Nasz załogant i Kolega z TŻŚ - mkrakowiak74 - poprosił mnie o zamieszczenie tego Newsa. Jest to materiał z Gazety Wyborczej opublikowany po ogłoszeniu wyroku w słynnej sprawie wypadku na Sanie, który wydarzył się 30 kwietnia 2005 roku.
-Stanisław Ż.- organizator spływu na Sanie, podczas którego zginęły cztery nauczycielki z Kielc, spędzi w więzieniu trzy lata. Inspektor Marian K. został skazany za brak nadzoru nad firmą Stanisława Ż. Chodziło przede wszystkim o wyposażenie łodzi w sprzęt ratunkowy - firmie Ż. inspektor zalecił skompletowanie sprzętu, ale tego nie wyegzekwował.
Skazani nie chcieli komentować wyroku, ich obrońcy zapowiedzieli apelację. - To kapitan odpowiada za to, co się dzieje na statku, tutaj jakoś pominięto tę odpowiedzialność - mówił mec. Krzysztof Degener.
Nasz załogant i Kolega z TŻŚ - mkrakowiak74 - poprosił mnie o zamieszczenie tego Newsa. Jest to materiał z Gazety Wyborczej opublikowany po ogłoszeniu wyroku w słynnej sprawie wypadku na Sanie, który wydarzył się 30 kwietnia 2005 roku.
Organizator spływu na Sanie, podczas którego zginęły cztery nauczycielki z Kielc, spędzi w więzieniu trzy lata. - Trudno mówić o satysfakcji, bo chodzi o śmierć najbliższych - skomentował pełnomocnik rodzin tragicznie zmarłych osób.
Ta sprawa budziła wiele emocji. W cieniu kolejnych dowodów i ekspertyz pozostawał żal i rozpacz tych, którzy w tragicznym spływie stracili bliskich. Były też dramatyczne relacje uczestników wyprawy, którym udało się przeżyć.
Wczoraj Sąd Okręgowy w Kielcach wydał wyrok. Stanisław Ż., organizator spływu, za nieumyślne spowodowanie katastrofy na wodzie ma spędzić w więzieniu 3 lata. Na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata sąd skazał Mariana K., inspektora nadzoru nad żeglugą z Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Krakowie.
Do tragedii doszło 30 kwietnia 2005 roku. Wycieczka nauczycieli i pracowników Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Kielcach rozpoczęła się od spływu Sanem. Grupa wypłynęła, mimo że rzeka przekraczała stan ostrzegawczy, a po wcześniejszych burzach płynęły nią konary połamanych drzew. I właśnie o jeden z nich, we wsi Trepcza, zahaczyła jedna z łodzi. Zderzyła się z drugą i kilkanaście osób wpadło do wody. Zginęły cztery nauczycielki z Kielc oraz jeden z flisaków obsługujących łodzie.
Sąd uznał, że były trzy przyczyny wypadku. Pierwsza - sama decyzja o przeprowadzeniu spływu, gdy poziom wody przekraczał stan ostrzegawczy, a nurt rzeki był silny i rwący. - Mimo obaw zgłaszanych przez przewoźników i uczestników wycieczki, Stanisław Ż. podjął decyzję o spływie - podkreślił sędzia Marek Stempniak. Druga to niedoświadczenie flisaków, niektórzy z nich nie umieli nawet pływać. W takich warunkach pogodowych Stanisław Ż. na każdą łódź powinien wysłać po dwóch doświadczonych przewoźników. Tymczasem płynęło po jednym flisaku i pomocniku. Efektem była fatalna akcja ratunkowa - dwie nauczycielki mogły się uratować, ale jeden z flisaków kazał im puścić się łodzi i przejść po dnie do brzegu.
- Polecenie było fatalne w skutkach. Kobiety nie natrafiły na dno, tylko zostały wciągnięte przez nurt rzeki - opowiadał sędzia.
Trzecia przyczyna to brak sprzętu ratunkowego na łodzi. Zamiast dwóch było tylko jedno koło ratunkowe, w ogóle nie zabrano kamizelek ratunkowych i wybieraków wody.
- To wszystko, poza naruszeniem prawa, świadczy o braku szacunku nie tylko do zasad bezpieczeństwa, ale i naturalnego żywiołu jakim jest rzeka - podkreślił sędzia Stempniak.
Oprócz kary więzienia Stanisław Ż. ma też zapłacić zadośćuczynienia rodzinom ofiar i uczestnikom feralnego spływu - od 500 do 3 tys. zł.
Inspektor Marian K. został skazany za brak nadzoru nad firmą Stanisława Ż. Według sądu jego wina polegała na tym, że nie przeprowadzał tam doraźnych kontroli, a jedynie raz do roku ograniczył się do próbnego spływu. - Nie weryfikował zaleceń pokontrolnych i nie obwarował ich żadnymi terminami ani rygorami - uzasadniał sędzia. Chodziło przede wszystkim o wyposażenie łodzi w sprzęt ratunkowy - firmie Ż. inspektor zalecił skompletowanie sprzętu, ale tego nie wyegzekwował.
Sąd uznał, że K. odpowiada tylko za jeden z czterech zarzutów, jakie postawiła mu prokuratura. Uniewinnił mężczyznę m.in. od zarzutu, że zaakceptował regulamin spływu, mimo że organizator nie miał odpowiedniego sprzętu i przeszkolonych pracowników oraz od tego, że nie mając uprawnień, dokonał przeglądu technicznego łodzi.
Skazani nie chcieli komentować wyroku, ich obrońcy zapowiedzieli apelację.
Orzeczenia słuchali bliscy ofiar.
- Co to za wyrok, kiedy życie straciło pięć osób? Taki symboliczny - mówiła z płaczem kobieta, której San zabrał córkę.
Mężczyzna, który w tragedii stracił żonę, uważa że wiele błędów popełniła prokuratura. - Gdyby postawiono zarzuty flisakom wtedy powiedzieliby jak było naprawdę - stwierdził.
Także obrońcy oskarżonych jeszcze w mowach końcowych podnosili, że to dowódcy łodzi ponoszą winę za wypadek.
- To kapitan odpowiada za to, co się dzieje na statku, tutaj jakoś pominięto tę odpowiedzialność - mówił mec. Krzysztof Degener.
Wyrok jest nieprawomocny, ale jak podkreślił mec. Marek Raczkowski, pełnomocnik rodzin zmarłych, zakończył on pewien etap sprawy. - Trudno mówić o satysfakcji z wyroku, gdy mamy do czynienia ze śmiercią najbliższych. Ale na pewno to dla nich zakończenie bolesnego etapu - stwierdził."
Źródło: Agnieszka Drabikowska - 2008-03-04, Gazeta Wyborcza Kielce
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies