Unia Europejska stawia na transport tani i ekologiczny, stara się skłaniać państwa członkowskie do realizacji hasła „tiry na tory” oraz do przenoszenia ładunków na barki rzeczne. Oficjalne dokumenty UE mówią, że nawet do 50% ładunków można i należy wozić na duże odległości drogami wodnymi i koleją, rezygnując z transportu najdroższego i najbardziej uciążliwego – autostradowego. Polski rząd okazał się jednak odporny na argumenty i rekomendacje z Brukseli. W efekcie dość szczególnym „sukcesem” polskiej prezydencji w Unii stało się – równo tydzień temu, 19 października – skreślenie Wisły z listy perspektywicznych europejskich szlaków transportowych (i z listy przyszłych dofinansowań). Z docierających sygnałów wynika, że stało się tak na życzenie Polski.„Chłańsk” – to eleganckie słowo związane z zachłannością użyte zostało wobec Gdańska pierwszy raz chyba w XVI wieku. W każdym razie w 1595 użył go Sebastian Klonowic w poemacie
„Flis, to jest spuszczanie statków Wisłą i inszemi rzekami do niej przypadającemi” . Bardzo trafnie. Podstawowym źródłem bogactwa miasta był bowiem handel zbożem spławianym w wielkich ilościach wiślanymi barkami. Jeszcze w XVII wieku Wisła była najbardziej znaczącą drogą wodną Europy – dopiero potem objawił się potencjał Renu.

Zapewnić Polsce kontrolę nad dochodami Gdańska próbowali – z marnym skutkiem – Zygmunt August, Stefan Batory czy – szczególnie nieudolnie – Władysław IV. Pewien sukces w staraniach o pokonanie Gdańska odniósł Eugeniusz Kwiatkowski, promując w II RP budowę portu alternatywnego, mającego tę przewagę, że leżącego w granicach Polski. Ale Gdynia nie miała atutu w postaci położenia nad żeglowną Wisłą, umożliwiającą ładunkom dowóz tańszy, niż transportem kolejowym czy drogowym. Nie odważono się jednak na realizację pomysłu połączenia gdyńskiego portu z Tczewem za pomocą kanału przebiegającego przez okolice Kartuz.

Z Gdańskiem jako konkurencyjnym portem morsko-rzecznym postanowiła się rozprawić ostatecznie dopiero III Rzeczpospolita. To w całkiem współczesnej nam Polsce stwierdzono, że Wisła to dziedzictwo przyrodnicze, a nie gospodarcze. Postanowiono zaprzestać konserwacji infrastruktury regulacyjnej. Wybrano ponoszenie kosztów usuwania zniszczeń zamiast inwestycji zapobiegających powodzi. Dopuszczono do dewastacji portów rzecznych. A ostatnio postanowiono wycofać Wisłę z europejskich planów transportowych.

Unia Europejska stawia na transport tani i ekologiczny, stara się skłaniać państwa członkowskie do realizacji hasła „tiry na tory” oraz do przenoszenia ładunków na barki rzeczne. Oficjalne dokumenty UE mówią, że nawet do 50% ładunków można i należy wozić na duże odległości drogami wodnymi i koleją, rezygnując z transportu najdroższego i najbardziej uciążliwego – autostradowego. Polski rząd okazał się jednak odporny na argumenty i rekomendacje z Brukseli. W efekcie dość szczególnym „sukcesem” polskiej prezydencji w Unii stało się – równo tydzień temu, 19 października – skreślenie Wisły z listy perspektywicznych europejskich szlaków transportowych (i z listy przyszłych dofinansowań). Z docierających sygnałów wynika, że stało się tak na życzenie Polski.

Zatem chyba czas powitać nową królową polskich rzek – Łabę. Czas też usankcjonować królewny: Sprewę i Hawelę. To przez nie można dopłynąć z Polski do Łaby i dalej, do morza, do naszego największego portu, Hamburga...
Piotr Dwojacki
fotografie z internetu pokazują kolejno:
Stary Gdańsk, Łabę, Drezno i polskie pchacze w Hamburgu
Proszę Zaloguj by zagłosować.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies