
Nie ulega wątpliwości, że nad wrocławskim jazem Opatowice ciąży jakieś złe fatum. W przeszłości zasłynął z samoczynnego opadnięcia segmentu co w przededniu zimowego zamknięcia szlaku żeglownego przysporzyło flocie zmierzającej do nabrzeża wrocławskiej Kogeneracji niemało kłopotu. Inny tragiczny w skutkach wypadek to głośne przemieszczenie przez jaz dwóch pchaczy, z czego jeden zakończył swój żywot skazany na kasacje po wydobyciu. Kolejny wypadek zdarzył się w dniu wczorajszym – zatonięcie górnopokładowej barki pchanej z ładunkiem kamienia.
Nie ulega wątpliwości, że nad wrocławskim jazem Opatowice ciąży jakieś złe fatum. W przeszłości zasłynął z samoczynnego opadnięcia segmentu co w przededniu zimowego zamknięcia szlaku żeglownego przysporzyło flocie zmierzającej do nabrzeża wrocławskiej Kogeneracji niemało kłopotu. Inny tragiczny w skutkach wypadek to głośne przemieszczenie przez jaz dwóch pchaczy, z czego jeden zakończył swój żywot skazany na kasacje po wydobyciu. Kolejny wypadek zdarzył się w dniu wczorajszym – zatonięcie górnopokładowej barki pchanej z ładunkiem kamienia.
Nie będę dywagował na temat przyczyn wypadku żeglugowego, gdyż nie do końca znane mi są przyczyny tego zdarzenia. Wiem jednak jedno – wyeksploatowany tabor pływający, który jest zatrudniany do prac przy modernizacji Wrocławskiego Węzła Wodnego nie daje gwarancji bezpieczeństwa podczas wykonywania prac za i wyładunkowych na akwenach, które w 100% nie są zbadane pod katem przeszkód podwodnych. Skutkiem takich „partyzanckich” wyczynów były już przypadki przebić poszycia kadłuba poniżej linii wodnej. Przypuszczalnie i to było przyczyną wczorajszego wypadku.
Na dzień dzisiejszy próby podniesienia z dna barki podjęte do godzin wczesnopopołudniowych zakończyły się połowicznym sukcesem. Udało się odpompować skrajnik rufowy, co częściowo przywróciło pływalność części rufowej. Sytuację komplikuje odcięcie z powodu zamknięcia śluzy Różanka opatowickiego odcinka Odry od jakichkolwiek dostaw dodatkowego sprzętu pływającego, który ułatwiłby akcję podnoszenia barki. Nieprzewidywalne sytuacje z barkami górnopokładowymi znane są z przeszłości, kiedy to w większości takich jak dziś przypadków barka samoczynnie zmieniała formę pływalności na "dnem do góry".
A tak na wszelki wypadek inwestor powinien profilaktycznie zadbać o pozytywną aurę przy pracach na tym jazie i zlecić odpowiednim fachowcom z branży „odczynić urok” co niewątpliwie może potencjalnie zapobiec podobnym wypadkom i przynieść niebagatelne oszczędności.
Aktualizacja: Dziś sytuacja uległa zmianie. Zatopiona barka górnopokładowa była w stanie względnej pływalności, którą to uzyskała chyba już wczorajszego wieczora. Przyczyną zatonięcia był prawdopodobnie przeciek do magazynku dziobowego, co potwierdza osadzenie dziobu na skarpie brzegowej.
tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies