Jak na smoku Viadrusa przechytrzyliśmy
Z dziennika pokładowego: - Płyniemy już kilka godzin i czuje się trochę jak w "Czasie Apokalipsy". Zaczynam wariować. Monotonny krajobraz i powoli płynąca woda męczą. Człowiek na rzece jest nigdzie. Nie przynależy. Między lewym a prawym brzegiem, zawieszony w czasie i przestrzeni, niezakotwiczony. Wiatr i jednostajny warkot silnika zapewniają dyskrecję myślom. Umysł, nieprzyzwyczajony do takiej wolności, szaleje. Boli głowa.
