Sowiecki wahadłowiec "Buran" odbył Renem swoją ostatnią 600-kilometrową podróż do muzeum w zachodnich Niemczech. Rozmiary 36-metrowego olbrzyma o wadze prawie 100 ton robiły szczególne wrażenie na załogach przepływających obok barek i zgromadzonych na brzegach gapiach.
Trzy barki pomieściły kadłub ze skrzydłami sowieckiego promu kosmicznego "Buran" w jego drodze do Technik Musem Speyer. To egzemplarz testowy sowieckiego płatowca kosmicznego "Buran" OK-GLI.
Śródlądowy etap podróży wahadłowiec rozpoczął w Rotterdamie, dokąd przybył z Australii poprzez Bahrajn. Muzeum przygotowuje dla "Burana" specjalny hangar, który pomieści olbrzyma w swoim wnętrzu. Koszt kosmicznego eksponatu muzealnego to 10 mln euro.
W roku 2000 z okazj Igrzysk Olimpijskich został sprzedany jako obiekt wystawienniczy do Australii, potem do Bahrajnu. Wiele lat stał zapomniany na pustyni do czasu gdy przypadkowo został odkryty przez niemiecką ekipę Düsseldorfer TV-Team kręcąca tam film.
Sowiecki wahadłowiec "Buran" odbył Renem swoją ostatnią 600-kilometrową podróż do muzeum w zachodnich Niemczech. Rozmiary 36-metrowego olbrzyma o wadze prawie 100 ton robiły szczególne wrażenie na załogach przepływających obok barek i zgromadzonych na brzegach gapiach.
Codzienna prasa niemiecka i to nie tylko nadreńska, donosiła non - stop o postępach egzotycznego transportu. W Moguncji tłumy ciekawskich oblepiły mosty, drzewa, brzegi, a kto miał własną łódz obserwował transport z wody. Wielu ciekawskich nie odstraszyła nawet paskudna pogoda. Uzbrojeni w parasole, składane stołki, lornetki i kamery, godzinami wyczekiwali na "Burana". Dla wielu nie była nawet za ciężka wielogodzinna jazda autostradami. Organizowane były zgoła wycieczki autobusowe!! Czy rosyjscy konstruktorzy "Burana" liczyli się kiedykolwiek z takim obrotem sprawy?
Trzy barki pomieściły kadłub ze skrzydłami sowieckiego promu kosmicznego "Buran" w jego drodze do Technik Musem Speyer. Śródlądowy etap podróży wahadłowiec rozpoczął w Rotterdamie, dokąd przybył z Australii poprzez Bahrajn. Całe przedsięwzięcie, od zakupienia do dostarczenia wahadłowca do Muzeum Techniki w Speyer i zbudowania dla niego specjalnej hali, kosztowało 10 milionów euro. Mimo tych ogromnych kosztów dyrektorzy muzeum są optymistyczni. Ci wszyscy co obserwowali transport "Burana" Renem, zechcą go napewno zobaczyć w hali wystawowej.
A "Buran"? Między 1984 i 89 był co prawda 25 razy w powietrzu, ale ten akurat nigdy nie powąchał kosmosu. To egzemplarz testowy sowieckiego płatowca kosmicznego "Buran OK-GLI." Po załamaniu się Związku Radzieckiego cały program "Buran" został odstawiony do lamusa jako zbyt drogi, a prom kompletnie rozszabrowany. Miał być dumą Związku Radzieckiego - odpowiedzią na amerykański program wahadłowców Spaceshuttle. "Buran" - co po rosyjsku znaczy "burza śnieżna" (ang. blizzard) przypomina więc amerykańskie wahadłowce typu Columbia. Łącznie zbudowano 2 funkcjonalne promy oraz 6 prototypów. "Buran" poleciał w kosmos z kosmodromu w Bajkonurze tylko jeden raz, podczas bezzałogowej, próbnej misji na rakiecie "Energia" w 1988 roku.

Lot trwał 205 minut i zakończył się sukcesem, ale schyłek sowieckiego programu kosmicznego i brak funduszy uniemożliwił rozwój konstrukcji. "Buran" stał się własnością Kazachstanu, który nie potrafił utrzymać w dobrym stanie technicznym konstrukcji wahadłowca, a rakieta "Energia" została zniszczona podczas remontu.
W roku 2000 z okazj Igrzysk Olimpijskich został sprzedany jako obiekt wystawienniczy do Australii, potem do Bahrajnu. Wiele lat stał zapomniany na pustyni do czasu gdy przypadkowo został odkryty przez niemiecką ekipę Düsseldorfer TV-Team kręcąca tam film.
Ale skoro tyle wędrował, to może to wcale nie ostatnia jego podróż?

źródła: gazeta.pl,tvn 24, www.buran-energia.com oraz Mirek Rajski
fot. EPA, www.ipernity.com
Żadne komentarze nie zostały dodane.