
Wybrali pomosty na rzece Pisie, tuż przy jej ujściu do jeziora Roś. Dobili do brzegu. Wtedy przyszedł mężczyzna. Poinformował, że teren należy do hotelu Roś i za każdy jacht żeglarze muszą zapłacić po 35 zł. Komendant obozu postawił warunek: zapłaci, jeśli właściciel hotelu przedstawi zezwolenie wodnoprawne, z którego będzie wynikać, że może pobierać opłaty za cumowanie w tym miejscu. Pan Jakub wiedział, co robi, bo dobrze znał przepisy. Wiedział, że brzeg Pisy, przy którym jego łodzie się zatrzymały, tak jak każda rzeka w Polsce, jest własnością państwa i nikt nie może pobierać opłat za korzystanie z tego terenu.
Gdy laik oceniać będzie tę sprawę dojdzie do wniosku, że to niemożliwe. A jednak to naprawdę na Mazurach przytrafiło się pewnemu żeglarzowi. Zaczęło się latem 2011 r. Pan Jakub ze Zgierza zorganizował na Mazurach Harcerski Obóz Żeglarski. Gdy uczestnicy pływali w okolicach Pisza, zastał ich wieczór. Szukali miejsca, gdzie zacumować trzy łodzie.
Wybrali pomosty na rzece Pisie, tuż przy jej ujściu do jeziora Roś. Dobili do brzegu. Wtedy przyszedł mężczyzna. Poinformował, że teren należy do hotelu Roś i za każdy jacht żeglarze muszą zapłacić po 35 zł. Komendant obozu postawił warunek: zapłaci, jeśli właściciel hotelu przedstawi zezwolenie wodnoprawne, z którego będzie wynikać, że może pobierać opłaty za cumowanie w tym miejscu. Pan Jakub wiedział, co robi, bo dobrze znał przepisy. Wiedział, że brzeg Pisy, przy którym jego łodzie się zatrzymały, tak jak każda rzeka w Polsce, jest własnością państwa i nikt nie może pobierać opłat za korzystanie z tego terenu. Dokumentów nikt nie przedstawił, więc żeglarze zostali na noc.
Rano na przystani byli już policjanci. Próbowali przekonać żeglarza, by zapłacił za cumowanie jachtów. Jednak nie zapłacił. - Nawet nie sprawdzili, czy opłaty są pobierane legalnie - dziwi się pan Jakub. Mirosław Kobus, szef wydziału prewencji w piskiej komendzie policji, tłumaczy, że w takich przypadkach nie ma czasu na przeprowadzanie dokładnego śledztwa.
- Funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie o szalbierstwie, pojechali na miejsce i nie mieli podstaw, żeby nie wierzyć zgłaszającemu. Żeglarz nie przyjął mandatu, dlatego dalsze decyzje należały do sądu - mówi.
Zaczęło się śledztwo, które doprowadziło do postawienia organizatorowi obozu zarzutu wyłudzenia opłaty za cumowanie. Pan Jakub szukał argumentów na swoją obronę. Poprosił Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie - to on odpowiada za zbiorniki wodne na Warmii i Mazurach - by określił stan prawny miejsca, gdzie cumował jego jacht. Potwierdziło się, że nie należy do hotelu. Dowiedział się też, że właściciel obiektu pomimo kilkakrotnego wezwania przez RZGW do zawarcia umowy nielegalnie zajmuje teren należący do skarbu państwa.
- Z końcem 2012 r. otrzymaliśmy od właściciela hotelu oświadczenie, że przystąpił do legalizacji zbudowanych pomostów, konkretnie wystąpił z wnioskiem do starosty. Do dziś nie otrzymaliśmy jednak zadeklarowanych dokumentów - informuje Urszula Tomoń, rzeczniczka prasowa RZGW w Warszawie. - Planujemy zwrócić się do sądu w związku z bezprawnym zajęciem naszego gruntu. Będziemy się domagać zapłaty za korzystanie z naszej ziemi.
Mimo to piski sąd uznał pana Jakuba za winnego wyłudzenia świadczenia. Kara to grzywna w wysokości 100 zł. Leszek Bil, prezes Sądu Rejonowego w Szczytnie, któremu podlega delegatura w Piszu na nasze pytanie o argumenty odpowiada:
- Sądy są niezawisłe i takie wydają wyroki. Jeżeli ukarany nie zgadza się z wyrokiem, powinien złożyć odwołanie do organów wyższej instancji.
Tak też zrobił pan Jakub. Apelacja nie na wiele się zdała. Sąd w Olsztynie tydzień temu uznał go za winnego popełnienia wykroczenia i zmniejszył żeglarzowi karę grzywny do 50 zł. - Mimo że przedstawiłem dokument z RZGW, z którego wynika, że miejsce, gdzie się zatrzymałem, nie należy do hotelu - zaznacza pan Jakub. Sąd uznał, co czytamy w uzasadnieniu wyroku, że nie sposób podzielić stanowiska skazanego co do tego, że właściciele hotelu Roś nie byli uprawnieni do pobierania opłat za cumowanie.
Oburzony całą sprawą jest Sławomir Dylewski, prezes stowarzyszenia żeglarskiego Navicula.
- Nie chcę podważać decyzji sądu, ale mi jako prawnikowi z wykształcenia nie mieści się to w głowie. Człowiek pobierał pieniądze z cudzego terenu, nie mając na to pozwolenia, a aparat państwowy go chroni - komentuje.
Kilka tygodni, różnymi drogami, prosiliśmy właściciela hotelu o komentarz w tej sprawie. Nie odpowiadał na nasze telefony, nie odpowiedział na nasze pytania wysłane mailem.
Pan Jakub: - Przestałem wierzyć w sprawiedliwość. Może w ramach protestu usiądę na ławce przed sądem w Piszu i też zacznę pobierać opłaty od innych za to, że z niej korzystają?
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies