
W końcu nadeszła już odpowiednia pora aby obudzić się z zimowego letargu. Przebudziły się też i żeglugowe firmy turystyczne, które - pomimo tegorocznych wiosennych kaprysów pogodowych - bez względu na przenikliwe zimno i śnieżyce zachęciły turystów do skorzystania z oferty spędzenia świat wielkanocnych na pokładach statków przemierzających Odrę docelowo docierając do Wrocławia. I tu niektórzy się zawiedli. Tradycyjna polska gościnność to już przeszłość. Szwajcarscy turyści zaokrętowani na statku „Excellence coral” dotarli do Wrocławia – ale autokarami.
Natura nie stworzyła piękniejszej pory roku niż wiosna. To najpiękniejsza, opiewana przez poetów pora roku – jednakże niełatwo o niej pisać: może dlatego, że pisząc o wiośnie, trudno nie popaść w banał, wszak prawie wszystko już na jej temat zostało powiedziane. Ale czy na pewno? Gdy dzień staje się dłuższy, gdy wszędzie coraz więcej światła, ruchu, życia, nie sposób usiedzieć w jednym miejscu.
W końcu nadeszła już odpowiednia pora aby obudzić się z zimowego letargu. Przebudziły się też i żeglugowe firmy turystyczne, które - pomimo tegorocznych wiosennych kaprysów pogodowych - bez względu na przenikliwe zimno i śnieżyce zachęciły turystów do skorzystania z oferty spędzenia świat wielkanocnych na pokładach statków przemierzających Odrę docelowo docierając do Wrocławia.
I tu niektórzy się zawiedli. Tradycyjna polska gościnność to już przeszłość. Szwajcarscy turyści w pierwszym tegorocznym rejsie zaokrętowani na statku „Excellence coral” dotarli do Wrocławia – ale autokarami. Przyczyna dość prozaiczna – brak gwarancji przyzwoitego miejsca postoju we Wrocławiu, mieście zaliczanym do grupy miast mających w swej nazwie przydomek „Wenecja Północy”. O tempora, o mores!
26 marca, chcąc nie chcąc statek zacumował na kilka dni w Ścinawie a turyści - jak już wcześniej wspomniałem - aby podziwiać uroki Wrocławia musieli udać się w podróż autokarami. W głowie się nie mieści żeby w mieście, które czeka na turystów jak na zbawienie (mam na myśli zasoby ich portfeli) aby zminimalizować rosnące w szalonym tempie zadłużenie - nie stawia na rozwijającą się w Europie w szalonym tempie turystykę wodną - taką przez wielkie T.
Nie bardzo jest jasne, kto we Wrocławiu odpowiedzialny jest za zniechęcanie do korzystania z tej formy promocji miasta. Jedyne miejsce postoju dla dużych statków turystycznych to raczej wielka prowizorka: brak podstawowych mediów, bez których miejsca postojowe na europejskich drogach wodnych z reguły dziś już nie mogą się obejść - czyni postojowisko przy wewnętrznym cyplu śluzy Mieszczańskiej praktycznie dzikim.
Brak dojazdu dla odbioru śmieci ze statku, brak ujęcia wody pitnej nie wspominając o takich luksusach jak możliwość podłączenia statku do energii elektrycznej. Są jedynie dalby, brudne i zasłane dywanem tłuczonego szkła dojście do ulicy i widokowy skwerek przekształcony w psią kloakę - ostatnio doposażony w kolejną „budkę z piwem” i jej śmieciowymi walorami. To jest to, co miasto oferuje zagranicznym biurom podróży promującym rejsy Odrą do „Miasta Spotkań” z aspiracjami pretendowania do miana Europejskiej Stolicy Kultury.
Rozpoczęcie modernizacji jazu Wrocław I skutkuje w tym roku zamknięciem jedynego „reprezentacyjnego” miejsca postoju dla statków turystycznych. A cóż oferuje się w zamian? Dla pierwszego rejsu „Exellence Coral” nikt nie potrafił wskazać alternatywnego miejsca postoju. Następna „Saxonia” dotarła na Osobowice I, z którego to portu skorzystały również w następnym rejsie „Excellence Coral” i „Sans Souci”. Była także oferta postoju na akwenie Osobowice II, ale można ją raczej potraktować jako żart, a jeśli nie żart to oznakę „ogromu wiedzy” o wrocławskich akwenach i ich parametrach w dobie „odrodzenia” transportu wodnego na Wrocławskim Węźle Wodnym. Nie wiadomo: śmiać się czy płakać...
Do Wrocławia dotarł również „Liberte”, przepiękny stateczek turystyczny przebudowany ze starej barki holenderskiej. I on także tułał się po wrocławskich szlakach wodnych w poszukiwaniu przyjaznego miejsca. W środę rano wszystkie wspomniane wyżej statki opuściły Wrocław i zapewnie długo się tu nie pokażą.
A tymczasem wiosna zadomowiła się już na dobre, słońce stymuluje organizm do wytwarzania serotoniny – hormonu odpowiedzialnego za dobry nastrój. I być może ten nastrój udzieli się wrocławskiemu magistratowi i Panu Prezydentowi. Życzę więc Panu Prezydentowi jak najwięcej serotoniny w organizmie aby w końcu dostrzegł, że Wrocław nie kończy się na Rynku, Ostrowie Tumskim i Stadionie Miejskim; że Wrocław ma swój krwiobieg, który łączy go z Europą. Póki co jest on w stadium gwałtownego rozrastaniu się płytki miażdżycowej, czyli grozi zawałem lub co najmniej - nomen omen głęboką depresją z powodu płytkich umysłów (i wód Odry).
Tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara