Ponad 700 km przepłynęło Odrą siedmioro pływaków z Klubu Morsów, którzy wyruszyli z Kędzierzyna-Koźla w Opolskiem. W sobotę w Szczecinie zakończyła się ich ponad dwutygodniowa wyprawa. Ekspedycji towarzyszyło hasło: "Przywrócić żeglugę na Odrze, ukazać walory turystyczno-krajoznawcze Odry, Odra rzeką integracji europejskiej". Najmłodszy "mors" ma niespełna 40 lat. Najstarszy 62. Nalezą do Klubu "Mors Dębowa" z Kędzierzyna-Koźla. 16 listopada weszli w skafandrach do Odry. Woda miała jedynie ok. 5 stopni Celsjusza. Podczas spływu każdy z nich przepłynął łącznie ponad sto kilometrów.Ponad 700 km przepłynęło Odrą siedmioro pływaków z Klubu Morsów, którzy wyruszyli z Kędzierzyna-Koźla w Opolskiem. W sobotę w Szczecinie zakończyła się ich ponad dwutygodniowa wyprawa. Ekspedycji towarzyszyło hasło: "Przywrócić żeglugę na Odrze, ukazać walory turystyczno-krajoznawcze Odry, Odra rzeką integracji europejskiej". Najmłodszy "mors" ma niespełna 40 lat. Najstarszy 62. Nalezą do Klubu "Mors Dębowa" z Kędzierzyna-Koźla. 16 listopada weszli w skafandrach do Odry. Woda miała jedynie ok. 5 stopni Celsjusza. Podczas spływu każdy z nich przepłynął łącznie ponad sto kilometrów.

Spływ odbył się w ramach polskiego przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej, patronat nad nim objął przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Śmiałkowie pokonali, w systemie sztafetowym, dokładnie 741 km. Wyprawę rozpoczęli od odcinka "zerowego", to jest w miejscu, gdzie rzeka Opava wpada do Odry, na terenie Republiki Czeskiej. Do Wałów Chrobrego dopłynęli 3.12.2011 przed południem. W Szczecinie powitała ich spora grupa mieszkańców, na czele ze szczecińskimi morsami. Strzelały szampany, były prezenty, gratulacje.
- Gratulujemy wyczynu - mówił Edward Krzyżanowski ze szczecińskiego Klubu Morsów. Gratulacje złożył też prezydent Szczecina, a na ostatnim odcinku do sztafety "morsów" włączył się czynnie wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego Andrzej Jakubowski.
"Morsy" z Kędzierzyna Koźla płynęli system sztafetowym. Ze względu na przepisy prawne w wodzie przebywali od godziny 6 rano do 22 wieczorem. Odcinek pierwszych 98 km był asekurowany przez lekkie jednostki pływające ze względu na górską specyfikę rzeki.
Od Koźla "morsów" asekurował statek szkolny "MS Sucharski" i motorówka z płetwonurkiem na pokładzie, która czuwała nad bezpieczeństwem pływaków. Uczestnicy spływu mieli na sobie tzw. mokre skafandry, które nie chronią przed zimnem - bo pomiędzy skafander a ciało dostaje się woda - ale są osłoną przed możliwymi urazami przy kontakcie z przeszkodami, takimi jak kamienie czy korzenie.

- Płynęło się dobrze, czasem było jednak ciężko. Szczególnie przeszkadzały: silny wiatr, zimna woda i niska temperatura powietrza. Wszystko to powodowało, że miało się ochotę niekiedy wyjść z wody i wrócić do domu. W ukończeniu rejsu pomogło jednak samozaparcie i twardy charakter - powiedziała uczestniczka wyprawy Teresa Koczubik, jedna z siedmiorga niezwyciężonych "morsów" z Klubu "Dębowa" i babcia trójki wnucząt.
- Gdy jeden kończył pływanie, przybijał "piątkę" następnemu, który wchodził do wody. Płynęłam różnymi stylami - dodała Koczubik. "Morsem" jest od 7 lat. To był jej pomysł na problemy życiowe.
- Naprawdę pomogło. Zimna woda leczy problemy ze zdrowiem fizycznym i psychicznym - dodaje. Jej rekord to 22 minuty stania w wodzie w stroju kąpielowym przy temperaturze powietrza minus 16 stopni Celsjusza.
"Morsy" zapowiadają, że przepłynięcie Odry to ich pierwsze, ale nie ostatnie wyzwanie. Być może w przyszłości będą chcieli sforsować zimą Wartę.