Warszawa ma tramwaj wodny

10.07.2007
"Generał Kutrzeba" wygrał jeden z dwóch przetargów na obsługę linii tramwaju wodnego w Warszawie. Ten nowoczesny, aluminiowy statek pasażerski polskiej produkcji, zaprojektowany jest specjalnie z przeznaczeniem na płytkie wody śródlądowe. Nam - wodniakom - rzuci się w oczy dobijanie tramwaju wodnego do piaszczystego brzegu w centrum europejskiej stolicy. Tak właśnie przedstawia sie stan rzecznej infrastruktury: miasta odwróciły się plecami do rzek, nad którymi leżą....

"Generał Kutrzeba" wygrał jeden z dwóch przetargów na obsługę linii tramwaju wodnego w Warszawie. Ten nowoczesny, aluminiowy statek pasażerski polskiej produkcji, zaprojektowany jest specjalnie z przeznaczeniem na płytkie wody śródlądowe. Statki rejestrowane są w klasie PRS *sKM 2 pas (statek pasażerski dla rejonu 2 żeglugi czyli dla fali do 1,2 m, projektowany i budowany pod nadzorem PRS), zaś ich własności zarówno użytkowe jak i manewrowe dają im miejsce w ścisłej czołówce tego typu konstrukcji.

Pomimo dużej ładowności, pozwalającej na zabranie do 110 pasażerów (w tym ok. 50 miejsc stojących), niewielkie wymiary statków wpływają na łatwość i prędkość manewrów, zaś nowoczesne silniki Volvo-Penta o sporym nadmiarze mocy, pozwalają na uzyskanie prędkości eksploatacyjnej rzędu 17 węzłów (32 km/h), które to cechy łącznie predestynują jednostki szczególnie do pełnienia roli normalnego środka transportu, alternatywnego dla komunikacji naziemnej.

Więcej informacji na stronie www.tramwajwodny.waw.pl , na której nam - wodniakom - rzuci się w oczy dobijanie tramwaju wodnego do piaszczystego brzegu w centrum europejskiej stolicy. Tak właśnie przedstawia sie stan rzecznej infrastruktury: miasta odwróciły się plecami do rzek nad którymi leżą....
nadesłał: Jan Popończyk

Apis 10.07.2007 5,956

6 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Jerzy Hopfer
    Jerzy Hopfer
    Statek, jak wszystkie nowe statki, ani ładny ani brzydki. Zwróćcie uwage na nowy obyczaj, który się rozpowszechnia, mianowicie obwieszanie nawet ładnych statków "odbijaczami" z opon. Chciałoby sie powiedzieć po marynarsku: kto was tego nauczył. Gdzie są piękne plecione lub pneumatyczne, estetyczne odbijacze. Opony są może do zaakceptowania na holownikach portowych, które z natury swej ciągle gdzieś dobijają lub na statkach technicznych. Poza tym odbijacze stosuje się tylko w momencie, kiedy są potrzebne. Robienie ze statku choinki obwieszonej oponami , a szczególnie statku pasażerskiego to wstyd i hańba. O przystani nie wspominam, ponieważ zdążyliśmy się przyzwyczaić, że takowych w Polsce jak na lekarstwo. Tak sobie myślę, może by wprowadzić obowiązek dojazdu do pracy takim tramwajem dla pracowników ministerstw środowiska i transportu, a dobijać w miejscach, gdzie bez kaloszy i obowiązkowego pokonania nadbrzeżnych zarośli nie da się wyjść na ląd? No i obowiązkowo powinni nim jeździć / pływać / walczący ze wszystkim i wszystkimi tzw ekolodzy. Jest to bowiem bardzo ekologiczny tramwaj, dostosowany do ich postulatów, by na rzekach nic nie robić. Uwagi dot. wsiadania i wysiadania jak wyżej, a może i lepiej, by ekologia na brzegu była jeszcze gęściejsza. A zatem nie tylko kalosze ale i odpowiednie sztormiaki.
    Znam osobiście parę osób, którym taka lekcja napewno by się przydała.
    Aby nie być już takim czepialskim, sam pomysł tramwaju bardzo mi się podoba. Apeluję jednak do załogi: zdejmijcie na litość boską te opony.
    Pozdrawiam. Jerzy Hopfer
    - 11.07.2007 11:25
    • Apis
      Apis
      Te opony rażą zwłaszcza przy dobijaniu do piaszczystej łachy..... Może kapitan nazywa się Kubica?
      - 11.07.2007 22:58
      • O
        Odrzak
        "Wspaniale" wyglądają "brzegowe urządzenia cumownicze", chyba to jest "przystank na żądanie" bo pasażerowie tak pośpiesznie wysiadają, albo niespodziwana kontrola biletów... Wink
        - 12.07.2007 08:29
        • K
          K Domagala
          W dniu wczorajszym ogladałem ten stateczek z bliska /ok. godz.14.30/ nic nadzwyczajnego- z daleka prezentuje się lepiej- zbyt jaskrawe kolory.Natomiast przystań przypomniała mi lata siedemdziesiąte bo chyba z tych lat pochodzi i niewiele się zmienił.Co do odbijaczy to J.Hopfer ma całkowita rację na takim stateczku winny być eleganckie plecione odbijaczyki zawsze czystei to nie zamontowane na stałe a leżące sobie na pokładzie i używane w razie konieczności.Tak było już trzydzieści lat temu gdy kiedy krótko pływałem na pesażerku Odetta. Nie było tam nawet jednej opony a właśnie ładne plecione odbijacze leżące na dziobie i rufie służyły raczej jako dekoracja gdyż kapitan Olszanowski przy dobijaniu do przystani nie dawał powodów by ich uzywać . Opony- owszem na holowniku i to przy kiepskim sterniku.Taki stateczek opony szpecą a i żle świadczą o sterniku.
          - 17.07.2007 23:25
          • F
            Filozof_3
            Szanowni Koledzy

            Ponieważ tramwaj wodny "z natury swojej" bez przerwy gdzieś dobija (konkretnie wykonujemy w ciągu siedmiu godzin rejsów do 25 operacji cumowania), przy czym jedno miejsce obowiązkowego, wyznaczonego nam cumowania jest, ujmijmy to elegancko, w nienajlepszym stanie, w dodatku nie na obiekcie pływającym lecz na stałym lądzie, gdzie poziom wody bez przerwy się zmienia, koncepcja "eleganckich odbijaczyków" słabo się sprawdzała.

            Co do uwagi p. Domagały: "...Co do odbijaczy to J.Hopfer ma całkowita rację na takim stateczku winny być eleganckie plecione odbijaczyki zawsze czystei to nie zamontowane na stałe a leżące sobie na pokładzie i używane w razie konieczności.Tak było już trzydzieści lat temu gdy kiedy krótko pływałem na pesażerku Odetta. Nie było tam nawet jednej opony a właśnie ładne plecione odbijacze leżące na dziobie i rufie służyły raczej jako dekoracja gdyż kapitan Olszanowski przy dobijaniu do przystani nie dawał powodów by ich uzywać . Opony- owszem na holowniku i to przy kiepskim sterniku.Taki stateczek opony szpecą a i żle świadczą o sterniku..." -

            1) być może siedemdziesięciotonowa Odetta o zanurzeniu 0.8 m była mniej podatna na wiatry boczne niż siedmiotonowy Kutrzeba o zanurzeniu 0,45;

            2) manewr cumowania, wysadzania pasażerów oraz odejścia wykonujemy akurat w tym samym czasie, kiedy bliźniaczy do Odetty statek majestatycznie wykonuje podejście (sprawdzone w praktyce),

            3) trzydzieści lat temu może był nadmiar rąk na pokładzie, "Kutrzeba" ma obsadę dwuosobową, a dla informacji krytyków opon - osiemnastolatek z technikum w Nakle z ledwo odebranym świadectwem marynarza na propozycję praktyk wakacyjnych za 2.100 PLN "na rękę" + zakwaterowanie, odpowiedział, że może rozmawiać o 50 EUR za dzień (czyli na polskie ok. 6.000 pLN na rękę). Jeżeli któryś z krytyków opon chce być sponsorem dodatkowego etatu dla marynarza do wykładania w odpowiednim momencie "eleganckich, plecionych odbijaczyków", to służę numerem konta.

            Natomiast muszę dodać istotne informacje, które mogą sporo wyjaśnić. Mianowicie "GENERAŁ KUTRZEBA":

            a ) nie ma stabilizatorów rufowych (mniejsza z tym dlaczego, to element niezwykle interesującej historii tego prototypu), natomiast na rufie jego zanurzenie wynosi na stępce 25-30 cm, podczas gdy w 1/3 długości od dziobu "aż" 55 cm, przy powierzchni bocznej nad linią wody wynoszącej ponad 40 m.kw. Efekt jest taki, że nawet lekka zmiana składowej bocznej siły wiatru kręci rufą, podobnie przy pojedynczej śrubie działa zmiana obrotów, nie mówiąc już o zmianie kierunku obrotów

            b ) ma napęd "Z", który oprócz licznych zalet (np. śrubę wymieniamy w ciągu mniej niż 5 minut) ma też jedną istotną wadę – steruje ciągiem, czyli nie zapewnia sterowności przy luzie, musi być włączone przynajmniej półsprzęgło. Efektem jest krótszy czas manewrów ale okupiony większą prędkością. W połączeniu z punktem a) oraz aluminiowym kadłubem z blachy 5 mm, podejście do cumowania wymaga dużej wprawy oraz zabezpieczenia "na wszelki wypadek", szczególnie przy porywistych wiatrach.

            Co do odbijaczy pneumatycznych, to "kiełbaski" po prostu są za delikatne i za małe, natomiast "gruchy" wyglądają na "Kutrzebie" jak brodawki, już wolę opony…

            Chciałbym też podkreślić, że przy czasie manewrów rzędu poniżej 1 minuty oraz kluczowej roli cumy dziobowej, po prostu nie ma czasu na podstawianie odbijaczy, abstrahując od faktu, że trudno jest w pojedynkę podstawiać je równocześnie na dziobie i rufie.

            Rozumiem natomiast nostalgię, sam chciałbym aby odbijacze prezentowały się pięknie, ale obawiam się, że dopóki nabrzeża będą zbudowane z najeżonych śrubami i ostrymi kawałkami blachy przerdzewiałych larsenów, nie zdecyduję się na instalację innych odbijaczy niż najzwyklejsze opony - grube, duże i nie żal.

            Pozdrawiam
            /-/ Jan Popończyk
            - 05.08.2007 18:15
            • F
              Filozof_3
              A, przepraszam, jeszcze co do jaskrawych kolorów: statek nie ma w ogóle żadnej barwy - nie jest w ogóle malowany, ma naturalny kolor aluminium, natomiast te jaskrawe kolory zawdzięczamy pewnie pływakom ratunkowym, a przecież trudno jest zmieniać im kolor, narzucony przepisami...

              Pozdrawiam
              - 05.08.2007 18:19
              Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
              Proszę Zaloguj by zagłosować.
              Niesamowite! (0)0 %
              Bardzo dobre (0)0 %
              Dobre (0)0 %
              Średnie (0)0 %
              Słabe (0)0 %
              Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
              Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies