
Od wielkiej powodzi w 1997 r. zostało zrealizowanych niespełna 30 proc. planów dotyczących inwestycji w retencję. Z powodu braku nowych zbiorników i modernizacji obecnych jesteśmy narażeni na powodzie i susze. Ministerstwo chce się poprawić, robi inwentaryzację zbiorników i liczy, ile trzeba pieniędzy.
W połowie sierpnia Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, z którego wynika, że samorządy województw śląskiego i małopolskiego nie wiedziały, które obszary na ich terenie są zagrożone powodzią i suszą. Przygotowane programy małej retencji były od lat nieaktualne, a ich realizacja opóźniona.
Od wielkiej powodzi w 1997 r. zostało zrealizowanych niespełna 30 proc. planów dotyczących inwestycji w retencję. Z powodu braku nowych zbiorników i modernizacji obecnych jesteśmy narażeni na powodzie i susze. Ministerstwo chce się poprawić, robi inwentaryzację zbiorników i liczy, ile trzeba pieniędzy.
W połowie sierpnia Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, z którego wynika, że samorządy województw śląskiego i małopolskiego nie wiedziały, które obszary na ich terenie są zagrożone powodzią i suszą. Przygotowane programy małej retencji były od lat nieaktualne, a ich realizacja opóźniona. Mała retencja polega na gromadzeniu wody w niewielkich zbiornikach, zarówno naturalnych, jak i sztucznych, przy jednoczesnym zachowaniu i wspieraniu rozwoju środowiska naturalnego. Wyniki kontroli NIK wskazują jednak, że w Polsce wciąż nie docenia się znaczenia małej retencji dla zapewnienia bezpieczeństwa powodziowego i ograniczania skutków długotrwałych susz. Jak wynika z zakończonej kontroli NIK, po dziesięciu latach realizacji programu małej retencji w Małopolsce aż 62 zadań w ogóle nie podjęto. Tylko jedno zadanie było w trakcie realizacji, a sześć przygotowywano do wykonania.
Z kolei w województwie śląskim po prawie sześciu latach realizacji programu małej retencji nie zrealizowano 78 z 95 zaplanowanych zadań inwestycyjnych i remontowych. Zdaniem NIK z uwagi na tempo prac nic nie wskazuje, że zostaną one zakończone do końca 2015 r.
Ministerstwo Rolnictwa widzi problem
- To wstyd, że prawie po 20 latach od wielkiej powodzi na terenie Polski zrealizowano zaledwie 30 proc. założonych planów dotyczących inwestycji w zbiorniki retencyjne. Trzeba odwrócić myślenie i martwić się nie tylko powodzią, ale także suszą. Konieczna jest budowa zbiorników mikro, małej i średniej retencji - mówi Marek Sawicki, minister rolnictwa. To w dużej części musi być samokrytyka, bo warto przypomnieć, że politycy PSL dzierżą stanowisko ministra rolnictwa nieprzerwanie od listopada 2007 roku. A ministrem, z przerwą na Stanisława Kalembę od lipca 2012 do marca 2014, jest właśnie Marek Sawicki.
Zdaniem ministerstwa pieniędzy na inwestycję w retencję w ostatnich latach było zbyt mało. Do tego środowiska proekologiczne często blokują inwestycje, tłumacząc, że wpływa to na środowisko naturalne. - Od 2010 r. zwiększyliśmy wydatki na gospodarkę wodną trzykrotnie, ale jak widać, to wciąż za mało - stwierdza Sawicki.
Teraz Ministerstwo Rolnictwa wraz z marszałkami województw będą szacowali, ile zbiorników musi powstać i jaki będzie ich łączny koszt. - Cieszy nas inicjatywa ministerstwa i mamy nadzieję, że będzie wystarczająca liczba pieniędzy z budżetu krajowego i unijnego na nowe inwestycje w zbiorniki retencyjne - mówi Krzysztof Grabowski, wicemarszałek województwa wielkopolskiego. I dodaje: - Z problemem borykamy się od dawna, ale nikt na ten temat nie chciał dotychczas rozmawiać. Do tego wiele naszych projektów było blokowanych przez decyzje środowiskowe.
Zdaniem ministra rolnictwa konieczna jest współpraca nie tylko z marszałkami, ale także ministrem środowiska. - Ministerstwo Środowiska musi dokładnie przyjrzeć się problemowi i zrozumieć politykę wodną - mówi Sawicki.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies