Potrzebę stopnia w Malczycach sygnalizowano już od początku lat 70., kiedy to spostrzeżono znaczny stopień erozji dna poniżej zapory w Brzegu Dolnym, spadek poziomu wody gruntowej w całej okolicy, znaczne pogorszenie się warunków żeglugowych, a zwłaszcza zagrożenie stateczności stopnia w Brzegu.
Będziemy się musieli uzbroić w sporo cierpliwości, by wreszcie ujrzeć jak pracuje stopień w Malczycach, którego budowę rozpoczęto finansować w 1996 r. (a budować praktycznie 2 lata później). Warto dodać, że stopień w tym miejscu, jako element kaskady odrzańskiej, był planowany już 100 lat temu, a po raz pierwszy do budowy przystąpiono w 1979 r. (!)
Zamierzałem tego lata obejrzeć dwie największe inwestycje hydrotechniczne ostatnich lat: stopień wodny Malczyce na Odrze oraz zbiornik Świnna Poręba na Skawie. Obie - bardzo ważne.
Potrzebę stopnia w Malczycach sygnalizowano już od początku lat 70., kiedy to spostrzeżono znaczny stopień erozji dna poniżej zapory w Brzegu Dolnym, spadek poziomu wody gruntowej w całej okolicy, znaczne pogorszenie się warunków żeglugowych, a zwłaszcza zagrożenie stateczności stopnia w Brzegu. Na Skawie zaś poniżej Wadowic od wielu lat brakowało zbiornika, który mógłby znacznie obniżyć poziom wody tysiącletniej (o prawdopodobieństwie 0,1%), na którą projektuje się odpowiedzialne obiekty hydrotechniczne, zwłaszcza przeciwpowodziowe. Obniżenie tej wartości przyniesie ogromne oszczędności i znacząco wpłynie na bezpieczeństwo okolic Krakowa, a podniesienie przepływów niżówkowych z 0,8 m3/s obecnie (!) do 6 m3/s to wręcz nieocenione wsparcie dla naturalnego środowiska Skawy i terenów jej zlewni.
BUDUJEMY, BUDUJEMY...
Budowa obu przegród rozpoczęła się wiele lat temu, więc - rozumowałem - powinny być już one ukończone i pięknie pełnić swoje funkcje. Tymczasem - nic podobnego. Będziemy się musieli uzbroić w sporo cierpliwości, by wreszcie ujrzeć jak pracuje stopień w Malczycach, którego budowę rozpoczęto finansować w 1996 r. (a budować praktycznie 2 lata później). Warto dodać, że stopień w tym miejscu, jako element kaskady odrzańskiej, był planowany już 100 lat temu, a po raz pierwszy do budowy przystąpiono w 1979 r. (!) Ostateczny termin zakończenia określono na 2009 r., ale trudno w to uwierzyć - na budowie niewiele się dzieje, koszty rosną. Stopień miał początkowo kosztować ok. 404 mln zł (2001 r.), w 2006 r. - już ponad 450 mln zł. Ostateczny koszt będzie znacznie większy - wzrastają ceny i koszty utrzymania budowy.
Nad niedokończonym obiektem ciągle też wisi niebezpieczeństwo zniszczeń powodziowych - najgorsze przy takich inwestycjach.
Zbiornik Świnna Poręba (między Wadowicami a Suchą Beskidzką) o pojemności 60 mln m3 rozpoczęto w 1986 r., a więc budowa trwa 22 lata. Nigdy nie był realizowany zgodnie z planem. Na przykład w 2004 r. planowano "przerobić" 144 mln zł, otrzymano ok. 62 mln. Zakończenie planowane jest na 2010 r., ale i to wątpliwe. Ten zbiornik, o powierzchni 1035 ha, pięknie położony, również miał pełnić funkcje rekreacyjne, ekologiczne, turystyczne.
Cenną moc szczytową dałby blok energetyczny 3,8 MW. Blok stopnia w Malczycach projektowano na 9 MW. Te jednostki mogłyby już pracować w sieci od lat.
Po słynnej powodzi "wrocławskiej" z 1997 r. po raz kolejny uznano za pierwszoplanowy zbiornik przeciwpowodziowy a Raciborzu, o pojemności 185 mln m3. Ten zbiornik, planowany już w XIX w. (!), mógłby spłaszczyć szczyt fali powodziowej, obniżając przepływ maksymalny z ponad 3 tys. m3/s do 1,5 tys. m3. Skutki wielkiej powodzi, która przyniosła straty ponad 9 mld zł, byłyby zupełnie nieporównywalne.
Czy zbiornik ten już działa? Nic podobnego; nie zaczęto nawet prac. RZGW ma wystąpić o pozwolenie na budowę dopiero na początku 2009 r. Rząd deklaruje na razie kwotę wystarczającą na 50% kosztów (zbiornik miał kosztować 1 mld 337 mln zł, dziś mówi się o 1,5 mld zł). Zakończenie budowy zbiornika planowano na 2014 r., ale dziś trudno sobie wyobrazić dotrzymanie tego terminu, jeżeli budowa zostanie rozpoczęta nie wcześniej jak w przyszłym roku.
EKODYKTATURA
Skutki tych rażących zaniedbań inwestycyjnych są oczywiste: przede wszystkim dalsze narażanie terenów górnej Odry i Wisły oraz samych budów na straty przeciwpowodziowe. Kolejnym skutkiem jest stały wzrost kosztów budowy, jeszcze innym - utrata zysków, jakie będą przynosiły te piętrzenia. Dodatkowo efektem zaniedbań jest znikanie firm hydrotechnicznych, zwłaszcza na Dolnym i Górnym Śląsku. Trzeba je będzie z mozołem odbudowywać.
Cieszą się właściciele gruntów, które należy wykupić, cieszą się ekolodzy; mogą stawiać coraz to nowe żądania, wynikające z rosnących z roku na rok cen ziemi i standardów europejskich w tej dziedzinie.
Idąc jednak za tym tokiem rozumowania można powiedzieć, że byłoby lepiej, gdyby na rzekach nie budowano od niepamiętnych czasów żadnych w ogóle piętrzeń, bo dziś można by je postawić z uwzględnieniem wszelkich wymogów XXI w. Wobec tego jeszcze lepiej byłoby je odłożyć do następnego stulecia.
Stosunek ekologów np. do stopnia Malczyce przypomina
rozdwojenie jaźni: doceniają oni wprawdzie konieczność podniesienia niżówek ze względu na nadmierny spadek poziomu wód gruntowych poniżej stopnia w Brzegu Dolnym, ale krytykują jednocześnie inwestycję, ponieważ przenosi erozję denną koryta na odcinek poniżej Malczyc.
Niedobrze, że lasy łęgowe wysychają, ale też niedobrze, gdy są one nawadniane wskutek piętrzenia. Ekolodzy mają pretensje, że dodatkowe inwestycje ekologiczne Malczyc nie mają dostatecznego stopnia szczegółowości technicznej,
ale nie chcą też przyznać, że ich postulatów nie da się w hydrotechnice dokładnie wypełnić poprzez ściśle sparametryzowane rozwiązania techniczne! Dlatego w rzeczywistości głównym postulatem ekologów wobec kaskadyzacji rzek jest: po prostu
zaniechać, nie robić nic. Czy ta wytyczna jest do przyjęcia? Nie wydaje się na razie, by Ministerstwo Infrastruktury, Ochrony Środowiska i w ogóle rząd był gotowy do udzielenia odpowiedzi na to pytanie.
Lecz jak długo jeszcze można chować głowę w piasek (rzeczny)? Do następnej powodzi!
Tekstem o impasie inwestycyjnym budownictwa wodnego zamykamy letni cykl dotyczący najważniejszych aspektów gospodarki wodnej w Polsce.
Jest to dziedzina wyjątkowo trudna; inwestycje wodne są zwykle wielofunkcyjne, długotrwałe i kosztowne i nie da się ich pozostawić "niewidzialnej ręce rynku", gdyż jak żadne dotyczą dobra wspólnego, jakim jest naturalne środowisko. Z tych m.in. powodów zostały w Polsce tak zaniedbane.
Ale, trochę mimo woli, gospodarka ta osiągnęła w ostatnich 20 latach dwa wielkie sukcesy: bardzo znacznie ograniczono marnotrawstwo wody za sprawą nowych technologii w przemyśle i gospodarce komunalnej (dziś Polska należy do grupy państw w Europie o dość niskim jednostkowym zużyciu wody) oraz radykalnie zmniejszono ładunek zanieczyszczeń.
Znajdujemy się jednak w momencie, gdy wykorzystane zostały "proste rezerwy". Zapotrzebowanie na wodę i jej zużycie według wszelkich prognoz znów będzie rosło. Wzrastają też społeczne oczekiwania, co do możliwości gospodarczego korzystania z wód.
Tymczasem Polska "wysycha". Z każdym rokiem wzrasta stopień odpływu i parowania z powierzchni kraju, spada poziom wód gruntowych. Jednocześnie rosną wymagania środowiskowe zawarte w dyrektywach europejskich.
Gospodarka wodna znajduje się więc w cęgach sprzeczności: z jednej strony ekolodzy i Ramowa Dyrektywa UE domagają się stałego ograniczania ingerencji inżynieryjnej w środowisko, z drugiej - nie sposób wspomagać tego stepowiejącego środowiska bez zbiorników i piętrzeń. Z jednej strony należy dbać o przyrodnicze walory rozlewisk, z drugiej - chronić ludność przed powodziami.
Chciałoby się odbudować konającą żeglugę handlową i turystyczną, ale jak to zrobić bez piętrzeń i śluz inkryminowanych przez przyrodników? Na zbudowanie czeka co najmniej 2 tys. MEW i tyleż wsi potrzebujących taniej energii oraz małej retencji. Te też komuś przeszkadzają.
Tereny Natury 2000 miałyby objąć 20% powierzchni Polski! Ale przecież nie ma powrotu do przyrodniczego skansenu. Tylko inżynieria i rozsądne inwestycje mogą pogodzić te sprzeczności. Nie da się już wrócić do stanu przyrodniczej sielanki, zostawiając wszystko żywiołowi. Niedawno (28 sierpnia) zespół pod kierunkiem prof. Janusza Kindlera opublikował projekt Narodowej Strategii Gospodarki Wodnej. Jest to wszechstronny, poważny dokument. Oby stał się podstawą do poważnych wreszcie decyzji prawnych i inwestycyjnych na wodach.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies