Po rosie...
"Dobry łodziarz to i po rosie popłynie" brzmi stare porzekadło marynarzy odrzańskich. Sęk w tym, że jazda po rosie to jest stan permanentny. Mamy na Odrze albo ekstremalne powodzie - albo ekstremalnie niskie stany wody. Dlaczego nigdy nie ma nic w środku?
"Dobry łodziarz to i po rosie popłynie" brzmi stare porzekadło marynarzy odrzańskich. Sęk w tym, że jazda po rosie to jest stan permanentny. Mamy na Odrze albo ekstremalne powodzie - albo ekstremalnie niskie stany wody. Dlaczego nigdy nie ma nic w środku? Dlaczego każde przejście statku muusi ocierać się o spektakularny wyczyn i stanowić sensację? Pamiętamy przecież Odrę normalną - z zadbaną zabudową regulacyjną i właściwą gospodarką zasobami w zbiornikach retencyjnych. Nota bene zbiornik Mietków zbudowany jako retencyjny dla żeglugi teraz odmawia alimentacji Odry w wodę kierując się interesami nie wiadomo kogo (jak nie wiadomo kogo - widomo, że "zielonych").
Tak to więc "po rosie" trzeba transportować nowoczesne i ogromne kadłuby z polskich stoczni odrzańskich czekając wcześniej na łaskę i kilka kropel wody aby dało się je "zdjąć" z pochylni... Obejrzyjcie więc fotoreportaż Zygi Szewczyka, który na pchaczu "Deni" Zbyszka Deniusza odbył rejs z Malczyc do Szczecina z ogromną barka pchaną dla armatora holenderskiego.

Proszę Zaloguj by zagłosować.