Trzykondygnacyjny, długi na 54 m "Stefan Batory" straszy w zakolu Wisły pod Wawelem od dłuższego czasu. Większość krakowian taki widok oburzał, ale urzędnicy byli bezsilni. Dotąd tłumaczyli, że nie mogą nic zrobić z barką gigantem, bo nie jest ona zacumowana do nabrzeża zarządzanego przez miejską jednostkę. Los barki - zdaniem urzędników - pozostaje jedynie w gestii Urzędu Żeglugi Śródlądowej. Ten nie ma z kolei przesłanek, by wydać nakaz odholowania "Batorego".
W poniedziałek doszło do przełomu, a raczej przekopu. Na polecenie właściciela barki Leszka Bętkowskiego robotnicy wykopali długi rów wzdłuż Wisły, położyli nowe rury wodociągowe, zasypali dziurę i posiali trawę. To wszystko bez żadnych zezwoleń, w dodatku w miejscu objętym ścisłą ochroną konserwatorską.Barka "Batory" się ruszyła. Odpłynęła spod Wawelu i zakotwiczyła pod Mangghą. - Okazało się, że miasto nie jest takie bezsilne. Właściciel barki uznał, że przekroczył prawo, i odpłynął - potwierdza Filip Szatanik, rzecznik miasta.

Barka, która nielegalnie zacumowała pod Wawelem, jest już po drugiej stronie Wisły. Stanęła na kotwicy pod Manghhą.
Trzykondygnacyjny, długi na 54 m "Stefan Batory" straszy w zakolu Wisły pod Wawelem od dłuższego czasu. Większość krakowian taki widok oburzał, ale urzędnicy byli bezsilni. Dotąd tłumaczyli, że nie mogą nic zrobić z barką gigantem, bo nie jest ona zacumowana do nabrzeża zarządzanego przez miejską jednostkę. Los barki - zdaniem urzędników - pozostaje jedynie w gestii Urzędu Żeglugi Śródlądowej. Ten nie ma z kolei przesłanek, by wydać nakaz odholowania "Batorego".
W poniedziałek doszło do przełomu, a raczej przekopu. Na polecenie właściciela barki Leszka Bętkowskiego robotnicy wykopali długi rów wzdłuż Wisły, położyli nowe rury wodociągowe, zasypali dziurę i posiali trawę. To wszystko bez żadnych zezwoleń, w dodatku w miejscu objętym ścisłą ochroną konserwatorską.
Prof. Jacek Majchrowski, prezydent miasta, zażądał, by barka do czwartku zniknęła z zakola Wisły. W środę rano "Batory" się ruszył. Na razie przepłynął na drugą stronę rzeki i zakotwiczył pod Mangghą. Ma do tego prawo, bo ma wszystkie zgody urzędów odpowiedzialnych za żeglugę śródlądową. Czy w tym miejscu pozostanie? Na razie nie wiadomo. - Będziemy zastanawiali się, co dalej. Najważniejsze, że barka odpłynęła z miejsca, w którym cumować nie mogła - komentuje Filip Szatanik.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies