
O dwie godziny przełożono rozpoczęcie operacji podniesienia wraku statku Costa Concordia, leżącego u brzegów włoskiej wyspy Giglio. Poinformował o tym szef włoskiej Obrony Cywilnej Franco Gabrielli. Prace miały zacząć się około godziny 6 rano. Cała operacja powinna potrwać od 12 do 24 godzin, chociaż może się przedłużyć nawet na kilka dni.
Przetarg na podniesienie wraku wygrało włosko-amerykańskie konsorcjum Titan Salvage-Micoperi. W pracach uczestniczy też firma NED-Project z Gdańska. Koszt podniesienia i wywiezienia wraku szacuje się na co najmniej 600 mln euro.
O dwie godziny przełożono rozpoczęcie operacji podniesienia wraku statku Costa Concordia, leżącego u brzegów włoskiej wyspy Giglio. Poinformował o tym szef włoskiej Obrony Cywilnej Franco Gabrielli. Prace miały zacząć się około godziny 6 rano.
- Nie ma żadnego powodu o charakterze technicznym, który budziłby zaniepokojenie - zapewnił Gabrielli na konferencji prasowej.
Operacja podniesienia z dna wraku Costy Concordii to bezprecedensowe przedsięwzięcie w dziedzinie morskich operacji ratunkowych. Nigdy wcześniej nie próbowano ustawić w pionie leżącego na skałach i częściowo zanurzonego statku długości 300 metrów, 70 metrów wysokości i ważącego 114 tys. ton. W prace zaangażowanych jest 500 specjalistów z różnych dziedzin, pochodzących z wielu krajów.
Cała operacja powinna potrwać od 12 do 24 godzin, chociaż może się przedłużyć nawet na kilka dni. Inżynierowie, którzy rok opracowywali skrupulatnie każdy krok podnoszenia statku,uważają , że kluczowe znaczenie będzie miało pierwszych 5-6 godzin. To w tej fazie dojdzie do oddzielenia statku od morskich skał, na które wpadł
Statek ma zostać ustawiony na sześciu stalowych platformach, które wybudowano na dnie morza i umocniono workami z cementem. Aby ustawić Costę we właściwej pozycji przyspawano do niej zbiorniki balastowe i stalowe liny, które zostaną naciągnięte przez przymocowane do platform siłowniki hydrauliczne. Jeśli prowadząca akcję ekipa popełni błąd, statek może przewrócić się lub zsunąć po dnie, co doprowadzi do jego zatonięcia. Możliwe też, że uszkodzony i skorodowany kadłub rozpadnie się. By tego uniknąć został on wzmocniony, a podczas operacji podnoszenia jego stan będzie nadzorowany przy pomocy umieszczonych na statku kamer i mikrofonów.
Zatonięcie lub rozpadnięcie się Costy spowoduje uwolnienie do morza olbrzymiej ilości zanieczyszczeń (smarów, resztek paliwa, chemikaliów, zepsutej żywności), a także pogrzebanie pod wodą tysięcy ton metalu, które przez dziesiątki lat będą korodować uwalniając szkodliwe związki. Skażenie dotknie mieszkańców uważanej za perłę toskańskiego wybrzeża wyspy Giglio, a także największy w Europie rezerwat ssaków morskich Pelagos.
Przetarg na podniesienie wraku wygrało włosko-amerykańskie konsorcjum Titan Salvage-Micoperi. W pracach uczestniczy też firma NED-Project z Gdańska. Koszt podniesienia i wywiezienia wraku szacuje się na co najmniej 600 mln euro. Suma ta jednak może jeszcze wzrosnąć - uważa Franco Porcellacchia, odpowiedzialny za całą operację przedstawiciel armatora Costa Crociere. Jeśli podniesienie zakończy się sukcesem, to Costa Concordia wyruszy w swój ostatni rejs, zapewne do pobliskiego portu w Piombino w Toskanii. Wybrano go - na razie wstępnie - ponieważ znajduje się tam wielka huta, a wrak ma trafić na złom.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies