Poziom wody w Odrze z końcem listopada spadł do 104 cm i prom w Grzegorzowicach osiadł na dnie. Waży ponad 30 ton, mógłby się uszkodzić, mimo że napadało już kilka centymetrów. Dlatego Józef Komor, ostatni śląski flisak, zawiesił kursy.
Grzegorzowice to wieś na Raciborszczyźnie w gminie Rudnik, na samym krańcu województwa. Żeby wydostać się stąd do jakiegokolwiek miasta w Śląskiem, prócz Raciborza, trzeba przeprawić się przez Odrę.
Najbliższy most znajduje się właśnie w Raciborzu, 27 km na południe. Daleko i nie po drodze. Wygodniej skorzystać z promu. Przeprawa trwa pięć minut i jest finansowana przez Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach, bo Odra przecina w tym miejscu drogę wojewódzką.- Gdyby most zniszczyła powódź, a nie wojna, dawno byłby odbudowany - narzekają ludzie w Grzegorzowicach. Żeby przeprawić się na drugą stronę Odry, muszą pokonywać 27 km. Cierpią na tym głównie rolnicy, ale i cały Racibórz, bo jest zakorkowany.
Poziom wody w Odrze z końcem listopada spadł do 104 cm i prom w Grzegorzowicach osiadł na dnie. Waży ponad 30 ton, mógłby się uszkodzić, mimo że napadało już kilka centymetrów. Dlatego Józef Komor, ostatni śląski flisak, zawiesił kursy.

Grzegorzowice to wieś na Raciborszczyźnie w gminie Rudnik, na samym krańcu województwa. Żeby wydostać się stąd do jakiegokolwiek miasta w Śląskiem, prócz Raciborza, trzeba przeprawić się przez Odrę.
Najbliższy most znajduje się właśnie w Raciborzu, 27 km na południe. Daleko i nie po drodze. Wygodniej skorzystać z promu. Przeprawa trwa pięć minut i jest finansowana przez Zarząd Dróg Wojewódzkich w Katowicach, bo Odra przecina w tym miejscu drogę wojewódzką.
Stalowo-drewniana tratwa na dwa auta wprawiana jest w ruch ręcznie, za pomocą korby. Więcej takich maszyn w regionie nie ma. Anachroniczność nadała jej już rangę atrakcji turystycznej. Czynna jest od godz. 5.30 do 9.30 oraz od 13 do 17. Ale każdy w okolicy zna numer komórki Komora, więc jak jest potrzeba, przewoźnik uruchomi prom na wezwanie.
Tak niskiego stanu Odry jak teraz nie zanotowano od pół wieku. Jesień w tym roku była wyjątkowo sucha. Ale prom ma przerwy w kursowaniu również z powodu ulewnych deszczów czy gwałtownych roztopów, gdy poziom wody podniesie się nad drogę dojazdową. Także z powodu srogiej zimy, gdy rzekę skuje lód. Albo gdy jest w remoncie, co trwa nawet trzy miesiące.
Mieszkańcy od lat domagają się mostu, nie tylko ci z Grzegorzowic, którzy za rzekę jeżdżą do pracy, szkoły, kościoła czy na basen. Rolnicy z Ciechowic, wioski na przeciwległym brzegu Odry, mają w Grzegorzowicach pola. Gdy prom nie działa, w obie strony przez Racibórz muszą pokonać traktorem prawie 60 km.
- Budowy mostu w tamtym miejscu nie ma w planach - mówi Ryszard Pacer, rzecznik ZDW w Katowicach, i wymienia pilniejsze remonty mostów i dróg, ważnych dla województwa, a nie tylko jednej wsi.
- Gdyby ten most zbudowano, odkorkowałby się Racibórz. Wystarczyłaby chociaż kładka o nośności do trzech ton - mówi Damian Niedballa, były radny Rudnika z Grzegorzowic. Żadne argumenty jednak nie mają znaczenia, bo ZDW nie ma pieniędzy. Most kosztowałby ok. 60 mln zł. - A zapominają, ile kosztuje użytkowanie promu - wytyka Niedballa.
Komor skończył w tym roku 64 lata i nie ma następcy. Jego syn zrobił patent na przewoźnika i praktykował wymagane dwa lata u ojca, ale nie chce przejąć tratwy. To żmudna robota i wymaga całodobowej gotowości. Gdy Komor odejdzie, prom może stanąć na zawsze.
Przed drugą wojną w Grzegorzowicach był most - porządny, betonowy. Niemcy go wysadzili, ale przęsła zostały. Zrównali je z ziemią dopiero Polacy. Tutejsi mówią z przekąsem: - Szkoda, że tych resztek nie zniszczyła woda.
Widzieli przecież, jak po powodzi w 1997 roku odbudowywano mosty, które dawno były nieczynne.
Żadne komentarze nie zostały dodane.