- Zaczęliśmy jednostkę budować w sierpniu ub.r., w grudniu statek był już zwodowany, choć mrozy na jakiś czas zatrzymały prace - opowiadał Radek Młotkowski, sierpczanin, absolwent Politechniki Szczecińskiej, gdzie studiował budownictwo statków. Od pięciu lat jest pracownikiem Centromostu, także głównym inżynierem budowy, odpowiadającym za wyposażenie jednostki.
Bo właśnie to wyposażenie najbardziej wyróżnia "Reinie" wśród produktów Centromostu. W dawnej Płockiej Stoczni Rzecznej powstały wprawdzie kompletnie wyposażone jednostki, ale były to głównie łączone później z towarowymi barkami pchacze "Bizon" i "Żubr". Stocznia budowała też skończone pływające hotele ale nie kompletnie wyposażone statki tego typu.Ostatni dzień maja zapisze się w historii miasta. Ze stoczni wypłynął pierwszy, całkowicie skończony, wielki zbiornikowiec. W czwartek, kilka minut po godzinie 10, 110-metrowej długości statek odbił od nadbrzeża, zawrócił w basenie portowym, ledwo zmieścił się w bramie portu i powoli ruszył w próbny rejs w kierunku Duninowa. Odbierający statek Holendrzy zaczęli go testować, Polacy im towarzyszyli, choć czasem zapominali się i popełniali pewną gafę. Do przedziału pasażerskiego czy sterówki wchodzili w butach. Holendrzy zawsze je zdejmują i po wykładzinach chodzą tylko w skarpetach.

Trzeba było o tym pamiętać i poszukać przygotowanego wcześniej pudełka z jednorazowymi ochraniaczami na obuwie.
- Zaczęliśmy jednostkę budować w sierpniu ub.r., w grudniu statek był już zwodowany, choć mrozy na jakiś czas zatrzymały prace - opowiadał Radek Młotkowski, sierpczanin, absolwent Politechniki Szczecińskiej, gdzie studiował budownictwo statków. Od pięciu lat jest pracownikiem Centromostu, także głównym inżynierem budowy, odpowiadającym za wyposażenie jednostki.
Bo właśnie to wyposażenie najbardziej wyróżnia "Reinie" wśród produktów Centromostu. W dawnej Płockiej Stoczni Rzecznej powstały wprawdzie kompletnie wyposażone jednostki, ale były to głównie łączone później z towarowymi barkami pchacze "Bizon" i "Żubr". Stocznia budowała też skończone pływające hotele ale nie kompletnie wyposażone statki tego typu.
Powstały na majątku upadłej stoczni Centromost budował dotychczas jedynie kadłuby pływających jednostek. Ich odbiorcy sami wyposażali je w silniki, pompy i urządzenia niezbędne do funkcjonowania statku. Nie można więc powiedzieć, że odpływały, bo były odholowywane. Jedynym wyjątkiem była budowa w Centromoście dwóch małych statków pasażerskich. Jeszcze nigdy na Radziwiu nie powstał tak duży, całkowicie wykończony zbiornikowiec.
- Śrubę napędza silnik Mitsubishi o pojemności 68 litrów i mocy prawie 1,7 tys. koni mechanicznych - wyliczał Radek Młotkowski. - Statek jest chemikaliowcem, który może przewozić sześć tysięcy różnego rodzaju ładunków. Ma 10 zbiorników, z których każdy zmieści średnio 365 metrów sześciennych ładunku. Jego wyporność to 3,2 tys. DWT. Gdyby ładunek, który się w nim mieści, przewieźć ciężarówkami, potrzebowalibyśmy około setki autocystern.
Gdybyśmy pofantazjowali o żeglownej Wiśle między Płockiem a Warszawą, "Reinie" pokonywałby tę drogę w około sześć godzin, wożąc np. paliwa lub ładunki niebezpieczne.
Załoga składa się z pięciu osób, w tym kapitana (ich kabiny zajmują powierzchnię stu metrów). Steruje on jednostką z obszernej przeszklonej sterowni na rufie, którą można hydraulicznie podnieść o kilka metrów lub całkowicie opuścić na pokład i jeszcze częściowo złożyć. Dzięki temu statek przepłynie pod nisko zawieszonymi mostami, których w Holandii nie brakuje. Podobnie składa się na pokład umieszczony na dziobie maszt.
Kapitan prowadzi statek, obserwując z wygodnego fotela dwa ekrany echosond, umieszczonych na dziobie i rufie jednostki. Pokazują one głębokość rzeki. Obok znajdują się trzy monitory pokazujące obraz z kamer zainstalowanych na dziobie statku. Całość przypomina trochę kabinę pilota.
Widok tak dużej, samodzielnie płynącej jednostki na Wiśle przyciągał wzrok każdego, kto akurat znalazł się na brzegu rzeki. Bo przecież żegluga wiślana zamarła całkowicie. Nawet "Reinie" nie popłynie samodzielnie do Rotterdamu i do Werkendam, gdzie czeka na niego właściciel. Po pierwsze - właśnie z powodu Wisły. Do Włocławka dotrze bez problemu. Dalej mogą być kłopoty. Jednostka zostanie maksymalnie odciążona, wypompowane zostanie z niej nawet paliwo, bo tylko dzięki temu zanurzenie uda się ograniczyć do minimum. Niewykluczone, że trzeba będzie porozumieć się z elektrownią we Włocławku, by z tamy zrzucić więcej wody i wytworzyć falę, która umożliwi spływ. Pozbawiony paliwa zbiornikowiec będą ciągnęły dwa holowniki. Doprowadzą go do Holandii także dlatego, że jednostka jest statkiem rzecznym, nie da rady płynąć po morzu.
W próbnym rejsie "Reinie" zawróciła na wysokości Duninowa i wróciła do stoczni Centromostu na chrzest, który odbył się po południu (matką chrzestną została Reinie Westerhuis - żona właściciela statku). Wybudowanie jednostki tego typu kosztuje od 4 do 4,7 mln euro (w zależności od wyposażenia).
- Do zbudowania mamy jeszcze cztery jednostki tego typu, kolejną zwodujemy za kilka tygodni. Pozostałe skończymy w 2013 roku - zdradził prezes Andrzej Suchecki.
Sama budowa kadłuba tak długiego statku jest ciekawa: woduje się go w dwóch częściach i spawa już na wodzie, w specjalnym kołnierzu. Andrzej Suchecki wskazywał też na stojące obok na nadbrzeżu stoczni kadłuby małych jednostek. To trzy statki inspekcyjne, które płocki Centromost buduje jednocześnie dla Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Szczecinie. Będą kontrolować urządzenia wodne na Odrze.
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies