Na Dunaju też grasują piraci

09.12.2008
Na Dunaju, w okolicach serbskiego portu Smederevo, grasują serbscy piraci. W ciągu ostatnich dwóch lat obrabowano do najmniej 38 bułgarskich jednostek - powiedział radiu Darik wiceszef Bułgarskiej Żeglugi Rzecznej Iwan Iwanow. Każda piracka akcja kończy się dla załóg napadniętych statków stratami wysokości 2 tys. euro.

Iwanow twierdzi, że piraci stanowią miejscowy gang, działający za wiedzą lokalnej policji. Bułgarzy nie raz sygnalizowali władzom serbskim problem z piratami, lecz nie było żadnej reakcji.
Do napadów dochodzi przeważnie nocą. Rabusie dostają się na pokład i kradną wszystko, co wpadnie im w ręce - koks, metale, zboże, cukier, nawozy sztuczne. Jednak ich główny łup to paliwo.

Serbskie władze twierdzą, że policja rzeczna nie ma wystarczających ilości łodzi i sprzętu, by walczyć z rzecznym bandytyzmem.

Zródło: INTERIA.PL/PAP

3 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Szafranek
    Szafranek
    No tu akurat nie ma co komentować jaki kraj taki obyczaj.Szafranek.Angry
    - 09.12.2008 22:30
    • M
      Misiek Vb71
      Po raz pierwszy jakaś przyjemna informacja z tamtego regionu. Ani słowa o nienawiści religijnej i etnicznej, jako motoru tych działań. Po prostu-kradną dla zysku bez nienawiści. W bałkańskim kotle.:p
      - 10.12.2008 10:38
      • Adam Reszka
        Adam Reszka
        W zasadzie piractwem nazywamy proceder z bronią w ręku, gdzie stosowany jest terror. Pozyskiwanie zatem różnych dóbr przez piratów odbywa sie pod przymusem. W dawnych czasach na Wiśle znane były akty piractwa, które stanowiły raczej element okradania. Flisakom na tratwach ginęły często nocą pierwsze tafle, odcinane po cichu i spławiane w celu ich ukrycia gdzieś za kępą. Włamywano się też do berlinek przez zdejmowanie kilku desek ferdeki, w celu kradzieży worków z cukrem, mąką, korkiem, drewnem "brazeliowym" czyli "żelaznym", towarami kolonialnymi - jak kawa, herbata czy rodzynki. Znam przypadek sprzed 25 lat, kiedy kapitan statku ruszającego z postju nocnego w nadwiślańskim miasteczku znanym jako "Mekka wodniaków" zauważył, że leżący na pokładzie rufowym zwój polipropylenowej liny holowniczej wysnuwa się i ginie mu za rufą. Lina ta jest pływająca, więc kapitan zawrócił w celu jej wyłowienia. Wtedy okazało się, że nocą sprytny "pirat" wysnuł koniec tej liny przywiązując do niego kamień. Gdyby nie czujność kapitana, holownik straciłby długi hol.
        - 11.12.2008 01:41
        Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
        Proszę Zaloguj by zagłosować.
        Niesamowite! (0)0 %
        Bardzo dobre (0)0 %
        Dobre (0)0 %
        Średnie (0)0 %
        Słabe (0)0 %
        Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
        Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies