Prawie 2,5 promila alkoholu miał kapitan, który próbował zacumować statek przy nabrzeżu w Szczecinie. Zanim to zrobił, uszkodził trzy barki.
Do zdarzenia doszło w środę wieczorem na nabrzeżu bazy szczecińskiej spółki Odratrans. Firma wydzierżawia barki. Wczoraj policjanci z Komisariatu Szczecin-Dąbie badali, jakie szkody wyrządził kapitan. Henryk Sz. jest doświadczonym marynarzem. Na statkach pływał kilkadziesiąt lat. Od wielu lat ma patent kapitański. Teraz może go stracić.
Prawie 2,5 promila alkoholu miał kapitan, który próbował zacumować statek przy nabrzeżu w Szczecinie. Zanim to zrobił, uszkodził trzy barki.
Henryk Sz. (56 lat) płynął pchaczem o nazwie "Bizon". To statek, który dopycha większe jednostki do nabrzeża lub ciągnie barki. Wczoraj późnym popołudniem kapitan miał być przesłuchany. Noc spędził w izbie wytrzeźwień.
- Za każdym razem, gdy dmuchał w alkomat zawartość alkoholu wzrastała. Dopiero po pewnym czasie urządzenie zaczęło wykazywać spadek upojenia - powiedział nam policjant znający kulisy sprawy.
Ślady na barkach
Do zdarzenia doszło w środę wieczorem na nabrzeżu bazy szczecińskiej spółki Odratrans. Firma wydzierżawia barki. Wczoraj policjanci z Komisariatu Szczecin-Dąbie badali, jakie szkody wyrządził kapitan.
- Od tych ustaleń będzie zależało, jakie usłyszy zarzuty - mówi podkom. Katarzyna Legan.
Wiadomo na razie, że będzie odpowiadał za kierowanie statkiem pod wpływem alkoholu. Grożą za to dwa lata więzienia. O pijanym dowódcy statku policjanci dowiedzieli się z anonimowego telefonu. Gdy przyjechali na miejsce, pchacz był już zacumowany. Ale ślady na barkach wskazywały, że nie było to proste. Od kapitana czuć było alkohol.
Doświadczony kapitan
Henryk Sz. do bazy na Kanale Odyńca wracał torem regatowym łączącym Odrę Wschodnią z Zachodnią. Miał zacumować pchacz obok barek. Taka operacja wymaga sporej precyzji. A w środę kapitanowi oprócz alkoholu przeszkadzał też silny wiatr. Barki są cumowane jedna przy drugiej. Wystarczy kilkadziesiąt centymetrów zmienić kurs i na zacumowanie nie ma szans.
Henryk Sz. jest doświadczonym marynarzem. Na statkach pływał kilkadziesiąt lat. Od wielu lat ma patent kapitański. Teraz może go stracić. Właściciele barek i pchaczy zapewniają, że Henryk Sz. już nigdy nie pokieruje ich jednostkami.
Mariusz Parkitny - Głos Szczeciński 2008-03-14
Od redakcji: Odcinamy się oczywiście od takiego sposobu pełnienia wachty, ale zapewniamy społeczeństwo, że są to wypadki odosobnione. Znacznie więcej łapie sie pijanych kierowców siejących śmierć i spustoszenie na drogach nie nadając temu faktowi takiego charakteru jak powyższy news ("Temat Dnia" w Głosie Szczecińskim). Szczecin stara sie wyrzucić żeglugę rzeczną ze swoich granic i każdy pretekst jest dobry, aby społeczeństwu miasta przedstawiać żeglugę w niekorzystnym świetle... Szkoda, że nagannym postępowaniem daje się doskonałą pożywkę tym koncepcjom.
Autorowi zaś gratuluję wiedzy na temat rodzajów jednostek rzecznych. O takim określeniu pchacza pierwszy raz słyszę.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies