałek - organizator Flisu Odrzańskiego - potwierdzając wiele zarzutów żeglugi profesjonalnej. Również stowarzyszenia turystów wodnych (m.in. "Szczecin na Wodzie") potwierdziły, że rekreacyjne rejsy jednostkami o większym zanurzeniu są w okresie letnim marzeniem ściętej głowy na Odrze środkowej i granicznej.
Oddzielnym tematem stał się "projekt" rewitalizacji Drogi Wodnej Wisła-Odra, napisany przez Tadeusza Mrówczyńskiego w taki sposób, że "projekt" nie zawiera ani kosztorysu, ani spójnej z innymi dokumentami koncepcji. Napisany został na zamówienie parlamentarnego zespołu do spraw żeglugi śródlądowej i turystyki wodnej w taki sposób, aby zawierał same ogólniki i rugował z tej trasy żeglugę towarową. Temat rewitalizacji tej drogi wodnej będzie wracał na naszych łamach niejednokrotnie więc szerszą analizę tego "projektu" zostawiam na później. Dość powiedzieć, że jeden z naszych armatorów i przedsiębiorców wydobycia kruszywa podjąłby się prac zmierzających do udrożnienia tego ważnego szlaku za cenę wielokrotnie niższą od tej wydumanej przez Pana Mrówczyńskiego.
Problem egzaminowania kadr w celu uzyskania świadectw i patentów podjął Zbigniew Fabjańczyk - armator (FABICO). Wykazał zupełny brak potrzeby egzaminowania na świadectwa, które kiedyś uzyskiwano w wyniku wypływania określonego czasu na niższym stanowisku i składania egzaminów wyłącznie na patenty. Wykazał też, że egzaminowanie wszystkich kandydatów wyłącznie w Szczecinie to kolejny nonsens. Komisje egzaminacyjne powinny być powoływane (jak kiedyś) przy Urzędach Żeglugi - np. we Wrocławiu, Bydgoszczy i Szczecinie - aby były jak najbliżej miejsc pracy lub zamieszkania petentów. Obecnie muszą oni na przykład z Górnej Wisły jechać do Szczecina zamiast zdawać te egzaminy bliżej - np. we Wrocławiu lub w razie większej liczby chętnych - na sesji wyjazdowej w Krakowie. Mechanizm ten - funkcjonujący sprawnie przez wiele lat został "kunsztownie" zagarnięty przez Szczecin na wyłączność, zmuszając do wielokilometrowych przejazdów i składania z dużym wyprzedzeniem dokumentów, budząc prócz tego wiele wątpliwości co do właściwych kwalifikacji samych egzaminatorów.
Reasumując - Narada 2009 była kolejną demonstracją niemocy decydentów wobec twardej rzeczywistości. Zawsze znajdzie się wymówkę uzasadniającą ta niemoc. W roku bieżącym jest to kryzys, kiedyś będzie Euro-2012, gradobicie, plaga szarańczy w Ghanie lub zaćmienie księżyca. Kiedy wykonawca śluzy w Malczycach upada, bo nie zapewniono mu warunków do realizacji inwestycji w cywilizowanym trybie - dziś powodem wstrzymania budowy stał się .... upadek firmy. Kolejny więc rok ten niezbędny dla żeglugi i środowiska stopień piętrzący nie będzie miał zapewnionych środków na postęp w budowie, bo pewnie teraz wymówką będzie, że... nie ma komu ich dać. Koszmar nad Odrą, Wartą i Wisłą!
Czy jest światełko w tunelu? Dużą szansę widzi nasze środowisko we właściwej pracy właściwie zorganizowanej Rady Promocji Żeglugi Śródlądowej. To ciało doradcze przy ministrze infrastruktury nie powinno zajmować się wyłącznie troską o złomowanie statków i przekwalifikowanie się marynarzy do wykonywania innej pracy. To eksterminacja a nie promocja. Środki Funduszu Rezerwowego Żeglugi Śródlądowej należałoby użyć do promocji przez duże "P" - takiej, jaką przez to słowo rozumiemy.
Przez kilka kolejnych lat Minister Środowiska nie przekazywał ustawowo zapisanych środków z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska do Funduszu Żeglugi Śródlądowej. Zaległości sięgają kwoty 25 mln zł. Ministerstwo Infrastruktury wymogło przekazanie w tym roku kwoty 3,5 mln zł i jest szansa na odzyskanie pozostałych zaległości wraz z odsetkami. Powstałby kapitał, który można i trzeba zagospodarować lepiej niż tylko na preferencyjne kredyty dla armatorów. W tym celu Radę należy zreformować wprowadzając nowelizację ustawy o Funduszu Rezerwowym, a skład Rady należy poszerzyć i stworzyć w ten sposób pełną reprezentację podmiotów zainteresowanych transportem śródlądowym i jego rozwojem. Jest szansa na wprowadzenie w najbliższym czasie do Rady przedstawicieli Stowarzyszeń - w tym "Stowarzyszenia Teraz Odra" oraz "Stowarzyszenia TŻŚ". Powinni się tam też znaleźć przedstawiciele gospodarki (stocznie, kopalnie) i turystyki wodnej.
Rada Promocji powinna opiniować i ewentualnie zlecać ekspertyzę dla takich opracowań jak ten nieszczęsny, zrobiony w dziesięć dni na kolanie projekt rewitalizacji Drogi Wodnej Wisła-Odra. Jeśli nie zdobędziemy takiej reprezentacji w Radzie i nie wypracujemy mechanizmów oddziaływania na politykę resortu w sprawach istotnych dla rozwoju transportu wodnego, bijącego swą "ekologicznością" każdy inny transport na głowę - nasze problemy artykułowane na takim forum jak "Narada Przednawigacyjna" będą po decydentach spływać jak woda po gęsi, choć celniejszym byłoby użycie tu określenia jak deszcz (zarzutów) po kozie.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies