Płonął most. Kiedyś zapłonie Wisła

16.02.2015
Płonął most. Kiedyś zapłonie Wisła
Pożar Mostu Łazienkowskiego - drugi już w jego historii oraz fakt trudności w jego gaszeniu, kuriozalnego dla mnie faktu "pożyczania barki", bo jednostka Straży Pożarnej była "świeżo malowana" (celowo przesadzam - była w przeglądzie) - zobligował mnie do napisania kilku słów na temat akcji kryzysowych na rzece. W normalnych krajach zachowuje się zdrowy rozsądek i nie tylko nie dewastuje się dróg wodnych i nie tępi się żeglugi ale utrzymuje odpowiednie rzeczne jednostki, przydatne w różnych sytuacjach - niekoniecznie związanych wyłącznie z uprawianiem żeglugi.

Pożar Mostu Łazienkowskiego - drugi już w jego historii oraz fakt trudności w jego gaszeniu, kuriozalnego dla mnie faktu "pożyczania barki", bo jednostka Straży Pożarnej była "świeżo malowana" (celowo przesadzam - była w przeglądzie) - zobligował mnie do napisania kilku słów na temat akcji kryzysowych na rzece.

Abstrahuję już od tego, czy po jednym pożarze Mostu Łazienkowskiego w roku 1975 kuszonoby ponownie los, montując jakieś tandetne, drewniane pomosty - płonące jak pochodnia, bo nasączone łatwopalnymi środkami impregnującymi przeciwwilgociowo. Czy po nauczce sprzed 40 nie należałoby zmienić łatwopalne deski na pomosty metalowe - zwłaszcza, że służą one stale do nadzorowania instalacji biegnących pod mostem?

W normalnych krajach zachowuje się zdrowy rozsądek i nie tylko nie dewastuje się dróg wodnych i nie tępi się żeglugi ale utrzymuje odpowiednie rzeczne jednostki, przydatne w różnych sytuacjach - niekoniecznie związanych wyłącznie z uprawianiem żeglugi (duża liczba statków w tym tankowce czy chemikaliowce rzeczne). Tego typu pożar jak w Warszawie opanowany byłby w ciągu bardzo krótkiego czasu. Zrobiłyby to doskonale wyposażone rzeczne stateczki z własnymi zbiornikami skutecznych środków gaśniczych, które stacjonowałby w Porcie Czerniakowskim lub w innym miejscu w Warszawie.

Nie szukanoby na gwałt jakiejś "barki", z której można byłoby dotrzeć do źródła ognia niedostępnego w inny sposób niż z wody i gasić wyłącznie wodą łatwopalnych substancji.

W Polsce z uporem godnym lepszej sprawy dyskryminuje się a wręcz niszczy nie tylko samą żeglugę śródlądową ale także infrastrukturę portów rzecznych. Burzy się porty pod budowę apartamentowców zamiast utworzyć w nich bazy małych i większych (stosownie do wielkości miasta i możliwości nawigacyjnych na rzece) jednostek pływających, zdolnych brać udział we wszelkich sytuacjach nadzwyczajnych.

Pożar na rzece to nie tylko warszawski przypadek płonących pod mostem desek. To może być pożar pojazdu drogowego, szynowego (np. cysterny) na moście, do której nie można już dojechać, bo z obu stron płonie asfalt lub wybuch zniszczył przęsło a płynąca (i płonąca) rzeką, rozlana zawartość cysterny grozi innym różnym instalacjom nadrzecznym lub też innym mostom z podobnymi, bezmyślnymi drewnianymi pomostami. Straż pożarna to też akcje separowania wycieków substancji, mogących wywołać skażenie czy wręcz katastrofę biologiczną a wcale nie pochodzących - jak chcą ci walczący z żeglugą - ze statków, lecz z zakładów nad brzegami rzek. Mało ich w Polsce? Płock, Oświęcim, Brzeg Dolny... Można wyliczać zakłady chemiczne i rafinerie nad rzekami.

Z całym szacunkiem dla dzielnych strażaków, którzy w Polsce cieszą się słusznym szacunkiem i zaufaniem - ich możliwości a także umiejętności w zwalczaniu zagrożeń na rzekach są słabiutkie. Przyczyną jest zarówno brak odpowiedniego sprzętu jak i brak odpowiedniego szkolenia. Do pływania na rzece nie wystarczy przyśpieszony kurs stermotorzysty i raczej zupełnie nieodpowiednie jednostki pływające. Oparte w większości na hybrydowych konstrukcjach typu RIB nie nadają się do pracy w pożarze, gdzie płonąca na wodzie substancja lub spadający z mostu duży, płonący kawał dechy może przepalić gumową powłokę dmuchanej łodzi a większa fala lub podmuch (np. po eksplozji) może ją przewrócić. Potrzebne są jednostki o większej dzielności i "sile rażenia": czyli ilości wody czy raczej piany podawanej działkiem ze zbiorników wbudowanych. Gaszenie pożaru na wodzie motopompą z przypadkowej "barki" to tak jakby gasić płonący, kilkupiętrowy dom gaśnicą samochodową.

Reasumując; konieczne jest utrzymywanie na rzekach będących drogami wodnymi odpowiednich warunków nawigacyjnych oraz specjalistycznych jednostek w miastach posiadających (jeszcze!) infrastrukturę portową. Na jednostkach pływających strażaków powinny być załogi z "najwyższej półki" - doświadczeni kapitanowie potrafiący pływać w czasie powodzi i suszy, w nocy, w ostrym nurcie, w pobliżu budowli hydrotechnicznych i oczywiście w czasie pożaru. Tego nie nauczą na tych naprędce organizowanych kursach i najlepszym przykładem jest relacja, którą kiedyś zamieściliśmy na naszych łamach.

Ćwiczenia strażaków na Odrze w Brzegu Dolnym. Sprzęt (i szkolenie) w porównaniu z przykładami na obrazkach powyżej - mizerne...

kpt. ż.ś. Andrzej Podgórski - Rada Kapitanów
foto: Janusz Fafara, feuerwehrleben.de, fireboatfever.com, micharms.de
Apis 16.02.2015 3,667

7 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • O
    Odrzak
    Witam. W trakcie Rejsu prawdy mialy się odbyć ćwiczenia zbliżone w skutkach do pożaru mostu w Warszawie. Zaplanowany był wypadek na statku z rannymi i mocno poszkodowanymi. Zgodnie z planem byłaby potrzebna pomoc medyczna i techniczna. Miał być w akcji użyty helikopter, ratownictwo medyczne, techniczne, chemiczne i wodne. Zdarzenie mialo mieć miejsce na Osobowicach bez możliwości dojazdu z lądu. Mial być pozorowany pożar, duże zadymianie i poszkodowani. Po prostu samo życie. Co wyszlo z planów , oczywiście nic bo służby muszą się tego nauczyć a to trochę potrwa. Obiecano wrócić do tematu.
    Pozdrawiam.
    - 16.02.2015 12:28
    • miroslaw rajski
      miroslaw rajski
      Jestem również zdania że na dużych akwenach wodnych (jeziora, rzeki, kanały) powinny stacjonować statki pożarnicze, ratownicze czy ochrony środowiska. Skutki katastrofy ekologicznej spowodowane ich brakiem są niewymierne.
      Ze swojego podwórka nadmienię, że porty Jeziora Bodeńskiego dobrze są przygotowane na taką ewentualność. Ten statek pożarniczy poniżej stoi zawsze w pełnym pogotowiu przy zewnętrznym molo portu we Friedrichshafen. Bliźniacza jednostka stacjonuje w porcie w Konstancji.

      abload.de/img/nr4btrp8.jpg

      A to jest łapaczka zanieczyszczeń mogąca również gasić pożar. Stacjonuje obok strażaka:

      abload.de/img/nr5gasgm.jpg

      Większość portów niemieckiego wybrzeża Jeziora Bodeńskiego posiada podobne jednostki, a także porty szwajcarskie i austriackie.
      - 16.02.2015 15:15
      • S
        Seehund
        Na Renie jest podobnie http://www.marinetraffic.com/pl/photo...ywords:flb, ale prócz straży zawodowej, każda najmniejsza miejscowość posiada straż ochotniczą, a ta nad Renem wyposażona jest w jednostki pływające. Nie są to statki gaśnicze, lecz niewielkie, specjalistyczne łodzie, pozwalające dotrzeć szybko na miejsce zdarzenia i udzielić pierwszej pomocy.
        Kiedyś użyczyliśmy naszego statku do przeprowadzenia ćwiczeń. Ci, najczęściej bardzo młodzi ludzie, robią to sprawnie i z pasją. Mój podziw dla nich został zmącony niezamierzonymi szkodami, jakie wyrządzili nam w czasie ćwiczeń.
        - 16.02.2015 21:09
        • Z
          zeglarz50
          W 1975 szybciej ugasili poźar mostu. A w 1985 przy budowie mostu przez saperów widziałem jednostke straźy zbudowanej z pchacz a ŁOŚ. Robiona była w Krakowie. Na tej jednostce były zamontowane trzy działka wodne,na dziobie sterówce i nad maszynownią, tylko nie wiadomo co się z tym stało. A teraz by się przydała.
          - 16.02.2015 22:04
          • T
            tiktak
            Na początku lat 80 bydgoska straż pożarna otrzymała pływającą jednostkę pożarniczą .

            img100.imageshack.us/img100/6381/wodnik2.jpg


            W chwili obecnej posiada jednostkę zdjęcie poniżej .

            jrg1.kmpspbydgoszcz.pl/galerie/lodzie/images/DSCN0461.jpg
            - 16.02.2015 22:49
            • B
              bolo
              Jestem strażakiem ochotnikiem. Bacznie obserwwałem akcję. Widok pontoniku na którym była zamontowana pompa podająca wodę, która nie sięgała połowy wysokości filarów był żenujący. Jak nas nauczyło życie, strażacy samym zapałem i ofiarnością czasami nie są w stanie skutecznie walczyć z żywiołem.
              - 17.02.2015 22:51
              • S
                Seehund
                Most Łazienkowski spłonął w Walentynki z miłości do Wisły http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacj...58511.html a tego miłosnego uniesienia nie była w stanie ugasić łódka strażacka, gdyż samotnie stała w garazu http://niezalezna.pl/64388-most-lazie...a-w-garazu. Nie znaczy to, że garaż był taki wielki, chociaż wydatek 800 tys. pozwala popuścić wodze fantazji. 800 tys. złotych to ca. 200 tys. euro. Jeśli ktoś ma czas to może sprawdzić co można kupić za takie pieniądze. Kasę publiczną wydaje się jednak inaczej.
                - 20.02.2015 17:12
                Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                Proszę Zaloguj by zagłosować.
                Niesamowite! (0)0 %
                Bardzo dobre (0)0 %
                Dobre (0)0 %
                Średnie (0)0 %
                Słabe (0)0 %
                Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies