Co najmniej sześć osób zginęło, a kilkanaście zaginęło w kilkunastominutowej burzy, która przeszła przez Wielkie Jeziora Mazurskie. - Walczyliśmy o życie - opowiada żeglarz z Warszawy
Efekt nawałnicy był tragiczny: sześć ofiar śmiertelnych, w tym 5-letnie dziecko oraz co najmniej 14 zaginionych. Zaginieni to żeglarze, którzy wypadli z żagłowek do wody. Przewróciło się co najmniej 40 jachtów i kajaków, kilka z nich od razu poszło na dno.
Co najmniej sześć osób zginęło, a kilkanaście zaginęło w kilkunastominutowej burzy, która przeszła przez Wielkie Jeziora Mazurskie. - Walczyliśmy o życie - opowiada żeglarz z Warszawy
Choć prognozy ostrzegały, że we wtorek przez region przejdą burze, jeszcze w południe nic nie zapowiadało takiej tragedii. Jakub Schmidtke, żeglarz z Warszawy, który własnie pływa po Wielkich Jeziorach Mazurskich o godz. 12 wypłynął z portu w Mikołajkach. Była świetna pogoda. - Około godz. 15 zaczęła się gwałtownie psuć, wchodziliśmy wtedy na jez. Śniardwy - opowiada. - Od południowego-wschodu przyszły bardzo ciemne chmury, zaczęło podrywać wodę do góry. To charakterystyczne zjawisko przed burzą. Wiedzieliśmy, że trzeba uciekać, stanęliśmy w trzcinach.
O godz. 16 uderzyło. Jak mówi, zerwał się silny wiatr, padał deszcz, grad, grzmiało. Choć zdjęli żagle, ich łódkę prawie przewróciło. - Walczyliśmy o życie - opowiada Schmidtke. - Taka nawałnica trwała 10 minut. Gdy się skończyła naliczyliśmy wokół osiem przewróconych łódek, kilka było podtopionych, wiele miało podarte żagle.
Efekt nawałnicy był tragiczny: sześć ofiar śmiertelnych, w tym 5-letnie dziecko oraz co najmniej 14 zaginionych. Zaginieni to żeglarze, którzy wypadli z żagłowek do wody. Przewróciło się co najmniej 40 jachtów i kajaków, kilka z nich od razu poszło na dno.
Gdy burza się skończyła na jeziorze w pobliżu Wioski widać było poprzewracane jachty, łódki z połamanymi masztami, poszarpanymi żaglami i ludzi w wodzie. - To był krajobraz jak po wojnie - mówi Anna Sobczyk, specjalista ds. marketingu w Wiosce Żeglarskiej w Mikołajkach.. - Ratownicy mieli pełne ręce roboty. Do naszego kapitanatu trafili ludzie zabrani z zatopinych łódek. WOPR-owcy na razie nie mają jednak czasu ich wyciągać, bo wciąż pływają szukając zaginionych w wodzie ludzi.
Do akcji przystąpiły od razu wszystkie jednostki Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, a pracy mieli nie mało ponieważ w wodzie znalazła się prawie setka ludzi. - Sytuacja jest nie ciekawa - mówił wczoraj dwie godziny po nawałnicy Zbigniew Kurowicki, prezes mazurskiego WOPR. - Z naszych dotychczasowych informacji wynika, że są trzy ofiary śmiertelne i dwie zaginione. Wyjęliśmy z wody 70 osób. Wszystkie jednostki zaczęły już meldować, że kończą poszukiwania. Wywrócone łódki zostały przeszukane, czy nie ma w nich żadnych osób. Sprawdziliśmy również dwie łodzie na Jeziorze Niegocin, które poszły na dno. Z osób, które podejmowaliśmy z wody żadna nie miała założonej kamizelki ratunkowej. Udział w akcji ratowniczej brało 15 jednostek WOPR-u.
Bilans ofiar niestety rósł z godziny na godzinę. Kolejne ciała znaleziono na Jeziorach Niegocin, Mikołajki, Bełdany.
Żadne komentarze nie zostały dodane.