Tytuł newsa jest żartobliwą trawestacją znanego łodziarzom, rymowanego porzekadła z lat 60, 70 ubiegłego wieku mówiącego o tym, że w Nowej Soli uciech cielesnych wystarczy dla każdego śródlądowego marynarza. Dziś miasteczko oferuje o wiele więcej doznań. Pisze o tym Janusz Fąfara w najnowszym artykule "Twarzą do Odry".
Podsumowując rok ubiegły próbowałem znaleźć choćby najmniejszy pozytywny aspekt w naszym żeglugowym grajdole. Niestety, choćbym nie wiem jak kombinował – nie udało się. Przykro, ale w minionym roku CUDU NAD ODRĄ nie było. Ale jednak nie do końca, bo okazuje się że w codziennej nadodrzańskiej szarości, w niewidocznej otchłani jednak światełko nadziei rozbłysło. A co jest tą nadzieją?Tytuł newsa jest żartobliwą trawestacją znanego łodziarzom, rymowanego porzekadła z lat 60, 70 ubiegłego wieku mówiącego o tym, że w Nowej Soli uciech cielesnych wystarczy dla każdego śródlądowego marynarza. Dziś miasteczko oferuje o wiele więcej doznań. Pisze o tym Janusz Fąfara w najnowszym artykule "Twarzą do Odry".

Zwyczajowo wraz z kończącym się starym rokiem i rozpoczynającym się nowym jak każe chrześcijańska tradycja następuje podsumowanie mijającego i życzenia na nadchodzący co tez niniejszym chcę uczynić. Podsumowując rok ubiegły próbowałem znaleźć choćby najmniejszy pozytywny aspekt w naszym żeglugowym grajdole. Niestety, choćbym nie wiem jak kombinował – nie udało się. Przykro, ale w minionym roku CUDU NAD ODRĄ nie było. Ale jednak nie do końca, bo okazuje się że w codziennej nadodrzańskiej szarości, w niewidocznej otchłani jednak światełko nadziei rozbłysło. A co jest tą nadzieją?
Większość łodziarzy z Odry pamięta Nową Sól z lat 90-tych - zapyziała mieścina, bez perspektyw, z zaszarganą moralnością, tak to było. A teraz? Coś niesamowitego, miasteczko jakby z innego wymiaru czasu. Często tam bywam i czasami mam wrażenie, że nie jestem tam, gdzie być powinienem. Cała nadrzeczna część miasteczka od tarasu widokowego przy ujściu kanału portowego, poprzez przepiękną odrzańską marinę i klub żeglarski, miejsce postojowe dla większych statków, cały deptak wzdłuż kanału od Odry aż po najdalszą część basenu portowego coraz bardziej przypomina obrazek żywcem wyjęty z fryzyjskiego miasteczka.
A gdy byłem ostatni raz w listopadzie to zdołował mnie dogłębnie widok robotników pracujących przy układaniu kostki granitowej na całej długości skarpy brzegowej od strony deptaka. W tym momencie przelała się we mnie czara goryczy, bo to co "wyprawiają" władze miasta przekracza wszelkie granice nadodrzańskiej, a zwłaszcza wielkomiejskiej (czytaj wrocławskiej) skromności i ortodoksyjnej ascezy. Domniemywam, że chyba nikt z władz wielkiego Wrocławia nie postawił stopy na tej ziemi, bo gdyby był, to na pewno spalił by się ze wstydu – a o takim przypadku nie słyszałem.
Chciałbym wszystkim odwiedzającym ten portal złożyć życzenia noworoczne. A więc życzę wszystkim, aby nikt nigdy nie zaznał takiego upodlenia jakiego ja doznałem, aby nikomu z was tak jak mnie, po 42 latach współtworzenia historii największego odrzańskiego przewoźnika nie przyszło żebrać o urzędową jałmużnę w Urzędzie Pracy. Gorzej już nie można być upodlonym. Aby wszyscy mieszkańcy nadodrzańskich i w ogóle nadrzecznych miast i miasteczek mogli patrzeć na rzekę z podniesionym czołem - tak jak mieszkańcy Nowej Soli.
Żadne komentarze nie zostały dodane.