
Późnym popołudniem minionej niedzieli już bez błysku fleszy, bez medialnej wrzawy ale za to w strugach ulewnego deszczu odbył się przy nabrzeżu RZGW w Malczycach załadunek elementów wielkogabarytowych na zestaw pchany złożony z pchacza Koziorożec–02 i dwóch pontonów W-2. Zestaw ten poprowadzi do Hamburga kpt. Tadeusz Dudkiewicz a dzierżawcą pchacza jest armator Leszek Kiełtyka.
Sam załadunek pomimo fatalnej aury przebiegał stosunkowo sprawnie, utrudniał go tylko brak miejsca do zacumowania drugiego pontonu w pobliżu miejsca załadunku.
Jak informowaliśmy - w sobotę wieczorem wyekspediowano z opolskiego "Metalchemu" nadgabarytowy ładunek przeznaczony do Niemiec. Trasa wiodła z Opola w kierunku węzła autostradowego w Gogolinie, a następnie do Wrocławia i portu w Malczycach skąd dalej będzie transportowany drogą wodną. Aby kolumna siedmiu pojazdów mogła przedrzeć się przez drogi wojewódzkie oraz wjechać na autostradę, trzeba było zdemontować dziesiątki znaków, tablic i konstrukcji stojących przy pasie drogowym - w tym także bramek do poboru opłat na autostradzie.
Późnym popołudniem minionej niedzieli już bez błysku fleszy, bez medialnej wrzawy ale za to w strugach ulewnego deszczu odbył się przy nabrzeżu RZGW w Malczycach załadunek elementów wielkogabarytowych na zestaw pchany złożony z pchacza Koziorożec–02 i dwóch pontonów W-2. Zestaw ten poprowadzi do Hamburga kpt. Tadeusz Dudkiewicz a dzierżawcą pchacza jest armator Leszek Kiełtyka.
Sam załadunek pomimo fatalnej aury przebiegał stosunkowo sprawnie, utrudniał go tylko brak miejsca do zacumowania drugiego pontonu w pobliżu miejsca załadunku. Tak więc po załadunku pierwszego pontonu trzeba było przemieszczać się z nim pod nabrzeże byłej fabryki celulozy oddalonej ponad pół kilometra w dół rzeki.
Tak jak wspomniałem ładunek z siedmiu drogowych zestawów niskopodwoziowych został przeładowany na jeden rzeczny zestaw pchany obsługiwany przez trzy osoby. Świadomie podkreślam fakt, że był to tylko jeden zestaw pchany, oraz że do obsługi przewozu ładunku, który drogą lądową przemieszczany był przez siedem jednostek w towarzystwie licznej obsługi wymaganej przy tego typu transportach - na wodzie zaangażowanych jest tylko trzy osoby etatowej załogi.
Żałować należy, że na malczyckim nabrzeżu brakowało przedstawicieli mediów. Relacja z przeładunku byłaby sama w sobie prawdziwą lekcją poglądową dla społeczeństwa świadcząc dobitnie o wyższości transportu wodnego nad lądowym - zarówno pod względem logistycznym jak też w aspekcie ekologicznym i społecznym (wspomniane wyżej utrudnienia na drogach i demontaż infrastruktury).
No ale cóż, kiedy „krwi brak” to i mediów próżno ze świecą szukać.
tekst i zdjęcia: Janusz Fafara
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies