O Wiśle, Bugu i łodziach
Każdy zamożniejszy ziemianin w pobliżu, Wisły, Sanu, Narwi, i Bugu mieszkający miał już za czasów zygmuntowskich własne szkuty i stałych szkutników.
O Wiśle, Bugu i łodziach
Każda odnoga i zatoka zowie się łachą. Drzewo które obalone z ostrowu leśnego do wody i uniesione jej prądem, pozostało na dnie rzeki i jeżeli ma sterczące pod wodą konary jest groźne dla statków, zowie się wilkiem, lub prądem. Kamień duży podwodny zowią tu nie rapą, jak nad Niemnem, ale rafą, a mieliznę hakiem, zatrzymuje ona statek czy tratwę na uwięzi. Berlinka nie mająca spiczastego dzioba czyli nosa zwanego kafą, lecz zaokrąglona, zowie się kogutem. Mniejszymi od berlinek są dubasy i szkuty. Te ostatnie wspominane już przed wiekami są może pierwotnym typem statków używanych na Wiśle do przewozu zboża od czasu jak za doby Piastów powstał handel zbożowy do Gdańska. Każdy zamożniejszy ziemianin w pobliżu, Wisły, Sanu, Narwi, i Bugu mieszkający miał już za czasów zygmuntowskich własne szkuty i stałych szkutników. Większe dobra miały całe floty z takich szkut składające się.
Łódź wielką bez przykrycia, do przewożenia drzewa kamieni i innych materyałów służącą, zowią bajdakiem lub bajdasem, a nieco mniejszą z nosem spiczastym, używaną w ostatnich czasach do żwiru rzecznego, zowią kozą. Koniec każdego większego statku przodowy czyli jego nos zowie się sztabą, a koniec tylny rufą. Obok głównego żagla, w razie silnego wiatru zakłada się drugi pomocniczy, zwany szpantałem. Wyrażenie Klonowicza, że wiatr "dmie w pole obie" czyli w obie poły, stosuje się właśnie do rozpiętych obu żagli. Rabędy są to liczne nie długie sznurki, którymi bok żagla przywiązany jest do masztu.
Trylem zowie się długa lina uwiązana jednym końcem do masztu, za którą ludzie najęci w braku pomyślnego wiatru do holowania pod wodę ciągną statek w górę rzeki. Reja, czyli maszt poboczny, przywiązana jest do masztu głównego powrozem zwanym duszą. Drąg okuty, do popychania statku służący, zowie się szprysą a długie wiosło z piórem na końcu okutym, zowie się pojazdą. Na wioślisku czyli drążku pojazdy nasadzony jest poprzeczny, do opierania o ramię flisa hamerek, (tak nazwany od podobieństwa do młotka). Dwa kołeczki pionowe na burcie łodzi, pomiędzy które wkłada się wiosło do łatwiejszego wiosłowania, zwane są dulkami, a szufelka mała z krótką rączką, służąca do wylewania wody ze statku zowie się korczakiem. Mgłę nazywają flisacy mamką, może dla tego że zwykle bywa ona w zaraniu dnia. Mała podrywka, głównie do połowu kiełbi służąca, zowie się trzcieńcem, samołowka zaś z przynętą na ryby upleciona z rózeg łozowych, w kształcie walca zawieszonego w jednym końcu spiczasto, a nosząca nad Narwią nazwę wierszy, tutaj zowie się wiraszką. Pływak, czyli pływający przy brzegu młyn wodny (jakich tu było bardzo wiele dawniej, a dziś wychodzący już z użycia), zowie się w mowie ludu równie nieprzyzwoicie jak za czasów Klonowicza mianowany był przez wszystkich. Kto ciekawy może odszukać sobie te nazwę w słowniku Lindego pod wyrazem zaczynającym się od bz a kończącym na l. Pierwsze takie pływaki spotkaliśmy w naszej podróży pod Cząstkowem.
Klonowicz objaśnia mową wiązaną znaczenie wyrazów: szkuta, sztaba, rufa, pojazda, styr, maszt, reja, żagiel, dusza, prądowina, prąd, raffa, samica, łacha, frior, wiślisko, zator ostrów, kępa, wart, wilk, hak, trel, bz . . . l, mamka, stryj i kilka jeszcze innych. Widzimy z tego, że prawie wszystkie nazwy, które zapisałem dzisiaj z opowiadania moich wioślarzy, miały już to samo znaczenie u flisów mazowieckich za czasów zygmuntowskich, a niewątpliwie, jak znajdujemy wskazówki tego gdzieindziej, upowszechniły się jeszcze w wiekach dawniejszych, kiedy flisowie polscy za doby Piastów spotykali się u ujść Wisły i Odry z żeglarzami krajów niemieckich i całej Europy.
Z książki Zygmunta Glogera: Dolinami rzek...
Bug w okolicach Niemirowa, zanieczyszczony jest haniebnie odwiecznemi tamami kamiennemi, czyli groblami po starych młynach, stanowiącemi często niebezpieczne dziś przejście dla statków i tratew. Pod Krynkami, Gnojnem, Klepaczewem i Ostrowem znajduje się takich grobel kilkanaście.
Łożysko bugowe na trzech czwartych swej szerokości zawalone jest w podobnych miejscach ukośnym wałem kamieni, który zmusza całą rzekę do ścieśnionego przejścia, gdzie płynie ona nurtem wzburzonym i gwałtownym. Tamy powyższe muszą oczywiście być dawniejsze, niż uchwała sejmowa z r. 1548 orzekająca, że Bug począwszy od Sokala, nie może być nigdzie żadnemi groblami hamowany, pod karą 200 marek srebra. W roku następnym uchwałę tę potwierdzono i oznaczono czas do zniesienia wszystkich grobli i jarów na Bugu, z wyjątkiem jednej tamy Mikołaja Ostroroga, w województwie Bełzkiem, która służyła do zabezpieczenia jego zamku. Obowiązano wszakże Ostroroga, aby obmyślał wszelkie środki ku wygodzie i bezpieczeństwu przepływających tamże statków. Musiało jednak znoszenie grobel bugowych iść opieszale, a nawet należy przypuszczać, że nadbrzeżni właściciele usiłowali wówczas budować tamy nowe, skoro konstytucyą sejmową z r. 1633 ponowiono ten rozkaz, zwiększając karę do 1000 marek, a w r. 1641 podnosząc ją jeszcze do 3000 i to bez żadnej apelacyi.
W każdym razie owo wytrwałe budowanie licznych i kosztownych grobli dla młynów, a potem uparte użytkowanie z tychże, dowodzi już niemałego zaludnienia okolic nadbrzeżnych, rozwinięcia w nich przemysłu młynarskiego i przedsiębiorczości szlachty polskiej w dawnych wiekach. Czyż opłaciłoby się bowiem ponosić tyle trudu i kosztu, gdyby nadbuże nie produkowało obfitości ziarna i młyny nie przynosiły pewnych dochodów, a z drugiej strony, czyż sejm uchwalałby tak surowe kary i zakazy, gdyby żegluga nie miała wysokiego, handlowego i przemysłowego znaczenia dla kraju, a mianowicie dla Wołynia i Rusi-Czerwonej położonej nad górnym Bugiem.
Bug był głównym traktem handlowym pomiędzy Wołyniem i Europą. Z pamiętników Wiktoryna Kuczyńskiego, kasztelana podlaskiego, (nie ogłoszonych dotąd drukiem, a przechowywanych przez rodzinę w Korczewie na Podlasiu) widzimy, że Wołyń w XVII i XVIII wieku spławiał swoje zboże Bugiem i Wisłą do Gdańska. Spław ten odbywał się zwykle w porze wiosennej, z powodu najwyższego stanu wody. W r. 1720 "statki z Wołynia, które się opóźniły, obeschły w Kamieńczyku i w Mężeninie, pożyczyły żyto okolicznym mieszkańcom, a tym sposobem ludzie ubodzy uniknęli głodu, gdyż wcale już żyta nie było na Podlasiu, z powodu zeszłorocznego zapalenia i nieurodzaju". W sześć lat później, t. j. roku 1726, tamże imć pan Wiktoryn Kuczyński zapisuje znowu, że z nastaniem suchej wiosny, statki wołyńskie ze zbożem "oschły" na Bugu. W r. 1729 po głębokich śniegach "wielka woda na Bugu przystąpiła i spichrze ze zbożem pozabierała". Każdy szlachcic możniejszy miał wówczas na Bugu własne statki, na których zboże swoje spławiał do Gdańska. Niektórzy jeździli tam sami sprzedawać swoje ziarno, więc i kasztelan podlaski, mimo że się już dorobił znacznej fortuny, niejedokrotnie tak czynił. Każda szkuta, albo kilka szkut razem żeglujących do Gdańska, miały swojego przywódcę, który nazywał się "szyprem". Kuczyński narzeka na starych szyprów, iż wchodzili w konszachty z kupcami i doradza, "aby jednych i tych samych szyprów długo nie posyłać, bo się popsują". Po sprzedaniu zboża zaopatrywano się w Gdańsku na rok cały w rozmaite zapasy kolonialne, towary łokciowe, cukier, wódki gdańskie i t. d. Zbytecznem byłoby dodawać, że tysiące flisów wołyńskich, żeglując przez Podlasie, Mazowsze i Kujawy, a nieraz dla małej wody, zatrzymując się przez czas dłuższy wśród ludu polskiego, przynosiło z powrotem w strony wołyńskie wiele pojęć, wyrażeń, piosnek i ubiorów z nad Wisły. Tak np. rogate czapki (samodziałowe), noszone powszechnie przez lud wołyński do siódmego dziesiątka lat, w wieku XIX, niewątpliwie przyniesione były przez flisów wołyńskich z Mazowsza nad Styr i Horyń.
Flisactwo
Flisactwo (z niemieckiego flöse - spław rzeczny), w dawnej Polsce przewóz towarów (zboża, budulca, smoły itp.) drogą rzeczną. Początkowo przede wszystkim na tratwach, później na różnego rodzaju statkach i łodziach towarowych.
Transporty, złożone z kilku statków lub tratew, pływały od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Na czele takiego transportu płynął retman, na przodzie pierwszej tratwy, a w przypadku statków na łódeczce, zwanej retmaniakiem, który wskazywał drogę spławną. Flisacy rekrutowali się przede wszystkim z chłopów pańszczyźnianych i wolnych.
Flisactwo uprawiano już we wczesnym średniowieczu. Do XV w. przewożono głównie drewno, potem w związku z rozwojem gospodarki folwarcznej przede wszystkim zboże. Docelowe miasto flisaków stanowił Gdańsk. Flisacy posiadali swój odrębny folklor zawodowy (pieśni, opowieści orylskie, gwara). Ich patronką była św. Barbara. Opis życia flisaków wraz z objaśnieniem wszystkich nazw i określeń flisackich, zawarł S.F. Klonowic w swoim traktacie napisanym wierszem w 1595, pt. Flis to jest spuszczanie statków Wisłą i inszymi rzekami do niej przypadającymi.
opracował: Janusz Fąfara

Proszę Zaloguj by zagłosować.