Kolizja nadodrzańskiej kolejki linowej z barką

07.03.2014
Kolizja nadodrzańskiej kolejki linowej z barką
W środę o godz. 9.30 koparka przewożona przez barkę uderzyła w wagonik Polinki nad Odrą. Na szczęście osobom podróżującym kolejką linową Politechniki Wrocławskiej nic się nie stało. Wagonik został bezpiecznie sprowadzony do stacji. W czwartek nie zapadła decyzja, czy i kiedy kolejka zostanie ponownie uruchomiona.

Jak informuje Piotr Stachura, rzecznik prasowy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, barka przewoziła koparkę, która jest wykorzystywana przy modernizacji Wrocławskiego Węzła wodnego.

W środę o godz. 9.30 koparka przewożona przez barkę uderzyła w wagonik Polinki nad Odrą. Na szczęście osobom podróżującym kolejką linową Politechniki Wrocławskiej nic się nie stało. Wagonik został bezpiecznie sprowadzony do stacji. Polinka jest jednak nieczynna do odwołania. Może się okazać, że zanim znów zacznie kursować, trzeba będzie wymienić cały wagonik. W czwartek nie zapadła decyzja, czy i kiedy kolejka zostanie ponownie uruchomiona.

Polinką ze stacji przy ul. Na Grobli do Wybrzeża Wyspiańskiego jechało kilka osób, głównie studentów Politechniki. Po uderzeniu wagonik mocno się rozkołysał. Pasażerowie byli przerażeni. Zaczęli krzyczeć. Gdy obsługa sprowadziła wagonik do stacji, pasażerowie opuszczali go w takim pośpiechu, że obsługa nie zdążyła ich nawet policzyć.

- Sprawa została zgłoszona do inspektora żeglugi, ponieważ ewidentnie dźwig na barce był zbyt wysoki. Z relacji świadków wynika, że miał podniesione ramię, a chwilę po zderzeniu obniżył je na dopuszczalną wysokość - twierdził po zderzeniu Andrzej Charytoniuk z Politechniki Wrocławskiej.

Polinka jest nieczynna do odwołania. Prawdopodobnie trzeba będzie wymienić cały uszkodzony wagonik, ale o tym zdecydują specjaliści z firmy Doppelmayr.

- Obecnie czekamy na inspektorów transportu drogowego, którzy mają zdecydować o dopuszczeniu do ruchu drugiego, działającego wagonika Polinki - informuje Charytoniuk. O zdarzeniu poinformowane zostały także policja, policja rzeczna i Urząd Żeglugi Śródlądowej.

- Barka zawadziła ramieniem koparki o wagonik kolejki gondolowej i popłynęła dalej - mówi Kamil Rynkiewicz z biura prasowego policji dolnośląskiej. Przed godziną 11 policja rzeczna odnalazła barkę, która przyczyniła się do wypadku.

- Funkcjonariusze przebadali zarówno kapitana barki jak i operatora koparki na obecność alkoholu w organizmie. Byli trzeźwi. Teraz policjanci ustalają wszelkie okoliczności tego zdarzenia - mówi Kamil Rynkiewicz z biura prasowego policji dolnośląskiej. Policja sprawdzi więc też to, czy obsługa barki próbowała uciec, czy też odpłynęła, żeby zaparkować.

Politechnika twierdzi, że ma film, na którym widać, jak chwilę po zdarzeniu koparka przewożona przez barkę opuszcza swoje ramię na dopuszczalną wysokość. Początkowo informowano, że na barce przewożono dźwig. Jak informuje Piotr Stachura, rzecznik prasowy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, barka przewoziła koparkę, która jest wykorzystywana przy modernizacji Wrocławskiego Węzła wodnego, a konkretnie przy modernizacji bulwarów Odry Śródmiejskiej. Barka płynęła w kierunku Ostrowa Tumskiego.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że pracownicy barki obliczyli, że koparka wraz z podniesionym ramieniem zmieści się pod linami kolejki gondolowej. Prawdopodobnie nie wzięli jednak pod uwagę tego, że w trakcie przepływania może przejechać po linach wagonik Polinki. Aktualnie barka wraz z koparką znajduje się na wysokości Ostrowa Tumskiego.

źródło: wiadomosci.onet.pl
foto: wroclaw.pl
Apis 07.03.2014 3,219

11 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • x38
    x38
    Sposób oznakowania skrzyżowania kolejki z drogą wodną winien być szczegółowo określony w pozwoleniu wodnoprawnym i pozwoleniu na budowę kolejki... widocznie ktoś przespał sprawę na rozprawie administracyjnej... aktualnymi znakami żeglugowymi też można dostatecznie oznakować takie miejsce

    Jeżeli faktycznie koparka była transportowana z podniesionym wysięgiem, to kapitan popełnił kardynalny błąd... może się skończy sprawa tylko mandatem... ale prokurator może też dopatrzeć sie spowodowania przez kapitana zagrożenia dla życia w ruchu wodnym i ... linowym !...
    - 07.03.2014 12:12
    • Apis
      Apis
      Dobra praktyka żeglarska nakazuje, aby pod nieoznakowaną znakami prześwitu pionowego przeprawą mostową, rurociągiem (taki jest troszkę w górę Odry w tym odcinku ale oznakowany prawidłowo), linią wysokiego napięcia (a więc i kolejką linową) zachować szczególną ostrożność, opuścić, maszty, sterówkę itp. Ewidentnie kapitan popełnił błąd.

      Druga sprawa to kompletny brak znaków żeglugowych przed skrzyżowaniem z kolejką linową. Zdjęcie poniżej zrobiłem z pokładu MS "Oława" płynąc w dół jesienia ubiegłego roku. Widać maszt i liny kolejki i.... żadnych znaków informacyjnych lub ostrzegawczych na brzegu. Kolejka nie chodzi regularnie (nie przejeżdżają chyba puste wagoniki) więc trudno się domyślić, że zza krzaków znienacka wychynie wagonik
      - 07.03.2014 15:52
      • Jerzy Hopfer
        Jerzy Hopfer
        Wydaje mi się, że obaj szanowni koledzy niewłaściwie interpretują wypadek żeglugowy. Można by od biedy mówić o błędzie kapitana i zasadach dobrej praktyki żeglarskiej, gdybyśmy mieli do czynienia z mostem, linią napowietrzną, rurociągiem lub innym elementem stałym krzyżującym się z drogą wodną i gdyby statek uszkodził ten element - czytaj - zderzył się z tym elementem. W omawianym przypadku nie doszło do zerwania liny nośnej, która jest wspomnianym wyżej elementem stałym ograniczającym wysokość prześwitu, ale do zderzenia z gondolą. A to jest kolizja statku ze szczególnego rodzaju przewozem międzybrzegowym. Jak wiadomo prom ustępuje z drogi wszystkim innym statkom, ergo, może znaleźć się na szlaku żeglownym tylko wtedy, gdy ten szlak jest wolny. A zatem, jeżeli mamy mówić o winie, to leży ona z całą pewnością po stronie obsługi tego szczególnego rodzaju przewozu międzybrzegowego. Nie ma znaczenia, czy przewóz międzybrzegowy jest na wodzie czy w powietrzu. Na Kanale Kilońskim jest duży przewóz międzybrzegowy samochodowo - osobowy, który jest podwieszony na linach i porusza się ponad powierzchnią wody, ale obowiązują go zasady jak dla innych przewozów. Musi ustąpić statkom z drogi. Szczęściem, wielkim szczęściem, dla obsługi przewozu można nazwać fakt, że nie było ofiar. Prokurator może w tym przypadku zakwalifikować ten czyn - puszczenie gondoli w ruch w sytuacji, gdy na szlaku znajdował się zestaw pchany - jako rodzaj winy nieumyślnej w postaci lekkomyślności lub niedbalstwa. Gdyby doszło do ofiar, to z całą pewnością mielibyśmy do czynienia z winą umyślną w postaci zamiaru ewentualnego. Zainteresowanych odsyłam do lektury podręcznika prawa karnego, gdzie omawia się rodzaje winy, a także do przepisów żeglugowych. Nie ma w tym przypadku mowy o zasadzie ograniczonego zaufania, która jest być może adekwatna w ruchu drogowym, natomiast w ruchu żeglugowym, gdzie zasady są jasne i kolejność ruchu statków w miejscach trudnych określona, zasada ta może co najwyżej obowiązywać w sytuacjach nietypowych. Stąd prawo kierownika statku do wykonania tzw manewru ostatniej szansy, czyli nawet z naruszeniem przepisów i zasad dobrej praktyki żeglarskiej w celu ratowania życia i mienia. Tutaj sytuacja była jasna, a wina obsługi bezsporna.
        - 07.03.2014 20:31
        • Greg
          Greg
          Brawo, Panie Jurku. Nie przyszło mi to do głowy i chylę czoła. Rzeczywiście - w momencie oddawania do użytku tej kolejki należało odpowiednio sformułować zasady jej eksploatowania.

          Tyle tylko, że zaraz ktoś powie, iż tego wywodu nie należy w tym przypadku uwzględniać, bo... Odra w tym miejscu nie jest drogą wodną. Tzw. szlak boczny (wpisany do spisu dróg wodnych) biegnie od śluzy Opatowice przez górny awanport śluzy i śluzę Szczytniki do Starej Odry i dalej Kanałem Miejskim do śluzy Miejskiej, czyli kończy się kilkaset metrów powyżej tego miejsca.
          - 07.03.2014 21:06
          • x38
            x38
            zasadniczą kwestią w tym zdarzeniu jest pozycja wysięgu koparki transportowanej barką...jeżeli wysięg był w pozycji transportowej, to OK...
            - 07.03.2014 21:10
            • Szafranek
              Szafranek
              Kolego Greg przepisy są po to żeby je przestrzegać,a nie interpretować.Odra w tym miejscu jest normalnym szlakiem żeglownym ponieważ nie ma tam nigdzie tablicy mówiącej o końcu szlaku żeglownego,co prawda przemieszczają się tam statki pasażerskie,a nie statki towarowe ,ale to jest normalna droga wodna aż do śluzy Mieszczańskiej.Pozdrawiam serdecznie Szafranek.
              - 07.03.2014 22:35
              • Jerzy Hopfer
                Jerzy Hopfer
                W odniesieniu do naszej dyskusji na facebooku.
                Koledzy Kochani. Nie znam sytuacji na miejscu, bo tam nie byłem. Próbowałem ocenić sytuację z punktu widzenia przepisów żeglugowych. Do takiego myślenia i rozumowania upoważnia mnie treść art.1 ust.3 ustawy z dnia 21 grudnia 2000r. o żegludze śródlądowej - tekst jednolity - załącznik do obwieszczenia Marszałka Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 15 października 2013 r. z 6 grudnia 2013 r, poz. 1458. W przywołanym przepisie mówi się o tym, że - tu cytat - przepisy ustawy stosuje się także do statków służących do przewozów międzybrzegowych, zarobkowego przewozu osób lub ładunków, uprawiania sportu lub rekreacji, zarobkowego po łowu ryb, wykonywania robót technicznych lub eksploatacji złóż kruszywa na innych wodach śródlądowych niż określone w ust.1. Oznacza to, że na wodach, które nie zostały uznane za żeglowne na mocy Prawa wodnego, w przypadkach ruchu żeglugowego wymienionych w ust. 3 stosuje się także ustawę o żegludze. W moim przekonaniu, jeżeli jest to szlak boczny lub nie będący droga wodną, to do zdarzeń o charakterze żeglugowym stosuje się przepis ust. 3 a więc przepisy ustawy. Szczególnie, gdy chodzi o bezpieczeństwo ruchu żeglugowego. A jeżeli tak jest, to przewozy międzybrzegowe w sytuacjach kolizyjnych muszą obowiązywać zasady określone w ustawie i przepisach wykonawczych do niej. Skoro kolejka linowa jest szczególnym przewozem międzybrzegowym, to nawet przy braku regularnego ruchu żeglugowego, na wodzie nie będącej drogą wodną ale w sytuacji, gdy wykonywane są roboty techniczne w których wykorzystuje się statki, obowiązuje kolejność ruchu jak w przepisach żeglugowych - promy ustępują z drogi każdemu innemu statkowi, także obsługującemu budowę, bo taki ma prawo tam się znajdować. Takie właśnie sytuacje reguluje art. 1 ust.3. Dobijaliśmy się o to jeszcze w latach siedemdziesiątych, gdy byłem inspektorem w Bydgoszczy, kiedy pod rządami starej ustawy o żegludze i spławie na śródlądowych drogach wodnych, obowiązywała ona tylko na drogach wodnych. A na jeziorach lub innych akwenach zaczęły się mnożyć różnego rodzaju statki pasażerskie, techniczne itp. i nie było jak tego problemu "ugryźć". Wówczas wyszliśmy z tego w ten sposób, że w drodze interpretacji ministerialnej tekstu ówcześnie obowiązującej ustawy wykonywaliśmy czynności inspekcyjne na takich właśnie wodach.Tyle historii i interpretacji. Koledze Marianowi mogę odpowiedzieć w ten sposób: pozycja, wysokość i położenie wysięgnika koparki nie ma tu znaczenia, ponieważ to nie koparka uszkodziła linę lub wagon czy gondolę, a gondola wypuszczona bez upewnienia się, czy nie grozi jej i ludziom w niej siedzącym niebezpieczeństwo najechała na statek. Nie chce mi się wierzyć, że obsługa kolejki - przewozu międzybrzegowego nie wiedziała, że w pobliżu znajduje się plac budowy obsługiwany przez statek lub statki. Powinna także być, ta obsługa, zapoznana z art. 1 ust. 3 ustawy. A przede wszystkim, abstra****ąc nawet od przepisów ustawy o żegludze, powinna być zapewniona stała widoczność tego, co dzieje się z gondolą podczas jej ruchu. Tego podstawowego warunku, jak wynika z korespondencji, kolejka nie spełnia.
                - 07.03.2014 22:44
                • x38
                  x38
                  Nie znamy (niektórzy) tamtejszych warunków miejscowych, nie znamy oficjalnego przebiegu i okoliczności zdarzenia, nie znamy też dokumentów i określonych w nich warunków eksploatacji kolejki...więc należy poczekać na ich opublikowanie...
                  - 07.03.2014 23:08
                  • Jerzy Hopfer
                    Jerzy Hopfer
                    Nie prowadzę dochodzenia, nie oceniam sytuacji, broń Boże nie chce nikogo pouczać ani przekonywać. Od dochodzenia w tym przypadku jest miejscowy Urząd Żeglugi Śródlądowej, który swoją robotę dobrze wykona. Tego jestem pewny. Skoro jednak dyskutujemy, na bazie konkretnego przypadku, to uważam, że każdy z nas może mieć swoje zdanie i prawo do oceny zdarzenia. Jestem natomiast z gruntu przeciwny temu, aby w nie do końca wyjaśnionych przypadkach, z góry wyrokować o winie kapitana statku. W mojej praktyce inspektorskiej zdarzyło się dwukrotnie, że w przypadkach śmiertelnych - chodziło o utonięcie członka załogi statku, wydawałoby się w przypadkach dla kapitana beznadziejnych - udało mi się przekonać policjantów, przepraszam, wówczas milicjantów, aby zdjęli nałożone już kapitanowi kajdanki, pozwolili mi go przesłuchać, a potem zwolnić go do domu. Nawet sprawy karnej nie było, bo nie było winy tych kapitanów. Bo winni byli sami topielcy, którzy nie zachowali podstawowych zasad bezpieczeństwa na statku. Myślę, że nikogo nie uraziłem i w tej nadziei kończę dyskusję. Pozdrawiam serdecznie.
                    - 07.03.2014 23:17
                    • Apis
                      Apis
                      Napisałem wyżej (pisząc o dobrej praktyce żeglarskiej i być może pochopnie oceniając zajście jako błąd kapitana), że także sterujący statkiem ma ograniczoną możliwość reakcji gdy znienacka zza krzaków (zwłaszcza lewego brzegu) wyskakuje wagonik Polinki.
                      - 08.03.2014 07:24
                      • Apis
                        Apis
                        Na tym zdjęciu (kliknij aby powiększyć) najlepiej widać, że wagoniki kolejki wyskakują znienacka zza zarośli na obu brzegach.

                        dolny-slask.org.pl/foto/4123/4123607.jpg


                        Zdjęcie zrobiono z wagonika całkowicie niewidocznego dla statku, który płynąłby w dół Odry (z prawej na zdjęciu). Właśnie podróżujący z tego kierunku wagonik zahaczył o wysięgnik koparki przewożonej barką:

                        Cytat

                        Polinką ze stacji przy ul. Na Grobli do Wybrzeża Wyspiańskiego jechało kilka osób, głównie studentów Politechniki.
                        - 08.03.2014 10:20
                        Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                        Proszę Zaloguj by zagłosować.
                        Niesamowite! (0)0 %
                        Bardzo dobre (0)0 %
                        Dobre (0)0 %
                        Średnie (0)0 %
                        Słabe (0)0 %
                        Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                        Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies