Inicjator Królewskiego Flisu na Wiśle, od lat zachęcający – własnym i rodziny przykładem – do rozwoju tradycyjnej żeglugi na królowej polskich rzek, miał powody do dumy. Jedyna polska łódź, rekonstrukcja XVI–wiecznej wieluńskiej szkuty, była w Orleanie oblegana.
– Nawet armata nie pomagała... – śmieje się krakowianin. – Odpalaliśmy ją często, głównie na życzenie dzieci – dodaje zadowolony.
Polacy strzelają – groźnie brzmiące słowa, co jakiś czas niosły się ponad Loarą. Donośny grzmot słychać było daleko, aż w centrum Orleanu.
– To na wypadek, gdyby ktoś pomyślał, że to atak terrorystyczny – wspomina szyper Jarosław Kałuża, który właśnie powrócił z Festiwalu Loary. 
Polacy strzelają – groźnie brzmiące słowa, co jakiś czas niosły się ponad Loarą. Donośny grzmot słychać było daleko, aż w centrum Orleanu.
– To na wypadek, gdyby ktoś pomyślał, że to atak terrorystyczny – wspomina szyper Jarosław Kałuża, który właśnie powrócił z Festiwalu Loary.
Inicjator Królewskiego Flisu na Wiśle, od lat zachęcający – własnym i rodziny przykładem – do rozwoju tradycyjnej żeglugi na królowej polskich rzek, miał powody do dumy. Jedyna polska łódź, rekonstrukcja XVI–wiecznej wieluńskiej szkuty, była w Orleanie oblegana.
– Nawet armata nie pomagała... – śmieje się krakowianin. – Odpalaliśmy ją często, głównie na życzenie dzieci – dodaje zadowolony.
Każdy wystrzał francuscy flisacy kwitowali okrzykiem „Vive la Pologne”, specjalny ochroniarz meldował: – To polska armata, a tłum Francuzów wokół szkuty gęstniał.
Na jej wancie powiewały trzy bandery – małopolska, wielicka i wieluńska. Czternastu flisaków z Flisu Królewskiego, Akademickiego i Pływającego Festiwalu Sztuk, pewnie nie podołałoby wszystkim obowiązkom – włączając w to liczne reprezentacyjne spotkania – gdyby nie doskonale zorganizowana francuska Polonia, której przewodził prof. Zbigniew Gąsowski ze stowarzyszenia Loara–Wisła.
– Życie na łodzi tętniło, od rana do późnej nocy – tak pięć długich dni i krótkich nocy wspomina szyper Kałuża. Dodaje też, że specjalnie na festiwal przetłumaczono najpopularniejszą francuską szantę. Na brzegu stanął polski punkt informacji flisackiej. Były tam mapy Europy z zaznaczoną drogą wodną Kraków – Orlean, plan Krakowa z 1836 r., „Dekret o tolerancji z 1573 r.”, bursztynowe paszporty Krakowa, Kalisza i Gdańska, sól z Wieliczki, a także prażone... ziarno wojów Bolesława Chrobrego.
– To niesamowicie miłe uczucie, gdy Francuzi, którzy przystawali przy naszym stoisku, próbowali powiedzieć po polsku choćby „dzień dobry”. Często szukali wśród znajomych Polaków – wspomina miłe chwile w Orleanie szyper Kałuża. Dodaje też, że przy okazji wyprawy do Orleanu nabrał wielkiego szacunku do „Góralu, czy ci nie żal”.
– Nasza flisacka ulotka wprawiała w osłupienie Francuzów – dodaje z uśmiechem. Dlaczego? – Bo nie wiedzieli, że oblężenie La Rochelle zostało zdjęte na kategoryczne żądanie polskich posłów. Oblegający twierdzę Henryk Walezy dopiero po spełnieniu tego warunku i zaprzysiężeniu „Dekretu o tolerancji” mógł zostać królem polskim – przypomina.
Nabrzeże Loary cały czas tętniło życiem. Do południa tłumnie odwiedzały go wycieczki szkolne, po obiedzie przychodzili mieszkańcy i turyści, a wieczorem amatorzy... dobrego jedzenia.
– W ciągu pięciu dni przewinęło się 650 000 ludzi – krótko stwierdza. – Festiwal żyje rzeką i z rzeki. Na wodzie trzy sceny muzyczne, na brzegu kolejne trzy. Żadna z nich nie przeszkadza drugiej. Specjalna służba akustyczna pilnuje balansu – dodaje z uśmiechem.
A na koniec w niebo wystrzeliły tony fajerwerków.
– To było niesamowite widowisko – zapewnia szyper.
Następnego dnia – parada jednostek. Tak zakończył się VI Królewski Flis. Flisacy Zgody Flisackiej – Kraków, Soła, Ulanów, Wieluń, Warszawa, Wrocław, Loara Wisła i Boutavant – mogli wznieść stosowny toast. Festiwal Loary to największa impreza promująca tradycyjną żeglugę we Francji.
– Dwadzieścia lat temu zaczynali tak jak my, mając kilkanaście łodzi. Teraz mają ich 700. Dwieście z nich przypływa na festiwal – mówi szyper Kałuża, marząc o podobnej imprezie w... Krakowie.
Relacja Marka Strzelichowskiego -
czytaj
Więcej zdjęć:
Zobacz
Jak flisacy trafili na Loarę:
1995 – Zbigniew Gąsowski płynie z Krakowa do Orleanu.
2006 – I Królewski Flis na Wiśle. Od żeglownego „0” do Gdańska.
2008 – na IV Flisie gośćmi są Jean Pierze Bertoin (Stowarzyszenie Boutavant) i Zbigniew Gąsowski (Stowarzyszenie Loire–Vistula).
2009 – Boutavant i Loire–Vistula zapraszają polskich flisaków na Festiwal Loary. Podpisanie umów dotyczących programu „ożywienia” Wisły za pośrednictwem tradycyjnej żeglugi na przykładzie Loary.
2010 – od wiślanego „0” do Gdańska z V Królewskim Flisem płynie łódź Boutavant.
2011 – zakończenie VI Królewskiego Flisu w... Orleanie. Po pierwszym majowym flisie do Gdańska szkuta miała płynąć przez Europę na Festiwal Loary. Niestety, stan wód – susza stulecia – uniemożliwiły żeglugę. Statek do Orleanu przewieziono lądem.
MAREK DŁUGOPOLSKI - www.dziennikpolski24.pl
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies