Twarzą do Odry
Większość łodziarzy z Odry pamięta Nową Sól z lat 90-tych - zapyziała mieścina, bez perspektyw, z zaszarganą moralnością, tak to było. A teraz? Coś niesamowitego, miasteczko jakby z innego wymiaru czasu. Często tam bywam i czasami mam wrażenie, że nie jestem tam, gdzie być powinienem.
Zwyczajowo wraz z kończącym się starym rokiem i rozpoczynającym się nowym jak każe chrześcijańska tradycja następuje podsumowanie mijającego i życzenia na nadchodzący co tez niniejszym chcę uczynić. Podsumowując rok ubiegły próbowałem znaleźć choćby najmniejszy pozytywny aspekt w naszym żeglugowym grajdole. Niestety, choćbym nie wiem jak kombinował – nie udało się. Przykro, ale w minionym roku CUDU NAD ODRĄ nie było. Ale jednak nie do końca, bo okazuje się że w codziennej nadodrzańskiej szarości, w niewidocznej otchłani jednak światełko nadziei rozbłysło. A co jest tą nadzieją?
Większość łodziarzy z Odry pamięta Nową Sól z lat 90-tych - zapyziała mieścina, bez perspektyw, z zaszarganą moralnością, tak to było. A teraz? Coś niesamowitego, miasteczko jakby z innego wymiaru czasu. Często tam bywam i czasami mam wrażenie, że nie jestem tam, gdzie być powinienem. Cała nadrzeczna część miasteczka od tarasu widokowego przy ujściu kanału portowego, poprzez przepiękną odrzańską marinę i klub żeglarski, miejsce postojowe dla większych statków, cały deptak wzdłuż kanału od Odry aż po najdalszą część basenu portowego coraz bardziej przypomina obrazek żywcem wyjęty z fryzyjskiego miasteczka.
A gdy byłem ostatni raz w listopadzie to zdołował mnie dogłębnie widok robotników pracujących przy układaniu kostki granitowej na całej długości skarpy brzegowej od strony deptaka. W tym momencie przelała się we mnie czara goryczy, bo to co "wyprawiają" władze miasta przekracza wszelkie granice nadodrzańskiej, a zwłaszcza wielkomiejskiej (czytaj wrocławskiej) skromności i ortodoksyjnej ascezy. Domniemywam, że chyba nikt z władz wielkiego Wrocławia nie postawił stopy na tej ziemi, bo gdyby był, to na pewno spalił by się ze wstydu – a o takim przypadku nie słyszałem. Moim skromnym zdaniem należą się wielkie słowa uznania za to, jak Nowa Sól potrafiła zwrócić się twarzą do Odry, i to z jak dumnie podniesionym czołem.
Teraz - korzystając z nadmiaru wolnego czasu - pogrzebałem co nieco w mojej biblioteczce i chciałbym, w wielkim skrócie co prawda opowiedzieć o genezie powstawania nia miasta nadrzecznego i oczywiście o czynnikach kreujących rolę Nowej Soli jako miasta portowego czyli o stoczni i porcie.
Z punktu widzenia historii powstanie miasta wydaje się rzeczą banalną. Powszechnie bowiem wiadomo, że powstanie miasta zawsze było związane z dostępem do wody. Problemem nie jest historyczny związek i współzależność miasta z rzeką, ale współczesna ich koegzystencja.
Miasta nadrzeczne rozwijały się generalnie szybciej od tych położonych z dala od większych rzek i najszybciej rozwijały się te, położone nad rzeką uregulowaną, taką jak Odra, co z kolei przekładało się na kolejny etap transformacji miast nadrzecznych, czyli tworzenia się procesów uprzemysłowienia.
Jak wynika z badań struktury funkcjonalnej miast to początek lat siedemdziesiątych odznaczał się bardzo silnym procesem uprzemysłowienia. Niestety, proces ten w jednak mniejszym stopniu niż miasta położone nad Wisłą objął miasta położone nad Odrą. Z sześciu nadodrzańskich miast tylko jedno stało się miastem typowo przemysłowym (Kędzierzyn Koźle), a w dwu następnych przemysł stawał się tylko funkcją współdominującą (Racibórz, Wrocław). Pozostałe zaś miasta spełniały funkcje miast usługowo przemysłowych i takie też funkcje należy przypisać Nowej Soli, gdzie niemałą rolę odegrała dobrze wykształcona droga wodna, jaką była w tym czasie Odra.
Dominującą rolę w przemysłowym rozwoju XIX wiecznego miasta odgrywał przemysł o profilu hutniczo – metalowym i przetwórczym lnu. Przemysł hutniczy reprezentowany dwa zakłady: Stara Huta – założona w 1827 roku i Nowa Huta uruchomiona w 1852 r. Przemysł lniarski reprezentowały zakłady włókiennicze które powstały w 1816 r. które produkowały wysokiej jakości nici lniane. I rzecz jasna Nowosolska Stocznia której prekursorem były trzy warsztaty szkutnicze powstałe w 1844 r.
Jej początki stworzył w 1880 roku majster stoczniowy, Otto Gurschke, który przybył do Nowej Soli z Krosna Odrzańskiego w 1880 roku. Nowy obiekt powstał w ciągu roku wraz z budynkiem mieszkalnym dla majstrów, pomieszczeniami biurowymi, magazynem i warsztatem kowalskim. W stoczni tej początkowo tylko remontowano barki, ale już po uruchomieniu portu także holowniki parowe. Gurschke znany był jako budowniczy 350 tonowej barki tz. "wrocławki" (Breslauer Maß), która charakteryzowała się większa prędkością i lepszą sterownością od pozostałych. Później też budował już większe, 500 tonowe barki tzw. "duże wrocławki".
Po I wojnie światowej do firmy przystąpił Otto Gurschke junior, który zainicjował budowę barek stalowych. W 1924 r. popadli w tarapaty finansowe i sprzedali stocznię w 1925 r Wschodniemu Towarzystwu Ubezpieczeniowemu dla Żeglugi Rzecznej. Dyrektorem został Ewald Machule, a członkami przeważnie prywatni przewoźnicy. Powiększono stocznię i zainstalowano pierwszy dźwig elektryczny. Z początku budowano barki 700 tonowe, ale z biegiem czasu przestawili się wyłącznie na remonty barek rzecznych.
W trakcie działań wojennych (II wojna światowa) dewastacja i zniszczenia stoczni były niewielkie. Po przejęciu przez Polaków w roku 1946 stocznia przeprowadzała remonty zatopionego taboru rzecznego. W latach 1950 – 1952 przeprowadzono modernizację stoczni poprzez rozbudowę zaplecza produkcyjno-socjalnego.
W swojej powojennej historii stocznia niejednokrotnie zmieniała nazwę oraz właściciela. Początkowo nazywała się Państwowa Żegluga na Odrze – Stocznia Nowa sól, następnie Żegluga na Odrze – Baza Remontowa Nowa Sól i Stocznia Remontowa Żeglugi Śródlądowej. W owych czasach stocznia specjalizowała się w remontach taboru pływającego takiego jak barki bez napędu, holowniki, barki motorowe i pchacze.
Przeprowadzona w końcu lat 60 tych g tych gruntowna modernizacja umożliwiła remonty wszystkich jednostek pływających, a w latach 70 i 80 tych stocznie rozpoczęła budowę nowych jednostek pływających w kooperacji ze stocznią we Wrocławiu dla armatorów z Niemiec i Holandii.
W połowie 1995 roku stocznia postawiona została w stan upadłości, a w roku 1997 majątek stoczni zakupiła grupa kapitałowa pod nazwa Stocznia "Konstal" S.J. Specjalizowała się ona w budowie kadłubów barek pchanych, barek motorowych oraz innego typu specjalistycznego taboru pływającego. Nie będę omawiał całkiem współczesnych dziejów historii stoczni, gdyż toczy się ona w zupełnie dla mnie (i nie tylko dla mnie) niezrozumiałym chaosie i niejasnych doniesieniach, a nie chciał bym przypadkiem przekręcać rzeczywistości. I niech tak na razie pozostanie.
Kolejnym przykładem związku miasta z Odrą i z Europą jest historia nowosolskiego portu.
Jego powstanie jest nierozerwalnie związane z warzelnią soli. W roku 1592 zamykając starorzecze Odry otaczające wyspę "Mały Lasek" założono pierwsze warsztaty szkutnicze które przekształciły się w wyżej omawianą stocznię. Pod koniec XIX wieku wraz z rozwojem stoczni rozbudowano infrastrukturę przeładunkową i wybudowano nowy most zwodzony.
Pierwsze większe parowce port zaczął przyjmować w roku 1897. W tym czasie ciągle port ulegał modernizacji, postawiono pierwsze stalowe dźwigi, wzmocniono nabrzeże. Po zakończeniu I wojny światowej wybudowano składy paliw, i uruchomiono nowy, stalowy most portowy. Do roku 1927 portem administrowało miasto, później wydzierżawiony został Towarzystwu Parowej Żeglugi Rzecznej w Fürstenbergu.
Do chwili rozpoczęcia II wojny światowej nowosolski port był jednym z najbardziej prężnych portów Odry środkowej. W czasie II wojny światowej pełnił ważną rolę przeładunkową na Odrze. W przeddzień zajęcia miasta przez wojska radzieckie w porcie znajdowało się kilkadziesiąt barek a w trakcie walk o miasto kilka zostało zatopionych. Do 1946 roku portem zarządzali Rosjanie, w latach 50 i 60 znaczenie portu ograniczyło się do formy bazy jednostek oczekujących na remonty.
Na początku lat 70 tych po dokonanym remoncie nabrzeża i modernizacji urządzeń dźwigowych wznowiono działalność przeładunkową. Ładowano przeważnie na eksport miedź i odpady poflotacyjne z pobliskiej huty miedzi w Głogowie, klinkier, a w imporcie wyładowywano paszę, zboża i nawozy. Ostatnią jednostką która doszła z ładunkiem cementu 25.05.2003r. była BM – 5112, a przed nią pod załadunk kostki brukowej weszła 06.05.2003 r. BM – 5109. Ostatnim statkiem w porcie ładującym konstrukcje wielkogabarytowe był Bizon 149. Port w Nowej Soli najprawdopodobniej już nigdy nie będzie portem handlowym - jedyni świadkowie historii miasta portowego powoli wykruszają się. Pozostał jedynie mało reprezentatywny kawałek historii Żeglugi na Odrze, dziś własność "Odratransu" - firmy, która już od lat sama kreuje swój niechlubny wizerunek.
Ale zawsze można wpaść poplotkować do "Majówki" - czyli przepięknej pasieki Zdzicha Maja - i delektować się pyszną kawą z miodem i nie tylko, oraz zaglądnąć do firmy "Glas" Jurka Sołowskiego, znanego jako "Piękny Lolo".
Kończąc chciałbym wszystkim odwiedzającym ten portal złożyć życzenia noworoczne. A więc życzę wszystkim, aby nikt nigdy nie zaznał takiego upodlenia jakiego ja doznałem, aby nikomu z was tak jak mnie, po 42 latach współtworzenia historii największego odrzańskiego przewoźnika nie przyszło żebrać o urzędową jałmużnę w Urzędzie Pracy. Gorzej już nie można być upodlonym. Aby wszyscy mieszkańcy nadodrzańskich i w ogóle nadrzecznych miast i miasteczek mogli patrzeć na rzekę z podniesionym czołem - tak jak mieszkańcy Nowej Soli.

Proszę Zaloguj by zagłosować.