Czesi na polskiej Odrze

26.08.2013
Czesi na polskiej Odrze
W piątek 23.08.2013 po południu - gdy jak zwykle pełniłem swój dyżur na brzeskiej marinie - znienacka zza drzew wychynął mały, oryginalny stateczek "Lubor Tokoą" pod czeską banderą i zacumował przy pomoście. Ze statku wyszli dwaj członkowie załogi oraz przyjaźnie usposobiony pies Akim i poprosili o gościnę w brzeskim porcie.

Od razu przełamaliśmy wszelkie bariery językowe i zaczęła się miła pogawędka z sympatycznym właścicielem jednostki Oldřichem Kodedą, człowiekiem - jak się później okazało - o szerokich i niezwykłych zainteresowaniach.

W piątek 23.08.2013 po południu - gdy jak zwykle pełniłem swój dyżur na brzeskiej marinie - znienacka zza drzew wychynął mały, oryginalny stateczek "Lubor Tokoą" pod czeską banderą i zacumował przy pomoście. Ze statku wyszli dwaj członkowie załogi oraz przyjaźnie usposobiony pies Akim i poprosili o gościnę w brzeskim porcie. Od razu przełamaliśmy wszelkie bariery językowe i zaczęła się miła pogawędka z sympatycznym właścicielem jednostki - Oldřichem Kodedą - człowiekiem o szerokich i niezwykłych zainteresowaniach.

Dowiedziałem się, że stateczek zbudowany został w stoczni w Pirnie (dawne NRD) w 1963 roku. Nie wiadomo jak się wówczas nazywał. Jego nazwę znamy dopiero gdy pojawił się w czeskiej Pradze jako "Vera" gdzie służył jako stateczek turystyczny przewożący do 12 osób po Wełtawie. Później zmienił nazwę na "Břetislav" i pływał w morawskiej firmie "Lodní doprava Břeclav". W roku 2004 kupił go Oldřich Kodeda, który wraz z przyjaciółmi założył stowarzyszenie non-profit "První bruntálská paroplavební" (Pierwsza Bruntalska Żegluga Parowa) i nazwał statek "Lubor Tokoą" na cześć zmarłego rok wcześniej aktora teatralnego, filmowego i telewizyjnego - krewnego pana Oldřicha.

Ambitny plan ożywienia kursującym stateczkiem pięknie położonego zbiornika retencyjnego Slezská Harta rozbił się o jakże znaną u nas w Polsce "bezinteresowną zawiść". Właściciela zmuszono najpierw do zmiany silnika spalinowego na elektryczny, który przy niewielkiej mocy zaopatrywany był w energię z ważącego tonę akumulatora. Ograniczało to możliwość przewożenia pasażerów tym bardziej, że słaby motor nie radził sobie gdy na jeziorze była większa fala czy niesprzyjający wiatr.

Powstał też pomysł, aby stateczek zmienić w parowiec. Oldřich Kodeda z przyjaciółmi znaleźli i zregenerowali maszynę parową z 1911 roku. Gdy już była gotowa do montażu - kocioł i całą resztę ukradli z hali Pana Kodedy Cyganie. Pan Oldřich Kodeda zwrócił się do odpowiedniego ministerstwa o zezwolenie (w drodze wyjątku) na montaż spalinowego silnika na stateczku "Lubor Tokoą", gdyż takie silniki mają (również w drodze wyjątku) jednostki służb utrzymania i bezpieczeństwa na zbiorniku Slezská Harta. Gdy już je niemal otrzymał - wkroczyli do akcji wszechobecni "zieloni bojownicy" i ukręcili łeb zezwoleniu. Pan Kodeda miał już dość rzucania pereł przed wieprze i w 2011 roku zabrał swój stateczek z jeziora.

Pseudoekologiczny silnik elektryczny zastąpił spalinowym Zetor Major Z3001 znanym nam z ciągników - o mocy ok. 30 KM i dokonawszy kapitalnego remontu jednostki napędowej wybrał się w niezwykły rejs. Popłynął liczącą 1384 km trasą wiodącą przez Odrę do Oder-Havelkanal, w Havelbergu na Łabę i przez Magdeburg w górę rzeki do Czech i Pragi, którą osiągnęli w dniu 27.11.2011, witani nie tylko przez rodziny ale też przez członków klubu welocypedystów - jeżdżących na rowerach z wielkim przednim kołem bez przekładni i którego członkiem jest posiadający taki welocyped z początku XX wieku kapitan stateczku "Lubor Tokoą".

W rejsie nie brakowało przygód - między innymi naprawiano wał napędowy w Nowej Soli, który jednak wytrzymał tylko do Magdeburga gdzie musiano go ponownie naprawiać - tym razem skutecznie, bo wytrzymał do końca rejsu. Ciekawostką dla mnie był fakt, że podnośnia Niederfinow nie śluzuje obiektów turystycznych kierując je na Finowkanal. Powrót na Oder-Havelkanal następuje koło miejscowości Zerpenschleuse (km 50,4 OHW)

Oldřich Kodeda lata także motoszybowcem (ma polskiego 'Ogara") i ma małą odlewnię produkującą przepiękne znaczki, odznaki i medale okolicznościowe, które miałem okazję podziwiać na pokładzie jego statku.

Po przenocowaniu na pokładzie w sobotę rano czescy goście i ich stateczek ruszyli do Opola. Pożegnałem ich przy pomoście, skąd zrobiłem kilka pamiątkowych fotek.



tekst i zdjęcia: Andrzej Podgórski
Apis 26.08.2013 2,627

4 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • marek56
    marek56

    Cytat

    Popłynął liczącą 1384 km trasą wiodącą przez Odrę do Oder-Havelkanal, w Havelbergu na Łabę i przez Magdeburg w górę rzeki do Czech i Pragi

    A wiadomo skąd zaczynał ? Wodował statek gdzieś w Polsce ? Rozumiem, że teraz "bada" trasę dokąd da się w górę Odry dopłynąć Wink Super sprawa ! I "łódka" też bardzo fajna Smile
    Ale zielona zaraza w Czechach jak widać też się mocno trzyma Sad
    - 26.08.2013 19:07
    • Apis
      Apis
      Jego "bazą wypadową" jest Marina Lasoki w Koźlu. Stamtąd płynął do Pragi przez Odrę i Łabę a do mnie przypłynął tez z Lasok i tam wraca.
      - 26.08.2013 20:18
      • marek56
        marek56
        A, to już wszystko jasne Smile Dzięki za info. Pozdrawiam !
        - 26.08.2013 20:34
        • zbyszek1
          zbyszek1
          Piękny stateczek. Smutne jest tylko, że tak się gnębi ludzi z pasją i to nie tylko u nas.
          - 27.08.2013 09:00
          Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
          Proszę Zaloguj by zagłosować.
          Niesamowite! (0)0 %
          Bardzo dobre (0)0 %
          Dobre (0)0 %
          Średnie (0)0 %
          Słabe (0)0 %
          Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
          Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies