
Organizacje ekologiczne i wędkarze zarzucili Regionalnemu Zarządowi Gospodarki Wodnej w Krakowie, że dewastuje Rabę poprzez jej regulację w rejonie Myślenic. Obawiano się, że budowa czterech zapór i opasek brzegowych doprowadzi w praktyce do zabetonowania rzeki, która w tej okolicy zachowała jeszcze cechy naturalne.
250 kormoranów opanowało brzegi rzeki Poprad na odcinku od Leluchowa do Żegiestowa. Kolejnych 100 ptaków wyjada ryby z Kamienicy i Dunajca w okolicach Nowego Sącza. Stada żarłocznych kormoranów z przerażeniem obserwuje Jaromir Myrna, odpowiedzialny w nowosądeckim PZW za ochronę wód.
Organizacje ekologiczne i wędkarze zarzucili Regionalnemu Zarządowi Gospodarki Wodnej w Krakowie, że dewastuje Rabę poprzez jej regulację w rejonie Myślenic. Obawiano się, że budowa czterech zapór i opasek brzegowych doprowadzi w praktyce do zabetonowania rzeki, która w tej okolicy zachowała jeszcze cechy naturalne. Inwestycję zaskarżono więc do Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie.
Po artykule "Gazety" na ten temat wicedyrektor krakowskiej RZGW Tomasz Sądag wydał oficjalne stanowisko: "Zakres planowanych do realizacji prac obejmuje budowę czterech bystrz z grubego narzutu kamiennego i stabilizujących dno oraz opasek brzegowych, również z grubego narzutu kamiennego. Praktycznie jedynymi elementami betonowymi będą 50 cm szerokości gurty wykonane w ramach budowy bystrz, usytuowane w poprzek koryta, w ilości trzech sztuk na każde bystrze. Ich zadaniem jest stabilizacja narzutu kamiennego tworzącego korpus bystrza. Gurty będą wbudowane w bystrze i praktycznie niewidoczne. Bystrza, z racji swojej konstrukcji nie będą stanowić przeszkody w migracji ryb. Nie będzie żadnego betonu w korycie Raby pomiędzy bystrzami, ani na opaskach brzegowych".
Dodatkowo RZGW precyzuje, że inwestycja ma pochłonąć 7,6 mln zł, a nie jak wynikało z dokumentacji, którą posiadają organizacje ekologiczne - 13,5 mln zł.
---
250 kormoranów opanowało brzegi rzeki Poprad na odcinku od Leluchowa do Żegiestowa. Kolejnych 100 ptaków wyjada ryby z Kamienicy i Dunajca w okolicach Nowego Sącza.
- Jeśli zaczną tutaj gniazdować, to będzie katastrofa - uważa dr Leszek Augustyn, ichtiolog z Polskiego Związku Wędkarskiego w Nowym Sączu.
Kormorany przylatujące na wiosnę do Polski zwykle kierują się na Mazury i Pomorze. Tam jest najwięcej jezior i rzek obfitujących w ryby. W tym roku, na przełomie zimy i wiosny, ptaki zatrzymały się na dłużej na Sądecczyźnie. Niewielkie stada były widziane przy rzekach już pod koniec grudnia, więc wędkarzom udało się uzyskać w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska pozwolenie na odstrzał 100 sztuk zagrażających populacji ryb.
Myśliwi zdołali jednak wyeliminować jedynie 17 kormoranów. W ich przewodach pokarmowych odkryto pstrągi i lipienie. Jeden z ptaków bez trudu połknął rybę świnkę długości 38 cm.
- Pozwolenie na odstrzał wygasło z końcem stycznia, a kilka tygodni później na Sądecczyznę dotarły setki kormoranów - opowiada Leszek Augustyn. - Nie można już do nich strzelać, ponieważ są w okresie lęgowym.
Dorosły kormoran może zjeść do pół kilograma ryb dziennie. Trudniej mu je wydobyć z głębokiego jeziora, więc chętniej wybiera na polowanie rzeki, gdzie woda jest płytka.
Stada żarłocznych kormoranów z przerażeniem obserwuje Jaromir Myrna, odpowiedzialny w nowosądeckim PZW za ochronę wód. Gdy widzi klucz czarnych ptaków dolatujących do rzeki, może tylko bezradnie przyglądać się dziesiątkom ryb znikających w ich dziobach. - Ptaki są pod ochroną, więc nic im nie można zrobić - rozkłada ręce Myrna.
Dłuższy pobyt kormoranów na Popradzie, Dunajcu i Kamienicy uderza w ekosystem i przekłada się na realne straty ponoszone przez PZW. W ubiegłym roku związek wydał 1,5 mln zł na zarybienie rzek narybkiem szlachetnych gatunków, w tym pstrągiem i lipieniem. Pieniądze zebrano od wędkarzy. W nowosądeckim PZW zrzeszonych jest ich aż 5 tysięcy. Każdy płaci za członkowstwo 240 zł rocznie. Spory dochód przynosi też wydawanie pozwoleń na wędkowanie w naszych wodach 10 tysiącom wędkarzy przyjeżdżających na Sądecczyznę z innych części kraju. Jednodniowe pozwolenie kosztuje 25 zł, a większość amatorów wędkowania spędza nad górskimi rzekami co najmniej dwa tygodnie.
Za te fundusze PZW wpuścił do rzek osiem ton ryb wyhodowanych w należących do związku ośrodkach zarybieniowych w Sączu, Mszanie Dolnej, Łopusznej i Rożnowie. Część tych ryb wylądowała już w żołądkach kormoranów. O tej porze roku sieją one spustoszenie zwłaszcza w populacji brzany - jednej z najbardziej popularnych ryb w naszych rzekach. Z powodu niskiej tempetratury wody ten gatunek jest jeszcze otępiały i staje się łatwą ofiarą ptaków.
- Możemy tylko liczyć, że te ptaki nie zaczną zakładać u nas gniazd i szybko odlecą dalej na północ - mówi Leszek Augustyn. - Nie ma bowiem skutecznego sposobu odwiedzenia ich od zamiaru zakładania gniazd. PZW musi trzymać się prawa, więc niszczenie gniazd, stosowane często np. w byłych republikach radzieckich, nie wchodzi u nas w grę.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies