
Po godzinie 7 straż pożarna i policja dostały zgłoszenie o tonącej barce w okolicach Jazu Opatowickiego. Barka, a dokładnie dwa pchacze i prom typu W pracowały przy remoncie Wrocławskiego Węzła Wodnego i były zacumowane powyżej jazu. Jednak w pewnym momencie zerwały się z cum i z nurtem rzeki "przepłynęły" przez jaz.
Doszło do uszkodzenia sterówek obydwu pchaczy w kolizji z mostem biegnącym nad jazem, barka zaklinowała się między jego filarami a jeden z pchaczy zaczął tonąć.
Po godzinie 7 straż pożarna i policja dostały zgłoszenie o tonącej barce w okolicach Jazu Opatowickiego. Na miejsce wysłano 11 zastępów straży pożarnej. Barka, a dokładnie dwa pchacze i prom typu W pracowały przy remoncie Wrocławskiego Węzła Wodnego i były zacumowane powyżej jazu. Jednak w pewnym momencie zerwały się z cum i z nurtem rzeki "przepłynęły" przez jaz. Doszło do uszkodzenia sterówek obydwu pchaczy w kolizji z mostem biegnącym nad jazem, barka zaklinowała się między jego filarami a jeden z pchaczy zaczął tonąć.
Na pchaczu Tur-O-67 uszkodzeniu uległa tylko sterówka natomiast Bizon z zerwaną sterówką i uszkodzonym poszyciem dna zaczął tonąć poniżej jazu i osiadł przy prawym brzegu. Gdy tonął było na nim pięć osób, którym wydostać się pomogła policja rzeczna. Z pchacza wycieka jednak paliwo. Strażacy przygotowują się do akcji wypompowywania. Barkę, która się zaklinowała już wyciągnięto spod mostu na jazie.

- Jaz nie został uszkodzony - zapewnia nas Anna Zięba z RZGW we Wrocławiu. O uszkodzeniach pchacza na razie nie chce mówić. - Trwa akcja. Po niej zostaną oszacowane straty - ucina krótko. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że straty oszacowano na razie na 300 tys. zł.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies