
Nie dość, że żegluga na zaniedbanej przez dekady Odrze niemal zamarła, to urzędnicy odpowiedzialni za rzekę rezygnują z szansy na poprawę jej stanu. Na te prace rząd przeznaczył 509 mln zł. Jednak, jak ustaliła "Wyborcza", pod koniec roku Ministerstwo Infrastruktury wykreśliło z inwestycji trzeci, kluczowy etap za ponad 400 mln, czyli 80 proc. obiecanego budżetu. Powód? Podczas sejmowego spotkania w tej sprawie Witold Sumisławski, prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, tłumaczył, że do 2020 r. podległy mu Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu może nie podołać planowym zadaniom.
Nie dość, że żegluga na zaniedbanej przez dekady Odrze niemal zamarła, to urzędnicy odpowiedzialni za rzekę rezygnują z szansy na poprawę jej stanu. Na naprawę regulujących stan rzeki ostróg mieli do 2020 r. pół miliarda złotych, a wydadzą tylko jedną piątą.
- Te pieniądze nas zaskoczyły, mamy za mało czasu - tłumaczą. Ostrogi to budowle, które odpychając nurt od brzegów, ułatwiają utrzymanie odpowiedniej głębokości rzeki. To właśnie ich remont miał przywrócić transport wodny na środkowej Odrze, ok. 260-kilometrowym odcinku od Brzegu Dolnego do Kostrzyna nad Odrą.
Inwestycja znajdowała się wśród najważniejszych dla żeglugi śródlądowej zadań zawartych w Dokumencie Implementacyjnym do Strategii Rozwoju Transportu na lata 2014-2020. Na te prace rząd przeznaczył 509 mln zł. Jednak, jak ustaliła "Wyborcza", pod koniec roku Ministerstwo Infrastruktury wykreśliło z inwestycji trzeci, kluczowy etap za ponad 400 mln, czyli 80 proc. obiecanego budżetu. Powód? Podczas sejmowego spotkania w tej sprawie Witold Sumisławski, prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, tłumaczył, że do 2020 r. podległy mu Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu może nie podołać planowym zadaniom.
- Przygotowanie projektów jest trudne, ograniczają nas zwłaszcza decyzje środowiskowe. Wnioskując o środki, musimy wziąć pod uwagę zdolności do realizacji zadań, bo w razie niepowodzenia będziemy musieli oddać pieniądze. Pewni jesteśmy tylko wykonania projektów za 95 mln zł - tłumaczył Sumisławski.
Beznadziejna wiadomość
Kapitan żeglugi śródlądowej Andrzej Podgórski uważa, że rezygnacja z inwestycji to beznadziejna wiadomość dla rzeki, bo to właśnie trzeci etap prac, ten skreślony, był najbardziej potrzebny.
- Ostrogi są tam zniszczone, rozsadzone przez korzenie krzaków. W tak złym stanie nie pełnią swojej funkcji, czyli nie utrzymują odpowiednich głębokości na rzece. Bez nich piach i rumowisko niesione przez nurt odkładają się na dnie Odry, wypłycając ją - tłumaczy kapitan.
- Przywrócenie głębokości na środkowej Odrze miałoby znaczenie dla całej rzeki, od Gliwic do ujścia. Bo ten środkowy odcinek to korek na Odrze, właśnie tam nie mogą pływać statki o większym zanurzeniu. Najpierw narzeka się, że nie ma pieniędzy, a jak są, to też jest problem - komentuje docent Alfred Dubicki, przewodniczący Rady Gospodarki Wodnej Regionu Wodnego Środkowej Odry. Wyjaśnienia Sumisławskiego zdenerwowały także Arkadiusza Litwińskiego, posła PO ze Szczecina.
- Naprawdę nie jesteśmy w stanie przygotować projektów za 500 mln zł do 2020 r.? RZGW składa broń na wiele lat przed upłynięciem terminu. Oczekuję zmiany decyzji - mówi poseł.
- 500 mln zł nie jest porażającą sumą. Jeśli administracja twierdzi, że przez sześć lat nie jest w stanie wydać pieniędzy, to świadczy to o jej nieporadności - dodaje Dariusz Karkos, prezes wrocławskiego stowarzyszenia Teraz Odra.
Nie zdążą do 2020 r.
Piotr Stachura, rzecznik RZGW Wrocław potwierdza, że trzeci etap został wykreślony ze strategii, bo nie jest możliwe jego zrealizowanie do 2020 r. Rzecznik tłumaczy, że na przeszkodzie stoją restrykcyjne, związane z ochroną ptaków, decyzje środowiskowe. Ograniczają one prowadzenie prac na rzecze do jedynie kilku miesięcy w roku.
- Teoretycznie prace są możliwe od września do lutego, ale kończy się je w połowie grudnia, ze względu na lód na rzece - tłumaczy rzecznik. Do tego decyzja o pieniądzach na trzeci etap okazała się być dla urzędników wrocławskiego RZGW... zaskoczeniem.
- Nie mamy jeszcze dokumentacji projektowej dla etapu trzeciego ani zgód administracyjnych, w szczególności środowiskowych. Z doświadczenia wiemy, że jej zrealizowanie w tym zakresie i terminie byłoby praktycznie nierealne - dodaje Stachura.
Piotr Popa, rzecznik prasowy w Ministerstwie Infrastruktury, twierdzi jednak, że zarówno Ministerstwo Środowiska jak i dyrektorzy KZGW i RZGW już od 2011 r. wiedzieli, że będą mieli do dyspozycji fundusze unijne.
- Zwracaliśmy uwagę na konieczność przygotowania niezbędnej dokumentacji inwestycyjnej, w szczególności raportów oddziaływania na środowisko - przekonuje Popa.
Na Odrze nic się nie zmieni
Tymczasem brak inwestycji i pogarszające się warunki powodują, że przewóz ładunków drogą wodną odbywa się tylko sporadycznie, choć to najtańszy środek transportu. Traci na tym m.in. szczeciński port i przedsiębiorstwa na południu kraju.
Za transport przepłaciła ostatnio m.in. wrocławska fabryka FAT, wysyłając wyprodukowaną tokarkę w częściach na ciężarówkach do Hamburga, zamiast Odrą do Bałtyku. Dochodzi jednak do jeszcze większych absurdów - w częściach do Niemiec pojedzie autostradą nawet statek, wyprodukowany w kozielskiej stoczni.
- Musimy wymóc przywrócenie trzeciego etapu inwestycji, bo inaczej nic się na Odrze nie zmieni - mówi kapitan Podgórski.
RZGW teoretycznie nie składa broni, tłumacząc, że będzie to możliwe, gdyby decyzje środowiskowe stały się mniej restrykcyjne. Konkretów jednak brak.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies