W sobotę 22.09.2007 omal nie doszło do tragedii w śluzie Mieszczańskiej. Prawie 80 kajakarzy, uczestników spływu z Różanki na Ostrów Tumski, wylądowało w wodzie.
Nie spodziewali się, że człowiek obsługujący śluzę jest pijany, że zatnie się urządzenie kontrolujące napływ wody i że za chwilę połowa z nich będzie walczyła w wodzie o życie, bo nagle z kanałów uzupełniających uderzyły potężne strumienie wody.
Radosław W. przyznaje, że był nietrzeźwy, ale zarzeka się, że śluza zbyt szybko zaczęła wypełniać się wodą z powodu awarii urządzenia. Grozi mu do trzech lat więzienia. Biegli zbadają, czy śluza była sprawna. Jeżeli okaże się, że nie, prokuratura postawi zarzuty osobom, które są za to odpowiedzialne.
W sobotę 22.09.2007 omal nie doszło do tragedii w śluzie Mieszczańskiej. Prawie 80 kajakarzy, uczestników spływu z Różanki na Ostrów Tumski, wylądowało w wodzie.
Kilkudziesięciu uczestników spływu kajakowego po Odrze wpłynęło wczoraj do śluzy Mieszczańskiej. Zatrzasnęły się za nimi wrota i czekali na wyrównanie poziomów wody, by płynąć dalej. Ścisnęli się jak najbliżej siebie i złapali za ręce – w ten sposób asekurując przed ewentualnymi falami.
Nie spodziewali się, że człowiek obsługujący śluzę jest pijany, że zatnie się urządzenie kontrolujące napływ wody i że za chwilę połowa z nich będzie walczyła w wodzie o życie, bo nagle z kanałów uzupełniających uderzyły potężne strumienie wody.
Jak opowiada jeden z członków grupy kajakowej Jacek Pronobis. – Leciała pod ciśnieniem znacznie silniejszym niż powinna i do tego tylko z lewej strony. Zrobił się wir, który wywracał kajaki i ciskał ludźmi na wszystkie strony. Starałem się ich łapać, ale nie dawałem rady. To było przerażające – dodaje.
W tych, których kajaki stały z tyłu kolumny, wir nie uderzył. Oni widzieli dokładnie całe zdarzenie. Opowiadają, że ludzie zachowywali się bardzo dzielnie, nie wpadli w panikę.
– Nie obyło się bez strachu – przyznaje Małgorzata Semenowicz. – Połowa z nas, czyli jakieś 40 osób, wylądowała w wodzie. I ci ludzie w tym wirze, zgniatani przez kajaki i przytapiani przez falę, czekali, aż woda wyrówna poziomy. I dopiero wtedy jeden po drugim mogliśmy wyjść na brzeg – dodaje.
Wśród uczestników spływu były także dzieci. Jacek Pronobis twierdzi, że jego 7-letnia córka jeszcze długo nie wejdzie do kajaka.
Wycieczkę organizował Klub Sportów Wodnych i Rowerowych Pegaz. Spływ Dookoła Wrocławia organizowany jest co roku od ośmiu lat. Jego szefową jest Ewa Gancarz.
– Na szczęście nikomu nic się nie stało. Przeliczyliśmy wszystkich po wyłowieniu i nikogo nie brakowało. Zapewniam, że od strony organizacyjnej wszystko było dopięte na ostatni guzik. Wszyscy mieli na sobie kamizelki i towarzyszyli im ratownicy – dodaje Gancarz.
Na miejscu niemal natychmiast pojawiło się pogotowie, policja i straż pożarna. Nurkowie przeszukiwali śluzę, by mieć pewność, że nikt nie utonął.
W wypadku tylko dwie osoby odniosły lekkie obrażenia. To przechodnie, którzy rzucili się na ratunek. Jeden doznał obrażeń obojczyka, a drugi uszkodził sobie bark. Obu odwieziono do szpitala.
Operator śluzy uciekał przed policją, ale został schwytany. Policjanci odwieźli go do izbę wytrzeźwień. Gdy wytrzeźwieje, zostanie przesłuchany. – Miał 1,7 promila w wydychanym powietrzu – mówi sierżant Krzysztof Bobrowski.
Operator śluzy usłyszy zarzut narażena osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Grozi za to do trzech lat więzienia. W poniedziałek śluzowy został aresztowany.
Radosław W. przyznaje, że był nietrzeźwy, ale zarzeka się, że śluza zbyt szybko zaczęła wypełniać się wodą z powodu awarii urządzenia. Grozi mu do trzech lat więzienia. Biegli zbadają, czy śluza była sprawna. Jeżeli okaże się, że nie, prokuratura postawi zarzuty osobom, które są za to odpowiedzialne.
Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław, Słowo Polskie
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies