3 lata więzienia za tragiczny spływ na Sanie

07.03.2008
Nasz załogant i Kolega z TŻŚ - mkrakowiak74 - poprosił mnie o zamieszczenie tego Newsa. Jest to materiał z Gazety Wyborczej opublikowany po ogłoszeniu wyroku w słynnej sprawie wypadku na Sanie, który wydarzył się 30 kwietnia 2005 roku.

-Stanisław Ż.- organizator spływu na Sanie, podczas którego zginęły cztery nauczycielki z Kielc, spędzi w więzieniu trzy lata. Inspektor Marian K. został skazany za brak nadzoru nad firmą Stanisława Ż. Chodziło przede wszystkim o wyposażenie łodzi w sprzęt ratunkowy - firmie Ż. inspektor zalecił skompletowanie sprzętu, ale tego nie wyegzekwował.

Skazani nie chcieli komentować wyroku, ich obrońcy zapowiedzieli apelację. - To kapitan odpowiada za to, co się dzieje na statku, tutaj jakoś pominięto tę odpowiedzialność - mówił mec. Krzysztof Degener.

Nasz załogant i Kolega z TŻŚ - mkrakowiak74 - poprosił mnie o zamieszczenie tego Newsa. Jest to materiał z Gazety Wyborczej opublikowany po ogłoszeniu wyroku w słynnej sprawie wypadku na Sanie, który wydarzył się 30 kwietnia 2005 roku.

Organizator spływu na Sanie, podczas którego zginęły cztery nauczycielki z Kielc, spędzi w więzieniu trzy lata. - Trudno mówić o satysfakcji, bo chodzi o śmierć najbliższych - skomentował pełnomocnik rodzin tragicznie zmarłych osób.

Ta sprawa budziła wiele emocji. W cieniu kolejnych dowodów i ekspertyz pozostawał żal i rozpacz tych, którzy w tragicznym spływie stracili bliskich. Były też dramatyczne relacje uczestników wyprawy, którym udało się przeżyć.

Wczoraj Sąd Okręgowy w Kielcach wydał wyrok. Stanisław Ż., organizator spływu, za nieumyślne spowodowanie katastrofy na wodzie ma spędzić w więzieniu 3 lata. Na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata sąd skazał Mariana K., inspektora nadzoru nad żeglugą z Urzędu Żeglugi Śródlądowej w Krakowie.

Do tragedii doszło 30 kwietnia 2005 roku. Wycieczka nauczycieli i pracowników Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Kielcach rozpoczęła się od spływu Sanem. Grupa wypłynęła, mimo że rzeka przekraczała stan ostrzegawczy, a po wcześniejszych burzach płynęły nią konary połamanych drzew. I właśnie o jeden z nich, we wsi Trepcza, zahaczyła jedna z łodzi. Zderzyła się z drugą i kilkanaście osób wpadło do wody. Zginęły cztery nauczycielki z Kielc oraz jeden z flisaków obsługujących łodzie.

Sąd uznał, że były trzy przyczyny wypadku. Pierwsza - sama decyzja o przeprowadzeniu spływu, gdy poziom wody przekraczał stan ostrzegawczy, a nurt rzeki był silny i rwący. - Mimo obaw zgłaszanych przez przewoźników i uczestników wycieczki, Stanisław Ż. podjął decyzję o spływie - podkreślił sędzia Marek Stempniak. Druga to niedoświadczenie flisaków, niektórzy z nich nie umieli nawet pływać. W takich warunkach pogodowych Stanisław Ż. na każdą łódź powinien wysłać po dwóch doświadczonych przewoźników. Tymczasem płynęło po jednym flisaku i pomocniku. Efektem była fatalna akcja ratunkowa - dwie nauczycielki mogły się uratować, ale jeden z flisaków kazał im puścić się łodzi i przejść po dnie do brzegu.

- Polecenie było fatalne w skutkach. Kobiety nie natrafiły na dno, tylko zostały wciągnięte przez nurt rzeki - opowiadał sędzia.

Trzecia przyczyna to brak sprzętu ratunkowego na łodzi. Zamiast dwóch było tylko jedno koło ratunkowe, w ogóle nie zabrano kamizelek ratunkowych i wybieraków wody.

- To wszystko, poza naruszeniem prawa, świadczy o braku szacunku nie tylko do zasad bezpieczeństwa, ale i naturalnego żywiołu jakim jest rzeka - podkreślił sędzia Stempniak.

Oprócz kary więzienia Stanisław Ż. ma też zapłacić zadośćuczynienia rodzinom ofiar i uczestnikom feralnego spływu - od 500 do 3 tys. zł.

Inspektor Marian K. został skazany za brak nadzoru nad firmą Stanisława Ż. Według sądu jego wina polegała na tym, że nie przeprowadzał tam doraźnych kontroli, a jedynie raz do roku ograniczył się do próbnego spływu. - Nie weryfikował zaleceń pokontrolnych i nie obwarował ich żadnymi terminami ani rygorami - uzasadniał sędzia. Chodziło przede wszystkim o wyposażenie łodzi w sprzęt ratunkowy - firmie Ż. inspektor zalecił skompletowanie sprzętu, ale tego nie wyegzekwował.

Sąd uznał, że K. odpowiada tylko za jeden z czterech zarzutów, jakie postawiła mu prokuratura. Uniewinnił mężczyznę m.in. od zarzutu, że zaakceptował regulamin spływu, mimo że organizator nie miał odpowiedniego sprzętu i przeszkolonych pracowników oraz od tego, że nie mając uprawnień, dokonał przeglądu technicznego łodzi.

Skazani nie chcieli komentować wyroku, ich obrońcy zapowiedzieli apelację.

Orzeczenia słuchali bliscy ofiar.

- Co to za wyrok, kiedy życie straciło pięć osób? Taki symboliczny - mówiła z płaczem kobieta, której San zabrał córkę.

Mężczyzna, który w tragedii stracił żonę, uważa że wiele błędów popełniła prokuratura. - Gdyby postawiono zarzuty flisakom wtedy powiedzieliby jak było naprawdę - stwierdził.

Także obrońcy oskarżonych jeszcze w mowach końcowych podnosili, że to dowódcy łodzi ponoszą winę za wypadek.

- To kapitan odpowiada za to, co się dzieje na statku, tutaj jakoś pominięto tę odpowiedzialność - mówił mec. Krzysztof Degener.

Wyrok jest nieprawomocny, ale jak podkreślił mec. Marek Raczkowski, pełnomocnik rodzin zmarłych, zakończył on pewien etap sprawy. - Trudno mówić o satysfakcji z wyroku, gdy mamy do czynienia ze śmiercią najbliższych. Ale na pewno to dla nich zakończenie bolesnego etapu - stwierdził."

Źródło: Agnieszka Drabikowska - 2008-03-04, Gazeta Wyborcza Kielce

4 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Adam Reszka
    Adam Reszka
    Z problematyką bezpieczeństwa krakowski nadzór n. żeglugą zawsze miał kłopoty, bo niech mi ktoś da remedium na zmuszenie flisaków z Dunajca do wożenia na pokładach tratew kół ratunkowych. Niegdyś z ramienia Ministerstwa Komunikacji uczestniczyłem w negocjacjach z prezydium Związku Flisaków Pienińskich w sprawie uprawnień flisacko-przewoźniczych i obowiązkowych środków ratunkowych. Na egzaminy na patenty zgodzili się, a na koła i kamizelki nie. O zamknięciu spławu nie mogło być mowy, ale szczęśliwym trafem przywiozłem z sobą nowy wówczas typ środka ratunkowego - wyrzucany z rozmachu z opakowania w kształcie rękawa pływak z uchwytem, połączony z rękawem linką. I na to się zgodzili, ale czy to zostało wdrożone - nie wiem. Podobne kłopoty były zawsze z przeprawami promowymi na Narwi i Bugu w moim rejonie inspekcyjnym. Jeśli przewozu rządała jedna lub dwie osoby, to przewoźnik nie szarpał się z promem, używając do przeprawy łódki pychowej. O zabraniu koła ratunkowego zwykle "nie pamiętał". Z artykułu nie wynika, aby na łodziach (zwanych tam "krypkami"Wink korzystano przy tak wysokiej wodzie z pojazdek, czyli wioseł dulkowych. Dla mnie to ważny szczegół. Kol. kpt. Krakowiak znalazł się niezasłużenie w przykrej sytuacji. Bardzo mu współczuję. Pozdrawiam - Adam Reszka.
    - 10.03.2008 23:46
    • Szafranek
      Szafranek
      Z uwagą przeczytałem komentarz panie Adamie wiem jak stanowią przepisy,które są niejednokrotnie bzdurne i nie wykonalne, ale jeżeli ta i inne tragdie nie zmuszą do myślenia i wporę zapobiegania nieszczęściom to zawsze się znajdzie kozioł ofiarny w postaci kpt Krakowiaka.Bezmyślni ludzie,którzy chcą na siłę zarobić wydają tak kretyńskie polecenia że aż się wierzyć niechce przykładem niech bendzie śluzowanie we Wrocławiu na śluzie Mieszczańskiej.Niechcę siebie denerwować i nikogo.
      Pozdrawiam Serdecznie
      Szafranek
      - 11.03.2008 01:20
      • K
        K Domagala
        Takie jest nasze prawo-dalekie od sprawiedliwego prawa.
        Sąd czepia się M.Krakowaiaka za brak właściwego nadzoru ,czy kontroli wykonanych zaleceń.To typowe szukanie winnego bez winy.M.Krakowiak musiałby codziennie siedzieć z flisakami i codziennie ich kontrolować a po kontroli flisacy i tak zbędny/wg.ich uznania /sprzęt zostawiliby na brzegu. No chyba,że Urząd Żeglugi miałby stosowny sprzęt pływający po Dunajcu, którym mógłby kontrolować flisaków, ale to wymaga zatrudnienia dodatkowych inspektorów z odpowiednim sprzętem.Wszyscy dobrze wiemy jak przestrzegane są takie zalecenia czy nakazy na naszych promach a nawet na statkach zeglugi śródlądowej.Napewno nie wszystkie obiekty mają komplet kół rat.,kamizelek itp., nie mówiąc już o stanie tech.żurawików łodzi ratunkowych/szalup/,które czasami od lat nie były używane. Tu też winę ponosi Inspektor Urzędu Żeglugi ?
        - 12.03.2008 22:50
        • Z
          ZIMAN
          To wielki cios dla mojego kolegi kpt.inż.Mariana K...ka ponieważ za czyjąś bezmyślność,brak kompletny wyobraźni wodniackiej, doznał osobistej tragedii posądzenia sprawczego jak morderca-nieprofesjonalne podejście sądu do aspektu służby inspektora żeglugowego jest w tej sprawie aż nadto widoczne-a Maniek posiwiał ze zgryzoty...
          Trzymaj się Stary -pozdrawia Jasiek Z.Sad
          - 13.03.2008 22:42
          Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
          Proszę Zaloguj by zagłosować.
          Niesamowite! (0)0 %
          Bardzo dobre (0)0 %
          Dobre (0)0 %
          Średnie (0)0 %
          Słabe (0)0 %
          Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
          Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies