Artykuły

Orszak "Królowej"

Dość przewrotnie nadałem tytuł opowieściom o rzekach będących jakby w cieniem majestatu
królowej polskich rzek - Wisły. Czy to na Wiśle, czy to na Bugu, czy na Sanie stopniowe podporządkowanie nurtu rzeki dla potrzeb człowieka odbywało się w podobny sposób.

Orszak "Królowej"

Dość przewrotnie nadałem tytuł opowieściom o rzekach będących jakby w cieniem majestatu
królowej polskich rzek - Wisły. Patrząc na przedział czasowy to powolne ujarzmianie i przypisywanie roli rzeki jako środka transportu odbywało się w zasadzie w tym samym okresie czasu. Czy to na Wiśle, czy to na Bugu, czy na Sanie stopniowe podporządkowanie nurtu rzeki dla potrzeb człowieka odbywało się w podobny sposób. Ponieważ Wisła i jej rozwój jako arterii komunikacyjnej już została opisana bardzo dokładnie , Odra i Warta również, postanowiłem odszukać historyczne wzmianki o"użeglownianu" pozostałych rzek polskich. Na pierwszy ogień poszedł San, jako że moje korzenie są w pewnym stopniu z nią związane. I oto z najróżniejszych fragmentów materiałów powstał tekst który poniżej przedstawiam :
San w dawnych czasach był rzeką spławną: krążyły po nim barki i statki z różnym towarem, a kupcy jarosławscy mieli na nim liczne porty. Wiadomo o tym z dokumentu, wydanego przez Konstantego Jacka Lubomirskiego, dziedzica Jarosławia i fundatora kościoła 00.Reformatów w Jarosławiu. Dokument ten wydany 29.VI.1650 zawiera rozporządzenie, mocą którego:
"flisacy okolic Jarosławia, a więc z Szówska, Manasterza i Nielepkowic mają obowiązek zatrzymywania swoich statków w porcie jarosławskim i w razie potrzeby bronić miasta swoją armatą, pod karą konfiskaty statków i towaru"

Wiadomo jest, że w XVI i XVII wieku żegluga na Sanie była bardzo rozwinięta. Za pomocą dużych komięg, szkut przewożono do Torunia i Gdańska sól. zboże, popioły i inne towary. W początkach XX wieku San pomiędzy Przemyślem a Krasiczynem byt wykorzystany do żeglugi statku, który zabierał na spacery po kilkadziesiąt osób. Przeprowadzona później regulacja rzeki spowodowała skrócenie jej biegu, przyczyniła się do szybszego przepływu wody, ale równocześnie do obniżenia jej lustra. Jedynie wczesną wiosną można było kilka lat temu oglądać, na odcinku od Nienadowej do Przemyśla, spływ tratew z drewnem. Szówsko też miało swoich flisaków, swoje statki, swój port rzeczny i swoje miejsce na murach Jarosławia, uzbrojone własną armatą, koło której w wypadku potrzeby należało się stawić i bronić miasta przed wrogiem. Port rzeczny Szówska znajdował się zapewne w okolicy dzisiejszego przysiółka"Goryle", co jest aż widocznym zniekształceniem słowa"Oryle" - flisacy, spławiacze statków.

Około roku 1860 między Jarosławiem a Szówskiem zmieniono bieg Sanu, który płynął dotąd pod samym miastem. Pozostało po nim tylko Stare Sanowisko.

Tradycje Ulanowa

Sławę i bujny rozkwit od XVII do XIX wieku Ulanów zawdzięcza rozbudowanemu rzemiosłu szkutniczemu oraz silnemu ośrodkowi flisackiemu. U ujścia Tanwi do Sanu znajdowała się przystań rzeczna zwana"palem", do której zawijały statki żeglugi śródlądowej. Przy"palu" w Ulanowie naprawiano statki. W warsztatach szkutniczych wykonywano nowe statki, a w szczególności specjalizowano się w budowie galarów. Gdy Ulanów był miastem, pobudowano spichlerze i miasto wtedy stało się prawdziwym portem dla rozległych terenów Ziemi Bełskiej, Podola, Ziemi Czerwińskikej. Ruchliwość portu w Ulanowie, odzwierciedla nadane mu wtedy miano"małego Gdańska". Ruch ten wiązał się ścisle z rozwojem handlu i flisactwa. Wtedy też Ulanów był stolicą polskiego flisactwa. W Ulanowie cech retmański i sternicki przygotowywał młodych ludzi do prowadzenia spławu Sanem, Wieprzem, Bugiem, Narwią, i Wisłą do Torunia, Grudziądza i Gdańska. Wtedy cech miał wielki wpływ na to, co działo się w Ulanowie.

Od XVI aż do XX wieku Ulanów miał najbogatsze tradycje flisackie w Polsce. Stąd pochodzili retmani, którzy prowadzili spływy nie tylko Sanem i Wisłą, ale także innymi rzekami polskimi. Ulanowscy flisacy spławiali przede wszystkim do Gdańska drzewo, które tam sprzedawano polskim i zagranicznym kupcom. Tratwami przewożono też inne towary, m.in. zboże. Drzewo dostarczano z puszczańskich borów na bindugę (miejsce zbijania tratew) w Ulanowie. Tu budowano tratwy dostosowane do dalszego spławu. Zwykle do Wisły płynęły pojedyncze pasy, w pobliżu Sanu łączono je po cztery. Płynęły one nie osobno, lecz w transportach kierowanych przez retmanów, którym podlegało po kilkudziesięciu flisaków. Retman wcześniej podpisywał umowę z kupcami, zazwyczaj żydowskimi, lub firmami zagranicznymi - niemieckimi lub austriackimi na dostawę drzewa do Gdańska. On był na tratwie"pierwszym po Bogu", on też opłacał wszystkich podległych mu flisaków. Zwykle płynął na przedzie swoją retmanką i oznaczał miejsca, które należało ominąć. Flisacy nadawali tratwie kierunek specjalnymi wiosłami, zwanymi drygawkami, oraz wbijaniem w dno rzeki drewnianych palów, zwanych śrykami. Tratwy zatrzymywały się na noc. Wtedy wystawiano straż, aby ustrzec tratwy i ludzi od rabusiów, których nie brakowało w zaborze rosyjskim. W czasie flisu na tratwie gotowano posiłki, dzień zaczynano i kończono modlitwą. Do domu flisacy wracali pieszo, przynosząc różne upominki z Gdańska, Torunia: były to pierniki, jedwab, złota gdańska wódka, ozdoby, potem także zegarki. Po powrocie czekała ich 2-tygodniowa kwarantanna, aby nie przywlekli do Ulanowa choroby. Spław drzewa i zboża dawał retmanom dobrobyt, natomiast flisakom, zwykle rekrutującym się z chłopów, zarobki wystarczające na zaspokojenie najpilniejszych potrzeb codziennego życia.

Z początkiem wieku flis zaczął podupadać. Ostatni spław drzewa z Ulanowa do Gdańska odbył się latem 1939 roku. Potem jeszcze po wojnie spławiano drzewo Sanem i Wisłą. Ostatnia tratwa drzewna płynęła w 1968 roku. Od tego czasu na dobre ustal flis, choć jeszcze żyją ludzie, którzy flis uprawiali zarobkowo. W Ulanowie jest jedyny w Polsce retman ze stosownym starym patentem.

Tradycje Krzeszowa

Od wieków Krzeszów był mocno związany z płynącym obok Sanem. Już ponad pięćset lat temu rzeka ta stanowiła bardzo waż ną drogę handlową, którą dostarczano towary do Warszawy, Gdańska i Elbląga. Przez teren przebiegały szlaki handlowe ze wschodu na za-
chód i z południana północ. Statkami rzecznymi wywożono za granicę sukno, wełnę, broń a
przywożono m.in. przyprawy, perły, srebro, tkaniny oraz inne towary. W Krzeszowie Zamojscy załadowywali nadwyżki żyta, które płynęły Sanem i Wisłą do Gdańska.
Trudno w to dziś uwierzyć, ale rocznie mieszkańcy dawnego Krzeszowa mogli zobaczyć
na Sanie około czterystu statków różnego typu. Niewielu mieszkańców tejgminy wie, że niegdyś budowano tu i remontowano statki. Budowa i remont statków odbywała się na lądzie w miejscu dogodnym dla dowozu materiałów na budowę i możliwości spuszczania statku na wodę. Budowa statków w Krzeszowie odbywała się w pobliżu przystani rzecznej, gdzie w dno rzeki wbite były drewniane pale do których przycumowywano statki do załadunku lub w czasie postoju. Jeszcze dziś w czasie lata część tych pali wystaje nad lustrem wody niektóre z nich są resztkami po istniejącym wcześniej moście drewnianym.

Pracą przy budowie statków kierował szkutnik, który zarządzał około 50- cioma mieszkańcami Krzeszowa i okolicznych miejscowości, którzy od wiosny do jesieni pracowali w krzeszowskim porcie. Statki budowane w Krzeszowie były równie obsługiwane przez tutejszych mieszkańców. Załoga statków liczyła od kilku do kilkunastu osób- flisaków. Największy budowany tu statek czyli szkuta liczyła 20 członków załogi. Statek ten podobnie jak np. tutejsze dubasy, łyżwy i berlinki, mógł płynąć do Gdańska z prądem rzeki i z powrotem dzięki żaglom, które statki te posiadały. Na trwający kilka tygodni rejs tutejsi flisacy zabierali następujące zapasy: mąkę , kaszę gryczaną, słoninę, jaja, kapustę kiszoną no i oczywiwiście nie obyło się bez sporych ilości okowity. Przed wypłynięciem w pierwszy w roku rejs odbywała się coroczna kontrola Sanu, przeprowadzana przez specjalnego inżyniera żeglugi, w jej trakcie usuwano z rzeki wszystkie przeszkody naniesione przez wiosenne powodzie. Pod koniec XVIII wieku flisem czyli żeglugą zajmowało się około 50-ciu mieszkańców Krzeszowa i okolicznych wsi, którzy w ten sposób zarabiali na życie. Z krzeszowskiego portu spławiano równie drewno, chociaż w małych ilościach. Zamojscy bardzo dbali oto by nie dochodziło do nadmiernego wyrębu. Te niewielkie ilości drewna w postaci bali sosnowych spychano do rzeki przy pomocy długich żerdzi. Następnie
zbijano w je w tafle o szerokości 8 m, te z kolei spinano w pasy o długości 150 m. Z połączenia 4 pasów powstawała tratwa. Na każdej tratwie pływało 8 flisaków. Po dopłynięciu do Gdańska drewno wraz ze sprzętem do spławu sprzedawano a podróż z powrotem odbywała się już lądem.

Flisacy krzeszowscy rzemiosła swego uczyli się w Ulanowie gdzie znajdowała się siedziba cechu a następnie Bractwo Świętej Barbary patronki flisaków. Stopniowy upadek żeglugi na Sanie przypada na okres zaborów, kiedy to pojawiły się zakazy zaborców dotyczące transportu rzecznego. Zaprzestano budowy statków a już istniejące niszczały. Ostatecznie w II połowie XIX wieku port przestał istnieć. Pozostały jedynie 2 promy, którymi mieszkańcy Kamionki przedostawali się na drugi brzeg Sanu w czasie sianokosów. Podobny upadek przeżywał sam Krzeszów, który w roku 1869 utracił prawa miejskie.

Warto przypomnieć, że już w roku 1850 hrabia Andrzej Zamojski postanowił wypróbować żeglowność Sanu. W końcu października statkiem parowym"Kraków" przepłynął od Sandomierza do Przemyśla i Dubiecka. 5 listopada"Kurier Warszawski" donosił:

"Z przyjemnością pospieszamy z udzieleniem wiadomości otrzymanych z Dubiecka , w dniu 25 października zawitał w nasze strony statek parowy"Kraków", a na nim przybył Hr. A.Zamojski. Cóż za niepowszechne i miłe zdarzenie ujrzeć między nami Szanownego Męża, twórcę tego przedsięwzięcia. przybył on do nas w towarzystwie dwóch Synów, nadto Xięcia Leona Sapiehy, tegoż córki, syna, panów Gwalberta Pawlikowskiego i Włodzimierza Dzieduszyckiego. Na wiadomość o przybyciu statku cała ludność miasteczka i okoliczni ziemianie"wysypała się nad rzekę" dla powitania gości i okazania serdecznego uczucia Andrzejowi Zamojskiemu, winszując Mu spełnienia jego zamiarów. Zabawiwszy dla spóźnionego dnia pory, tylko godzinę, odpłynęli nasi goście nazad do Krasiczyna, na statku niezaładowanym wprawdzie ani zbożem ani towarami. W dwa dni później 27 października przybył Hr. Zamojski do miejscowości Torki powitany entuzjastycznie przez okoliczną ludność, dawnym staropolskim zwyczajem chlebem i solą oraz wieńcem uplecionym z wawrzynu i palmowych gałązek. Statek udekorowano flagami, a na poklad wniesiono kosze.) owoców. Z Torek Hr. Zamojski. udal się do Medyki tak slynnej niegdyś z wielkiego zakładu ogrodniczego.

15 listopada"Kurier Warszawski" od własnego korespondcnta z Krzeszowa podaje ostatnią wiadomość:

"Ku końcowi października, przy poranku już dość chłodnym i deszczyk chwilami kropil, przybył statek parowy"Kraków" do Krzeszowa na Sanie wracając z Dubiecka i Przemyśla..."
W kilka dni później w piśmie tym znalazło się podsumowanie wyprawy hr. Zamojskiego - Wisłą do Krakowa, Dunajcem do Tarnowa i Sanem do Dubiecka:
"Z rezultatów odbytej przez statek parowy"Kraków" podróży okazuje się, że na żadnej z rzek, któremi przepłynął nie natrafiano na przeszkody mogące kłaść tamę żegludze ."
Odnośnie interesującej nas wyprawy Sanem autor w"Kurierze" pisał:
"Nakoniec San, jako główna całej Galicji wschodniej rzeka, przepływając znaczną przestrzeń kraju, odpowiedzieć może w zupełności zamiarom pomysłu, byle tylko stosownie użytą została..."

Wyczyn hr. Zamojskiego uznać należy, jak na owe czasy, za poważny, gdyż borykał się na pewno nie tylko z nurtem rzeki San, ale przecież przekraczał w Krzeszowie kordon graniczny między Austrią a Rosją. Wśród miejscowej ludności l ziemiaństwa wzbudził duże ożywienie i nadzieje na gospodarczy rozwój tych ziem po zaprowadzeniu żeglugi parowej, a Galicyjskie Towarzystwo Gospodarcze wybiło pamiątkowy medal z okazji ukazania się na Sanie pierwszego statku parowego. Medal posiada średnicę 5,5 cm, na awersie widnieje popiersie Andrzeja Zamojskiego otoczone napisem:"C. K. Galicyjskie Towarzystwo Gospodarcze Jędrzejowi Zamojskiemu". Napis przedzielony jest dwoma godłami: godłem rolnika czyli pługiem oraz herbem Jelita, którym pieczętował się ród Zamojskich. Na rewersie przedstawiono miasto Przemyśl wg XVII-wiecznego sztychu, z parostatkiem"Kraków", płynącym Sanem. U góry na gałązce wawrzynu, zwiesza się mapka z uwidocznionym biegiem Wisły, Dunajca i Sanu i zaznaczonymi miastami: Tarnowem, Dubieckiem, Krakowem, Gdańskiem. U dołu znajduje się dwuwierszowy napis:"Przemyśl 23 paźdz. MDCCCL" w otoku zaś czytamy: "Za pierwsze wypłynienie w górę Wisly, Dunajca i Sanu". Napis ten łączy kotwica, jako godło żeglugi. Medal wykonał rzeźbiarz C. Radnitzky z Przemyśla. Odlano go w 300 egzemplarzach w brązie"dla rozdania na pamiątkę wielbicielom Hrabiego" oraz w jednym egz. w srebrze — dla samego Zamojskiego. W zbiorach Muzeum Okręgowego w Przemyślu znajduje się medal brązowy.

Janusz Fąfara
Na podstawie tekstów:
"Żegluga na Sanie" Maciej Skowroński Tygodnik Sanocki 1999 r.
"Czy san będzie znowu rzeką żeglowną ?" Antoni Kunysz 1979 r.

Link do "Szczegółowy opis turystycznego szlaku wodnego Przemyśl – Wisła o długości 173 km"

Link do fragmentu utworu Zygmunta Glogera "Dolinami rzek" pt. "Bug"


Apis 15.09.2007 8528 wyświetleń 4 komentarzy 0 ocena Drukuj



4 komentarzy

Dodaj lub popraw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • Adam Reszka
    Adam Reszka
    W r. 1796 w porcie rzecznym w Krzeszowie urzędnik austriacki inż. Benevenutus Losy von Losennau dokonał inwentaryzacji i oceny techniczno-nawigacyjnej znajdujących się tam na zimowisku statków, uwzględniając wszystkie, będące wówczas w eksploatacji typy (szkuty, dubasy, kozy, łyżwy, galary i berlinki), co świadczyć może o znacznej liczbie cumowanych tam obiektów pływających. Inwentaryzację Losennau`a odnalazła w archiwaliach i opisała: WALIGÓRSKA, K.: "Konstrukcje statków pływających po Sanie i Wiśle w XVIII wieku". (W): Kwart. Hist.Kult. Mat., nr 2/1960. Publikacja ta z uwagi na bezcenne reprodukcje kolorowych rycin i planów, jest jedynym źródłem poznawczym konstrukcji wiślanych statków budowanych metodą szkutniczą. Pozwala też na ocenę liczebności cumującej tam floty i znaczenia krzeszowskiego "pala" czyli portu w eksporcie zboża i innych towarów do Gdańska.
    - 15.09.2007 21:52
    • Z
      zuzanna
      No i proszę! Okazuje się, że ekskluzywną dzisiaj GOLDWASSER nasi retmani z Ulanowa przywozili już w XVI w. swoim kobietom jako gdańską złotą wódkę z Torunia i Gdańska właśnie.
      Tylko co z tą 2-tygodniową kwarantanną, Panie Januszu? Tak bezlitośnie odstawieni "od piersi i kieliszka" i za co? Za to, że własną armatą ochoczo bronili murów Jarosławia? Wink

      Wspaniały artykuł, Panie Januszu, gratuluję. Dzięki Panu poznałam innego Zamoyskiego - Andrzeja - o wiele ciekawszy od Jana, cha, cha, cha!!!
      Serdecznie pozdrawiam
      Zuzanna
      - 21.09.2007 17:32
      • I
        IRENKA
        Dobry i ciekawy artykuł.Pomimo upływu kilku lat od jego napisania postanowiłem trochę go skomentować.Otóż panie Januszu pisze Pan że flisacy z Ulanowa zaprzestali działać w 1968r.To trochę nie tak,mam satysfakcję znać środowisko ulanowskich flisaków.Działalność wznowili już wiele lat temu,tylko nie spławiają drewna,prowadzą spławy turystyczne.Uczestniczę we FLISIE ODRZAŃSKIM już od wielu lat.W tym roku odbył się już XV.Środowisko ulanowskich retmanów to całe klany rodzinne czynne do dziś.W poprzednich latach-dziś już staruszek-Wincenty Pityński,obecnie Mieczysław Łabęcki to ludzie znani w tym środowisku nie tylko w Polsce.To tyle jeśli można podzielić się swoją wiedzą na ten temat.Serdecznie pozdrawiam.Stefan Kintop Szczecin.
        - 23.08.2010 21:02
        • Adam Reszka
          Adam Reszka
          Wszystko to prawda. Ale zanim zorganizowano Flis Odrzański, Liga Morska i Rzeczna w osobie jej Prezesa organizowała w latach 1995-2000 Wiślany Flis do Gdańska - ekspedycję wodniacką promującą Kaskadę Dolnej Wisły i rewitalizację Królowej Rzek Polskich. Do tej ekspedycji dołączali się ulanowscy flisacy na swej tratwie ze swoim retmanem Wickiem Pityńskim i Mietkiem Łabęckim. Wincenty Pityński, ostatni wówczas retman w Polsce, za swe zasługi został odznaczony przez Generalne Szyperstwo Wiślanego Flisu LMiRz medalem pamiątkowym "Retman Wiślany i Bużny".
          - 23.08.2010 21:59

          Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
          Proszę Zaloguj by zagłosować.
          Niesamowite! (0)0 %
          Bardzo dobre (0)0 %
          Dobre (0)0 %
          Średnie (0)0 %
          Słabe (0)0 %
          Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
          Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies